• DartsPL

Joe Cullen w końcu najlepszy!

Za nami pierwsze wielkie emocje nowego sezonu. Masters, podobnie jak w ubiegłym roku, był nieprzewidywalny i jego zwycięzcą został Joe Cullen. Anglik w finale pokonał Dave’a Chisnalla i po raz pierwszy w swojej karierze mógł cieszyć się z wygranej w dużym turnieju telewizyjnym.

Na dobre rozpoczęliśmy sezon 2022! Podczas minionego weekendu odbył się turniej Masters, podczas którego po raz pierwszy w nowym sezonie zaprezentowali się najlepsi darterzy PDC. Podobnie jak w ubiegłym roku w Mastersie nie brylowali najlepsi, a zawodnicy, po których nie spodziewaliśmy się aż tak dobrych występów. W finale ponownie zmierzyli się ze sobą zawodnicy spoza czołowej 10. Order of Merit – Joe Cullen i Dave Chisnall. Obaj mieli szansę na zdobycie swojego pierwszego tytułu telewizyjnego w karierze. Z szansy skorzystał Cullen, który zapewnił sobie jednocześnie miejsce w tegorocznej Premier League. Niepokojący start Ratajskiego Zacznijmy od kwestii najważniejszej dla polskich kibiców – występu Krzysztofa Ratajskiego. Niestety po występie Polaka w Milton Keynes nie ma zbyt wielu pozytywnych informacji. Rataj rozpoczął swoją przygodę z nowym sezonem od starcia z Gabrielem Clemensem. Liczyliśmy na przełamanie złej passy z końcówki poprzedniego roku. Polak co prawda ograł Niemca, ale jego gra pozostawiała sporo do życzenia. Mecz był niezwykle nerwowy i rozstrzygnął się dopiero w decydującym legu. Rataj był już w sporych opałach, ale skorzystał z błędów rywala, który zmarnował kilka lotek meczowych. Cieszyła wygrana, ale styl napawał obawami. Mnóstwo rzutów Polaka było zerwanych i znacząco mijały celu. Często zamiast lotek wbitych chociaż w pojedynczą 20, obserwowaliśmy trafienia w jedynki i piątki, które dalekie były od sektora 20. Wpadki na punktacji, połączone z przeciętną skutecznością na podwójnych dały dość mizerny obraz gry Polish Eagle’a. Polak zakończył spotkanie ze średnią poniżej 90 i wygraną w głównej mierze zawdzięczał jeszcze słabszej postawie rywala. W drugiej rundzie Rataj stanął przed zadaniem praktycznie niemożliwym do wykonania – na jego drodze stanął będący w świetnej formie Michael Smith. Polak nie sprawił sensacji i przegrał z Anglikiem 6-10, ale tym razem dla odmiany dał nam dużo więcej pozytywnych sygnałów. W grze Krzyśka wciąż nie wszystko funkcjonowało poprawnie, ale były fragmenty, w których Polak przypominał swoją najlepszą wersję. Tak jak chociażby w 14. legu, którego Rataj zakończył w zaledwie 10. lotkach. Zrywy nie wystarczyły oczywiście na świetnie grającego Smitha, który nie stracił argumentów, którymi straszył rywali na Mistrzostwach Świata. Anglik w drugiej części spotkania odskoczył z wynikiem i nie dał Krzyśkowi większych nadziei na awans do ćwierćfinału.

Da Krzysztofa Ratajskiego występ w Mastersie nie był perfekcyjny. Polakowi udało się wygrać mecz z Gabrielem Clemensem w pierwszej rundzie, ale jego gra nie wyglądała najlepiej.

W przypadku Ratajskiego wynik osiągnięty na Mastersie schodzi na dalszy plan. Najważniejsza była sama gra Polaka, która momentami wyglądała bardzo niepokojąco. Mechanika rzutu Krzysztofa często nie było płynna, co skutkowało zerwaniem sporej liczby rzutów. W kolejnych tygodniach przekonamy się czy był to jednorazowy kryzys czy poważniejszy problem z rzutem. Najbliższa okazja do sprawdzenia formy Polaka przydarzy się już w najbliższy weekend podczas pierwszych w tym roku turniejów Players Championship. Faworyci rozczarowali. Tegoroczny Masters stał pod znakiem niespodzianek. Faworyci i największe tuzy PDC żegnały się z turniejem na wcześniejszych etapach rozgrywek. Największą niespodzianką była przegrana Petera Wrighta w drugiej rundzie z Simonem Whitlockiem. Australijczyk, który na turnieju pojawił się dzięki rezygnacji z gry Danny’ego Nopperta w pierwszej rundzie poradził sobie z Dirkiem van Duijvenbode. Już wygraną nad Holendrem można było uznać za małą niespodziankę – Wizzard w poprzednim roku nie błyszczał formą i w większości turniejów rozczarowywał kiepskimi rezultatami. Na Mastersie Whitlock zaskoczył dobrą grą – znów mogliśmy poczuć namiastkę jego świetnej formy sprzed lat. W starciu z Wrightem nikt nie dawał mu większych szans, ale Australijczyk postarał się o sprawienie sensacji. Wright, świeżo upieczony Mistrz Świata, w swoim stylu postanowił poeksperymentować ze swoimi lotkami i w meczu z Simonem używał kompletnie nowego kompletu! Testy nie wypadły najlepiej – Wright miał ogromne problemy z dobraniem się do skóry rywala w legach, w których rzucał jako drugi. W całym meczu obserwowaliśmy zaledwie 3 przełamania! Dwa z nich powędrowały na konto Whitlocka i to wystarczyło do wyrzucenia Snakebite’a poza burtę Mastersa. Whitlock do samego końca meczu imponował przy swoim liczniku i obronił przewagę do ostatnich lotek meczu, wygrywając cały pojedynek 10-8. Jedynka światowego rankingu Gerwyn Price odpadł rundę później – w ćwierćfinale. W przypadku Walijczyka trudno było mówić o jakiejkolwiek sensacji. Iceman przegrał rywalizację ze swoim największym rywalem z poprzedniego sezonu – Jonnym Claytonem. Obaj stoczyli już ciężkie boje w poprzedniej rundzie. Price wygrał 10-8 z Ryanem Searlem, a Clayton ograł po deciderze wracającego do dobrej formy Dimitriego van den Bergha. Ćwierćfinałowy bój Walijczyków w Mastersie przypominał nieco ich rywalizację z ubiegłorocznego World Series of Darts Finals – początkowo przeważał Price, który prowadził już nawet 4-1. W dalszej części spotkania do głosu doszedł jednak Ferret, który z nawiązką odrobił straty i wygrał 10-8. Marzenia Claytona o obronie tytułu sprzed roku przerwał w półfinale Dave Chisnall. Chizzy zaskoczył ekspertów i wbrew słabym wynikom z 2021 roku powrócił do swojej dobrej gry z poprzednich lat. W starciu z Claytonem zaimponował przede wszystkim grą na podwójnych – 50% skuteczność na doublach była głównym czynnikiem, który zagwarantował mu niespodziewaną wygraną 11-6.

