• DartsPL

Hotel Witek godnie ugościł darterów i darterki

Miniony weekend minął pod znakiem dwóch turniejów Pucharu Polski w podkrakowskim Hotelu Witek. Jak zwykle nie zabrakło emocji i darta na najwyższym poziomie. Wśród panów najlepsi okazali się Sebastian Biela i Dawid Robak. U pań bezkonkurencyjna była Barbara Pośpiech.

Nowy sezon polskich rozgrywek darterskich rozkręcił się na dobre. Po turniejach w Mikołowie, Krotoszynie i Kazimierzu przyszedł czas na Kraków. Jak zwykle darterskim centrum zarządzania światem został Hotel Witek, który godnie ugościł zawodników i zawodniczki z całej Polski. Po szalonym weekendzie pełnym kapitalnych meczów wyłoniliśmy triumfatorów turniejów mężczyzn i kobiet. W tej pierwszej po razie triumfowali Sebastian Biela i Dawid Robak. W turniejach pań dwukrotnie niepokonana była Barbara Pośpiech, która ponownie udowodniła, że należy do ścisłej krajowej czołówki. Co jeszcze wydarzyło się w Krakowie? Biela lubi Kraków! Znany i lubiany Hotel Witek miał w ten weekend dla zawodników małą niespodziankę. Turniej nie był rozgrywany w sali konferencyjnej, a w stylizowanej na góralską chatce położonej nieopodal samego hotelu. Już po przekroczeniu progu miejsca rozgrywania turnieju jasnym stało się, że będzie się działo. Całe miejsce było po brzegi wypełnione zawodnikami i zawodniczkami chcącymi spróbować swoich sił w turnieju Pucharu Polski. Frekwencja dopisała i na listach startowych obu turniejów widniało łącznie aż 180 nazwisk! Część uczestników narzekała na małą ilość miejsca i trzeba uczciwie przyznać, że momentami było dość ciasno. Jeden z organizatorów turnieju Łukasz Kamiński przyznał, że Stowarzyszenie Małopolska Organizacja Darta nie spodziewała się aż tak dużej liczby zgłoszeń. Czasami dochodziło do spięć między zawodnikami już grającymi, a tymi którzy starali się przebić do tarczy, ale wszystko było pod kontrolą i każdy mógł rozegrać swoje grupowe mecze bez problemów. Najbardziej problematyczne były tarcze 19 i 20, za którymi umiejscowiony był bar. Nie trudno się domyślić, że bez przerwy roiło się tam od ludzi. W tym przypadku organizatorzy problem rozwiązali drugiego dnia rozgrywek, gdy wyłączyli newralgiczne tarcze z gry. Kraków jak zwykle nie zawiódł i pomimo zmiany miejsca rozgrywania turnieju i ogromnej liczby zgłoszeń wszystkie turnieje udało się doprowadzić do szczęśliwego końca. Przejdźmy do tego co działo się w Witku w sobotę. Wśród panów wszystko zaczęło się od morderczych rozgrywek grupowych, które trwały kilka godzin. Po wyłonieniu najlepszej 64. wszystko poszło już ekspresowo. W górnej części drabinki nie zawodziła jedynka krajowego rankingu – Karol Wilgosiewicz. Oławianin po udanych występach w Kaziemierzu, gdzie udało mu się dojść do finału, miał nadzieję na kolejne sukcesy. Karol grał bardzo dobrze i przytłaczał kolejnych rywali swoją mocą punktową. W 1/8 finału wygrał 4-2 z niezwykle groźnym Hubertem Paradyszem, a w ćwierćfinale bez straty lega ograł Krzysztofa Furmana. W półfinale darter z Dolnego Śląska musiał zmierzyć się z Dawidem Robakiem, który wcześniej uporał się z Adrianem Gliniorzem, Arkadiuszem Sojką i Piotrem Turkiem. Robak przyzwyczaił już do regularnego dochodzenia do zaawansowanych faz turniejów w Polsce i nie inaczej było w ten weekend w Krakowie. Faworytem starcia półfinałowego wydawał się Robak, ale to Wilgosiewicz wystartował lepiej. Karol kontynuował swoją imponującą grę ze wcześniejszych faz turnieju. Oławianin w błyskawicznym tempie kończył kolejne partie i wyskoczył na prowadzenie 3-1! Karol był już zaledwie jednego lega od awansu do finału i ogrania wymagającego rywala. Problem polega na tym, że zabrakło tego co najważniejsze – postawienia kropki nad i. Niewykorzystane okazje lubią się mścić i tak było też tym razem. Wilgosiewicz zmarnował kilka lotek meczowych, a Robak skutecznie odrobił wszystkie straty i zadał rywalowi decydujący cios w deciderze.

