• DartsPL

Danny Noppert z pierwszym wielkim trofeum w karierze!

Danny Noppert po raz pierwszy w swojej karierze sięgnął po duże, telewizyjne trofeum. W rozczarowującym finale Holender okazał się lepszy od Michaela Smitha, który po raz kolejny nie poradził sobie z presją finałowego spotkania. Jedną z sensacji turnieju został Sebastian Białecki, który dotarł do ćwierćfinału!



To był szalony weekend! Pierwszy w tym sezonie telewizyjny turniej rankingowy – UK Open, przyniósł mnóstwo emocji i niespodziewanych rozstrzygnięć. Przed startem turnieju zapewne mało kto byłby w stanie poprawnie wytypować skład finalistów. Ostatecznie o trofeum zagrali Danny Noppert i Michael Smith. Anglik stanął przed kolejną wielką szansą na przełamanie złej passy i odniesienie pierwszego dużego triumfu w karierze. Do głosu znowu doszły jednak demony przeszłości i Smith w kluczowym momencie ponownie nie potrafił zagrać na swoim najwyższym poziomie. W pełni skorzystał z tego Danny Noppert, który po emocjonującym finale sprawił ogromną niespodziankę.


Duże powody do radości mogą mieć kibice z Polski. Sebastian Białecki był jednym z objawień turnieju i doszedł do ćwierćfinału, zostają drugim zawodnikiem w historii UK Open, który bez karty doszedł w drabince turniejowej tak daleko. Już w czwartej rundzie z turniejem pożegnał się Krzysztof Ratajski, ale w przypadku Polaka zawiniło losowanie – Rataj już w swoim pierwszym spotkaniu w Minehead musiał podjąć Gerwyna Price’a.


Piękny sen Białeckiego


To był turniej, który na długie lata zapadnie w pamięci Sebastiana Białeckiego. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z ogromnego potencjału i możliwości jakie ma Łodzianin, ale mało kto spodziewał się, że Białecki będzie w stanie podczas UK Open ugrać tak dużo. Jako zawodnik bez karty Seba turniej rozpoczął od pierwszej rundy! W niej los skojarzył go z wymagającym rywalem – Kanadyjczykiem Mattem Campbellem. Wydawało się, że przeciwnik podyktuje Polakowi trudne warunki, ale Campbell zagrał przeciętne spotkanie i nasz młody reprezentant odniósł pewną wygraną 6-1. W dwóch kolejnych spotkaniach Białecki nie przestawał zachwycać. Najpierw po dramatycznym boju ograł 6-5 Joe Murnana, a następnie bez większych problemów wypunktował 6-2 Keegana Browna. W obu tych spotkaniach imponowała gra Białeckiego – średnie na poziomie zbliżonym do 100 i bardzo doba skuteczność na podwójnych umożliwiła mu ogranie dwóch zawodników, którzy od lat grają w PDC. Dzięki triumfom Sebastian awansował do 4 rundy i wyrównał wyśmienite osiągnięcie z poprzedniego roku.

Sebastian Białecki na UK Open był po prostu genialny! Polak zachwycał nie tylko polskich kibiców i zrobił prawdziwą furorę w świecie darta. To już kolejny wyraźny znak, że Łodzianina stać na wiele.



Rok temu los na tym etapie turnieju skojarzył go z Mensurem Suljoviciem – tym razem losowanie było łaskawsze i Seba podejmował Ritchiego Edhouse’a. Rywal naturalnie z niższej półki niż Austriak, ale potrafiący od czasu do czasu zaskoczyć nawet najlepszych rywali. Białecki na przekór młodemu wieku był jednak niezwykle opanowany i spokojny. Bardzo szybko wywalczył sobie nad rywalem przewagę i do końca meczu potrafił ją bezpiecznie utrzymywać. Seba nie dawał rywalowi większych szans na przełamania i z zaskakującym spokojem dokładał na swoje konto kolejne legi. Efektem dobrej gry Polaka była wygrana 10-6 i zapewnienie sobie udziału w 1/16 finału UK Open. Już na tym etapie można było odtrąbić wielki sukces młodego dartera, ale sam Seba nie miał zamiaru się zatrzymywać. W 1/16 i 1/8 finału Białecki za rywali miał dwóch zawodników ze światowej czołówki – Iana White’a i Ryana Searle’a! Nazwiska, które w PDC robią spore wrażenie, nie wywarły żadnego wrażenia na Sebastianie. Polak kontynuował dobrą grę i zadziwiał darterski świat swoim opanowaniem i trzymaniem nerwów na wodzy. W konfrontacji z Whitem Polak był już pod ścianą. Pomimo dobrego początku i prowadzenia 8-5 dopuścił rywala z powrotem do rywalizacji i przegrywał 8-9. Reakcja Seby był jednak perfekcyjna – najpierw utrzymał swój licznik, a następnie wykorzystał mierną postawę rywala w deciderze i przełamał go na wagę zwycięstwa.


