• DartsPL

Jedna przegrana to za mało

Grand Slam of Darts jest praktycznie jedynym turniejem w PDC, w którym można przegrać mecz i wygrać całe rozgrywki. Jak wygląda to z historycznego punktu widzenia? Ilu zwycięzców Slama było niepokonanych przez całą imprezę, a ilu zdarzyła się po drodze wpadka?

Faza grupowa rozgrywana w Grand Slam of Darts powoduje dość niecodzienne, jak na warunki darta zjawisko. Podczas turnieju w Wolverhampton wcale nie trzeba być bezbłędnym, żeby sięgnąć po końcowe trofeum. Z każdej grupy do fazy pucharowej awansuje dwóch zawodników – jeden z nich musi mecz przegrać, a w dalszej części rozgrywek ma takie same szanse na wygranie, jak ten niepokonany. Przy odpowiednim układzie gier można nawet awansować z pierwszego miejsca, mając jedną porażkę na koncie! Dzisiaj przyglądniemy się historii Grand Slama i sprawdzimy, na ile nieomylni byli poprzedni mistrzowie tego turnieju. Ilu z nich faktycznie przeszło przez turniej suchą stopą? Nieomylni Przystępując do analizowania wyników zwycięzców Grand Slama z przeszłości, spodziewałem się, że większości z nich udawało się zachować status niepokonanych. Szczególnie w starszych edycjach, w których, nie ukrywajmy, różnice w poziomach zawodników bywały większe niż obecnie. Nie pomyliłem się, ale wynik wcale nie jest tak jednostronny. Grand Slam of Darts rozgrywany jest od 2007 roku i od pierwszej edycji obowiązuje faza grupowa. Oznacza to, że jak do tej pory rozegrano 15 edycji imprezy. Spośród 15 triumfatorów Grand Slama 9 z nich udało się nie przegrać w turnieju żadnego spotkania, a 6 z nich przegrywało jedno spotkanie w fazie grupowej. Wciąż czekamy na zawodnika, który miałby na tyle szczęścia, że wygra turniej pomimo aż 2 porażek w fazie grupowej (tak, tak, jest to teoretycznie możliwe, aby wyjść z grupy pomimo 2 przegranych spotkań). W gronie nieomylnych znalazło się oczywiście miejsce dla dwóch największych gwiazd darta w historii – Phila Taylora i Michaela van Gerwena. Taylor takie wyczynu dokonał 4 razy, a Michael van Gerwen trzykrotnie. W przypadku Holendra były to jego jedyne triumfy w Grand Slamie. Taylor łącznie zebrał na swoim koncie triumfów w turnieju, a więc dwa razy nogą mu się powinęła, ale o tym później. Złoty okres Michaela van Gerwena przypadł oczywiście na czasy, w których jego dominacja w PDC była najwyraźniejsza. Holender wygrywał Grand Slama trzy razy z rzędu w latach 2015-2017. W trzech edycjach z rzędu nikt nie był w stanie pokonać Mighty Mike’a – to daje łączny wynik 21 wygranych meczów z rzędu (łącznie ta seria zatrzymała się na 23 spotkaniu). Van Gerwen ma patent na fazę grupową Grand Slama – od 2012 roku przegrał na tym etapie rozgrywek tylko raz! W 2018 roku lepszy okazał się od niego Jonny Clayton, który przerwał jednocześnie wybitną serią wygranych meczów z rzędu Holendra. W tym roku Michael znów może pokusić się o bezbłędną fazę grupową – po dwóch kolejkach ma na swoim koncie 2 wygrane i jest już pewny awansu z grupy. Znając jego ambicje z pewnością powalczy jednak o trzecie zwycięstwo w konfrontacji z Rossem Smithem.

źródło - https://www.pdc.tv/news/2022/03/03/van-gerwen-dominates-exeter-win-cazoo-premier-league-night-four

Michael van Gerwen jest w fazie grupowej świetny i rzadko kiedy przegrywa spotkania!

