• DartsPL

Dublet Ratajskiej i Białeckiego we Włocławku

W dniach 12-14 listopada we włocławskim hotelu Gościeniec odbyło się ostatnie Grand Prix tego sezonu. Podczas dwudniowej rywalizacji w turniejach singlowych w swoich kategoriach bezkonkurencyjni byli Karolina Ratajska i Sebastian Białecki.


Przez pandemię Covid ten sezon był rekordowy długi, ale miniony weekend oficjalnie go zakończył. To były prawie dwa lata gier. Grand Prix 9&10 zgromadziło naprawdę liczną grupę darterów i darterek, którzy przyjechali z różnych zakątków Polski.


Gra podwójna i Liga Steeldarta przetarły szlak

Tradycyjnie darterski weekend rozpoczął się od turniejów deblowych. Wśród pań do rywalizacji zgłosiło się 14 par. Najlepsze okazały się Karolina Ratajska i Małgorzata Markowska, które w finale pokonały wrocławską parę Ninę Lech-Musialską i Małgorzatę Pacierpnik 4:0. Całkiem nieźle radziły sobie duety Boniecka/Słowikowska oraz Załawka/Głowacka, ponieważ w rywalizacji KO dotarły do półfinałów. Wśród panów najlepsza okazała się rodzina Białeckich. Piotrkowi i Sebastianowi udało się to, co wymknęło im się z rąk na poprzednim GP w Krakowie. W finale okazali się lepsi od poznańskiej pary Bruliński/Pałaszewski (choć żaden z nich rodowitym poznaniakiem nie jest). Było 4:1. Zanim Łodzianie mogli cieszyć się z końcowego triumfu stoczyli bardzo wyrównany pojedynek w półfinale. Kanika i Stróżyka pokonali dopiero po deciderze. W drugim starciu przedostatniej rundy wspomniani Bruliński i Pałaszewski wyeliminowali duet Tomczak/Karbowiak. Wśród panów do gry zgłosiło się 85 par.


W sobotę, jak za każdym razem, emocje zaczynały się od godzin porannych, kiedy rywalizowano w ramach Polskiej Ligi Steeldarta. Są to rozgrywki drużynowe. Mecze rozgrywa się zarówno w formacie singlowym, jak i deblowym. Każdy zawodnik za zwycięstwo zdobywa punkty dla swojej drużyny i w ten sposób ustala się wynik końcowy. Na przestrzeni całego sezonu rozegrano wiele meczów, a w weekend we Włocławku poznaliśmy końcowe rozstrzygnięcia. Pierwsze miejsce w lidze zajęła drużyna Partner Poznań w składzie: Wojciech Bruliński (kapitan), Tytus Kanik, Krzysztof Wojciechowski, Krzysztof Stróżyk, Damian Pałaszewski, Dariusz Marciniak, Paweł Gronowski, Piotr Łęda oraz Przemysław Bobrowski (dane wg strony PDOdarts – moim zdaniem byli w niej jeszcze Bartosz Sobczyński i Javier Nieste). Drugie miejsce wywalczyli Hanysy w składzie Mirosław Kowalski (kapitan), Adam Bieda, Wojciech Basiak, Sebastian Adamczyk, Artur Kozłowski, Łukasz Sawicki i Łukasz Macha (dane wg strony PDOdarts). W lidze wystartowały także Agawa Team, CSD Częstochowa, Cokolwiek, Point Dart Team, Warszawskie Rekiny, Stone Master, Śląski Styl, The Roosters, a także wINNE. Ostatni team składał się w stu procentach z reprezentantek płci pięknej, które dzielnie rywalizowały z mężczyznami, a slogan, który widniał na specjalnie przygotowanych koszulkach brzmiał: Save water, drink wine! Nie dość, że darterki, to jeszcze dbają o środowisko :).

We Włocławku oprócz gry na wysokim poziomie panowała także przyjazna atmosfera


Trzy legi stracone Ratajskiej

W sobotę i niedzielę odbyły się dwa turnieje singlowe kobiet. To, że faworytką do końcowego triumfu była Karolina Ratajska, to jest oczywiste, lecz Karola we Włocławku dokonała rzeczy niemożliwej. W ciągu dwóch dni rozegrała piętnaście meczów, w których straciła… 3 legi!!! Każdemu raz na jakiś czas zdarza się zagrać wyjątkowy mecz, czasem czujemy także, że to jest nasz dzień, w którym spisujemy się lepiej niż zwykle, ale zazwyczaj problemem jest utrzymać stałą formę na wysokim poziomie. Tę sztukę opanowała Ratajska do perfekcji. W sobotę (33 panie na liście startowej) zdecydowanie wygrała pięcioosobową grupę (stracony leg w meczu przeciwko Emilii Patrykowskiej-Kijas). W fazie pucharowej do zera eliminowała kolejno Kasię Drążek, Paulinę Gawrońską oraz Karolinę Załawkę. W finale podejmowała swoją partnerkę z gier podwójnych – Gosię Markowską. Warto przypomnieć, że poprzedni finał GP to także starcie tej dwójki. We wrześniu w Krakowie lepsza okazała się Markowska, która po deciderze pokonała Ratajską. Sobotnie starcie było naprawdę bardzo wyrównane. Obie panie na dystansie prezentowały podobny poziom, lecz Małgorzata miała większe problemy z zejściem i na podwójnych. Z tego bezlitośnie korzystała Karolina, która ostatecznie zwyciężyła 4:1 (drugi stracony leg). Kolejnego dnia Ratajska kontynuowała świetną dyspozycję. Pierwszego lega straciła dopiero w półfinale z Renatą Słowikowską. Tym razem w finale przyszło jej rywalizować z Niną Lech-Musialską. Było 4:0.


