• DartsPL

Gary Anderson zgarnia pełną pulę w Nottingham!

W 6. turnieju tegorocznej edycji Premier League najwięcej powodów do zadowolenia miał Gary Anderson. Szkot zanotował w Nottingham najlepszy występ w tym sezonie i w pełni zasłużenie sięgnął po komplet punktów. W finale przegranej po raz kolejny doznał Michael Smith.

Jak co czwartek, darterscy kibice nie mieli prawa się nudzić. W Nottingham odbyła się 6 odsłona tegorocznej Premier League. Na pierwszy rzut oka można byłoby stwierdzić, że nic nowego się w niej nie wydarzyło – Michael Smith jak zwykle przegrał w finale, Joe Cullen po raz piąty przegrał w swoim pierwszym meczu, a Peter Wright znów był solidny i awansował do półfinału. Nudy? Absolutnie nie! Najlepszy, w czwartkowy wieczór, okazał się Gary Anderson i choć nic nie wskazywało na to przed startem rozgrywek, Szkot zanotował świetne zawody. Na przekór logice, bukmacherom i darterskim ekspertom Flying Scotsman odrodził się niczym feniks z popiołów i wrócił do walki o play-offy Premier League. Vintage Gary Eksperci Sky Sports uwielbiają określenie „vintage”. Ile razy w poprzednim sezonie usłyszeliśmy z ich ust, że widzieliśmy w akcji vintage Michaela van Gerwena? W czwartek tych samych określeń używali jednak wobec innego zawodnika – Gary’ego Andersona. Tak jak za szybko na pochopne wnioski – MvG z poprzedniego roku dobitnie pokazywał, że lepiej się z takimi wstrzymywać. Trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie i powiedzieć, że oglądanie gry Andersona w Nottingham było po prostu przyjemnością. Szkot przez lata swojej kariery zaskarbił sobie sympatię wielu kibiców darta – problem w tym, że w ostatnich sezonach nie dawał im wielu powodów do radości (pomijając oczywiście Mistrzostwa Świata, na których Ando zawsze przebudza się ze snu zimowego). Wystarczy powiedzieć, że część sympatyków darta była zdania, że utytułowany Szkot nie zasłużył na miejsce w elitarnych rozgrywkach Premier League. Dotychczasowe wyniki Andersona w tym sezonie zdawały się potwierdzać obawy kibiców. W Premier League aż do wczoraj miał na koncie zaledwie 1 zwycięstwo, w UK Open i Mastersie był eliminowany w swoim pierwszym meczu. Wyniki i gra Flying Scotsmana były po prostu przeciętne. Kluczowe jest jednak stwierdzenie aż do wczoraj. Wczoraj w końcu zobaczyliśmy Andersona w dobrej formie. Nie od razu było tak kolorowo – jego pierwsze spotkanie z Jonnym Claytonem nie wypadło imponująco i na tamtym etapie turnieju nic nie wskazywało na przyszły sukces Gary’ego. W ćwierćfinałowym starciu z Walijczykiem gra Szkota była taka jak w poprzednich tygodniach. Flying Scotsman w pełni skorzystał jednak ze słabszej formy Claytona i wywalczył sobie awans do półfinału. W kolejnych spotkaniach Ando rozwinął skrzydła. Najpierw zrewanżował się Peterowi Wrightowi za porażkę z pierwszego turnieju Premier League, a następnie odniósł pewną wygraną w finale nad Michaelem Smithem. W obu tych meczach faktycznie mogliśmy poczuć namiastkę starego, dobrego Gary’ego. Lekkość w trafianiu potrójnej 20 i fantastyczna skuteczność na topie – to dwa znaki rozpoznawcze Szkota, które w czasach jego największych sukcesów były jego najmocniejszymi atutami. Dokładnie to zaprowadziło go do ostatecznego triumfu wczorajszego wieczoru. W konfrontacji z Wrightem szczególnie imponowały podwójne – w całym meczu, który Anderson wygrał 6-3, spudłował zaledwie 3 próby na doublach! Co więcej warto odnotować, że by to pierwszy mecz w tegorocznej Premier League, w której Gary zanotował średnią powyżej 100! Prawdziwy koncert gry Ando zaprezentował jednak w najważniejszym momencie – w finale. Gra Szkota przez większą część finału była po prostu kompletna. Aż do stanu 5-2 Gary utrzymywał swoją średnią w okolicach 110! W końcówce meczu delikatnie obniżył poziom swojej gry, ale nie na tyle, by wypuścić wygraną z rąk. Triumf 6-4 dał Flying Scotsmanowi triumf i bezcenne 5 punktów. Dzięki tej zdobyczy Anderson wrócił do realnej walki o czołową 4 i awans do play-offów. Trzeba przyznać, że ten przebłysk Gary’ego przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie.