Taylor perfekcyjne turnieje notował w 2007, 2011, 2013 i 2014 roku. Power w Grand Slamie może zresztą popisać się 100% skutecznością, jeśli chodzi o wychodzenie z grupy. Nie zawsze udawało mu się to zrobić z pierwszego miejsca i nie zawsze z kompletem wygranych, ale zawsze zajmował miejsce w czołowej dwójce swojej grupy. Anglik też bliski był z resztą osiągnięcia podobnej serii wygranych meczów z rzędu. W 2015 roku Taylor po raz drugi z rzędu przystępował do obrony tytułu mistrzowskiego i po raz trzeci z rzędu przebrnął przez fazę grupową bez przegranej. Licznik kolejnych zwycięstw z rzędu dobił ostatecznie do 20 i przerwany został w finale, w którym Taylor musiał uznać wyższość Michaela van Gerwena. Koniec jednej serii okazał się początkiem innej… Tylko dwóm innym zawodnikom udało się osiągać podczas Grand Slama perfekcję. W 2010 roku był to Scott Waites, który prawdopodobnie na zawsze pozostanie już jedynym triumfatorem tej imprezy, który na co dzień rywalizował w konkurencyjnej federacji BDO. Waites napisał wtedy wspaniałą historię, która zaczęła się od wygranych w grupie, z Co Stompe, Martinem Phillipsem i Adrianem Lewisem, który już kilka miesięcy później zostanie po raz pierwszy w karierze Mistrzem Świata. Ostatnim nieomylnym był Gerwyn Price, który przecież w Wolverhampton czuje się jak ryba w wodzie. Grand Slam to z pewnością ulubiony turniej Walijczyka, który wygrywał go aż trzykrotnie, ale tylko raz udało mu się zachować w turnieju czyste konto. W 2019 roku wygrane nad Dimitrim van den Berghiem, Robertem Thorntonem i Mikuru Suzuki zapoczątkowały marsz Walijczyka, który zakończył się wygranym finałem z Peterem Wrightem.

źródło - https://www.skysports.com/darts/news/12288/12170832/scott-waites-reveals-his-nonchalant-attitude-to-the-sport-as-he-eyes-nathan-aspinall-scalp

Scott Waites jest sprawcą jednej z największych niespodzianek w historii grand Slam of Darts!

Brak motywacji = brak wyników Czas na te nieco ciekawsze przypadki. Turnieje, w których żaden z zawodników ni był w stanie zanotować kompletu wygranych i pomimo jednej porażki był w stanie wygrywać cały turniej. Co ciekawe pośród 6 mistrzów z jedną porażką na koncie tylko jeden z nich wyszedł z grupy z drugiego miejsca! Był nim oczywiście Jose de Sousa, który w 2020 dość niespodziewanie ograł resztę stawki i sięgnął po swoje pierwsze wielkie trofeum w karierze. Wróćmy do Gerwyna Price’a. Walijczyk oczywiście zanotował swój idealny występ na Slamie w 2019 roku, ale trzeba przyznać, że znacznie częściej Icemanowi zdarzała się ta przynajmniej jedna wpadka. Na 6 występów w Grand Slamie Price z grupy wychodził 5 razy, z czego 3-krotnie robił to z jedną przegraną na koncie. Dwukrotnie takie sytuacje kończyły się natomiast wygraną Walijczyka w całym turnieju. Tak było w końcu przed rokiem, gdy po wygranych z Krzysztofem Ratajskim i Nathanem Raffertym przydarzyła mu się wpadka z Martinem Schindlerem. Tak samo było w 2018 roku, gdy w ostatniej kolejce fazy grupowej Gerwyn przegrał po deciderze z Simonem Whitlockiem. Nieznaczna przegrana była jednak dla niego nieszkodliwa i gwarantowała mu pierwsze miejsce w grupie. Jak ta historia potoczyła się dalej, pewnie dobrze pamiętacie. Price doszedł do finału i stoczył z Garym Andersonem jeden z najbardziej ikonicznych spotkań ostatnich lat. Przypadki Price’a pokazują, skąd mogą się brać przegrane faworytów w grupach. Układ gier często sprawia, że już po dwóch wygranych meczach można zagwarantować sobie wygraną w grupie. Ostatni mecz często rozgrywany jest o pietruszkę, bez wielkiej presji. To szczególnie oddziałuje na zawodników pokroju Price’a, którzy do osiągnięcia swojej najlepszej gry wręcz potrzebują odrobiny presji i dużej stawki spotkania.

źródło - https://www.dai-sport.com/berwyn-price-pdc-darts-germany/

Gerwyn Price przyzwyczaił juz swoich kibiców do przegrywania jednego meczu w grupie Grand Slama. Nie przeszkadza mu to w sięganiu po końcowe zwycięstwo w turnieju.

