• DartsPL

Bull&Bust #8 – Durrant liderem i Gerwen poza play-offami!

Po prawdziwym maratonie z Premier League poznaliśmy najlepszą czwórkę tegorocznej edycji. Przyszedł czas na podsumowanie gry wszystkich zawodników i wybranie bulla i busta ostatnich gier w Milton Keynes BULL – Glen Durrant Tytuł bulla nie mógł powędrować do nikogo innego jak Glena Durranta. Duzza w fantastycznym stylu zaprezentował się w swoim debiutanckim sezonie w Premier League i udowodnił niedowiarkom, że decyzja o przyznaniu mu dzikiej karty była w pełni uzasadniona. Anglik do Milton Keynes przyjechał w roli lidera i w na tej samej pozycji zakończył rozgrywki. Durrant przez pierwsze 8 meczów w Marshall Arenie był niepokonany. Doznał porażek dopiero w dwóch ostatnich kolejkach, w których był już pewny awansu do półfinałów. Glen imponował niezwykle równą formą i świetną odpornością psychiczną. Dla Duzzy nie było meczów przegranych - nawet przy wyniku 2-7 z Michaelem Smithem nie stracił wiary w odwórcenie losów spotkania i udało mu się doprowadzić do remisu 7-7. Durrant pokazał się ze świetnej strony w meczach z Michaelem van Gerwenem. Duzza najpierw ograł rywala 7-3, a następnie w drugiej rundzie udało mu się wywalczyć niezwykle cenny jeden punkt. Po niezwykle udanym turnieju World Matchplay, w którym Glenowi udało się dotrzeć do półfinału, Durrant po raz kolejny udowodnił, że jest obecnie jednym z najlepszych zawodników na świecie i nikt nie może go lekceważyć. Anglik zakończył rywalizację ligową z 21 punktami i na turniej finałowy w londyńskiej O2 przyjedzie jako mocny kandydat do wygrania całych rozgrywek. Nominowani Peter Wright – Snakebite po rozczarowaniu w Matchplayu i zaledwie ćwierćfinale liczył na dobry występ w Premier League. Szkotowi udało się to osiągnąć i zakończył rozgrywki na 2 miejscu tuż za plecami bezkonkurencyjnego Glena Durranta. W Marshall Arenie Wightowi nie zawsze wszystko układało się po jego myśli, ale nawet w przegranych meczach prezentował się z dobrej strony. Dla Petera najtrudniejszy był początek drugiej rundy rozgrywek. W pierwszych 3 kolejkach Wright zaliczył 3 porażki i na chwilę wypadł poza czołową 4 tabeli. Kiedy wydawało się, że Wright może mieć problemy z załapaniem się na turniej finałowy, Szkot zaczął seryjnie wygrywać mecze i koniec końców przebił się na pozycję wicelidera. Imponująca wygrana 8-1 nad Michaelem van Gerwenem, czy zwycięstwo nad Glenem Durrantem, które przerwało jego imponującą serię meczów bez porażki sprawiły, że Wright w bardzo dobrym stylu zapewnił sobie wyjazd do Londynu na finały Premier League. Do osiągnięć Snakebite’a w ostatnich dniach należy też dorzucić 9-dartera rzuconego w meczu z Darylem Gurneyem. Dla Szkota była to pierwsza telewizyjna dziewiąta lotka w karierze. Na pewno smakowałaby dużo lepiej, gdyby Wrightowi udało się sięgnąć w tamtym meczu po komplet punktów, ale nie zmienia to faktu, że jest to dla niego duży powód do radości. Gary Anderson – Mało kto spodziewał się, że Szkot nawiąże jeszcze do swojej dyspozycji z najlepszych lat. Jeszcze przed restartem rozgrywek Anderson prezentował się mizernie i wydawało się, że jego spadek w rankingu PDC jest tylko kwestią czasu. Gary najpierw obronił czołową 10 Order of Merit wspaniałym występem w World Matchplay (zapomnijmy o finale ;) ), a następnie potwierdził tylko swoją dobrą formę podczas dokończenie rozgrywek Premier League. Flying Scotsman ostatecznie zakończył rozgrywki na 4 miejscu, zbierają łącznie 19 punktów. Jego awans do turnieju finałowego nie był jednak chociaż na chwilę zagrożony. To właśnie on przez długi czas znajdował się tuż za plecami Glena Durranta i wydawało się, że tylko Szkot mógłby zabrać Anglikowi pierwsze miejsce. Anderson dwukrotnie zdemolował wręcz Michaela Smitha, pozwalając rywalowi na ugranie zaledwie 5 legów w dwóch spotkaniach jakie rozegrali w Marshall Arenie. Jeżeli dorzucimy do tego zwycięstwa nad Peterem Wrightem i Michaelem van Gerwenem to jasno możemy stwierdzić, że Gary znowu może bić się z każdym. Jedyną wpadką Szkota były dwa spotkania z Gerwynem Pricem, w których Anderson nie mógł nawiązać większej walki. Mamy nadzieje, że Flying Scotsman utrzyma swoją dobrą formę do