• DartsPL

"Kiedyś przyjechałem do Polski z tirem wypełnionym tarczami"

Z Maćkiem Chorbińskim rozmawialiśmy o historii steel darta w Polsce, początkach POD oraz jego obecnej działalności.


Maciej Chorbiński to pasjonat darta. Jest nazywany „ojcem” steel darta w Polsce, jednym z założycieli POD, właścicielem Red Lips Design, managerem Sebastiana Steyera i Sebastiana Białeckiego, komentatorem oraz posiadaczem kanału na YouTube „Dart Zmieszany”.

Cześć Maćku! Chcielibyśmy zacząć od tematu początków steel darta w Polsce. Kilka osób wspominało nam, że miałeś duży wpływ na rozwój steela w naszym kraju. Jak to wyglądało na samym początku i skąd pojawiła się Twoja pasja do darta? Moje początki z dartem wyglądały podobnie jak w przypadku innych osób. Poszedłem kiedyś do baru i grałem w Polsce w elektronika. Miałem nawet w nim spore sukcesy w moim regionie. Potem wyjechałem za pracą do Niemiec i tam zetknąłem się z bardzo dobrze zorganizowaną wersją steela. U naszych zachodnich sąsiadów istniały już ligi i zaangażowanych było sporo zawodników. Kiedy po 4 latach wróciłem do Polski to stwierdziłem, że nadszedł czas, aby także w naszym kraju ludzie zaczęli grać w steela. Organizowałem dość spore turnieje w Sulechowie, na które przyjeżdżało kilku fajnych zawodników – Patryk Żabka, Bartek Sobczyński, Michał Skorupa czy chociażby ówczesny komentator Sportklubu Krzysztof Kruk. Wtedy była to dla niego właściwie jedyna możliwość zobaczenia steela na żywo w Polsce. Czyli w tamtych czasach nie było właściwie możliwości pogrania w steela – jedynie w darta na tarczach elektronicznych? Tak, tak, na pewno co po niektórzy mieli zawieszone tarcze sizalowe w domach, ale nie istniały turnieje czy bardziej zorganizowane formy rywalizacji. Jeśli się nie pomylę to było w 2007 albo w 2008 roku i moje turnieje w pubie Sport Bar w Sulechowie były jedyną możliwością gry w steela. Choć trudno w to uwierzyć, patrząc na moją obecną grę, wygrałem cały cykl <śmiech> I jak to się stało, że zaczęliście działać na całą Polskę - powstało POD i próby organizowania ogólnopolskich turniejów? Wtedy właśnie Patryk Żabka, albo ktoś z Poznania powiedział mi, że istnieje ktoś taki jak Robert Kaźmierczak, który ma swój pub i podobnie jak ja działa dartersko. Doszło do wspólnego spotkania i zaczęliśmy współpracować. Z jakimi problemami spotkaliście się na samym początku funkcjonowania POD? Głównym problemem była opozycja operatorów maszyn softowych, dla których byliśmy konkurencją i ich zdaniem zabieraliśmy im „chleb”. Drugim problemem był brak infrastruktury – boksów i tarcz. Dzięki moim zagranicznym kontaktom udało się jednak te braki uzupełnić – kiedyś przyjechałem do polski z tirem wypełnionym tarczami sprezentowanymi przez holenderską federację po Dutch Open. Wszystkie te tarcze rozdaliśmy pubom, które organizowały rozgrywki Super Ligi. To był jeden z pierwszych „kopów”, który pozwolił ruszyć nam z organizacją turniejów. Kłopoty mieli również zawodnicy przyzwyczajeni do gry na sofcie – przede wszystkim z liczeniem. Problem ten istnieje zresztą do tej pory – zawodnicy są niestety leniwi i nie chce im się wysilić <śmiech> Wspomniałeś o Super Lidze – wyjaśnij proszę na czym polegały te rozgrywki? To były rozgrywki, które miały na celu ustabilizować świadomość steeldarterską w każdym regionie. W zależności od województwa i zainteresowania w danym regionie różniła się liczba zawodników biorąca udział w rozgrywkach. To faktycznie była liga rozgrywana w systemie każdy z każdym i dająca możliwość regularnej gry