• DartsPL

Czwórka wspaniałych

Za nami niezwykle emocjonujące dwie rundy fazy pucharowej Grand Slam of Darts! Po wczorajszych ćwierćfinałach na placu boju pozostała 4 najlepszych zawodników tegorocznej edycji turnieju. Turniej Grand Slam of Darts jest już na ostatniej prostą. Przed nami już tylko dwa dni rozgrywek – dwa najważniejsze dni całej imprezy, podczas których rozegrane zostaną półfinały i finał. Tegoroczna edycja turnieju przyniosła nam dość niespodziewany skład półfinalistów. Pośród najlepszej czwórki znaleźli się Dimitri van den Bergh, Jose de Sousa, Simon Whitlock oraz James Wade. Dla dwóch pierwszych zawodników obecny sezon jest absolutnie przełomowy. Belg ma już za sobą jeden udany duży turniej – Matchplay, podczas którego triumfował. Dla Portugalczyka jest to pierwszy tak duży sukces w karierze. Pozostała dwójka półfinalistów to zawodnicy niezwykle doświadczeni i przebywający w czołówce światowego darta od dłuższego czasu, ale obu łączy to, że swoje największe sukcesy święcili kilka lat temu. W ostatnich sezonach zarówno Whitlock jak i Wade rzadko zapuszczali się w tak zaawansowane fazy najważniejszych imprez. Z turniejem pożegnali się za to Ci, których wszyscy typowali do odniesienia sukcesów – w stawce nie ma już Michaela van Gerwena, Gerwyna Price’a czy Peter Wrighta. Takie rozstrzygnięcia oznaczają, że już we wtorek 24 listopada poznamy nowego mistrza turnieju Grand Slam of Darts! Porażka obrońcy tytułu Faza pucharowa Grand Slam of Darts rozpoczęła się od 1/8 finału, która rozegrana była w dniach 21 i 22 listopada. Szesnastka najlepszych zawodników fazy grupowej rozpoczęła bój o turniejowe być albo nie być – od tego momentu porażka oznaczała pożegnanie się z mistrzowskimi aspiracjami. Wydłużony ostał dystans, na którym rozgrywane były spotkanie – darterzy rywalizowali w formule best of 19 (do 10 wygranych legów). Jednym z hitów pierwszej rundy play-off było starcie obrońcy tytułu – Gerwyna Price’a z Nathanem Aspinallem. Obaj darterzy mieli w tym pojedynku sporo do udowodnienia. Walijczyk co prawda wygrał rozgrywki w grupie G, ale nie dokonał tego w zbyt imponującym stylu. Aspinall zajął w swojej grupie drugie miejsce, ustępując fenomenalnie spisującemu się Dimitriemu van den Berghowi. Spotkanie nie rozczarowało, głównie ze względu na emocje, które dostarczyło. Początek meczu należał do Aspinalla, który regularnie zdobywał wysokie zdobycze punktowe. Pomimo kilku pomyłek na podwójnych, które w ostatnich tygodniach są zmorą Anglika, udało mu się odskoczyć na zdecydowane prowadzenie 7-3. Mylił się jednak ten, który sądził, że mecz był już na tym etapie rozstrzygnięty. Po przerwie po 10 rozegranych legach mecz zmienił swoje oblicze. Price bezbłędnie wykorzystał słabszy okres rywala i w mgnieniu oka odrobił stratę. Po wygraniu 5 legów z rzędu Gerwyn wyszedł na prowadzenie 8-7. Asp odpowiedział jednak najlepiej jak można – w dwóch kolejnych legach dołożył na swoje konto 2 maksy i ponownie wyszedł na prowadzenie. W