• DartsPL

Barbara Pośpiech i Jakub Broński triumfują we Wrocławiu

Wrocław bardzo długo czekał na możliwość ugoszczenia najlepszych darterów w Polsce. Po kilku latach przerwy Puchar Polski powrócił do stolicy Dolnego Śląska. Przy tarczy najlepsi okazali się Barbara Pośpiech i Jakub Broński. Jednym z bohaterów turnieju był Dima Kovalov – darterska społeczność zebrała dla niego i jego rodziny ponad 5 tysięcy złotych!

Darterska mapa Polski z roku na rok staje się coraz obszerniejsza. Każdego miesiąca możemy udać się na turnieje Pucharu Polski w najróżniejsze zakątki naszego kraju. Dla każdego powinien znaleźć się chociaż jeden turniej, który rozgrywa się w jego najbliższej okolicy. Powody do narzekania mają jednak mieszkańcy Wrocławia. W stolicy Dolnego Śląska niezwykle rzadko organizowane są turnieje pod egidą POD. Oczywiście bardzo mocnym darterskim ośrodkiem jest położona niedaleko Świdnica, w której regularnie można spotkać się z najlepszymi w kraju. To zmieniło się jednak w miniony weekend za sprawą Adriana Żyłki, który zdecydował się zorganizować we Wrocławiu turniej Pucharu Polski. Całym rozgrywkom przyświecał nie tylko cel sportowy – bohaterem turnieju był Dima Kovalov. Pochodzący z Ukrainy darter odebrał podczas turnieju powołanie do kadry Polski na turniej World Masters, a także ponad 5 tysięcy złotych, które darterska społeczność zebrała dla niego i jego rodziny.

Cały turniej Pucharu Polski we Wrocławiu był zorganizowany z myślą o Dimie! Darter z Wrocławia mógł w końcu odebrać swoje powołanie do reprezentacji Polski na turniej World Masters!

Jak przebiegał powrót darta do Wrocławia po kilkuletniej przerwie? Młodość górą Turniej rozgrywany był w Biesiadzie Poleskiej – ostatnim bastionie steel darta we Wrocłaiwu. Choć trudno w to uwierzyć, jest to jedyne miejsce, w którym, w tak dużym mieście, możemy zagrać na sizalowych tarczach. W centrum miasta nie brakuje lokali, w których ustawione są maszyny softowe – jeśli chodzi o steela pozostaje jedynie Biesiada. Lokal nie należy do największych i do dyspozycji organizatorów rozgrywek było zaledwie 9 tarcz. W turnieju męskim do gry zgłosiło się 66 zawodników – szybko stało się jasne, że rozgrywanie fazy grupowej nie ma najmniejszego sensu. Po krótkiej naradzie stolik sędziowski wymyślił optymalne rozwiązanie – dość skomplikowany system rozgrywek łączący drabinki double KO i single KO. Stawka zawodników została podzielona na 4 grupy – każda z nich rozgrywała „mini turniej” w systemie double KO. Zwycięzcy prawej i lewej części drabinki uzyskiwali awans do ćwierćfinałów – od tego momentu turniej rozgrywany był już w klasycznym systemie single KO. Od tego momentu przegrana oznaczała koniec przygody z turniejem. We Wrocławiu stawiło się tego dnia kilku czołowych polskich zawodników. Na wycieczkę do Dolnego Śląska zdecydował