darterom zainteresowanym steelem. Najlepsi z każdego regionu mieli potem okazję zmierzyć się w turnieju finałowym, który rozgrywany był przy okazji Mistrzostw Polski. A jeśli chodzi o turnieje ogólnopolskie? Jak wyglądała frekwencja i zainteresowanie? Podobnie jak teraz organizowaliśmy Grand Prix, Polish Open i mniejsze turnieje na kształt dzisiejszych Pucharów Polski. Frekwencja była bardzo dobra – było to już dobrych kilka lat temu i trudno mi sobie przypomnieć konkretne liczby, ale kształtowała się na podobnym poziomie co obecnie. W Polsce rynek darterski nie rośnie z roku na rok. To jest mocno ustabilizowana grupa. Kilka tysięcy ludzi, którzy są bardzo aktywni we wszystkich rozgrywkach darterskich. Niektórzy odchodzą i przychodzą w ich miejsce nowi darterzy, którzy pozostają z nami dłużej lub krócej. Co sezon dochodzi do małej zmiany, ale jeśli chodzi o liczbę zawodników to nie ma specjalnej różnicy. Kiedy byliśmy na turnieju w Poznaniu powiedziałeś nam, że nie chcesz już angażować się w działania organizacji i przekazujesz pałeczkę innym. Co jednak twoim zdaniem powinno ulec zmianie, żeby dart przyciągnął większą rzeszę zawodników? Dart to sport niszowy. Jeśli spojrzymy na inne podobne dyscypliny - snooker czy szachy to sytuacja wygląda podobnie. Co się musi zmienić? Na pewno kwestia finansowa. Do darta musieliby wkroczyć sponsorzy, ale szczerze powiedziawszy nie widzę takiej możliwości. Na pewno przy większych pieniądzach byłaby możliwość zorganizowania atrakcyjniejszych turniejów, w których nagrody pieniężne nie otrzymywałaby tylko czołówka, ale także zawodnicy z niższych miejsc. Do tego potrzebne są jednak spore finanse. Część zawodników nie chce jechać na turnieje, bo jest przekonana o tym, że jest słabsza i nie będzie w stanie powalczyć o czołowe miejsca. Brakuje też infrastruktury – pozadarterskiej rozrywki, która zachęciłaby zawodników do przyjazdu. Kiedyś byliśmy w Turcji na turnieju Europe Cup organizowanym przez WDF. Granie rozpoczynało się w godzinach wieczornych, a wcześniej była możliwość spędzenie aktywnego czasu w basenie, morzu czy na zwiedzaniu miasta. Wtedy człowiek nie miał poczucia, że marnuje na turnieju czas. W Polsce tego brakuje – tylko nielicznym wyjazd na turniej się opłaca pod względem finansowym. Dla pozostałych należałoby jakoś zorganizować ten czas, ale do tego niezbędny byłby sztab ludzi, który pracowałby przy rozgrywkach. Ponownie dochodzimy jednak do problemu pieniądza – jeśli chcesz, żeby ktoś zaangażował się w to na całego to musisz mu zapłacić. Obecnie dla darta pracują jedynie pasjonaci, ale mogę ich policzyć na palcach dwóch rąk. A „Ratajomania”? Podczas rozmowy z Kubą Łokietkiem uznaliśmy, że większy sukces mógłby pchnąć ten sport do przodu. Była już „Ratajomania” po ostatnich Mistrzostwach Świata, ale nie pociągnęła ona za sobą pieniędzy. Zobacz na samego Krzysztofa. Na jego koszulce na cztery możliwe miejsca na logotypy sponsorskie zajęte są jedynie dwa – jeden to wieloletni sponsor techniczny, a druga to firma, w której Ratajski bodajże przez wiele lat pracował. A to przecież nasz flagowiec! Człowiek, który regularnie gra na dużych turniejach. To mówi wszystko o zainteresowaniu sponsorów dartem… To prawda, a kto Twoim zdaniem jest najlepszym „produktem” pod względem marketingowym? Kiedy van Gerwen gra na scenie to oczywiście ma ograniczoną liczbę miejsc reklamowych na swojej koszulce, ale gdy tylko idzie na konferencję prasową, to szybko zakłada inną koszulkę z poszerzoną ilością sponsorów. Wtedy ma możliwość