• DartsPL

Czas na ćwierćfinały!

Czwarta runda Mistrzostw Świata PDC dobiegła końca. W Nowy Rok w Alexandra Palace impreza zostanie wznowiona. W grze zostało już tylko ośmiu zawodników, a najlepszego dartera globu poznany w poniedziałek!


Rok temu o tej porze emocjonowaliśmy się meczem Ratajskiego z Buntingiem. I tym razem chrapki nie powinniśmy mieć mniejszej. Już wkrótce przed nami kilka szlagierów. O ile początkowe dni mistrzostw nie rozpieszczały nas poziomem, o tyle kilka starć z ostatnich dni wszystko oddało z nawiązką.


Dart kontra covid

Czasy, w których przyszło rozgrywać Mistrzostwa, nie rozpieszczają kibiców. Zawodnicy przed meczami są poddawani testom na koronawirusa. Niestety pozytywny wynik wyklucza ich z rozgrywek. Jako pierwszy dodatni wynik otrzymał Raymond van Barneveld, ale już po przegranym meczu z Robem Crossem. Barney tłumaczył swoją słabą końcówkę przeciwko Voltage’owi nienajlepszym samopoczuciem. Niedługo później z turnieju został skreślony Vincent van der Voort. Dutch Destroyer mecz z Wadem musiał oddać walkowerem. Wśród kibiców przewinęło się kilka negatywnych opinii, lecz na to nie było mocnych. Wszystko to okazało się ciszą przed burzą, gdy ogłoszono obecność koronawirusa u Michaela van Gerwena. Jeden z pretendentów do końcowego triumfu także musiał wycofać się z gry. „To nie ma sensu”, „Trzeba odwołać”, „Dokończmy kiedy indziej i w bańce” – pisano na forach i w social mediach. Głos zabrał także Gerwyn Price, który zdyskredytował dalsze mecze. Później do grona pechowców dołączył jeszcze Dave Chisnall i najgorsze jest to, że nie wiadomo czy to koniec. Dodatni wynik ujrzał także Danny Noppert, lecz on podobnie jak Barney, próbując przetransportować się do Holandii już po przegranym meczu.


Ciężko wymagać od PDC, żeby przełożyli mistrzostwa na inny termin, skoro wszystkie kontrakty sponsorskie zostały podpisane, a bilety wyprzedane. Oczywiście, że wizerunkowo turniej ucierpiał, zwłaszcza gdy z gry wypadł MvG, lecz pod warunkiem, że dwóch graczy w finale nie będzie miało covidu nie widzę szans na niedokończenie mistrzostw w pierwotnym terminie.


Eksplozja Rydza i Smitha

Na początku grudnia Anglicy nie mogli być pewni fantastycznej gry wielu swoich reprezentantów. Wprawdzie od Wade’a lub Aspinalla można wymagać bardzo dobrej gry, ale bez wątpienia po trzynastu dniach gry Alexandra Palace ma innych faworytów. Są nimi Callan Rydz i Michael Smith. Ten pierwszy w Londynie spisuje się wprost kapitalnie. O ile po pewnym pokonaniu Yamady i Dolana należały mu się wielkie brawa, tak po rozbiciu Aspinalla wielu kibiców zbierało szczęki z podłogi. Szybkie i widowiskowe rzuty, seryjne 60-tki oraz wysoka skuteczność na podwójnych – The Riot ma wszystko by porwać tłumy, a oglądając jego mecze, ręce same składały mi się do oklasków. 4:0 z The Aspem, siedem maksów i tylko cztery stracone legi! Zaledwie w jednym secie byliśmy świadkami decidera, a wszystkie pozostałe pewnie zapisywał na swoje konto młodszy z Anglików. W kolejnej rundzie także zdecydowanie poradził sobie z Alanem Soutarem. Callan przegrał ze Szkotem pierwszego seta, ale w kolejnych czterech zagrał po prostu koncertowo tracąc zaledwie jednego lega. Najbardziej imponująca jest wielka pewność siebie oraz odporność psychiczna jaką wykazuje się zaledwie 23-letni darter. Pytacie mnie o najlepszego gracza na tym etapie Mistrzostw? Odpowiadam Callan Rydz. Pomimo porażki w ostatniej rundzie na słowa pochwały zasłużył także Soutar. Soots w poprzedniej rundzie po raz kolejny wykazał się wielkim zacięciem i walką do końca. Nie zaliczył tak spektakularnego comebacku jak przeciwko Suljoviciowi, ale w starciu z de Sousą przy stanie 2:3 przetrwał lotkę meczową rywala, którą skwitował wystawionym językiem i szerokim uśmiechem. Szkot wrócił do gry, doprowadził do siódmego seta, a w nim pokonał znów wyżej notowanego rywala. Bez wątpienia swój występ w Ally Pally może zaliczyć do bardzo udanych.