Kapitalna gra i kolejne zwycięstwa zaprowadziły Sebastiana do ćwierćfinału. Los był dla niego uprzejmy i jego rywalem został William O’Connor, który w poprzedniej rundzie sprawił sporą niespodziankę i ograł Petera Wrighta. Gra Irlandczyka nie stała jednak na bardzo wysokim poziomie i wydawał się on być rywalem w zasięgu młodego Polaka. Przedmeczowe założenia sprawdziły się w praktyce i faktycznie Magpie dał Łodzianinowi szansę na awans do półfinału. Białecki świetnie wystartował i podobnie jak w poprzednim meczach szybko wypracował sobie przewagę przełamania. Seba nie uniknął jednak obniżki poziomu swojej gry – w środkowej części meczu to rywal przejął kontrolę nad meczem i odrobił straty z nawiązką, wychodząc na prowadzenie 7-5. Który to już raz na tym turnieju Białecki nie podłamał się niekorzystną sytuacją i jakby nigdy nic kontynuował swoją świetną grę. Po raz trzeci w UK Open Białecki doprowadził do decidera. W dwóch poprzednich sytuacjach udawało mu się przychylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Tym razem zabrakło odrobiny szczęścia i precyzji. Bolt był niezwykle blisko wyzerowania swojego licznika ze 150 – po dwóch celnych trafieniach w potrójną dwudziestkę zabrakło celnego trafienia w podwójną 15. O’Connor wykorzystał okazję i w dwóch lotkach zamknął 89, zamykając jednocześnie szanse Białeckiego na dalszą grę w turnieju.

William O'Connor przerwał świetną passę Sebastiana Białeckiego i zagrodził mu drogę do półfinału. Irlandczyk osiągnął życiowy sukces i awansował do półfinału UK Open.



Przegrana w ćwierćfinale z pewnością była dla polskich kibiców małym rozczarowaniem – szczególnie, że wygrana była tak blisko. Wynik spotkania z O’Connorem nie miał jednak znaczenia – Sebastian zanotował fenomenalny występ i znów zrobiło się o nim głośno w świecie darterskim. Białecki po raz kolejny udowodnił, że ma ogromny potencjał i możliwości. Kwestią czasu wydaje się być moment, w którym Seba na stałe zagości w Pro Tourze i jego występami w PDC będziemy mogli ekscytować się co tydzień.


Zmarnowana szansa Kciuka


Pozostali Polacy rywalizowali w UK Open ze zmiennym szczęściem. Największe nadzieje, jak zwykle, wiązaliśmy oczywiście z występem Krzysztofa Ratajskiego. Polish Eagle jako zawodnik z czołowej 32. rankingu PDC rozpoczął swoje występy od czwartej rundy i na dzień dobry los sprezentował mu najgorszego możliwego rywala. Losowanie było dla Krzysztofa bezlitosne i połączyło go w jedną parę z Gerwynem Pricem. Nie jest żadną tajemnicą, że Ratajski od jakiegoś czasu nie znajdował się w swojej topowej dyspozycji i zdecydowanym faworytem rywalizacji był Walijczyk. Niespodzianki nie było i Rataj nie był w stanie zagrozić na poważnie liderowi rankingu. Pomimo wyraźnej przegranej 5-10, z tego spotkania możemy wyciągać pozytywne wnioski. Występ Polaka wyglądał o niebo lepiej niż ten, który zaprezentował podczas Mastersa. Obiecująca była przede wszystkim pierwsza sesja spotkania, po której Price prowadził zaledwie 3-2. W dalszej części meczu Walijczyk był w stanie wypracować sobie wyraźniejszą przewagę i zakończyć spotkanie pewną wygraną.