pokazania światu wszystkich pomniejszych sponsorów i ludzi, którzy go wspierają. I to jest pełen profesjonalizm! Jak obecnie wygląda Twoje zaangażowanie w struktury POD – udzielasz jeszcze rad dotyczących organizacji turniejów? Zdarza się, ale bardzo rzadko. Jeśli chodzi o POD to jest to głownie pomoc graficzna – różnego rodzaju plakaty czy nawet projektowanie dyplomów. Częścią merytoryczną już się nie zajmuję, ale jeśli chodzi o samo organizowanie turniejów to owszem, w tym roku planuje zrobić jeszcze kilka ciekawych rzeczy. To nie jest związane z żadną z organizacją – jest to prywatna inicjatywa. Mówiłeś o tym, że steela podpatrywałeś w Niemczech. Jak to w takim razie wygląda u naszych zachodnich sąsiadów? Chyba trochę lepiej? Tam to funkcjonuje znacznie lepiej. Nie mówiąc o ligach darta elektronicznego, które działały od wielu lat i skupiały setki tysięcy zawodników. Większe zainteresowanie softem przełożyło się na steela – to przepaść w porównaniu do naszej bazy zawodników, która liczy sobie kilka tysięcy. Na dużych strukturach dużo łatwiej pracować – to karta przetargowa dla sponsorów. Jeśli powiesz komuś, że w Twojej lidze gra kilkadziesiąt tysięcy ludzi to sponsor jest dużo bardziej chętny do tego, żeby zainwestować swoje pieniądze. Patrząc nawet na sklepy darterskie, w Polsce dużo bardziej opłaca się zainwestować w jednego zawodnika, który będzie Twoim ambasadorem niż „pakować kasę” w rozgrywki, które skupiają tysiąc ludzi. W Niemczech wszystko zaczęło się dużo wcześniej niż w Polsce – PDC Europe na swoją siedzibę wybrało właśnie naszych zachodnich sąsiadów. Organizowane tam były pokazówki z udziałem Phila Taylora i innych światowych gwiazd darterskich i w ten sposób zbudowano tam ogromną popularność tego sportu. Do tego mamy całą plejadę świetnych zawodników z tego kraju, którzy podtrzymują zainteresowanie kibiców. Wspominasz o sporej grupie niemieckich zawodników, którzy grają na co dzień w Europie. Dlaczego nasi darterzy niechętnie podejmują rywalizację w międzynarodowych turniejach? To nawet nie chodzi o grę w Europie. W Niemczech poziom jest tak wysoki, że nawet u siebie mają możliwość rywalizacji z wyśmienitymi zawodnikami. Oczywiście wyjazdy to są ogromne koszty. Problemem jest też to, że wielu zawodnikom po prostu nie chce się jeździć. Zawsze raźniej jest pojechać większą grupą, a dodatkowo wydatki rozkładają się na większą liczbę ludzi. Zobaczcie na Sebastiana Steyera, który jeździ wszędzie sam. Nikt nie chce z nim pojechać na turnieje organizowane nawet w Polsce. Tak samo Sławek Olszewski z Sulechowa też praktycznie wszędzie jeździ sam. W pobliskiej Zielonej Górze jest sporo zawodników, którzy mieli dobry poziom, a Sławek zamiast przyjechać z pełnym samochodem to jedzie sam. To wszystko wynika z lenistwa zawodników! Świetnym przykładem jest Jacek Krupka – wielki talent. Kiedyś w warszawskim turnieju rzucił nawet dziewiątą lotkę. Wrodzone lenistwo nie pozwala mu na to, żeby pojechać gdziekolwiek. To lenistwo czy po prostu brak możliwości? Pogodzenie pracy na pełen etat i rodziny z grą w darta jest bardzo trudne. Jasne, ale dwa albo trzy razy w roku każdy powinien być w stanie pojechać na turniej. Nawet wobec obowiązków rodzinnych i zawodowych. Tym bardziej, że turnieje Pucharu Polski rozłożone są bardzo sprawiedliwie po całym kraju. Jeśli ktoś nie jest w stanie pojechać nawet w jedno miejsce, które jest w okolicy, to jest to żenujące. Myślisz, że gdybyśmy powtórzyli tę rozmowę za pięć lat i wrócili do tego tematu, to coś wyglądałoby inaczej?