Gary Anderson w końcu miał powody do radości. W Nottingham gra Szkota wyglądała naprawdę imponująco. Dobre występy w Premier League mogą dawać nadzieje jego kibicom.

Daleki jestem od hurraoptymistycznych okrzyków i teorii, że Gary Anderson wrócił. Szkot zapewne już nigdy nie będzie znaczył w PDC tyle, ile kilka lat temu, gdy dwa razy z rzędu wygrywał Mistrzostwa Świata. Szkot skupia się teraz głównie na największych imprezach – na stałe zrezygnował z występów w European Tourze i rzadko osiąga wybitne rezultaty w turniejach podłogowych. Dobrze było przez chociaż jeden wieczór zobaczyć namiastkę wybitnej gry Andersona sprzed lat. Z pewnością nikt nie obrazi się, jeśli sam Ando podtrzyma taką dyspozycję i w kolejnych turniejach Premier League będzie nas czarował podobnymi występami. To się po prosu dobrze oglądało! Price w kratkę Ważnym momentem turnieju w Nottingham był powrót, po tygodniowej przerwie, Gerwyna Price’a. Walijczyka nie oglądaliśmy w akcji tydzień temu w Brighton podczas Premier League oraz w Hildesheim przy okazji drugiego w tym roku turnieju European Tour. Walijczyk szybko wyleczył kontuzję dłoni, która wykluczyła go z gry w ostatnich turniejach i ponownie zameldował się w stawce najlepszych zawodników świata. W przeszłości Price pokazywał, że potrafi wracać do gry w imponującym stylu. W ubiegłym roku Iceman odpoczywał przez kilka tygodni od darta przez pozytywny wynik testu na koronawirusa. Przymusowa przerwa od darta nie zrobił na Walijczyku żadnego wrażenia i Price wrócił do gry w PDC jak gdyby nigdy nic. Tym razem powrót wypadł mocno w kratkę. Zaczęło się fenomenalnie! Price w ćwierćfinale podejmował rozpędzonego Michaela van Gerwena, który w ostatnim czasie odnosił sukces za sukcesem. Największe w samej Premier League, w której Holender był niepokonany od dwóch tygodni. Piękna passa MvG trwała aż do wczoraj, gdy w ćwierćfinale turnieju Nottingham podjął Gerwyna Price’a. Do samej gry Holendra nie możemy mieć większych zastrzeżeń – nie był to co prawda kosmiczny poziom, ale co najmniej przyzwoity. Przyzwoitość nie mogła jednak wystarczyć w starciu z kapitalnie grającym Gerwynem. Praktycznie w każdej darterskiej statystyce Walijczyk górował nad swoim rywalem. Średnia 102,70, 3 maksy i przede wszystkim kapitalna skuteczność na podwójnych, która wyniosła równe 75%. Występ praktycznie idealny, po którym trudno było doszukiwać się śladów chwilowego rozbratu z dartem na najwyższym poziomie.

Po starciu z Michaelem van Gerwenem, Price miał sporo powodów do zadowolenia. Wydawało się, że Walijczyk będzie jednym z kandydatów do wygrania całego turnieju, ale słaba postawa w meczu ze Smithem przekreśliła jego szanse.

