• DartsPL

James Wade znów najlepszy

James Wade, po raz drugi w tym sezonie, sięgnął po triumf w turnieju Premier League. Anglik ponownie udowodnił, że znajduje się w świetnej formie i okazał się najlepszy w Dublinie. Pięć punktów zdobytych w Irlandii praktycznie zapewniło mu udział w fazie play-off.

Za nami 11. już wieczór spędzony z rozgrywkami Premier League. Na rozgrywki w Dublinie mało kto mógł narzekać. Połączenia kapitalnych irlandzkich kibiców, którzy od początku do końca dopingowali zawodników, z kapitalnym poziomem sportowym, dało nam jeden z lepszych czwartkowych wieczorów w tym sezonie. Najlepiej tego dnia spisywali się James Wade i Jonny Clayton – Anglik pobił swój rekord najwyższej średniej telewizyjnej i po niezwykle emocjonującym finale ograł świetnie grającego Walijczyka 6-5. Clayton, dzięki dobremu wynikowi umocnił się na szczycie tabeli, a Wade, dorzucając na swoje konto 5 punktów, praktycznie zabukował sobie bilet do Berlina, gdzie odbędzie się faza play-off. Wade wrzucił wyższy bieg To był popisowy wieczór Jamesa Wade’a. Praktycznie wszystko układało się tego dnia po myśli Anglika. Wszystko zaczęło się od ćwierćfinałowego boju z Michaelem van Gerwenem. Obaj panowie otwierali wieczór w Dublinie i z pewnością nie rozczarowali. Rozegrali mecz na pełnym dystansie legów i przez cały mecz utrzymywali wysoki poziom. Jako pierwszy na prowadzenie wyskoczył James Wade, który dzięki przewadze przełamania prowadził już 4-1. MvG nawet nie myślał o rezygnowaniu z walki o triumf – ekspresowo odrobił straty i doprowadził do remisu 4-4. O losach całego spotkania musiał zadecydować decider. Ostatni leg, tak jak i całe spotkanie był niezwykle wyrównany i mógł skończyć się wygraną obu darterów. Jako pierwszy lotkę meczową zapewnił sobie Holender, który spudłował jednak bulla. Chwilę później Wade’owi do skończenia ze 101 zabrakło jedynie celnego trafienia w podwójną 12. Van Gerwen otrzymał w ten sposób kolejne dwie lotki meczowe, ale ku zdziwieniu wszystkich kibiców, ich nie wykorzystał! Z takiej szansy Wade skrzętnie skorzystał i po zaciekłym pojedynku ograł byłego Mistrza Świata.

James Wade otarł się o odpadnięcie z turnieju w Dublinie już na etapie ćwierćfinałów! Na szczęście dla Anglika i całego widowiska udało mu się ograć Michaela van Gerwnea i w kolejnej rundzie dać prawdziwy popis.

Z perspektywy czasu, możemy śmiało powiedzieć, że dobrze się stało, że w ćwierćfinale Jamesowi dopisała odrobina szczęście. Gdyby Anglik nie wygrał z MvG, nie miałby szansy zagrania jednego ze swoich najlepszych telewizyjnych meczów w karierze. Takim mianem należy określić jego półfinałowy występ przeciwko Gerwynowi Price’owi. Walijczyk musiał być w tym meczu niezwykle zmotywowany – Iceman gonił w ligowej tabeli Wade’a i potrzebował triumfu nad bezpośrednim rywalem w walce o awans do play-offów. W poprzedniej rundzie Gerwyn nie zaprezentował się ze swojej najlepszej strony, ale wystarczyło to do dość pewnego ogrania Joe Cullena. W meczu z Wadem nie miał właściwie żadnych szans. Machine faktycznie był w tym meczu maszyną. Dosłownie wszystko mu wychodziło. Wade nie dał rywalowi żadnych szans i dobitnie pokazał, kto bardziej zasługuje na grę w Berlinie. Anglik rozgromił Price’a 6-1 i zanotował średnią 114,73 – nie tylko najlepszą średnią meczową w tym sezonie Premier League, ale także swoją najwyższą średnią w meczu telewizyjnym! Machine tego dnia nie brał jeńców i w kapitalnym stylu awansował do finału. Nigdy nie jest za późno Rywalem Wade’a w meczu o 5. punktów został Jonny Clayton, który w dwóch poprzednich meczach rozprawił się z Peterem Wrightem i Michaelem Smithem. Szczególnie imponująco, w jego wykonaniu, wyglądała końcówka meczu półfinałowego. Ferret w pewnym momencie zaczął grać jak z nut i trafiał dokładnie te pola na tarczy, w które celował. Rozstrzygnięcia wydawały się sprawiedliwe i w meczu finałowym naprzeciw siebie stanęło dwóch najlepszych, tego wieczora, darterów. Komentatorzy i eksperci zapowiadali fantastyczny finał i taki też dostaliśmy.