Wygląda to coraz lepiej. Jak spojrzymy dwa lata wstecz to mieliśmy Ratajskiego w turniejach PDC i to było tyle. Teraz doszedł Krzysztof Kciuk, który lekką ręką kręci średnie 90 i sprawia problemy czołowym zawodnikom świata. W turniejach Challenge Touru i Development Touru mamy dwóch kolejnych zawodników. To już jest duży postęp. Zobaczymy jak to się będzie rozwijało w następnych latach. Dużo zależy od tej czwórki, która obecnie znajduje się w PDC, tak aby sponsorzy i menedżerowie zauważyli, że w Polsce są ludzie godni zainteresowania.

Przejdźmy do jednej z Twoich najbardziej rozpoznawalnych działalności w darterskim świecie – firmy Red Lips Design, projektującej koszulki darterskie. Skąd w ogóle pomysł na taki biznes? Parę lat temu zacząłem bawić się grafiką – jestem samoukiem. Najpierw robiłem projekty dla znajomych, a z czasem tych zleceń pojawiło się jeszcze więcej. Stwierdziłem, że trzeba tę działalność „ubrać” w jakąś firmę i z sukcesami funkcjonuje to do dzisiaj. Mam z tego dużą przyjemność i to jest dla mnie najważniejsze. Oczywiście pandemia odrobinę nas wyhamowała, ale mam nadzieję, że to już niedługo się skończy. Jak wygląda rynek firm produkujących koszulki w Polsce i w Europie? Firm jest sporo – myślę, że takich istotnych, które łączą jakość wykonania z fajnym designem i dobrą ceną, jest w Europie około 6. Jest też sporo takich, które idą w chińszczyznę i ilość, a nie jakość. Niektórzy robią to lepiej, a niektórzy wręcz fatalnie. Czasem nawet dziwię się ludziom, że w ogóle to kupują. W zeszłym roku wybuchła spora afera w Niemczech, gdzie jedna z firm oszukała wielu ludzi i nie wykonała zamówionych zleceń. Moja firma odnosi jak na razie sporo sukcesów i ubiera wielu zawodników, którzy na co dzień występują w PDC – Michaela Smitha, Johna Hendersona, Mervyna Kinga czy Mike’a de Deckera. No właśnie, jak to się stało, że udało Ci się przebić ze swoim produktem do najlepszych zawodników? Pamiętam, że kiedy byłem w Lakeside na Mistrzostwach Świata BDO to udało mi się dostać do pokoju, w którym zawodnicy rozgrzewali się przed swoimi meczami. Rozmawiałem przy barze ze Scottem Waitesem na temat ewentualnej współpracy. Scott wyciągnął swoją lotkę i wskazał na swoje piórko i logo na nim umieszczone. Ja to logo zbudowałem na nowo i trochę zmodyfikowałem i zaprojektowałem mu koszulkę, w której gra do tej pory. Wracając jeszcze do tych początków, to swego czasu wygrałem konkurs organizowany przez Winmau. Zadaniem było odświeżenie koszulki i logo Teda Hankeya. To był z pewnością sygnał dla świata darterskiego, który otworzył mi drzwi do współpracy z najlepszymi zawodnikami. Porozmawiajmy o Twoim najgłośniejszym kliencie – Michaelu Smithie. Jak wygląda wasza współpraca? Nasz współpraca rozpoczęła się już dobrych kilka lat temu i trwa do dzisiaj. Ja go wspomagam koszulkami corocznie, a on je nosi i się w nich pokazuje. To jest wyznacznik jakości. Jeśli zawodnik ze światowego topu wybrał mój produkt to dla mnie jest to olbrzymi prestiż i jasny sygnał do wszystkich