• DartsPL

Jonny Clayton ma z Matchplayem nie po drodze

Jonny Clayton po raz kolejny w swojej karierze nie zaliczy World Matchplay do udanych. Walijczyk z imprezę pożegnał się już po pierwszym meczu, w którym musiał uznać wyższość Rowby’ego-Johna Rodrigueza. Ferret nie jest jedynym darterem, który ma problemy ze skuteczną grą w Blackpool.



Coś nie gra na linii Jonny Clayton – World Matchplay. Walijczyk zanotował w tym roku swój 5. występ w Blackpool i jak do tej pory udało mu się wygrać zaledwie jeden mecz! W każdym innym turnieju telewizyjnym (oprócz Mistrzostw Świata) Clayton przynajmniej raz osiągał etap półfinałów! W Matchplayu jak dotąd ani razu nie udało mu się sforsować granicy 2. rundy. Jest to co najmniej zaskakujące – tym bardziej, że aż trzykrotnie był w turnieju rozstawiony.


W dwóch edycjach, gdy Jonny kwalifikował się do imprezy poprzez ranking Pro Tourowy jego pogromcą był Michael Smith. W obu przypadkach nie były to dla Claytona miłe konfrontacje – raz przegrał do 6, a za drugim razem był w stanie ugrać zaledwie 3 legi. Największym rozczarowaniem był jego występ w 2019 roku, gdy jego rywalem w pierwszej rundzie był Keegan Brown. Jasne, Needle znajdował się wtedy w swojej optymalnej formie i był zawodnikiem niezwykle groźnym, ale to Clayton był faworytem spotkania. Gdy Walijczyk wychodził na prowadzenie 7-5 wydawało się, że wszystko jest pod jego kontrolą – w kolejnych 6. partiach odniósł jednak tylko jedną wygraną i przegrał całe spotkanie 8-10. Przełamanie nastąpiło w poprzedniej edycji turnieju, gdy w końcu udało mu się wygrać w pierwszej rundzie z Dirkiem van Duijvenbode. Już w kolejnym meczu Walijczyk musiał jednak uznać wyższość swojego rodaka – Gerwyna Price’a. W derbowym meczu ze swoim przyjacielem Clayton ugrał jedynie 3 legi i znów opuszczał Blackpool z uczuciem niedosytu.

W tym roku problemem Claytona okazał się być Rowby-John Rodriguez. Austriak po świetnym meczu wyrzucił Walijczyka z Matchplaya.



I znów ta pierwsza runda!


W tym roku Clayton znów podchodził do Matchplaya pełen nadziei. Wyśmienity 2021 rok utorował mu drogę do czołówki i wobec Walijczyka kibice zaczęli mieć coraz większe oczekiwania. W pierwszej rundzie Jonny podejmował Rowby’ego-Johna Rodrigueza i pomimo wysokiej formy Austriaka był uznawany za faworyta tej rywalizacji. Wskazanie bukmacherów było jednoznaczne – za złotówkę postawioną na wygraną Ferreta zarobić można było 35 groszy. Większość ekspertów była pewna, że w kluczowym momencie Clayton wróci do swojej optymalnej formy i zagra dobry mecz. Po części te prognozy się sprawdziły – trudno wobec Claytona kierować większe zarzuty. Zagrał bardzo dobry mecz i prawdopodobnie z większością pozostałych zawodników nierozstawionych odniósłby zwycięstwo. Problem polegał na tym, że jeszcze lepszy był tego dnia Rowby, który skończył mecz na średniej 99 (po dwóch dniach turnieju to piąty najlepszy wynik w całej stawce) i pokonał Claytona jego własną bronią! Zaskakująca był statystyka rzutów wartych 140 i tych w przedziale 131-139 – w obu przypadkach górował Austriak. Kolejki z dwiema potrójnymi od jakiegoś czasu są domeną Walijczyka, który często nie góruje nad rywalami maksami, a właśnie regularnością w zdobywaniu wyników powyżej 131 punktów.