Callan Rydz - to imię i nazwisko w ostatnich dniach odmieniono przez wszystkie przypadki. Jest prawdziwą rewelacją Mistrzostw, a w drodze do ćwierćfinału przegrał zaledwie jednego seta.


Drugim objawieniem Mistrzostw jest Michael Smith. Może nie jest to najlepsze stwierdzenie w stosunku do gracza, który był rozstawiony z dziewiątką, ale wszyscy wiemy jaki rok ma za sobą Anglik. Kiedy wydawało się, że na stałe wypadł z walki o pierwsze lokaty Order of Merit, a jego demony utrudniające skuteczną grę w kluczowych fazach przerosły go, udowodnił wszystkim niedowiarkom, że się mylili. Bully Boy po przekonującym zwycięstwie nad Meulenkampem (3:0), dołożył triumf nad nieźle grającym O’Connorem (4:2). Prawdziwą weryfikacją jego formy miał być mecz czwartej rundy przeciwko Claytonowi. Obaj gracze przy tarczy pokazali kawał dobrego darta, a moim zdaniem stoczyli najlepszą batalię do tej pory. Lepiej zaczął Clayton, który zgarnął pierwsze dwa sety, a grał przy tym na średniej powyżej 110. Z czasem do gry wrócił Smith, który wygrał trzy partie z rzędu. Parę minut później byliśmy świadkami decydującego seta, a w nim dostaliśmy po prostu wszystko o czym mogliśmy marzyć. Pierwszego lega zgarnął Walijczyk. W drugim miał kilka lotek na przełamanie, lecz skuteczność na podwójnych zawiodła. Smith dogonił rywala, rzucił podwójną, a chwilę później przełamał Claytona i przy stanie 2:1 zaczął rzucać na mecz. Gdy wydawało się Michael za kilkadziesiąt sekund rzuci w kierunku tarczy pierwsze lotki meczowe, ponieważ na liczniku miał 67, to Clayton w spektakularny sposób wyzerował 120 i wrócił do gry. Kolejne legi to sukcesywne utrzymywanie swojego licznika. Bardzo w tych partiach imponował mi Smith, który wytrzymywał napieranie rywala i w kluczowych momentach trafiał podwójne. Takiego Anglika dawno nie widzieliśmy. Do kluczowego momentu czekaliśmy do dziewiątej partii, a w niej Smith przełamał, a następnie utrzymał swojego lega i zwyciężył 6:4.


Price faworytem?

W 1/4 Bully Boy podejmie kolejnego rywala z najwyższej półki. Mowa oczywiście o Gerywnie Pricie. Lider światowego rankingu nie miał wcale jak dotąd drogi usłanej różami. W trzeciej rundzie stoczył niezwykle zacięty i wyrównany bój z Kimem Huybrechtsem. Cały mecz stał na bardzo wysokim poziomie, ale prawdziwą wisienką na torcie był siódmy set. W nim to Belg sprawiał lepsze wrażenie i był bliższy przełamania rywala. Kolorytu dodawały także plastyczne reakcje darterów po udanych kolejkach, a także starcie między zawodnikami w wyniku którego musiał interweniować sędzia. Momentem kulminacyjnym był oczywiście decydujący leg, w którym lepszy okazał się obecny Mistrz Świata. Spotkanie z Kimem łudząco przypominało batalie, które w tamtym roku toczył Iceman. A jak się to skończyło w 2021? Wszyscy pamiętamy. W czwartej rundzie jego rywalem był Dirk van Duijvenbode. Holender kilka dni wcześnie także stworzył nie lada widowisko do spółki z Rossem Smithem. Tamten mecz lepiej rozpoczął Anglik, który prowadził już 3:0! W pierwszych trzech setach Dirk popadł w marazm, a przy tarczy przede wszystkim brakowało mu energii, dzięki której w 2020 rozkochał w sobie kibiców. Na szczęście dla niego w samą porę udało mu się wrócić na właściwe tory i zwyciężyć. Dobrze zaczął również pierwszy set z Pricem, który padł jego łupem. Swój sukces zawdzięczał w dużej mierze słabej skuteczności Icemana na podwójnych. Po przerwie zobaczyliśmy zupełnie innego Walijczyka, który do końca meczu nie oddał żadnego lega i pewnie zwyciężył 4:1. Takiego Price’a oglądało się z przyjemnością!