Z racji tego, że GP we Włocławku kończyło sezon, panie rywalizowały o znalezienie się w składzie reprezentacji Polski. Ten przywilej przysługiwał pierwszej czwórce krajowego rankingu. Przed weekendem praktycznie pewne swojej pozycji mogły być Karolina Ratajska i Małgorzata Markowska. Wobec wspaniałej gry w niedzielę i dojściu do finału trzecią lokatę zapewniła sobie Nina Lech-Musialska. Do emocjonującej batalii doszło między Renatą Słowikowską a Karoliną Załawką. Ta pierwsza w sobotę w 1/8 odpadła z Niną (0:3), a ta z kolei uległa Załawce w ćwierćfinale. Wobec takiego obrotu spraw Karola powiększyła swoją przewagę. W niedzielę role się odwróciły. Załawka zakończyła grę na 1/8 (porażka z Pacierpnik 2:3), a Słowikowska dotarła do półfinału. Zatem we Włocławku panie zdobyły tyle samo punktów, a po ośmiu turniejach Grand Prix Załawka miała 48pkt przewagi i to ona zajęła czwarte miejsce w rankingu krajowym. Wyrazy uznania należą się także dla Aleksandry Białeckiej. Młodsza siostra Sebastiana dwukrotnie wygrała swoją grupę i meldowała się w fazie pucharowej grając przy tym z ogromną pasją i zaangażowaniem. Wielkie brawa!


Białecki potwierdza wysoką formę

206 panów zgłosiło się do sobotniej rywalizacji singlowej. Wśród faworytów wymieniano oczywiście Sebastiana Białeckiego, ale także Łukasza Wacławskiego, Pawła Styczyńskiego czy Dawida Robaka. Stawkę podzielono na 64 grupy. Większość była trzyosobowa. Zatem aż 128 mężczyzn zameldowało się w drugiej rundzie. Większość faworytów wygrało swoje starcia, ale już w kolejnych etapach nie zabrakło pasjonujących starć. Dobrze radził sobie pogromca Seby Białeckiego z GP w Krakowie Konrad Pawłowski, które wygrał wymagające starcia z Wojtkiem Basiakiem i Krzyśkiem Lauerem, ale w 1/8 przegrał 2:4 z Dawidem Robakiem, który wcześniej wyeliminował Łukasza Machę. Thrillery toczył Wojtek Bruliński. Najpierw po deciderze ograł Sylwestra Krakowiaka (Sylwek w niedzielę zaliczył checkout 170 w starciu z Piotrem Ostrowskim), ale w kolejnej rundzie odpadł z Bartkiem Sobczyńskim – także 3:4. Ten później poradził sobie jeszcze z Marcinem Słomskim i w sobotę zawędrował do ćwierćfinałów. W czołowej ósemce zameldował się także Dariusz Marciniak, który pokonał między innymi Witka Lewandowskiego i Wojciecha Pasińskiego. Darek wyróżniał się nie tylko skuteczną grą, ale także wyjątkową koszulką w różowym kolorze, a na plecach grała razem z nim Różowa Pantera. Po grupach bardzo dobrze radził sobie Łukasz Wacławski. W pierwszych czterech starciach stracił zaledwie jednego lega. Zgodnie z przewidywaniami jak burza przez kolejne rundy przechodził także Paweł Styczyński. Styko eliminował między innymi Artura Kozłowskiego i Tomasz Michalskiego. Nie zawodził także softowy Mistrz polski – Mateusz Sawicki. Mati stoczył bardzo wyrównane starcie z Piotrem Rochmankowskim w 1/8 finału, które wygrał po deciderze. W jednej części drabinki znaleźli się Andrzej Muszyński, Sławek Olszewski i Dawid Herberg. Z tych silnie obsadzonych tarcz najlepiej spisał się ten ostatni, który także dostał się do last8. W 1/8 doszło do pasjonującego starcia Sebastiana Białeckiego z Tytusem Kanikiem. Pomimo tego, że Tito wcześniej radził sobie z Tomaszem Janikiem i Damianem Pałaszewskim, to Białeckiemu nie dał rady i przegrał 2:4.