Rowby przez cały mecz bardzo dobrze punktował i nie dawał Claytonowi nawet chwili wytchnienia. Przez większość spotkania to właśnie Austriak był na prowadzeniu – żeby być dokładnym Clayton z przodu był tylko raz, przy wyniku 3-2. Ferret walczył do ostatnich legów i w końcówce miał kilka szans na kluczowe odłamanie rywala, ale za każdym razem brakowało mu odrobiny precyzji. Rodriguez we wszystkich takich partiach był z wynikiem niedaleko i był w stanie korzystać ze swoich szans. Do samego końca Rowby zachował zimną krew i był w stanie zakończyć rywalizację w 17. legu. Imponowało skupienie i chłodna głowa Rodrigueza, który tym razem tylko kilka razy decydował się na charakterystyczne zagrzewanie publiczności po dwóch trafionych potrójnych. Tym razem Austriak był w pełni skoncentrowany na meczu i w większości sytuacji bez zbędnych ceregieli umieszczał trzecią lotkę w tarczy. Clayton mógł być choć trochę zadowolony ze swojej dyspozycji przy tarczy – wyglądało to znacznie lepiej niż podczas finałów Premier League i większości World Cup of Darts, ale pod nosem znów mógł przekląć Matchplaya i pierwszą rundę tego turnieju.


Seria przegranych Dolana


Clayton nie jest jedynym darterem z czołówki, który ma prawo nie lubić World Matchplay. Etapu drugiej rundy, w swojej karierze, nigdy nie przebrnął Brendan Dolan. Irlandczyk z Północy zanotował już 8 podejść – meczów zdołał wygrać tylko trzy! Co prawda w większości przypadków był zawodnikiem nierozstawionym, ale przynajmniej kilka razy można było spodziewać się po nim jeszcze lepszych występów. W końcu Irlandczyk z Północy to zawodnik, który potrafił odnosić sukcesy w turniejach telewizyjnych – finał World Grand Prix, ćwierćfinał Mistrzostw Świata w 2019 roku, czy półfinał Mistrzostw Europy to tylko wybrane sukcesy History Makera. Podczas Matchplaya podobnych sukcesów nie odnosił. W swoich trzech występach jako zawodnik rozstawiony udało mu się co prawda dwukrotnie sforsować barierę pierwszej rundy – w 2013 wygrał ze Stevem Beatonem, a w 2015 okazał się lepszy od Vincenta van der Voorta. W obu przypadkach notował występy na średnich poniżej 90, a w kolejnych meczach nie miał większych szans na awans do ćwierćfinału. W 2014 roku doznał prawdopodobnie najboleśniejszej porażki w swojej historii występów w Winter Gardens. Dolan rozstawiony był z 12, ale po kiepskim spotkaniu pożegnał się z turniejem już po pierwszej rundzie, w której wygrał jedynie 4 legi i przegrał z Richiem Burnettem. Walijczykowi daleko było już wtedy od swojej topowej formy z drugiej połowy lat 90-tych i jak się później okazało rozgrywał swój ostatni sezon w PDC (w tym roku Burnett powrócił do Touru po udanym Q Schoolu). Trzy ostatnie edycje turnieju to dla Dolana passa przegranych w pierwszej rundzie. W 2020 z Michaelem van Gerwenem, przed rokiem z Krzysztofem Ratajskim i w bieżącej edycji z Dannym Noppertem. Szczególnie rozczarowany Dolan mógł się poczuć rok temu, gdy w imponującym stylu odbudował swoją formę. Wtedy trafił jednak na Krzysztofa Ratajskiego, który rozegrał świetne spotkanie na średniej ponad 100. W tym roku stać go było na mocne otwarcie meczu z Noppertem, z każdym kolejnym legiem gra Brendana gasła i ostatecznie nie udało mu się zagrozić Holendrowi.

Brendan Dolan nie miał szczęścia do występów w Matchplayu. Ostatnie trzy lata to trzy porażki w pierwszej rundzie.