Radek Szagański, który na UK Open debiutował odpadł w drugiej rundzie po przegranej ze Scottem Waitesem. Polak w pierwszym meczu ograł 6-5 Wesleya Plaisiera, a w rywalizacji z Waitesem prowadził już 4-0! Zabrakło mu jednak odrobiny umiejętności i doświadczenia – rywal wygrał 6 kolejnych legów z rzędu i zapewnił sobie awans do 3 rundy. Radek kontynuuje swój udany początekpełnoprawnej przygody z PDC i jego kolejne mecze zobaczymy przy okazji kolejnych podłogówek.


Spore oczekiwania pokładaliśmy również w Krzysztofie Kciuki, który w Riesie pokazał się ze świetnej strony. Kciuk zgodnie z oczekiwaniami nie miał większych problemów w starciu z Brettem Claydonem i ograł go tracąc zaledwie jednego lega. W kolejnym meczu jego rywalem był Ross Smith – Kciuk po bardzo dobrym spotkaniu na średniej 94 sprawił małą niespodziankę i odprawił z kwitkiem wyżej notowanego rywala. Triumfy dały mu awans do 4 rundy turnieju, w której los skojarzył go z Ronem Meulenkampem. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem Polaka – Krzysztof prowadził 9-6 i grał od rywala lepiej. W samej końcówce do gry doszły nerwy . Poziom Kciuka znacząco się obniżył – coraz więcej było kolejek, w których Polak zdobywał poniżej 60 punktów. Holender w dalszym ciągu nie prezentował się przy tarczy wybitnie, ale był skuteczniejszy na podwójnych. Meulenkamp był w stanie ugrać 4 legi z rzędu i wyrzucić Krzyśka poza burtę turnieju. Po raz kolejny możemy jedynie powiedzieć – szkoda niewykorzystanej okazji. Kciuk był przez znaczącą większość meczu zawodnikiem lepszy, ale zabrakło mu odrobiny zimnej krwi w końcówce.


Krzysztof Kciuk stanął przed ogromną szansą na awans do 1/16 finału UK Open. Znów jednak nie wykorzystał swojej ogromnej szansy i wypuścił z rąk zwycięstwo nad Ronem Meulenkampem. Mimo wszystko Kciuk znajduje się w ostatnią w bardzo dobrej formie i mamy nadzieję, że utrzyma ją w kolejnych tygodniach.



Noppert korzysta z nerwów Smitha


Cały turniej miał bardzo dziwny przebieg. Wpływ na to miało kosmiczne losowanie 4 rundy – już na tak wczesnym etapie rozgrywek mogliśmy doświadczyć spotkań, które śmiało mogłyby się odbyć w kluczowych momentach turnieju. Gerwyn Price – Krzysztof Ratajski, Joe Cullen – Peter Wright, Michael van Gerwen – Gary Anderson – brzmi imponująco prawda? To sprawiło, że wielu faworytów musiało pożegnać się z szansami na triumf na bardzo wczesnym etapie UK Open. Do tego dołożyć trzeba kilka niespodzianek. Michael van Gerwen w 5. rundzie przegrał z Damonem Hetą, a Peter Wright na tym samym etapie turnieju nie dał rady Williamowi O’Connorowi. Na szczególne pochwały zasłużył Australijczyk. Heat w rywalizacji z Gerwenem wypadł wyśmienicie – do końca meczu był niezwykle skupiony i zabójczo skuteczny na podwójnych. Holender, który daleki był od swojej wysokiej formy z czwartkowego turnieju Premier League, nie miał recepty na skutecznie grającego Hetę.


Połączenie zabójczego losowania i niespodziewanych porażek faworytów otworzyły drogę dla zawodników, którzy na co dzień nie rywalizują o najwyższe laury. Skład półfinalistów – Danny Noppert, Keane Barry, William O’Connor i Michael Smith – podejrzewam, że nikt na świecie nie wytypował takiej najlepszej czwórki UK Open. Świetnie radził sobie Barry, który razem z Białeckim udowadniali, że młode pokolenie darta jest coraz bardziej gotowe na rywalizację na najwyższym poziomie. Irlandczyk poległ ostatecznie w półfinałowej rywalizacji z Michaelem Smithem. Nastolatek grał fantastyczny turniej – w ćwierćfinałowym meczu z Jamesem Wadem zanotował średnią powyżej 100 i został drugim po Michaelu van Gerwenie zawodnikiem poniżej 20 roku życia, który mógł pochwalić się takim osiągnięciem w turnieju telewizyjnym. W starciu ze Smithem Dynamite rozpoczął mecz wyśmienicie i prowadził już 6-2. Smith nie zamierzał jednak odpuszczać, w dalszej części meczu wrzucił wyższy bieg i wygrał 9 kolejnych legów z rzędu! Anglik grą przypominał swoją najlepszą wersję z Mistrzostw Świata. Rzucał maksa za maksem i bez zastanowienia trafiał podwójne. Jego średnie z tego okresu meczu wyniosła zawrotne 109!

