• DartsPL

Dimitri van den Bergh dominuje w Amsterdamie

Dimitri van den Bergh okazał się najlepszy w Amsterdamie i wygrał drugi z rzędu turniej World Series of Darts. Do trofeum za wygraną w Nordic Darts Mastrs, Belg dołożył triumf w Dutch Darts Masters. Dimi kontynuował swoją świetną formę i w pełni zasłużenie sięgnął po końcowe zwycięstwo.

Dimitri van den Bergh znów zachwycił! W Amsterdamie Belg rozegrał kolejne kapitalne zawody i sięgnął po swój drugi z rzędu triumf w turnieju World Series of Darts. Dream Maker całkowicie zepsuł holenderskie święto i w kapitalnym stylu rozprawił się ze wszystkimi rywalami w Dutch Darts Masters. Przed dwoma tygodniami Dimi wygrał turniej Nordic Darts Masters – w Holandii podtrzymał swoją świetną formę i dołączył do elitarnego grona zawodników, którzy byli w stanie wygrywać dwa turnieje tej serii z rzędu. Do tej pory takiej sztuki dokonali jedynie Michael van Gerwen, Gary Anderson i Phil Taylor. W Amsterdamie van den Bergh przez turniejową drabinkę przeszedł jak burza i we wszystkich meczach stracił zaledwie 6 legów! Holendrzy górą Turniej w Amsterdamie rozpoczął się w piątek od meczów pierwszej rundy. Jak zwykle przy okazji turniejów World Series of Darts do gry przystąpiło ośmiu reprezentantów PDC i ośmiu zawodników reprezentujących kraj gospodarza. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że największe gwiazdy darta dominują w pierwszej rundzie i w większości radzą sobie z pierwszymi meczami. Tym razem byliśmy świadkami czegoś kompletnie innego! W Holandii zawodnicy rozstawieni nie mieli jednak łatwego życia – w końcu za rywali mieli czołowych holenderskich darterów, którzy na co dzień legitymują się kartą zawodniczą. Reprezentanci gospodarzy wybitnie się postarali i z ogromną przyjemnością gnębili bardziej utytułowanych rywali. Z ośmiu reprezentantów PDC pierwszą rundę przetrwało zaledwie dwóch! James Wade dość pewnie poradził sobie z pudłującym podwójne Jeffreyem de Zwaanem i wygrał 6-2, a Dimitri van den Bergh całkowicie zdominował Rona Meulenkampa i pozwolił mu na ugranie zaledwie jednego lega. W pozostałych przypadkach obserwowaliśmy jednak triumfy reprezentantów gospodarzy! Spore niespodzianki sprawili Jermaine Wattimena i Vincent van der Voort. Obaj w pierwszej rundzie mierzyli się z Walijczykami – Jonnym Claytonem i Gerwynem Pricem. Oba starcia rozstrzygnęły się dopiero w deciderach i w obu przypadkach więcej zimnej krwi w końcówce zachowywali Holendrzy! Dla Claytona przegrana z Wattimeną przedłuża serię nienajlepszych wyników – forma Jonny’ego jest obecnie daleka od tej, którą prezentował na początku obecnego sezonu, gdy dominował w rozgrywkach Premier League. Kolejną dużą niespodziankę sprawił Martijn Kleermaker, który rozprawił się z będącym w kapitalnej formie Michaelem Smithem. Dutch Giant spisywał się kapitalnie nie tylko na punktacji (rzucił aż 6 maksów i całkowicie zdominował w tej statystyce rywala), ale także na podwójnych – w całym meczu zmarnował zaledwie jedną lotkę na wagę wygranego lega. Kolejny rozczarowujący występ zanotowała Fallon Sherrock, która w żaden sposób nie potrafi nawiązać do swoich świetnych występów w PDC z poprzednich latach. W starciu z Maikiem Kuivenhovenm znów zabrakło jej regularności i odpowiedniej siły punktowej. Mecz nie zachwycił, ale to Holender wygrał wysoko i oddał rywalce zaledwie jednego lega.

Martijn Kleermaker był jednym z Holendrów, którzy byli w stanie sprawić w piątek spore niespodzianki. W starciu ze Smithem udawało mu się praktycznie wszystko - szczególnie imponująca była skuteczność na podwójnych!