Podobnie wygląda historia występów w Matchplayu Kima Huybrechtsa, który nawet w czasach swoich największych sukcesów i występów w Premier League, nie był w stanie wedrzeć się do ćwierćfinału imprezy w Blackpool. Ba! Belg wiele lat czekał na swoje pierwszej zwycięstwo w rozgrywkach! Swój debiut w Matchplayu Hurricane zanotował w 2012 roku i występował w nim bez przerwy w kolejnych 6. edycjach. Pierwszą wygraną zanotował dopiero w 2018 roku, gdy po dramatycznym boju ograł 13-12 Johna Hendersona. W poprzednich latach bez względu na to czy był rozstawiony, czy nie, poziom pierwszej rundy był dla niego nie do przejścia. Rok wcześniej zaliczył rozczarowującą przegraną z Alanem Norrisem, a w poprzednich latach często brakowało mu szczęścia w losowaniu. Jako rozstawiony trafiał chociażby na Petera Wrighta i Gerwyna Price’a – obaj byli jeszcze kilka lat przed swoim najlepszym czasem w PDC, ale i tak stanowili nie lada wyzwanie (obaj znajdowali się w ścisłej czołówce zestawienia jednorocznego). Triumfy nad Belgiem święcili również Mervyn King i Terry Jenkins. Huybrechts szansę na pierwszy w karierze ćwierćfinał ponownie otrzyma w tym roku. Po 3-letniej przerwie Kim wrócił do Winter Gardens i choć najlepsze lata kariery ma już za sobą, to wciąż jest zawodnikiem stanowiącym zagrożenie dla najlepszych. Swoją przygodę z tegoroczną edycją Matchplaya Belg rozpocznie już dzisiaj od starcia z Davem Chisnallen.

Kim Huybrechts na swoją pierwszą wygraną w Matchplayu czekał aż 6 lat!



Kilkuletni kryzys MvG


Czas na trochę inny kaliber i Michaela van Gerwena, który w 4. edycjach Matchplaya z rzędu nie zanotował przynajmniej półfinału. Od 2012 roku, w którym MvG zanotował swój pierwszy wielki triumf w World Grand Prix i przebił się do światowej czołówki, w żadnym innym turnieju nie zanotował tak długiego okresu, w którym nie byłby w stanie przebić się przez ćwierćfinał! Oczywiście to trochę inna sytuacja, niż pozostałych zawodników wspomnianych w tekście i trudno mówić o problemach Holendra w Matchplayu (w końcu wygrywał go dwukrotnie), ale nic nie rodzi się z przypadku i pokazuje to, że jest to naprawdę wymagający turniej. „Zła passa” Holendra trwała w latach 2017-2020, a więc od czasu ostatniego triumfu Mighty Mike’a w Winter Gardens. To kolejny dowód na to, że Matchplay to nie przelewki. Tak zgadliście – to tytuł, na który MvG czeka już najdłużej! Wracają do wcześniej wspomnianych lat – w tamtym okresie Michaelowi faktycznie przydarzyło się w Blackpool kilka, niepodobnych do niego wpadek. Dla formalności powiedzmy tylko, że były to lata dominacji Holendra w rozgrywkach i każda jego przegrana stanowiła pole do szerokiej dyskusji. W 2018 roku już w pierwszej rundzie lepszy okazał się jego rodak Jeffrey de Zwaan, który po tym triumfie miał na dobre rozkręcić swoją karierę w PDC – wiemy jak to się potoczyło. Rok później MvG odpadł w drugiej rundzie z rewelacyjnym Glenem Durrantem (również wiemy, jak potoczyły się dalsze losy Durranta w PDC), a w 2020 roku z Simonem Whitlockiem, który w tamtym roku miał patent na Holendra i ogrywał go w aż 3 raz w turniejach telewizyjnych! Złą passę van Gerwen przerwał przed rokiem, gdy po triumfach nad Hetą, Whitem i Aspinallem udało mu się awansować do półfinału, w którym musiał uznać wyższość natchnionego Petera Wrighta. Jak będzie w tym roku? O tym przekonamy się w najbliższych dniach. Na razie udało mu się przejść przez pierwszą przeszkodę. W meczu z Lewisem nie zobaczyliśmy być może najlepszej wersji MvG, ale dla samego zainteresowanego najważniejsza była wygrana 10-7 i dość pewny awans do kolejnej rundy.

Jeffrey de Zwaan był jednym z zawodników, którzy sprawili niespodziankę i wygrali z MvG w Matchplayu. Holender ograł swojego utytułowanego rodaka już w pierwszej rundzie!



Matchplay się rozkręca…


Jonny’ego Claytona w turnieju już nie ma, ale Matchplay wciąż będzie miał kibicom darta wiele do zaoferowania. W drugiej rundzie zameldował się już oczywiście Krzysztof Ratajski, który w kolejnym meczu podejmie Petera Wrighta. Komplet zawodników, którzy zagrają w 1/8 finału poznamy po dzisiejszych wieczornych spotkaniach. W kolejnych dniach stawka będzie coraz większa! Jak zwykle przypominamy, że wszystkie transmisje z World Matchplay możecie oglądać z polskim komentarzem na platformie Viaplay! Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.