następnej partii Anglik wbił gwóźdź do trumny Icemana i po fantastycznym zejściu z 92, zakończonym trafieniem w bulla zapewnił sobie awans do ćwierćfinału. Dla Price’a porażka na tak wczesnym etapie bez wątpienia sanowi spore rozczarowanie – Walijczyk po triumfie w dwóch ostatnich edycjach turnieju, tym razem musiał obejść się smakiem. Nie da się jednak oprzeć wrażeniu, że Iceman w tegorocznej edycji rozgrywek nie prezentował swojej najlepszej formy. Spacerek MVG W ćwierćfinale zameldował się także rozstawiony z numerem pierwszym Michael van Gerwen. Holender bez większych skrupułów ograł Gary’ego Andersona. Wynik końcowy – 10-2 dla Mighty Mike’a. Wynik nie oddaje do końca przebiegu gry – Flying Scotsman nie prezentował się aż tak słabo jak wskazywałby na to końcowy rezultat. Szkotowi zabrakło jednak równości w swojej grze – momenty świetne przeplatał ze słabymi fragmentami. W starciu z solidnie grającym Gerwenem wystarczyło to jedynie na ugranie 2 legów. W fazie 1/8 finału nie zawiódł także Dimitri van den Bergh, który po genialnej grze w fazie grupowej, podtrzymał wysoką formę w pierwszym meczu fazy pucharowej. Jego kolejną ofiarą został Jonny Clayton. Belg po raz kolejny wykręcił średnią powyżej 100 (103,61) i pozwolił rywalowi na ugranie zaledwie 3 legów. Mało problemów z awansem do kolejnej rundy miał też James Wade. Machine wygrał z Ianem Whitem 10-4. Diamond nie był w stanie powtórzyć swojego świetnego występu z ostatniego meczu fazy grupowej z Dirkiem van Duijvenbode i nie postawił Wade’owi większego oporu. Swój mecz 1/8 finału wygrał również Simon Whitlock. Australijczyk okazał się lepszy od Adama Hunta i dzięki wygranej 10-6 zameldował się w gronie 8 najlepszych zawodników turnieju. Wielu kibiców było bardzo ciekawych jak w fazie pucharowej wypadną Jose de Sousa i Devon Petersen. Dwaj zawodnicy, którzy w obecnym sezonie robią prawdziwą furorę i zdołali już zyskać rzeszę fanów. Nie zawiódł Portugalczyk, który wygrał swoje spotkanie z Davem Chisnallem. The Special One rozkręcał się dość powoli, ale gdy odnalazł swój odpowiedni rytm, zaczął powiększać swoją przewagę nad rywalem. Po wygraniu 6 legów z rzędu schodził na drugą przerwę z prowadzenie 8-2! Chizzy kompletnie nie przypominał siebie z fazy grupowej – jego gra kompletnie się nie kleiła i nie był on w stanie zagrozić rywalowi. Podobnie jak w meczu Price – Aspinall, po przerwie obraz meczu odmienił się i to Anglik doszedł do głosu. Jego zryw wystarczył jednak na wygranie 4 partii z rzędu, po których Jose wziął się jednak w garść, opanował nerwy i doprowadził mecz do szczęśliwego zakończenia. Portugalczyk nie krył swojego zadowolenia i po ostatniej lotce meczu śmiało pokazywał swoją radość. Równie szczęśliwy po swoim występie nie mógł być Devon Petersen. Reprezentant RPA po świetnym występie w fazie grupowej rozczarował swoją porażką z Damonem Hetą. African Warrior oglądał plecy rywala przez całe spotkanie, a w końcówce stać go było jedynie na zmniejszenie