się chociażby Sebastian Steyer, który po przygodzie z Mistrzostwami Świata WDF w Lakeside, bardzo szybko zdecydował się na rzucenie się w wir polskich turniejów. W turnieju wystartowali także chociażby Marcin Słomski i Sławomir Olszewski – obaj to od lat uznane marki na polskim podwórku. Faworytem gospodarzy był Karol Wilgosiewicz – regularny bywalec wrocławskich turniejów klubowych miał za sobą doping i wsparcie miejscowych darterów. Żaden z wymienionych zawodników nie sięgnął jednak tego dnia po najwyższe laury. Ba! Żaden z nich nie zameldował się nawet w finale. W sobotnim turnieju najwięcej do powiedzenia mieli zawodnicy młodzi, którzy dopiero pracują na swoje nazwiska. Mowa o Jakubie Brońskim i Romanie Paniczu, którzy nie mieli tego dnia litości dla bardziej doświadczonych kolegów i zawędrowali aż do wielkiego finału. Obaj dopiero od niedawna występują w turniejach ogólnopolskich, ale obaj zdążyli się już pokazać z niezłej strony podczas Grand Prix w Tarnowie Podgórnym. Panicz zagrał kapitalne zawody w niedzielnym turnieju, gdy doszedł do ćwierćfinału, a Broński, co prawda, nie był w stanie dojść w turniejowej drabince tak wysoko, ale potrafił ograć chociażby Łukasza Wacławskiego. We Wrocławiu obaj spisywali się kapitalnie. Po przebrnięciu przez pierwszą część turnieju zameldowali się w ćwierćfinałach i od samego początku nie mieli łatwego zadania. Broński zmierzył się na tym etapie z Sebastianem Steyerem. Młody wrocławianin nie był faworytem tego starcia, ale po kapitalnym spotkaniu sprawił sensację i wygrał 4-2. Panicz na tym samym etapie turnieju mierzył się z Karolem Wilgosiewiczem. Obaj darterzy spotkali się ze sobą w Tarnowie Podgórnym. Zarówno wtedy, jak i we Wrocławiu górą był Panicz. Spotkanie było niezwykle wyrównane. Wilgosiewiczowi często brakowało odrobiny precyzji na podwójnych, z czego skrzętnie korzystał Panicz. Roman wyszedł na prowadzenie 3-2, ale Karol do końca nie odpuszczał i po zwycięstwie w kolejnej partii doprowadził do decidera. Kiedy wydawało się, że inicjatywa przechodzi na stronę dartera z Oławy, Panicz zagrał lega marzeń. W najważniejszym momencie spotkania zabrzanin był w stanie zagrać perfekcyjnie. Roman bombardował pole potrójnej dwudziestki i po serii wysokich wyników zostawił Karola w tyle i niezagrożony zapewnił sobie awans do półfinału. W kolejnej rundzie Panicz i Broński nadal nie zamierzali żegnać się z rozgrywkami. Roman po kolejnym deciderze ograł 4-3 Krzysztofa Buchowskiego, a Broński wygrał 4-2 z kolejnym niezwykle doświadczonym rywalem – Tadeuszem Rybką. Sam Rybka jest żywym dowodem na historię turniejów Pucharu Polski we Wrocławiu. Tadeusz triumfował w takim turnieju 7 lat temu – w 2015 roku! Tym razem nie dostał jednak szansy na powtórzenie tego sukcesu – w finale naprzeciw siebie stanęli Kuba Broński i Roman Panicz.