O Keanie Barrym głośno jest od dobrych kilku lat. Podczas UK Open po raz pierwszy wyraźnie zaznaczył swój ogromny talent w turnieju PDC. Irlandczyk dzięki kapitalnej grze awansował do półfinału turnieju i awansował do czołowej 60 rankingu PDC.



W drugim półfinale zmierzyli się ze sobą Danny Noppert i William O’Connor. Obaj stanęli przed życiową szansą awansu do finału turnieju oraz kwalifikacji do Grand Slama. Stawkę meczu odbiła się na grze obu zawodników. Mecz nie stał na najwyższym poziomie – sporo był w nim błędów i niedokładności. Obaj zawodnicy zakończyli mecz na średniej poniżej 90 – to dopiero 4. taki przypadek w historii półfinałów UK Open. Ostatni taki mecz miał miejsce w 2007 roku w starciu Osborne’a z van der Voortem. Z wojny nerwów górą wyszedł Holender, który odrobił starty z początków spotkania i wygrał 11-9. Noppert podczas UK Open pokazywał się z dobrej strony – w poprzednich meczach przypominał swoją grą ubiegłoroczne Grand Prix. Freeze był solidny na dystansie, ale błyszczał przede wszystkim na podwójnych.


Finał… cóż finał to kolejny mecz dla darterskich koneserów. Większość była pewna, że Michael Smith w końcu przełamie swoją fatalną passę porażek w meczach finałowych i w końcu sięgnie po raz pierwszy w swojej karierze po wielkie trofeum. Anglik zrobił jednak to co w finałach robi od zawsze – drastycznie obniżył poziom swojej gry względem poprzednich spotkań. Nopperta ponownie zżerały nerwy i jego gra nie wyglądała najlepiej. Holender miał ogromne problemy z trafianiem potrójnych i w większości legów oglądał plecy rywala. Najgorzej wyglądało to w legach, w których jako pierwszy rzucał Smith – średnia punktów z jaką kończył takie legi Noppert wyniosła aż 140! Smith pomagał rywalowi jak tylko mógł i często mylił się na podwójnych, dając rywalowi szansę na utrzymanie się w meczu. Obaj zawodnicy szli łeb w łeb – Noppert pomimo gry na średniej w okolicach 80 był w stanie przechylać na swoją korzyść kolejne legi i utrzymywać się tuż za plecami rywala. W samej końcówce gra Smitha całkowicie się posypała – nie broniło go już niezłe punktowanie i coraz częściej Anglik wyraźnie pudłował swoje rzuty. Freeze pomimo braku poprawy swojej gry wciąż był skuteczniejszy na podwójnych i wykorzystał to w końcówce, zadając rywalowi decydujący cios w deciderze. W decydującym legu Noppert przełamał Smitha celnym trafieniem w podwójną 20 i zagwarantował sobie triumf w całym turnieju. Bully Boy po raz siódmy w karierze potknął się na ostatnim płotku i dalej musi czekać na swój pierwszy wielki triumf. Drugiej tak wyśmienitej szansy jak w Minehead może już jednak nie dostać…

Który to już raz Michael? Smith przegral kolejny finał i wciąż nie ma w swojej kolekcji trofeum za duży turniej telewizyjny. John McDonald wciąż będzie go zapowiadał jako triumfatora Shanghai Masters...



Zwycięzców się nie sądzi i Nopperta trzeba chwalić za ten sukces. Z drugiej strony końcówka turnieju pokazała, że Holender wciąż nie jest gotowy na regularną rywalizację ze światową czołówką. Po wygranej w turnieju telewizyjnym automatycznie zaczynają pojawiać się pomysły o jego udziale w przyszłorocznej edycji Premier League. Na ten moment Noppert wciąż nie radzi sobie na tyle ze stresem, aby podołać temu wyzwaniu. Warto jednak będzie obserwować jego rozwój w tym sezonie – taki sukces potrafi potężnie napędzić, a że Danny potrafi grać w darta na bardzo wysokim poziomie wiemy już od dawna. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.