Choć ćwierćfinały zapowiadały się pasjonująco, to wielkich emocji nie dostarczyły. Mecze wprawdzie stały na wysokim poziomie, lecz wszystkie miały dość jednostronny przebieg i kończyły się tym samym wynikiem – 4:1. Białecki pokonał Herberga, Sawicki Styczyńskiego, Wacławski Marciniaka i Robak Sobczyńskiego. W last4 Seba dość łatwo poradził sobie z Mateuszem Sawickim (4:0). Dużo dłużej trwało starcie Wacławskiego z Robakiem. Obfitowało w wysokie zdobycze na dystansie (180 i 177). Zwyciężył Robak 4:2, który był po prostu bardziej równy. Warto dodać, że Wacław rywalizował nie tylko z przeciwnikiem, ale także z zerwanymi mięśniami w okolicy żeber, co na pewno nie ułatwiało gry. Wielki finał odbywał się na specjalnie przygotowanej do tego scenie. Pierwsze legi były wyrównane. Dawid miał szansę na podwójnych, by utrzymać kontakt z Białeckim, lecz zabrakło skuteczności. Po kilku minutach było już 3:0 dla Seby. Chwilę później Robak zdobył pierwszy punkt, lecz okazało się, że tego wieczora nie było go stać na więcej. W drugiej połowie starcia Łodzianin zaczął mieć coraz większą przewagę i zwyciężył 5:1. Warto nadmienić, że finał zgromadził bardzo liczną publiczność, która przez większą część starcia wspierała swoich faworytów głośnymi śpiewami.

Sebastian Steyer na niedzielne Grand Prix dojechał prosto z Węgier, gdzie walczył o kwalifikację na Mistrzostwa Świata PDC


Kolejnego dnia do gry zgłosiło się 160 graczy. Do Włocławka dojechał Sebastian Steyer, który w sobotę brał udział w kwalifikacjach do Mistrzostw Świata PDC. W niedzielę stawka została podzielona na 32 grupy – po 5 w każdej, więc mniej zaawansowani gracze w stawce nie mogli narzekać na brak gry. Tuż po fazie grupowej z turniejem niespodziewanie pożegnał się Steyer. The Dream w 1/32 przegrał 2:3 z Dawidem Domańskim. Sebastian na dystansie prezentował się jak zwykle bardzo dobrze, lecz szwankowała u niego skuteczność na podwójnych. Przegrywał już 0:2, ale doprowadził do decidera. Przy 2:2 nie trafił D19, a Domański popisał się stuprocentową skutecznością i grał dalej. W 1/16 Sławek Olszewski pokonał 4:2 Dawida Herberga. Ciekawie zapowiadało się starcie Konrada Pawłowskiego z Pawłem Styczyńskim. Lepszy okazał się ten drugi (4:0). Spore emocje dostarczył mecz Karola Wilgosiewicza z Krzyśkiem Stróżykiem. Reprezentant Polski na World Cup of Darts w 2014 prowadził już 2:0, potem Karol doprowadził do remisu. W piątej partii obaj nieskutecznie próbowali trafić podwójną, lecz szybciej ta sztuka udała się Stróżykowi, który koniec końców zwyciężył 4:2. W 1/8 po raz drugi los skrzyżował drogi Białeckiego z Kanikiem i po raz kolejny lepszy okazał się Łodzianin – 4:1. Sporej dramaturgii dostarczył mecz Kovalova z Sawickim. Obaj zawodnicy na dystansie grali bardzo dobrze i szli łeb w łeb. Jednak na double’ach nie najlepiej czuł się Mateusz, co wykorzystał Dima i zwyciężył 4:1.


Połowa ćwierćfinalistów z soboty wystąpiła także w last8 w niedzielę. Dawid Robak znów pokonał Dariusza Marciniaka. Tym razem 4:2. Styczyński wyeliminował Brulińskiego (4:0). Kovalov uporał się z Rubaszką – 4:2, a Białecki z Olszewskim – 4:0. W półfinałach Sebastian poradził sobie z Dimą, nie oddając mu nawet lega. W drugim starciu Styko nie pozwolił by finał odbył się w takim samym składzie co dzień wcześniej i wygrał 4:1 z Robakiem. W przypadku Styczyńskiego warto wspomnieć, że najważniejszych meczów nie mógł grać swoimi lotkami. Wcześniej złamał mu się grot, a sprzęt pożyczył od swojej partnerki! W finale znów zwyciężył Białecki i po raz kolejny 5:1. Obaj rzucili po jednym maksie. Seba zagrał na średniej 80.37, a Styko 73.26.

Tym samym pandemiczny sezon dobiegł końca. Pierwszy, w którym byliśmy z wami. Możemy zapewnić, że w kolejnym znów będziemy jeździć po Polsce i relacjonować najważniejsze wydarzenia na krajowym podwórku, bo robimy to dla Was. Pierwszym eventem w kolejnym sezonie będzie Puchar Polski w Mikołowie 27 listopada, a następnie czekają nas darterskie emocje w Krotoszynie i Świdnicy. Do zobaczenia!


Autor: Tomasz Brodko

Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.