moich klientów – nawet dla tych z polskich i niemieckich pubów. Jestem bardzo zadowolony z tej współpracy. Mam bardzo dobry kontakt z Michaelm i jego żoną Dagmarą, która jest Polką. Mam nadzieję, że będzie jeszcze bardzo długo trwała. Zresztą ze wszystkimi moimi klientami utrzymuje świetne relacje. Czasami są trudności z ustaleniem ostatecznego designu – często jest to żmudny i długotrwały proces. Nad koszulką Michaela również spędziłem sporo czasu. Wygląda na prostą, ale sam Smith chciał w niej zawrzeć symbole ze swojego regionu i ostatecznie doszliśmy do takiego punktu, w którym Mike nie chce już w tej koszulce niczego zmieniać. Jak wygląda proces tworzenia koszulki dla zwykłego klienta? Proszę klienta o opisanie tego czego chce – koloru, napisów, symboli związanych z jego miastem czy hobby. Są zawodnicy, którzy chcą na niej zawrzeć swoje inne pasje. Potrzebuję jak najwięcej szczegółów. Im więcej konkretnych sygnałów tym lepiej. Można nawet wykonać wstępny szkic tego jak klient wyobraża sobie wygląd koszulki. Mam również w swojej galerii na Facebooku gotowe wzory, które można odpowiednio dostosować pod względem kolorystycznym. Potem siadam nad tym i zastanawiam się jak mogę to odpowiednio zaprojektować. Następnie przesyłam klientowi wstępny projekt, nad którym siadamy i dyskutujemy nad ewentualnymi zmianami. Kiedy klient jest już zadowolony to następuje proces produkcji. Jakie masz plany rozwoju firmy? Mierzysz jeszcze wyżej czy jesteś zadowolony z tego co jest teraz? Na razie marzę o tym, aby sytuacja powróciła do tej sprzed półtorej roku. Potem będę mógł zacząć planować i myśleć nad rozwojem firmy. Opowiedz trochę o współpracy z Sebastianem Białeckim? Skąd pomysł na zajęcie się menadżerką i jak to się zaczęło z Sebastianem? Stwierdziłem, że widzę w nim wielki potencjał. Mając ogromne znajomości w świecie darterskim, mogłem je wykorzystać, aby poprowadzić karierę Sebastiana w odpowiednim kierunku. Chciałem zapewnić mu spokój, umożliwić trenowanie i rozwój bez obawiania się o finanse. Bardzo dobrze, że był on bardzo młody. Najlepiej jest wejść we współpracę z takim zawodnikiem, który nie jest jeszcze zepsuty i w pełni dojrzały. Bardzo trudno jest rozpocząć pracę z zawodnikiem, który ma już 40 lat. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś Sebastiana? Spotkałeś go podczas jednego z turniejów? Widziałem go na Mistrzostwach Polski w Łodzi, gdy był małym dzieciakiem i widać już było, że ma ogromny talent. Potem odezwałem się do ojca Sebastiana – Piotra, że chciałbym go poprowadzić i pomagać mu w rozwoju. Na czym polegają Twoje obowiązki? Zajmuję się właściwie wszystkim, co dotyczy jego darterskiego życia, a czasem nawet prywatnego. Ostatnio wysłałem go na kurs języka angielskiego, za który zapłaciłem. To jest kolejny etap rozwoju zawodnika - nie tylko trening, ale przygotowanie go do życia w podróży i kontaktu z innymi darterami, którzy mówią w obcym języku. Poza tym udało mi się zdobyć dla niego kontrakt z Moduseum. Chłopaki (Sebastian Białecki i Sebastian