Rok temu domagałem się pojedynku w ćwierćfinale między van den Berghiem a van Gerwenem, bo obaj wcześniej grali kapitalnie. Przekorny los sprawił, że nie doczekałem się, bo Dimi niespodziewanie wcześniej odpadł z turnieju. W tym roku po rozpisaniu drabinki kibice nie mogli się doczekać meczu Price’a z Claytonem w last8, ale i tym razem ten scenariusz się nie ziścił. Niemniej jednak brak Ferreta na tym etapie to wcale nie musi być dobra wiadomość dla Icemana. Naprzeciw niego stanie rozpędzony Smith, który będzie wspierany przez wielotysięczną grupę kibiców. Gerwyn od lat dźwiga ciężar buczenia i gwizdów, ale w tym roku presja na nim jest wyjątkowo duża. Będzie się starał obronić tytuł mistrzowski, który był w stanie wywalczyć przy pustych trybunach. Już w niektórych fragmentach spotkania z Huybrechtsem Walijczyk zdawał się być przytłoczony, a przecież będzie tylko trudniej. Obronienie tytułu to wciąż melodia przyszłości, której wcale nie może być pewny.

Michael Smith odniósł sukces eliminując Claytona. W ćwierćfinale czeka na niego kolejny wielki rywal - Gerwyn Price. Czy kibice w Alexandra Palace poniosą swojego reprezentanta do zwycięstwa?


Standardowy Gary

Dart to taka gra, gdzie rywalizuje dwóch zawodników, a na końcu wygrywa Gary Anderson. Tak w skrócie można opisać starcia Szkota z Whitem i Crossem. Z oboma potrzebował aż siedmiu setów, ale za każdym razem wychodził z nich obronną ręką. W trzeciej rundzie z Whitem przegrywał już 0:3. Przy stanie 2:3 Ian miał nawet lotkę meczową, ale zamiast topa ustrzelił podwójną 5. W decydującej partii Gary oddał rywalowi zaledwie jednego lega. W czwartej rundzie stanął naprzeciwko Roba Crossa. Anglik notował bardzo udaną końcówkę tego roku. Swoją dobrą dyspozycję potwierdził przeciwko Gurneyowi w trzeciej rundzie. Starcie wygrał 4:3, a zakończył je niezwykle efektownym checkoutem 170. Anderson-Cross było kapitalnym widowiskiem, a wszystko co najlepsze czekało nas w szóstym i siódmym secie. Wtedy obaj darterzy wspięli się na wyżyny swoich możliwości. Wojnę nerwów ponownie wygrał Flying Scotsman, który w decydującym secie zwyciężył 3:1, a mecz zakończył topem.


Rywalem Andersona w last8 będzie Luke Humphries. Anglik pozostając w grze aż do tej rundy potwierdził swoją dobrą dyspozycję w tym roku. Oczywiście miał w tym wszystkim trochę szczęścia, bo w tej części drabinki miał znaleźć się Michael van Gerwen, ale nie mógł wystąpić ze wspomnianych wyżej przyczyn. Cool Hand Luke nie musiał także grać w trzeciej rundzie, ponieważ u jego rywala Chisnalla stwierdzono covid. Z tego powodu w czwartej rundzie naprzeciw niego stanął Chris Dobey. Wszyscy bukmacherzy zgodnie typowali, że będzie to wyrównany mecz, lecz poziom poszczególnych legów przerósł nasze oczekiwania. Obaj zawodnicy zagrali na średniej powyżej 97, rzucili łącznie 25 maksów (tyle samo co Smith z Claytonem), a do tego dołożyli skuteczność na podwójnych na poziomie wyższym niż 40%. Dobey prowadził już 3:1, ale to i tak nie wystarczyło by zameldować się w last8. Problemem Hollywooda w decydującym secie było przede wszystkim zbyt dużo kolejek bez potrójnych. Humphries w tym roku wielokrotnie zaskakiwał swoimi bardzo dobrymi rzutami. Mimo to przeciwko Andersonowi nie będzie faworytem, ale tanio skóry nie sprzeda.


Angielski klasyk

Kolejną parę ćwierćfinałową utworzą Wade z Kingiem. Zapowiadając ten mecz mam flashbacki sprzed kilku lat, bowiem obaj rywalizowali ze sobą dziesiątki razy. Ostatni raz przy okazji World Series Finals, a wtedy The King zdecydowanie zwyciężył 6:0. Mervyn we wcześniejszych rundach uporał się między innymi 4:0 z Lennonem. Na tle Irlandczyka wcale nie miał takiej przewagi, ale Steve po raz kolejny na tych mistrzostwach miał problemy z podwójnymi. W czwartej rundzie Anglik namęczył się z największym underdogiem – Raymondem Smithem. Warto przypomnieć, że Australijczyk dostał się do Ally Pally przez kwalifikacje! We wcześniejszych meczach grał przede wszystkim bardzo równo na poziomie 90-95 i jak się okazało to wystarczało do zwycięstw. Dość gładko w trzeciej rundzie poradził sobie z Hempelem, który całkowicie posypał się po pokonaniu van den Bergha. Czwartkowy mecz, co tu dużo mówić, stał na bardzo mizernym poziomie. Zdecydowanie lepiej zaczął The Guru, który wykręcał bardzo dobrą skuteczność na podwójnych i podczas trzeciej przerwy prowadził 3:1 w setach. Gdy gracze wrócili do gry King nieco podkręcił tempo, choć wcale nie był to wybitny występ Anglika. Sprawę ułatwił mu Raymond, który w końcówce po prostu nie był w stanie nawiązać walki.