października i w O2 po raz kolejny pokaże się z dobrej strony. BUST – MICHAEL VAN GERWEN Zdecydowanie największym rozczarowaniem ostatnich dni w Milton Keynes była postawa Michaela van Gerwena. Holender gra w rozgrywkach Premier League nieprzerwanie od 2013 roku i za każdym razem dochodził do finału! W tym roku, po raz pierwszy od 7 lat Gerwena zabraknie w meczu o pierwsze miejsce. Ba! Zabraknie go w półfinałach, bo rozgrywki ligowe zakończył dopiero na 6 miejscu. Lider światowego rankingu przez cały pobyt w Milton Keynes prezentował dość chwiejną formę. Poza pojedynczymi przebłyskami w niczym nie przypominał jednak siebie sprzed przerwy na koronawirusa. Rozbrat z dartem wyraźnie zaszkodził Holendrowi i Gerwen wciąż musi poszukiwać swojej optymalnej formy. Podsumowaniem jego występów w Marshall Arenie była porażka z Darylem Gurneyem, w której Mighty Mike ugrał zaledwie 2 legi! Mecz z Irlandczykiem z Północy, który już od jakiegoś czasu nie liczył się w walce o turniej finałowy był dla Holendra niezwykle istotny – Gerwen w przypadku zwycięstwa zachowywał jeszcze szanse na wdarcie się do czołowej 4 tabeli ligowej. Michael spisał się jednak fatalnie i dopisał na swoje konto kolejny przeciętny występ. Van Gerwen po kompletnie nieudanym dla siebie turnieju World Matchplay dorzuca kolejną porażkę i jak na razie wiele mu brakuje do swojej optymalnej dyspozycji. Nominowani Michael Smith – Michael Smith przyjeżdżał do Milton Keynes jako jeden z faworytów do wywalczenia sobie miejsca w czołowej 4 fazy zasadniczej. Bully Boy po bardzo udanym dla siebie Matchplayu liczył na podtrzymanie świetnej dyspozycji. W 10 meczach rozegranych w Marshall Arenie Smithowi udało się jednak wygrać tylko 2! Bardzo szybko stało się jasne, że Anglik będzie miał spore problemy z wywalczeniem sobie miejsca w turnieju finałowym. Z każdą kolejką i z każdym straconym punktem Smith obsuwał się w tabeli i ostatecznie rywalizację zakończył na dopiero 7 miejscu z dorobkiem zaledwie 13 punktów. Michael nie mógł wejść w odpowiedni rytm i miał ogromne problemy z trafianiem w podwójne. Indolencja Smitha sprawiała, że nawet w meczach, w których grał dobrze, niska skuteczność na checkoucie sprawiała, że nie mógł cieszyć się z kompletu punktów. Bully Boy nie popisał się w obu starciach z Garym Andersonem, w których przegrywał z rywalem z kretesem. Anglik nie był też w stanie wygrać meczu z Glenem Durrantem, w którym prowadził już 7-2 i do wygranej potrzebował zaledwie jednego lega! Bully Boy przegrał kolejnych 5 legów i kolejny raz rozczarował swoich fanów. Przed nami jeszcze sporo grania i Smith musi powrócić do dyspozycji z Matchplaya, aby myśleć o dobrych wynikach w World Series Finals i Grand Slamie. Contenderzy – Po raz pierwszy w Bull&Bust nominacja grupowa. Otrzymują ją wszyscy zawodnicy, którzy w Milton Keynes wystąpili gościnnie. Podczas 3 kolejek pierwszej rundy w Marshall Arenie zgodnie z założeniami wystąpili challangerzy, którzy nie zdobywają punktów do klasyfikacji ligowej, ale mają szansę pokazać się szerszej publice w starciach z najlepszymi na świecie. Pomysł ten wprowadzono w życie przy okazji poprzedniej edycji Premier League, w związku z wycofaniem się z rozgrywek Gary’ego Andersona. W tym sezonie contenderzy niejednokrotnie pokazywali, że są w stanie sprawić kłopoty zawodnikom występującym w Premier League na co dzień. Bilans challangerów w Milton Keynes? 3 mecze, 3 porażki i zaledwie 3 wygrane legi. Żaden z zaproszonych zawodników nie nawiązał nawet odrobiny rywalizacji z bardziej utytułowanymi rywalami i byli jedynie dostarczycielami punktów. Chris Dobey w meczu z Daryem Gurneyem „popisał się” mizerną średnią, która nie przekroczyła nawet 80! Na pocieszenie dla Hollywooda udało mu się ugrać „aż” 2 legi – najwięcej spośród wszystkich contenderów występujących w Milton Keynes. Jeffrey de Zwaan w rywalizacji z Peterem Wrightem ugrał jedynie jedną partię, a jego rodak Jermaine Wattimena mecz z Gerwynem Pricem zakończył z zerowym dorobkiem. Na usprawiedliwienie całej trójki działa fakt, że znajdujemy się w dość specyficznym momencie i większość z nich nie miała okazji do regularnej gry w ostatnim czasie. Autor - Arkadiusz Salomon