Jonny Clayton zanotował kolejny udany występ w Premier League i umocnił się na pozycji lidera. Czyżby Walijczyk celował w obronę tytułu?

W finałowym starciu największą rolę odgrywały emocje. Obaj darterzy grali dobrze, ale to Clayton miał więcej do powiedzenia. Wade wyskoczył na prowadzenie 2-0, ale jego radość trwała bardzo krótko – Walijczyk wygrał 4 kolejne legi z rzędu i przejął kontrolę nad meczowymi wydarzeniami. Wade nie grał tak skutecznie i efektownie, jak w półfinale, a Clayton pewnie utrzymywał swój licznik. Wydawało się, że lada moment Walijczyk zakończy spotkanie i będzie mógł cieszyć się ze swojego trzeciego wygranego turnieju. Wade miał jednak inne plany. Przy wyniku 3-5 nie wywiesił białej flagi i walczył o wygranie do samego końca. Najpierw utrzymał swój licznik perfekcyjnym trafieniem w podwójną 20, a chwilę później przełamał rywala w swoim stylu – Machine wyzerował swój licznik ze 118 i nieoczekiwanie doprowadził do decidera. W decydującym legu James miał przewagę – rzucał w nim jako pierwszy. Anglik wykorzystał ten atut, jako pierwszy zameldował się na podwójnych i zakończył mecz trafieniem w podwójną 4. Wygrana dała Wade’owi kolejne 5 punktów – Anglik po czwartku ma już ich na koncie 25 i zrównał się w tabeli z Michaelem van Gerwenem. Clayton, dzięki mało udanym zawodom Holendra, umocnił się na pozycji lidera i ma już 4 punkty przewagi nad MvG. Czołowa trójka jest już praktycznie pewna awansu do play-offów – nie wiemy jeszcze w jakiej kolejności zakończą sezon, ale do wypadnięcia któregokolwiek z nich z czołowej czwórki, potrzebne by było prawdziwe trzęsienie ziemi. Smith bez przełamania Michael Smith pozostaje jedynym zawodnikiem, który nie wygrał w tym roku żadnego turnieju Premier League. Anglik nie zmienił tego stanu rzeczy w czwartek, pomimo bardzo dobrej gry. Nikt w PDC nie potrafi przegrywać tak pięknie, jak Smith.

Bully Boy świetnie wpisywał się w wysoki poziom sportowy turnieju w Dublinie. W ćwierćfinale zagrał na średniej powyżej 100 i pewnie ograł 6-2 Gary’ego Andersona. W półfinale z Jonnym Claytonem, Anglik kontynuował swoją świetną grę i prowadził już 4-1! Ba! Miał nawet lotki na prowadzenie 5-1. Na nic to się jednak nie zdało – Ferret w drugiej części meczu przebudził się z letargu i zaczął grać na swoim dobrym poziomie. Pięć kolejnych legów padło łupem Walijczyka i z dobrego występu Smitha pozostały jedynie wspomnienia.

Michael Smith znów zagrał dobre zawody, ale wciąż pozostaje edyym zawodnikiem bez ani jednej turniejowej wygranej. W decydujących momentach Michael zawsze okazuje się minimalnie słabszy od największych rywali.

Z jednej strony możemy Anglika rozgrzeszyć – w drugiej części Clayton grał po prostu kapitalnie i nawiązywał swoją grą do najlepszych momentów poprzedniego sezonu. Mało kto byłby w stanie postawić się tak grającemu Walijczykowi. Z drugiej strony, to nie pierwsza taka sytuacja, w której Anglik przegrywa wyrównane mecze. Jego gra była na dobrym poziomie, ale w meczach na tak wysokim poziomie decydują detale. Bully Boy z reguły w najważniejszych momentach jest o kilka milimetrów za plecami rywala. W Dublinie dobra gra nie wystarczyła – Smith wciąż musi poczekać na swój pierwszy moment triumfu w tegorocznej Premier League. Można byłoby powiedzieć, że z taką grą jak w czwartek, ten triumf powinien prędzej czy później nastąpić. Mamy jednak do czynienia z Michaelem Smithem – w jego przypadku wszystko jest możliwe. Ostatnia prosta Do końca sezonu zasadniczego pozostały zaledwie 4 turnieje! Przed nami ostatnia prosta i zażarta walka o zajęcie jak najwyższej lokaty w tabeli. Kolejny czwartkowy wieczór najlepsi darterzy świata spędzą w szkockim Glasgow. Po raz drugi w tym sezonie Peter Wright i Gary Anderson będą mogli poczuć się, jak u siebie w domu. Aktualna tabela Premier League

Miejsce

Zawodnik

Punkty

Stosunek legów

1

Jonny Clayton

29

+17

2

Michael van Gerwen

25

+40

3

James Wade

25

+7

4

Peter Wright

20

-2

5

Joe Cullen

15

-7

6

Gerwyn Price

13

-11

7

Michael Smith

10

-13

8

Gary Anderson

7

-19

Autor - Arek Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.