Jakim rywalem dla Kinga będzie Wade ciężko jednoznacznie stwierdzić. Machine w pierwszym swoim starciu po mało przekonującej grze pokonał Kuivenhovena. W starciu z van der Voortem wygrał walkowerem. W czwartej rundzie gładko pokonał Kleermakera 4:0. Frazeologizm wade’owska solidność powinien na stałe wejść do darterskiego słownika, ponieważ właśnie dzięki niej James od lat wygrywa setki meczów. Brak fajerwerków, brak ekspresji, niezłe punktowanie i zadowalająca skuteczność na podwójnych – tak wyglądał tak mecz, jak zresztą jeden z wielu w wykonaniu Anglika. Sporym rozczarowaniem był za to występ Holendra, który przede wszystkim posypał się na double’ach (poniżej 20%). Zawód był tym większy, gdy wszyscy przed oczami mieliśmy jego wcześniejszy mecz z Joe Cullenem, w którym The Dutch Giant grał jak w transie. Zaczął od fenomenalnej gry i prowadzenia 3:0. Następnie Rockstar doprowadził do remisu. Na samym początku siódmego seta przełamał Martijna. Gdy wydawało się, że Joe jednak ucieknie spod topora, ten absolutnie zmiażdżył go checkoutem ze 130, który dosłownie uciszył Alexandra Palace. Od kilkunastu minut Kleermaker był tłem dla goniącego wyniku Anglika, ale w kluczowym momencie, kompletnie z niczego ukradł lega efektownym zejściem. To było dla niego kopem motywacyjnym i do końca meczu dotrzymywał kroku Cullenowi. Rozstrzygnięcie poznaliśmy w szóstym legu, kiedy Holender bullem (checkout 88) przełamał rywala i zwyciężył 4:2 w siódmym secie.

Wade z Kingiem znają się jak łyse konie. Ich rywalizacje prawdopodobnie miały już wszystkie możliwe scenariusze, ale po raz kolejny trudno jest wskazać zdecydowanego faworyta.


Czy młodzieńcza fantazja wystarczy?

O Rydzu napisałem już niemal wszystko. Zostało tylko przedstawić jego ćwierćfinałowego rywala – Petera Wrighta. Pod nieobecność Gerwena w dolnej części drabinki droga Snakebite’a do finału trochę się przeczyściła, lecz wcale nie będzie usłana różami. W Nowy Rok będzie musiał stanąć do walki z najbardziej wymagającym dotąd rywalem. Mecze Szkota we wcześniejszych rundach wyglądały na dość gładkie. Jest to oczywiście złudne myślenie, ale Wright ma w sobie niezwykłą umiejętność zabijania meczów. Potrafi trzymać rywala na dystans, nie pozwala rozwinąć mu skrzydeł, a przede wszystkim wyprowadza ataki w najgorszych dla niego momentach. Taki obraz miało na przykład spotkanie w trzeciej rundzie z Hetą. Damon wygrał pierwsze dwa sety, ale po nich i tak nie był faworytem do końcowego triumfu. Wright wrzucił wyższy bieg, dołożył bardzo dobrą skuteczność, a także zmienił lotki i ze sporym zapasem zwyciężył. Jeszcze spokojniej z perspektywy Szkota było w kolejnym meczu. Akcje Searle’a w 2021 znacząco wzrosły względem poprzednich lat, ale w meczu ze Snakebitem ani na chwilę nie był w stanie mu zagrozić. Heavy Metal fakt faktem miał zrywy – na przykład w postaci checkoutu ze 151 – ale to spotkanie pokazało mu, że wciąż wiele potrzebuje, by mieć taką regularność jak Wright. Szkot jak dotąd bez większych obrażeń zameldował się w ćwierćfinale, ale to wszystko już niebawem może się zmienić.


Rozpiska meczów ćwierćfinałowych

1 stycznia

13:30 James Wade vs Mervyn King

15:00 Luke Humphries vs Gary Anderson

20:30 Peter Wright vs Callan Rydz

22:00 Gerwyn Price vs Michael Smith


Autor: Tomasz Brodko

Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.