Karol Wilgosiewicz miał wobec turnieju we Wrocławiu spore nadzieje Po raz drugi, w krótkim odstępie czasu musiał jednak uznać wyższość Romana Panicza.

Finał nie przyniósł kibicom rozczarowania. Przede wszystkim trzymał w napięciu aż do ostatnich legów spotkania. Dosłownie ostatnich – do wyłonienia triumfatora niezbędny był decydujący 9. leg. W spotkanie lepiej wszedł Panicz, który na starcie zbudował sobie nad rywalem przewagę. Broński nie zamierzał jednak oddawać rywalowi pola i po nerwowym początku szybko wrócił do świetnej gry z poprzednich rund. Wrocławianin doprowadził w 6, legu do remisu 3-3 i od tego momentu obaj panowie szli łeb w łeb. W dwóch kolejnych partiach obaj popisali się zejściami z 99 punktów i doprowadzili do decydująego lega. Roman był tego dnia dobrze zaznajomiony z grą na pełnym dystansie legów – w dwóch poprzednich rundach udawało mu się przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść, właśnie w deciderach. W finale więcej zimnej krwi zachował Broński, który wygrał ostatnią partię i mógł cieszyć się ze swojego pierwszego trofeum w karierze. Faworytki dały radę! W turnieju Pań obserwowaliśmy dokładnie odwrotną sytuację. Faworytki udowodniły swoją ogromną klasę i zdominowały sobotnie rozgrywki. Mowa o Aleksandrze Grzesik-Żyłce i Barbarze Pośpiech, które pokazały się we Wrocławiu z najlepszej strony i dotarły do wielkiego finału. Grzesik-Żyłka w świetnej formie znajdowała się już podczas Grand Prix w Tarnowie Podgórnym – zawodniczce ze Świdnicy dwukrotnie udawało się tam dochodzić do finałów turniejów singlowych. Pośpiech również od jakiegoś czasu zaliczana jest do czołówki polskich darterek. We Wrocławiu obie Panie potwierdziły swoje ogromne umiejętności. Wszystko zaczęło się jednak od fazy grupowej. Turniej Pań przebiegał w dużo bardziej klasycznej, jak na Puchar Polski, formule. Czternaście zawodniczek zostało podzielonych na 4 grupy, a dwie najlepsze z każdej uzyskiwały awans do ćwierćfinałów. Co ciekawe w jednej grupie wylądowały późniejsze finalistki! Grupę 2 trzeba było uznać grupą śmierci – oprócz Grzesik-Żyłki i Pośpiech zagrały w niej Gosia Pacierpnik i Lidia Konwent! W lepszej sytuacji przed fazą play-off postawiła się Basia, która wygrała grupę i zmusiła Olę do gry z jedną ze zwyciężczyń grupy. W pozostałych grupach z dobrej strony pokazała się Iwona Kopczyńska, która dość niespodziewanie pozbawiła pierwszej lokaty Eweliny Modrzejewskiej. Z triumfu w swojej grupie mogły cieszyć się także Nina Lech-Musialska i Aleksandra Boniecka. W fazie ćwierćfinałowej hitowo zapowiadało się starcie Aleksandry Grzesik-Żyłki z Niną Lech-Musialską. Nina jeszcze kilka sezonów temu była prawdziwą dominatorką kobiecych turniejów darta – ostatnimi czasy coraz częściej musi uznawać wyższość rywalek. Tak było też w sobotę. Nina wygrała co prawda pierwszego lega rywalizacji z Grzesik-Żyłką, ale kolejne 4 partie padły łupem świdniczanki. Do tego Ola dołożyła półfinałowy triumf ze świetnią spisującą się tego dnia Iwoną Kopczyńską. W walce o finał nie straciła nawet lega! W dolnej części drabinki sukcesy święciła Basia Pośpiech. W ćwierćfinale Pośpiech najadła się jednak sporo strachu, bo dopiero po decydującym legu ograła Justynę Koleszko. W kolejnym meczu Pośpiech zapewniła sobie triumf znacznie szybciej – 4-1 ograła Ewelinę Modrzejewską, która pomimo zajęcia drugiego miejsca w grupie zameldowała się w półfinale, po ograniu Oli Bonieckiej w ćwierćfinale.

Aleksandra Grzesik-Żyłka po raz kolejny udowodniła swoja ogromną darterską klasę. Darterka ze Świdnicy znajduje się ostatnio w kapitalnej formie! Problemem pozostają jedynie przegrane w finałach...

Finał turnieju Pań, podobnie jak ten u Panów, rozstrzygnął się dopiero w deciderze. Przy tarczy finałowej spotkały się dwie świetne zawodniczki. Trudno było wyznaczyć faworytkę i jasno stwierdzić, która z nich bardziej zasłużyła na triumf w całym turnieju. Mecz miał niezwykle wyrównany przebieg. Obie panie szły łeb w łeb i żadna z nich nie była w stanie odskoczyć na nawet dwulegową przewagę. Gdyby mecz toczono do przewagi dwóch legów, to pewnie finał nie skończyłby się szybko. Mecz musiał się jednak rozstrzygnąć w 7 legu. W nim lepiej poszło Pośpiech, która zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i podobnie jak w fazie grupowej okazała się od rywalki minimalnie lepsza. Więcej darta we Wrocławiu! Niezwykle przyjemnie było wybrać się do naszego rodzinnego Wrocławia na turniej Pucharu Polski. Mamy nadzieję, że w przyszłości najlepsi darterzy i darterki w Polsce ponownie wybiorą się w podróż do stolicy Dolnego Śląska i nie był to ostatni taki turniej. Oczywiście możliwości Biesiady Poleskiej nie są ogromne i przy bardzo dużej frekwencji rozegranie takiego turnieju mogłoby się okazać nieznośne, ale w sobotę nikt nie mógł narzekać. Dobra organizacja turnieju i przytomna decyzja o dostosowaniu formatu gry do liczby tarcz sprawiły, że rozgrywki zakończyły się o cywilizowanej porze, a każdy z zawodników mógł rozegrać przynajmniej dwa spotkania! Pozostaje liczyć, że Wrocław nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i na stałe zagości na darterskiej mapie Polski. Takie miasto powinno mieć na niej swoje miejsce! Autor - Arek Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.