Karol Wilgosiewicz był bliski sprawienia niespodzianki i awansu do finału. Ogromna klasa Dawida Robaka dała jednak o sobie znać i z przewagi 3-1 Karolowi na koniec meczu nic nie zostało.

W drugiej części drabinki szalał Sebastian Biela. Darter z Nowego Targu z Krakowem może mieć przyjemne wspomnienia. W lipcu ubiegłego roku podczas turnieju Pucharu Polski udało mu się dotrzeć aż do finału. W turnieju sobotnim Bieli udało się po raz kolejny dotrzeć do meczu decydującego o końcowym triumfie. Sebastian w fazie pucharowej ograł 4-0 aktualnego Mistrza Polski na sofcie Mateusza Sawickiego, a następnie utorował sobie drogę do półfinału po niezwykle zaciętym meczu z Robertem Frukaczem. O finał darter z Podhala zmierzył się z Szymonem Ciukiem. Nazwisko dla części niewiele mówiące, ale nie dla stałych bywalców lokalnych turniejów krakowskich, w których Szymon regularnie święci sukcesy. Ciuk nieczęsto pojawia się na turniejach ogólnopolskich, ale w końcu udowodnił swój ogromny potencjał i umiejętności. Wygrane nad Tomaszem Kozłowskim i Grzegorzem Sierpotowskim zapewniły mu przepustkę do półfinału. Jego starcie z Bielą było niezwykle wyrównane i emocjonujące. Podobnie jak w pierwszym półfinale o losach meczu zadecydował ostatni leg. W nim większą siłę rażenia pokazał Biela. Sebastian najważniejszą partię meczu rozpoczął od maksa i szybko wypracował sobie przewagę, którą obronił aż do końca. Wspominałem już o lipcowym finale Pucharu Polski z udziałem Sebastiana Bieli. Podhalanin mógł poczuć deja vu – wtedy jego rywalem też był Dawid Robak. Wtedy Biela musiał uznać wyższość rywala, ale po blisko pół roku nadszedł czas rewanżu. Spotkanie było zacięte i obaj panowie szli łeb w łeb, pewnie utrzymując swoje liczniki. Robak zaimponował w drugim legu meczu, w którym zanotował 180-tkę i skończył go w 13 lotkach. Biela imponował solidną grą, gdy tylko zawodziły go potrójne 20 mógł liczyć na potrójne 18, które tego dnia trafiał niezwykle często. Brak przełamań oznaczał, że wynik wciąż oscylował w okolicach remisu. Kiedy wydawało się, że o losach pucharu zdecyduje decider, niespodziewany cios zadał rywalowi Biela. W 8. legu Sebastian zaskoczył rywala kapitalnym zejściem ze 115, które dało mu jedyne w meczu i zwycięskie przełamanie. Podhalanin udanie zrewanżował się rywalowi za poprzedni przegrany finał i tym razem to on mógł cieszyć się z pucharu za pierwsze miejsce.