rozmiarów porażki. Petersena zawiodła w tym meczu jego największa broń – precyzja w trafianiu potrójnych dwudziestek. Solidny występ Hety pozwolił mu na nieoczekiwany triumf i ogromny sukces w postaci awansu do ćwierćfinału turnieju. Ostatnim ćwierćfinalistą został Michael Smith, który był górą w pojedynku ze swoim rodakiem – Robem Crossem. Voltage zaskoczył rywala i zmusił go do najwyższego wysiłku, a całe spotkanie rozstrzygnęło się dopiero w decydującym legu. Bully Boy w całym spotkaniu był dość nierówny – mimo rzucenia aż 11 maksów jego średnia zatrzymała się poniżej setki. Jak to zwykle bywa w ostatnich tygodniach Smith miał też parokrotnie problemy ze skończeniem legów. Na jego szczęście w decydującym legu pokazał więcej zimnej krwi i w kluczowym momencie był w stanie przełamać rywala, zadając mu w ten sposób decydujący cios. Wyniki meczów 1/8 finału Dimitri van den Bergh (103,61) 10-3 Jonny Clayton (88,53) James Wade (98,18) 10-4 Ian White (99,44) Simon Whitlock (87,05) 10-6 Adam Hunt (86,68) Jose de Soua (95,37) 10-7 Dave Chisnall (91,28) Michael Smith (97,46) 10-9 Rob Cross (95,18) Damon Heta (93,75) 10-7 Devon Petersen (94,25) Michael van Gerwen (101,81) 10-2 Gary Anderson (96,98) Nathan Aspinall (96,86) 10-8 Gerwyn Price (90,73)

Genialne ćwierćfinały

W niedzielę 22 listopada rozegrano ćwierćfinały, które śmiało można uznać za prawdziwy koncert darta na najwyższym poziomie. Mecze rozgrywane były do 16 wygranych legów, a więc o żadnej przypadkowości mowy być nie mogło. Na tak długim dystansie do wygranej potrzebna jest dobra, ale przede wszystkim równa gra. Wszystko zaczęło się chwilę po godzinie 14 – jako pierwsi na scenie pojawili się Michael Smith i Jose de Sousa. Portugalczyk od pierwszych lotek spotkania pokazywał, że w pełni zasługuje na miejsce w czołówce turnieju. Dwa pierwsze legi zakończył w zaledwie 14 lotkach i od samego początku wyskoczył na prowadzenie. Smith wydawał się być mocno poirytowany swoją grą i często pokazywał to swoją mową ciała. Zawodziły jak zwykle podwójne, które w bardzo ważnych momentach Anglik po prostu pudłował. Portugalczyk nie miał takich problemów, powiększał swoją przewagę i na przerwę techniczną schodził z prowadzeniem 8-2. Potem wydarzyło się jednak to samo co w meczu z Chisnallem – Portugalczyk jakby się rozprężył, jakby zbyt szybko uwierzył, że zmierza po wygraną. Skutki słabszej gry The Special One były opłakane – Smith na 9 kolejnych legów wygrał aż 8 i po raz pierwszy w meczu wyszedł na prowadzenie 10-9! Od tego momentu obaj darterzy szli łeb w łeb. Kluczowy dla losów całego spotkania był 30 leg. Bully Boy miał 3 lotki na trafienie w podwójną 12… pojedyncza „12”, pojedyncza „6” i pojedyncza „3” przekreśliły jego szanse na wyrównanie wyniku i doprowadzenie do decydującego lega. Smith dał upust swoim emocjom i wykrzyczał całą swoją złość. Sousa wykorzystał bezbłędnie pomyłkę rywala i celnie trafił już pierwszą lotkę meczową, wywalczając awans do półfinału Grand Slam of Darts!