Trochę inaczej wyglądało to w przypadku Phila Taylora. Zdążyłem już wspomnieć, że Power wygrywał Grand Slama 6 razy, ale dwukrotnie przydarzała mu się na drodze do triumfu wpadka. U Taylora nie zawsze było jednak aż tak kolorowo, jak u Price’a. Przegrane Walijczyka nie miał już wpływu na układ tabeli. Phil strachu najadł się w 2008 roku. Taylor rozpoczął swoje grupowe podboje od efektownej wygranej 5-0 nad Philem Nixonem, które dodatkowo okrasił średnią 107,36. W drugiej kolejce Taylor przegrał jednak starcie z Andym Jenkinsem. W ostatniej kolejce 14-krotnemu Mistrzowi Świata groziło odpadnięcie. Na swoje szczęście udało mu się jednak wygrać z Vincentem van der Voortem, a niespodziewana przegrana Andy’eg Jenkinsa w drugim spotkaniu zagwarantowała nawet Taylorowi pierwsze miejsce w grupie. Dużo spokojniej było rok później. Taylor zaczął rozgrywki grupowe od wygranych do 0 nad Anastasią Dobromyslovą i Markiem Websterem, a w ostatniej kolejce nie grając o nic, pozwolił sobie na przegraną z Vincentem van der Voortem. W obu przypadkach turniej kończył się oczywiście jego triumfami. O turniejowe życie w fazie grupowej zacięcie walczyć musiało jeszcze dwóch zawodników, którzy później sięgali po trofeum. W 2012 roku, zgodnie z oczekiwaniami, rozgrywki w grupie H świetnie rozpoczął Holender. Nie był to jednak Raymond van Barneveld, a Christian Kist, który dość niespodziewanie ograł swojego rodaka w drugiej kolejce gier. Barney nie dał się jednak presji i wygrał w ostatnim meczu z Waynem Jonesem, gwarantując sobie awans do fazy pucharowej, W dalszych meczach był już bezbłędny, a wisienką na torcie była dla niego wygrana 16-14 w finale turnieju z Michaelem van Gerwenem. W tegorocznej edycji Grand Slama Barney znów przypomniał sobie o swojej wielkiej formie i znów będzie miał możliwość namieszania w turniejowej drabince.

źródło - https://nos.nl/artikel/2349562-van-barneveld-keert-negen-maanden-na-afscheid-terug-als-professioneel-darter

Raymond van Barneveld już raz wygrał Grand Slama pomimo przegranej w grupie, Tym razem zakończył fazę grupową bez porazki...

Ostatni taki przypadek wiąże się z dość nieprzyjemnymi dla polskich kibiców wspomnieniami. W 2020 roku w grupie z Krzysztofem Ratajskim rywalizował Jose de Sousa. Portugalczyk odniósł w pierwszym meczu niezwykle cenną wygraną nad Polakiem i przegrana w drugiej kolejce z Michaelem Smithem specjalnie go nie smuciła. W ostatnim meczu fazy grupowej The Special One wygrał z Lisą Ashton i wyszedł z grupy z drugiego miejsca. Potem Portugalczyk nie zwalniał tempa nawet na chwilę i po ograniu Dave’a Chisnalla, Michaela Smitha, Simona Whitlocka i Jamesa Wade’a sięgnął po końcowe trofeum. Jako pierwszy zawodnik w historii, który grupę zakończył na drugim miejscu! Inne przypadki Oczywiście czysto teoretycznie Grand Slam nie jest jedynym turniejem, w którym można przegrać, a wygrać. Drugimi takimi rozgrywkami jest naturalnie Premier League. Trudno jednak obie imprezy porównywać - Premier League to prawdziwe zatrzęsienie spotkań i rozgrywki, które trwają przez kilka miesięcy. Był jednak w historii PDC inny „pojedynczy” turniej, w którym eksperymentowano z fazą grupową. Rozgrywany w latach 2016-2019 Champions League również rozpoczynał się od fazy grupowej i w tamtych rozgrywkach również nie trzeba było wygrać wszystkich spotkań turnieju. Obecnie Grand Slam pozostał już jedynakiem, jeśli chodzi o fazę grupową. Przeszłość pokazała, że jedna przegrana wcale nie musi przekreślać ambicji o wygraniu w turnieju. W tym roku w fazie pucharowej również znajdą się zawodnicy, którzy czystego konta nie zachowali, a szanse na wygranie całych rozgrywek mają całkiem spore. Być może znów to właśnie taki darter sięgnie po końcowe trofeum… Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.