Steyer, przyp.red.) mają teraz spokój – mają opłacone wszystkie loty, wpisowe na turnieje i hotele. Nie muszą przez 3 kolejne lata przejmować się pieniędzmi, bo tym wszystkim zajmie się ich sponsor. Dla zawodników wchodzących w świat dużego darta to jest idealny start. W zamian dzielą się swoimi zarobkami turniejowymi, prawda? Oczywiście, nie mogę zdradzić konkretów, ale tak to funkcjonuje w świecie darterskim. Tak samo jest w przypadku czołowych zawodników. Każdy darter ma w kontrakcie, że swoimi wygranymi muszą dzielić się z managerem, ale w zamian pokrywane są za nich wszystkie koszty – bez względu na wynik. Faktycznie długość kontraktu z Modusem daje Sebastianowi sporo spokoju. Macie zapewne w planach jak najwięcej występów w turniejach PDC – Challange i Development Tour, które mogą też skutkować występami w rozgrywkach Players Championship. Tak, definitywnie – Sebastian będzie występował we wszystkich turniejach Challenge i Development Touru. Na ten moment Białecki jest bodajże 45 w kolejce do występów w Playersach. W Niemczech się to udało, gdy z zawodów wycofało się mnóstwo zawodników. Taki turniej to dla niego idealne rozwiązanie, aby zbierać bezcenne doświadczenia. Dla zawodnika w jego wieku takie okazje są bezcenne. Macie jakiś konkretny plan na dłuższy okres czasu? Jeżeli pandemia w niczym nie przeszkodzi to na pewno Sebastian zaliczy wszystkie turnieje Development i Challenge Touru w Niemczech. Dodatkowo planujemy w grudniu polecieć na turniej organizowany przez Modus, w którym jest 50 tysięcy funtów w puli nagród. Zarówno Sebastian Białecki jak i Sebastian Steyer wystartują w tych rozgrywkach. Steyer wystąpił też w turnieju WDF w Słowenii. Obaj w miarę możliwości będą regularnie grać w turniejach POD. O ile nie będą one kłócić się z rozgrywkami międzynarodowymi. Zakładasz możliwość wzięcia pod swoje skrzydła kolejnych zawodników? Będę miał wkrótce współpracę z dwoma zawodnikami – ale na razie nie chcę jeszcze mówić o konkretach, bo jest na to znacznie za wcześnie. Myślę, że to będzie już maksimum moich menedżerskich działań. A co z Krzysztofem Ratajskim? Myślisz, że byłoby dla niego korzystne zatrudnić managera? Jeżeli wszystko ruszy ponownie pełną parą, tak jak było to przed pandemią, to tak. Przykładowo po Super Series 5 Ratajski prawdopodobnie zostanie w Anglii aż do Matchplaya – w przypadku posiadania managera Ratajski mógłby zarobić znacznie więcej pieniędzy, dzięki wzięciu udziału w meczach pokazowych. Myślę, że Krzysiek jest dobrym materiałem na zawodnika do pokazówek, na których można zarobić naprawdę duże pieniądze. Wszystkie gaże z takich spotkań wędrują w pełni do kieszeni zawodnika i nie są dzielone z managerem. Dodatkowo patrząc na ostatnie występy Rataja w Super Series 5, gdzie dwukrotnie odpadał w 1 rundzie i nie zarabiał na nich ani gorsza. Dla zawodnika, który sam opłaca wszystko to jest dramat. Każda runda jest jak egzystencja! Trzema rundami zarabiasz sobie na dwa kolejne wyjazdy na Playersy. Mając managera nie musisz się