W drugim meczu sesji popołudniowej James Wade podejmował Damona Hetę. W początkowych fragmentach meczu u Australijczyka widać było spore nerwy, które w perfekcyjny sposób wykorzystał Wade. Anglik bardzo szybko zbudował sobie kilkulegową przewagę, którą potem przez bardzo długi czas utrzymywał. The Heat po opanowaniu tremy debiutanta wziął się do roboty i zaczął coraz bardziej zagrażać dużo bardziej doświadczonemu rywalowi. W samej końcówce spotkaniu udało mu się w końcu doprowadzić do drugiego od stanu 0-0 remisu – 13-13. Wtedy do głosu ponownie doszło większe doświadczenie w grze w najważniejszych turniejach Wade’a. Anglik skutecznmy checkoutem z 96 przełamał rywala na 15-13, a w następnym legu dopełnił formalności i dołączył do grona półfinalistów turnieju. Dwa wieczorne thrillery Sesja wieczorna dostarczyła kibicom jeszcze większej dawki emocji! Wszystko zaczęło się od starcia Nathana Aspinalla z Dimitrim van den Berghiem. Belg w Grand Slamie spisywał się wprost fenomenalnie i wyrastał na faworyta spotkania. Sam Wayne Mardle w przedmeczowym studio Sky Sports przyznał, że obstawił 9-dartera w wykonaniu Drem Makera. Okazję na perfekcyjnego lega Dimi miał już w pierwszej partii spotkania. Po dwóch maksach nie udało mu się jednak trafić 7 potrójnej z rzędu. Będący tuż za jego plecami Asp wykorzystał problemy rywala z zakończenie otwierającej mecz partii. Już pierwszy leg spotkania zapowiadał niezwykłe widowisko. Przez większość czasu na prowadzeniu był Anglik, ale w żadnym fragmencie spotkania nie był w stanie zapewnić sobie znaczącej przewagi. Dobra gra z obu stron sprawiła, że mecz rozstrzygnął się dopiero w ostatniej partii meczu. Przewagę rzucania jako pierwszy miał Anglik, ale to Dimitri jako pierwszy miał okazję rzucania podwójnej i w pełni to wykorzystał. Trafienie w swoją ulubioną podwójną 18 dało mu kolejny w tym sezonie wielki sukces. Wcześniej w tym roku dotarł do ćwierćfinału UK Open i wygrał World Matchplay. W bieżącym tygodniu będzie miał szansę na dodanie kolejnego trofeum do swojej kolekcji. Aspinalla zawiodła sfera mentalna – w kluczowym momencie spotkania nie był w stanie zagrać dobrego lega, który mógłby dać mu zwycięstwo w całym meczu. Na jego twarzy często gościł ironiczny uśmiech i widać było, że gorzej radzi sobie z presją. Van den Bergh przez całe spotkanie miał ten sam kamienny wyraz twarzy. Po każdym okrzyku radości w sekundę wracał do swojej wyjściowej miny i widać było, że jest w pełni skoncentrowany na obecnym legu. Drem Maker nie osiągnął tym razem średniej powyżej 100, ale w pełni zasłużenie sięgnął po triumf w niezwykle ważnym meczu. W ostatnim ćwierćfinale naprzeciw siebie stanęli Michael van Gerwen i Simon Whitlock. Australijczyk po raz kolejny pokusił się o ogromną sensację i po raz trzeci w tym roku wyeliminował Holendra z wielkiej imprezy. Do triumfów w World Matchplay i World Grand Prix dołożył zwycięstwo w ćwierćfinale Grand Slama. Przed meczem mało kto przypuszczał, że Gerwen może pożegnać się z turniejem. Whitlock w pełni zasłużył jednak na triumf – w całym meczu rzucił 20, powtarzam 20 maksów! Pomimo wybitnych osiągnięć Wizarda w tej statystyce większość meczu toczyła się pod dyktando Mighty Mike’a. Jedynka światowego darta w pewnym momencie odskoczyła nawet rywalowi na podwójne przełamanie! Za każdym razem Australijczyk potrafił jednak odrabiać straty i doganiać rywala. W końcówce meczu Holender zyskał przewagę 15-13 i miał aż trzy legi na skończenie meczu (z tego aż dwa, w których rzucał jako pierwszy). Gerwen zmarnował jednak aż 8 lotek meczowych, a Whitlock w doskonały sposób wykorzystał pomyłki rywala i odniósł swój wielki sukces. Wyniki meczów ćwierćfinałowych Jose de Soua (98,52) 16-14 Michael Smith (95,74) James Wade (101,66) 16-13 Damon heta (98,26) Dimitri van den Bergh (97,80) 16-15 Nathan Aspinall (94,92) Simon Whitlock (95,97) 16-15 Michael van Gerwen (100,32) Przed nami niezwykle ważne spotkania poniedziałkowe i wtorkowe, po których poznamy tegorocznego triumfatora Grand Slam of Darts. Cytując klasyka – Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy! Autor - Arkadiusz Salomon