Najważniejszymi wydarzeniami wieczoru były mecze Michaela van Gerwena z Dannym Noppertem i Petera Wrighta z Dirkiem van Duijvenbode. Na szczególne uznanie zasługuje wewnątrzholenderska rywalizacja. Michael van Gerwen w Amsterdamie wrócił do gry po przerwie związanej z operacją nadgarstka. Jego powrót wyglądał co najmniej obiecująco i w grze MvG nie widać było specjalnych śladów zabiegu. Problem w tym, że trafił na genialnie dysponowanego Nopperta, który rozgrywał prawdziwy koncert. Holender był jak maszyna – rozpoczął mecz od 10 lotki i ani myślał zwalniać tempa. W całym meczu rzucił aż 6 maksów i przez większość spotkania grał na średniej oscylującej w okolicach 106. Świetna gra umożliwiła mu ogranie van Gerwena 6-4 i zameldowanie się w kolejnej rundzie w imponującym stylu. O rozstrzygnięciu drugiego hitowego spotkania zdecydowało zaledwie jedno przełamanie – Dirk odebrał licznik rywalowi w 4. legu i nie dał rywalowi większych szans na odrobienie przewagi aż do końca spotkania. Aubergenius po raz kolejny udowodnił, że kiedy wejdzie w odpowiedni rytm jest niezwykle trudny do zatrzymania i dołączył do klubu Holendrów, którzy rzucili w meczu pierwszej rundy aż 6 maksów! Niepowstrzymany Dimitri Holenderscy kibice mieli nadzieje, że holenderskie święto będzie też trwać w sobotę i któryś z ich reprezentantów sięgnie po końcowe trofeum. Największe szanse przyznawano oczywiście Danny’emu Noppertowi, który zachwycił w starciu z van Gerwenem i Dirkowi van Duijvenbode. Obaj nie mieli jednak większych szans w rywalizacji z rozpędzonym Dimitrim van den Berghiem! Belg w Amsterdamie był prawdziwym holenderskim katem i na drodze do końcowego triumfu ograł ich aż czterech! Na początku szybko rozprawił się z Jermainem Wattimeną, oddając mu zaledwie jedną partię. W półfinale całkowicie zdominował Danny’ego Nopperta i wygrał 7-2. Freezowi daleko było jednak do dyspozycji z poprzedniego wieczoru. W ćwierćfinałowym starciu z Vincentem van der Voortem okazało się to wystarczające do odniesienia zwycięstwa po decydującym legu, ale na kapitalnie grającego Dimitriego było to stanowczo za mało. Noppert całkowicie przespał początek meczu i pozwolił rywalowi na wypracowanie sobie czterolegowej przewagi. Taki dystans okazał się w późniejszej części meczu wprost niemożliwy do odrobienia. Belg czarował kapitalną grą, a prawdziwym ukoronowaniem jego starań było piękne zejście ze 170 punków w 7 legu. Big Fish był gwoździem do trumny Nopperta, którego stać było jedynie na pojedyncze momenty dobrej gry.

Danny Noppert był fenomenalny w piątek w starciu z Michaelem van Gerwenem. W tamtym spotkaniu znów pokazał, że stać go na grę na topowym poziomie. W sobotę było już jednak dużo gorzej. Noppert zatracił skuteczność na podwójnych i regularność w trafianiu potrójnej 20 i nie miał żadnych argumentów starciu Dimim.

Finałowym rywalem Dimiego był Dirk van Duijvenbode. Zgodnie z oczekiwaniami holenderskiej publiki, Dirkowi udało się przebrnąć suchą stopą przez górną połowę drabinki. Najpierw udało mu się ograć Martijna Kleermakera, a następnie po pasjonującym boju zakończonym deciderem odesłać do domu Jamesa Wade’a. Dirk skorzystał z zaskakujących pomyłek Jamesa na podwójnych w pierwszej fazie spotkania i zbudował sobie małą przewagę. W dalszej części pojedynku, faworyt kibiców, delikatnie wyhamował i oddał inicjatywę Anglikowi. Na swoje szczęście, król bakłażanów w porę wrócił do skutecznej gry i w ostatnim legu spotkania udało mu się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W finale Dirk podzielił jednak los swoich rodaków i z kretesem poległ w rywalizacji z van den Berghiem. Decydujący znów był początek, w którym Belg momentalnie uzyskał znaczącą przewagę. Schemat dokładnie ten sam, co w poprzednich meczach. Dimi niezwykle równą i stojącą na wysokim poziomie grą całkowicie zdominował Dirka, który nie był w stanie wykrzesać z siebie swojej optymalnej gry. Van den Bergh trafiał kolejne potrójne 20, sprawnie kończył legi i nie dawał Holendrowi nawet pół argumentu. W dwóch decydujących spotkaniach Dream Maker rozgrywał swoje najlepsze mecze w turnieju – w półfinale zanotował średnią 103,56, a w finale postarał się o jeszcze lepszy wynik i zakończył mecz na poziomie 104,60. Dimitri zostawił rywali w dalekim polu i w pełni zasłużenie mógł cieszyć się z kolejnego triumfu w tym sezonie.

Dirk w rywalizacji z van den Berghiem podzielił los sowich kolegów z holenderskiej drużyny. Szybko oddał rywalowi inicjatywę i w dalszej części spotkania był jedynie w stanie odgryzać się mu w pojedynczych partiach.

Dimi znów błyszczy Ostatnie tygodnie dobitnie pokazują, że van den Bergh wraca do swojej optymalnej formy. Rok czekaliśmy na to, żeby znów zobaczyć Belga w takiej dyspozycji. Biorąc pod uwagę, że zbliża się najważniejszy moment sezonu i największe turnieje PDC, trzeba przyznać, że trudno było sobie wybrać lepszy moment na taką eksplozję formy. Na razie Belg w swojej kolekcji z tego sezonu ma jedynie dwa turnieje World Series of Darts, w której wyrasta na zdecydowanego lidera rozgrywek. Już niedługo gablota Dimiego może zostać uzupełniona o kolejne, dużo ważniejsze, trofea. W końcu Matchplay zbliża się wielkimi krokami… Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.