Dużo gorzej Price wypadł jednak w starciu półfinałowym z Michaelem Smithem. Cały mecz nie był zresztą najlepszą reklamą Premier League – obaj zawodnicy męczyli się przy tarczy i nie byli w stanie pokazać pełni swojego potencjału. To był mecz błędów – mnóstwo pomyłek na doublach, wiele nieudanych prób obu zawodników na dystansie i jedynie pojedyncze przebłyski dobrej gry. To wszystko znalazło swoje odzwierciedlenie w statystykach spotkania. Obaj darterzy zagrali na średniej poniżej 90 i łącznie zanotowali zaledwie 8 kolejek ze zdobyczą większą niż 140! Jak na dwóch zawodników, którzy uwielbiają trafiać potrójną 20, jest to wynik po prostu słaby. Katastrofalnie wyglądała też statystyka podwójnych Price’a – 20% i aż 16 zmarnowanych lotek na zewnętrznej obręczy tarczy! Pomimo kiepskich statystyk początkowo wszystko układało się po myśli Gerwyna, który prowadził już 4-0! Kolejne pomyłki na dystansie i przede wszystkim na podwójnych sprawiły, że Smith wrócił do spotkania i wygrał sześć kolejnych legów z rzędu! Pod sam koniec meczu mało co układało się po myśli Icemana – mnóstwo kolejek zaczynał od singlowej 5 i nie miał na dystansie większych argumentów. Jego rywal z kolei z każdym legiem rósł w silę - w samej końcówce Bully Boy zaczął grać bardzo dobrze i nie dał rywalowi większych szans. Kryzys Cullena i Claytona Pod kreską znów znaleźli się Joe Cullen i Jonny Clayton. Obaj odpadli w pierwszej rundzie i obaj nie zanotowali najlepszych występów. W przypadku Claytona za wcześnie, aby mówić o większym kryzysie. Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że Walijczyk spuścił delikatnie z tonu i nie czaruje już tak bardzo, jak miało to miejsce w poprzednim sezonie. To już trzeci turniej Premier League, w którym Ferret nie zdobył żadnych punktów. Występ w Nottingham był jednym z najsłabszych w całych dotychczasowych rozgrywkach. W meczu z Anderson gnębiły go te same problemy co w ostatnich tygodniach – nierówna dyspozycja na dystansie. Podobne pretensje mogliśmy mieć do niego przed tygodniem w Brighton i w UK Open, z którym pożegnał się po przeciętnym spotkaniu z Damonem Hetą. Warto przyglądać się grze Jonny’ego w kolejnych turniejach. Najbliższe tygodnie mogą dać nam odpowiedź na pytanie, czy jest to tylko chwilowa niemoc, czy większy kryzys rewelacji poprzedniego roku. Podobnie jest w przypadku Cullena, chociaż jego przebłysk formy był znacznie krótszy. Rockstar zanotował kapitalny początek obecnej kampanii. Wszyscy zapewne mamy w pamięci jego wyśmienitą grę podczas Mastersa, który padł jego łupem. To właśnie ten sukces zagwarantował mu zresztą udział w Premier League. Potem przyszły jeszcze sukcesy w turniejach podłogowych - Anglik triumfował w turnieju PC4 i wydawało się, że rok 2022 będzie należeć do niego. Od tego sukcesu dobra forma Cullena lekko przystopowała. W kolejnych spotkaniach Rockstar zanotował zaledwie 2 wygrane i aż 7 porażek. W wielu z tych spotkań gra Rockstara daleka była od tej, którą czarował podczas Mastersa. W czwartek przegrał z Peterem Wrightem i zanotował dość mizerną średnią 86,30. Sam Cullen nie był zachwycony swoim występem i przeprosił za niego swoich kibiców na Twitterze. Anglik przyznał, że czuł się wręcz zawstydzony swoją postawą przy tarczy. Cieszyliśmy się z sukcesu Joe z początku sezonu, bo to zawodnik o ogromnym potencjale, który zasługiwał na swoją chwilę w blasku fleszy. Wygrana w Mastersie będzie znaczyła jeszcze więcej, jeśli w ślad za nią pójdą kolejne dobre wyniki Cullena. Na razie trochę ich brakuje.

Joe Cullen z przytupem wszedł w 2022 rok. W ostatnich tygodniach Anglikowi brakuje jednak dobrej gry, którą prezentował w pierwszych tygodniach sezonu. W Nottingham znów rozczarował i w starciu z Peterem Wrightem pokazał się ze słabej strony.

Żegnamy Wyspy! Kolejny turniej Premier League odbędzie się już w kolejny czwartek. Po raz pierwszy najlepsi darterzy świata opuszczą Wyspy Brytyjskie i odwiedzą holenderski Rotterdam. W końcu przed własną publicznością zagra Michael van Gerwen i to właśnie na nim nałożona będzie zapewne największa presja. Następny turniej będzie też niezwykle ważny z perspektywy rozstawienia zawodników w ósmym tygodniu rozgrywek. W Birmingham drabinka turniejowa będzie ułożona pod aktualny ranking rozgrywek. Lider zmierzy się z zawodnikiem z ósmego miejsca, dwójka z siódemką i tak dalej. Warto będzie zawalczyć o lepszą pozycję startową w kolejnych rozgrywkach! Tabela Premier League po 6. kolejkach

Miejsce

Zawodnik

Punkty

Bilans legów

1

Michael van Gerwen

14

+24

2

Peter Wright

12

+4

3

Jonny Clayton

10

-4

4

Gerwyn Price

9

+1

5

Michael Smith

8

0

6

Gary Anderson

7

-5

7

James Wade

7

-7

8

Joe Cullen

5

-7

Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.