Gerwyn Price w Milton Keynes zaprezentował się w nowej fryzurze, ale ni epomogło mu to w ograniu Jonny'ego Claytona w ćwierćfinale Mastersa.

Ostatni z wielkich – Michael van Gerwen w Milton Keynes również nie miał łatwo. Mało brakowało, żeby Holender podzielił los Petera Wrighta i odpadł z turnieju już w drugiej rundzie. W starciu z Lukiem Humphriesem Mighty Mike uciekł katu spod topora. Rywal prowadził już 9-7 i wydawało się, że lada moment zamknie spotkanie. Wtedy do głosu doszła jednak presja! Zmarnowane lotki meczowe młodego Anglika otworzyły Michaelowi drogę do powrotu do meczu. Wielki mistrz skorzystał z tej okazji i odrobił straty doprowadzając do decidera, w którym ostatecznie złamał nadzieje Humphriesa na wielki triumf. Między oboma zawodnikami iskrzyło w trakcie meczu. Humphries w końcówce oskarżył Gerwena o celowe kaszlenie w trakcie jego rzutów. Co się odwlecze, to nie uciecze. Holender ostatecznie walizki musiał spakować po meczu ćwierćfinałowym, w którym jego pogromcą okazał się Joe Cullen. Anglik przełamał swoją niekorzystną serię występów z MVG w turniejach telewizyjnych i pokonał go na dużej scenie po raz pierwszy w karierze. W kolejnym meczu udało mu się wygrać z Jose de Sousą i zapewnił sobie w ten sposób miejsce w wielkim finale. Rockstar razem z Chisnallem byli największymi sensacjami turnieju i między sobą mieli wyjaśnić kwestię wygranej w tegorocznym Mastersa. Wielka finałowa stawka Finałowe starcie pomiędzy Cullenem, a Chisnallem miało sporą stawkę. Na szali nie leżało jedynie trofeum za wygranie Mastersa. Po pierwsze dla obu zawodników była to szansa na wygranie pierwszego w karierze dużego turnieju, a po drugie sporo wskazywało na to, że wygrany mógł liczyć na zaproszenie do udziału w tegorocznej edycji Premier League! Niestety dobrą dyspozycję z całego turnieju w finale podtrzymał jedynie Joe Cullen. Rockstar imponował we wszystkich elementach gry. Był niezwykle skuteczny na potrójnej 20, do czego przyzwyczaił nas już w poprzednich latach swojej gry w PDC. Do tego dołożył jednak świetną dyspozycję na 19, która często ratowała jego mniej udane podejścia oraz wysoką skuteczność na podwójnych. Chisnall w finale lekko zwolnił tempo. W poprzednich rundach na jego grę patrzyło się świetnie. Chizzy w końcu zaczął przypominać zawodnika, który przez lata należał do światowej czołówki. Anglik brylował głównie na górnej części tarczy, do czego przyzwyczaił nas już w poprzednich latach kariery. W finałowym meczu z Culllenem brakowało mu jednak równości w grze i dość szybko pozwolił rywalowi na wypracowanie sobie przewagi. Rockstar kontrolował przebieg meczu i utrzymywał bezpieczną przewagę kilku legów. Problemy przyszły dopiero na sam koniec! Do głosu doszły stare demony i Joe miał ogromne problemy z zakończeniem meczu. Cullen zmarnował aż 10. lotek meczowych i pozwolił Dave’owi odrobić część strat. Ostatecznie Joe był w stanie opanować nerwy i zakończył mecz w 20. legu, wygrywając całe spotkanie 11-9.

Dave Chisnall nie wygrał Mastersa, ale po długiej przerwie przypomniał o sobie i o swoich umiejętnościach. Być może to zapowiedź udanego sezonu Chizzy'ego.

Wygrana turnieju miała dla Cullena ogromne znaczenie. Może być dla niego przełomem, którego tak potrzebował w swojej karierze. Przez długie lata Rockstar nie był w stanie przekuć swojego ogromnego potencjału w konkretne sukcesy. Trofeum przyszło w niezwykle trudnym dla Joe okresie – niedawno zmarła jego mama i Cullen właśnie jej zadedykował swój triumf. Ubiegłoroczny Masters wykreował gwiazdę Jonny’ego Claytona, być może tegoroczna edycja turnieju wzniesie na piedestały Joe Cullena… Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.