Kosmiczny Robak Drugiego dnia rywalizacji, jak zwykle, przy tarczach pojawiło się mniej zawodników. Wśród panów w akcji zobaczyliśmy 102 zawodników, ale za to turniejowa stawka została zasilona przez wracających z turniejów Q Schoola Sebastiana Białeckiego i Sebastiana Steyera, którzy z miejsca stali się głównymi faworytami do wygrania całego turnieju. Sebastian Białecki z wysokimi oczekiwaniami poradził sobie świetnie. Łodzianin przez cały turniej imponował genialną grą. Po sali gier co jakiś czas roznosiły się kolejne ochy i achy kibiców obserwujących młodego dartera w akcji. Zachwyty były w pełni zasłużone – w grze Białeckiego nie dało się dostrzec słabych punktów. Seba co chwilę kończył swoje legi w mniej niż 20. lotkach i wydawał się być tego dnia nie do zatrzymania. W fazie pucharowej stracił zaledwie dwa legi! W 1/8 finału wygrał 4-1 z Krzysztofem Engelem, a w ćwierćfinale do 0 ograł Tomasza Całusa. W półfinale los skojarzył go z rozpędzonym Sławomirem Olszewskim, który wcześniej pokonał 4-2 Karola Wilgosiewicza i 4-0 Grzegorza Sierpotowskiego. Drugi wynik robił wrażenie – rundę wcześniej Sierpol po morderczym boju ograł 4-3 Sebastiana Steyera! Rywalizacja z Białeckim nie przebiegała jednak po myśli Olszewskiego. Seba bardzo szybko wyrobił sobie wyraźną przewagę i pomimo przegrania jednego lega w bardzo pewnym stylu zameldował się w finale. Po drugiej stronie drabinki dobrze radzili sobie sobotni finaliści. Dawid Robak imponował tego dnia niezwykle skuteczną grą. W 1/8 finału pewnie ograł 4-0 Łukasza Kłysika, który coraz częściej zaczyna odgrywać istotną rolę w ogólnopolskich turniejach. W ćwierćfinale lega w starciu z Dawidem nie był w stanie ugrać Sebastian Adamczyk. Sebastian mógł tylko wzruszać ramionami obserwując rywala bezbłędnie kończącego wysokie zejścia – najpierw 160, a potem 128 na wagę meczu. Dobra gra Sebastiana Bieli, który tego dnia znajdował się w tej samej części drabinki sprawiła, że już w półfinale byliśmy świadkami powtórki z rywalizacji finałowej z poprzedniego dnia. Biela po triumfach 4-1 nad Krzysztofem Furmanem i 4-0 nad Jarosławem Rarakiem mógł przystępować do ponownego starcia z Robakiem w dobrym humorze. Tym razem nie miał jednak tyle powodów do radości. Dawid udowodnił swoją wysoką formę i w starciu z Bielą był górą. Triumf 4-1 pozwolił mu na awans do drugiego finału z rzędu. Tym razem nie był jednak uznawany za faworyta.

Dawid Robak miło będzie wspominał krakowski weekend. Świetna gra zaowocawała wygraną i finałem!

Większość kibiców, która zgromadziła się przy tarczy finałowej, zgodnie oczekiwała kolejnego efektownego zwycięstwa Sebastiana Białeckiego. Robak miał jednak w rękawie kilka asów, z których skrzętnie skorzystał. Dawid zagrał wprost fenomenalnie na dystansie – praktycznie nie zdarzało mu się wyjmować lotek z tarczy bez zdobytych dwóch potrójnych. Pomimo pojedynczych problemów na podwójnych jego średnia na koniec meczu wyniosła zawrotne 86,91! Białeckiemu udało się odeprzeć zmasowany atak rywala w pierwszym legu, którego pewnie skończył trafieniem w podwójną 12. W pozostałych partiach górował jednak Robak, który odniósł w pełni zasłużone efektowne zwycięstwo 5-1. Dobra gra Dawida zbiegła się w czasie ze sporymi problemami Białeckiego z trafianiem podwójnych. Łodzianin często pomimo wyniku na styku marnował okazje do wygrania kolejnych legów pudłami na zewnętrznym pierścieniu tarczy. Z okazji korzystał Robak, który tym razem okazał się najlepszy w całej stawce. Bezkonkurencyjna Pośpiech W turniejach pań dwukrotnie koronowaliśmy tę samą triumfatorkę. Bezwzględna dla swoich rywalek była Barbara Pośpiech, która w Krakowie nie znalazła pogromczyni. Pierwszego dnia jej finałową rywalką była Bożena Bednarczyk. Była czołowa polska zawodniczka wraca do gry na wysokim poziomie po przerwie związanej z okresem macierzyńskim. Jej powrót wyszedł znakomicie – po świetnej postawie w grupach udało jej się 3-1 ograć Martę Domasiewicz. Pośpiech w półfinałowym boju bez straty lega ograła Darię Golly, a do tego udało jej się zanotować 17 lotkę! Tym razem do strefy medalowej nie udało się awansować Ewelinie Modrzejewskiej, która przed startem rozgrywek w Krakowie była liderką krajowego rankingu. W ćwierćfinale powstrzymała ją późniejsza triumfatorka – Barbara Pośpiech. W meczu finałowym Bednarczyk starała się poskromić skutecznie grającą Pośpiech, ale była w stanie ugrać tylko jednego lega. Pewny triumf w finale przypieczętował udaną postawę Basi w całym turnieju.