przejmować kosztami logistycznymi. Obecnie jesteś również bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Prowadzisz fanpejdż Let’s Play Darts i kanał na Youtubie – Dart Zmieszany. Jaki jest Twój cel? Po co je prowadzisz? Robię to, co lubię. Nie interesują mnie zasięgi i setki tysięcy fanów, bo to w Polsce jest i tak niemożliwe. Niedługo odbędą ciekawą zagraniczną podróż i przeprowadzę wywiad z niezwykle interesującą osobą, a większą aktywność na Youtubie planuje na październik/listopad. Przede wszystkim się tym wszystkim bawię. Lubię dawać ludziom różne sygnały – czasem kogoś zbesztam, czasem pochwalę. Chcę robić coś, czego nikt inny wcześniej nie robił. Tak jak ostatnio z whiskey… Tak, tak promocja butelek – to był fajny pomysł. Razem ze specjalistami z Best Whiskey Market wyprodukowaliśmy 67 butelek limitowanej edycji darterskiej. Whiskey naprawdę przednia! Leżakowała w Szkocji i aż szkoda jej pić. <śmiech> Słyszeliśmy Cię w TVP Sport w roli komentatora. Jak to się zaczęło? Od wielu lat krytykowałem komentatorów w Polsce. Taki już jestem – jak mnie boli, to powiem. Oglądam darta od wielu lat i miałem już spore doświadczenie z polskim komentarzem. W końcu doczekałem się szansy, aby tę moją pewność siebie sprawdzić i spróbować swoich sił w komentarzu. Ja, osobiście jestem bardzo zadowolony z efektów. Myślę jednak, że dla TVP już nie będę komentował Czy to oznacza koniec Twojej przygody z komentowaniem? Nie, nie wykluczam tego. A jak zapatrujesz się na przejścia darta do Nenta? Myślisz, że to może wyrządzić polskiemu dartowi krzywdę? Mamy tutaj na myśli przede wszystkim dostępność tego produktu w Polsce. Na pewno, ale z drugiej strony to nie są duże pieniądze – 34 złote miesięcznie. Zwłaszcza, że oprócz tego dostajesz inne produkty – piłkę nożną i rozrywkę. Ja z pewnością zasubskrybuje Viaplay, ale pozostanę również przy PDC TV, które pokazuje wszystkie rozgrywki, łącznie z turniejami Players Championship. Mam też nadzieję, że w najbliższym czasie pojawią się tam również turnieje Challenge i Development Touru. Jeśli chodzi o dostępność w Polsce to z pewnością będzie więcej „piratowania” i szukania nielegalnych źródeł do oglądania darta. Moim zdaniem to bardzo egoistyczne podejście ze strony oglądających, bo to wszystko jest dla dobra zawodników. Wszystkie pieniądze wpłacane na abonament są z korzyścią dla darterów. Jeśli oglądalność darta w Viaplay będzie mała, to nie wykupi ponownie licencji od PDC… bez legalnej oglądalności nie będzie pieniędzy i obniży się jakość rozgrywek. Ludzie nie myślą w takich kategoriach. Myślą tylko, żeby nie wydawać 34 złotych miesięcznie, a pójdą na bar kupią 6 piw, postawią kolejne 3 i wydadzą takie same pieniądze. Taka jest właśnie mentalność polskiego zawodnika. To bolało mnie najbardziej przy organizacji turniejów. Ludzie nie myślą o organizatorach, tylko narzekają na wysokość wpisowego. To wszystko sprowadza się do tego samego… Rozmawiali - Arkadiusz Salomon i Tomasz Brodko Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.