Barbara Pośpiech zdominowała rozgrywki kobiet. W dwóch turniejach dwukrotnie stawała na najwyższym stopniu podium!

Drugiego dnia Pośpiech ponownie zameldowała się w finale, ale tym razem jej rywalką była Marta Domasiewicz. Jeszcze niedawno takie finały w turniejach pań były wręcz klasykami. Ostatnio Marty nie widywaliśmy jednak na turniejach ogólnopolskich. Powrót udał jej się jednak wyśmienicie. Najpierw półfinał w sobotę, a następnie ciężko wywalczony finał w niedzielę. W półfinale Domasiewicz uporała się 4-1 z Eweliną Modrzejewską, której tym razem nie było dane wystąpić na tarczy finałowej, W tym samym czasie Pośpiech bez straty lega ograła Justynę Koleszko i zameldowała się po raz kolejny w finale. Finałowa rywalizacja rozpoczęła się od wysokiego C! Obie zawodniczki grały wprost fenomenalnie! Obie darterki co chwilę miały powody do radości z powodu wysokich punktacji. Potrójna dwudziestka poganiała potrójną dwudziestkę, a Domasiewicz patrząc na to jak skutecznie odpowiada jej rywalka kręciła jedynie z niedowierzaniem głową. Pomimo tego, że chwalić można było obie, pierwsze dwie partie padły łupem Pośpiech, która była na dobrej drodze do skompletowania dubletu. Najlepszym dowodem na galaktyczny poziom finału jest drugi leg, którego Pośpiech zakończyła w zaledwie 14 lotkach! Marta nie zamierzała jednak oddać rywalce niczego za darmo. W dalszej części rywalizacji poziom spotkania nieznacznie spadł. Winowajcą były głównie końcówki legów. Obie zawodniczki miały często sporo problemów z trafianiem podwójnych – z wojny nerwów dwukrotnie górą udało się wyjść Domasiewicz. Na więcej tego wieczoru nie było jej jednak stać i ostatecznie przegrała w finałowej rywalizacji 2-4. Basia po raz drugi tego weekendu miała wielkie powody do radości i mogła cieszyć się z kolejnego pucharu w gablocie.

Marta Domasiewicz po przerwie znów pojawiła się w finale dużego turnieju! W nim nie udało jej się ograć Barbary Pośpiech, ale z pewnością nie raz zobaczymy ją jeszcze cieszącą się z turniejowych triumfów .

Puchar w Krakowie przechodzi do historii, ale jeśli ominęliście rozgrywki w stolicy Małopolski… to nic straconego. Jeszcze w styczniu będziecie mieli idealną okazję do spróbowania swoich sił w starciu z krajową czołówką. W ostatni weekend stycznia odbędą się dwa kolejne turnieje Pucharu Polski w Poznaniu! Nie może Was tam zabraknąć! Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.