• DartsPL

Kto w półfinałach?

Po krótkiej przerwie do gry powróciła Premier League. We wtorek i środę (2 i 3 września) rozegrano 2 kolejki spotkań, które przybliżyły nas do ostatecznych rozstrzygnięć w sezonie zasadniczym. Liderami pozostają Glen Durrant i Gary Anderson. Za ich plecami rozgorzała walka o utrzymanie się w czołowej 4. Po symbolicznej, kilkudniowej przerwie do gry powróciła Premier League. Sezon zasadniczy wychodzi na ostatnią prostą i do końca rozgrywek ligowych zostały zaledwie 2 kolejki. W najlepszej sytuacji niezmiennie znajdują się Glen Durrant, który wciąż nie przegrał meczu po restarcie Premier League oraz Gary Anderson, który od turnieju World Matchplay utrzymuje wysoką dyspozycję. O pozostałe dwa miejsca w półfinałach wciąż toczy się niezwykle zażarta walka i czysto teoretycznie w grze wciąż pozostaje aż 5 zawodników! Sprawdźmy co wydarzyło się w Milton Keynes podczas 13 i 14 kolejki Premier League! Anderson odrabia straty Glen Durrant przedłużył swoją serię meczów bez porażki w Premier League do 9 spotkań! Duzzę można chwalić za brak porażek, ale nie można go wyróżnić za zwycięstwa. Lider Premier League w ostatnich dwóch meczach dzielił się ze swoimi rywalami punktami. Najpierw, we wtorek dokonał wydawałoby się niemożliwego w starciu z Michaelem Smithem. Bully Boy miał przysłowiowy nóż na gardle i jak tlenu potrzebował zwycięstw, aby utrzymać się wyścigu o czołową 4. Początek meczu z Durrantem ułożył się dla niego idealnie. Smith wreszcie do dobrej gry w trakcie legów (przez większą część meczu mógł się pochwalić średnią znacznie przekraczającą 100) dołożył wysoką skuteczność na podwójnych. Duzza z kolei nie przypominał siebie z poprzednich meczów – popełniał sporo błędów i zaowocowało to sporą przewagą Smitha. Michael po wygraniu 4 legów z rzędu od stanu 3-2 wysunął się na prowadzenie 7-2 i brakowało mu już tylko jednego lega do wymarzonego zwycięstwa. Wtedy jednak w grze Smitha coś się zacięło. Durrant przełamał rywala efektownym checkoutem ze 131 i rozpoczął swój marsz po odrobienie strat. Z każdym przegranym legiem Smith tracił pewność siebie i grał coraz słabiej. Ostatecznie w całym meczu zmarnował 4 lotki meczowe – najbardziej bolesne były dwa pudła na podwójnej 20 w 12 legu. Durrant wygrał 5 legów z rzędu i odwrócił losy spotkania, które wydawało się już przegrane. W pomeczowych wypowiedziach Smith przyznał, że od stanu 7-2 w jego głowie pojawiła się myśl, że do wygrania potrzebuje zaledwie jednego lega i to jego zdaniem zgubiło go w końcówce spotkania. W 14 kolejce Durranta czekało starcie z Michaelem van Gerwenem. Ponownie początek meczu układał się lepiej dla rywala Duzzy. Holender był w tym meczu niezwykle zmotywowany i widać był po nim, że niezwykle zależy mu na ograniu Durranta. Przypominał Adriana Lewisa z meczów w World Matchplay – każda udana wizyta przy tarczy Mighty Mike’a kwitowana była okrzykiem radości. Jego przeciwnik nie pozostawał mu dłużny i między oboma darterami iskrzyło. Po wojnie nerwów i sporej ilości przełamań w początkowej fazie meczu to Gerwenowi udało się utrzymać przewagę i odskoczyć rywalowi na dwu-legowe prowadzenie 4-2. Holender grał efektownie i efektywnie – w 6 legu udało mu się zakończyć partię trafiając podwójne 18, a następnie podwójne 20. Durrant nie dawał jednak za wygraną i również wygrywał legi, w których rzucał jako pierwszy. Po świetnym checkoucie ze 108 w 12 legu lider światowego rankingu wysunął się na prowadzenie 7-5 i po raz kolejny wydawało się, że w końcu znajdzie się pogromca Duzzy. Durrant miał jednak inne plany – najpierw przetrwał dwie lotki meczowe rywala w 13 legu, a następnie zagrał perfekcyjnie w ostatniej partii i doprowadził do remisu. W czasie, gdy Durrant wojował ze swoimi rywalami do ostatnich legów meczu, wicelider tabeli – Gary Anderson nie próżnował i dopisał na swoje konto dwie wygrane. Szkot we wtorek ograł 8-6 Daryla Gurneya, który zamykał ligową tabelę i nie miał już szans na wdarcie się do czołowej 4. Anderson szybko odskoczył rywalowi na zdecydowane prowadzenie i wydawało się, że odniesie pewne zwycięstwo. W końcówce meczu Super Chin postawił się jednak rywalowi i ostatecznie przegrał minimalnie. W 14 kolejce Flying Scotsman zmierzył się z Michaelem Smithem. Początek meczu nie zapowiadał łatwej wygranej Gary’ego. Bully Boy przez pierwsze trzy legi grał bardzo dobrze – utrzymywał się na średniej powyżej 110 i po pierwszym w meczu przełamaniu wyszedł na prowadzenie 2-1. Problem w tym, że był to jego ostatni wygrany leg w tym meczu. Anderson wygrał 7 kolejnych partii i całe spotkanie 8-2. Po Smithie wydać było, że wciąż wspomina spotkanie z Durrantem, w którym oddał rywalowi punkt na własne życzenie. Mowa ciała Anglika z każdym kolejnym legiem rywalizacji z Andersonem zdradzała coraz większą bezradność. Gary bez większych skrupułów wykorzystywał mizerną grę rywala w dalszej części spotkania. Oglądanie Szkota przy tarczy w ostatnich dniach jest prawdziwą przyjemnością – Flying Scotmsan ponownie nawiązuje do swojej najepszej formy sprzed kilku lat i jest na ten moment jednym z głównych kandydatów do sięgnięcia po końcowy triumf w Premier League. W meczach z Gurneyem i Smithem ustrzelił łącznie 10 maksów i w obu spotkaniach rzucał ze średnią przekraczającą 100. Dzięki dwóm zwycięstwom zmniejszył swoją stratę do Durranta do zaledwie 2 punktów i dopiero ostatnie 2 kolejki przesądzą o tym, który z nich zakończy sezon zasadniczy na pierwszym miejscu. W odmiennym humorze jest Michael Smith, który po zainkasowaniu zaledwie 1 punktu mocno skomplikował swoje szanse na zajęcie miejsca w czołowej 4. Teoretycznie jest to wciąż możliwe, ale Smith potrzebuje nie tylko 2 zwycięstw, ale także sprzyjających wyników w pozostałych spotkaniach. Wright wraca do TOP4 Niezwykle zadowolony ze swoich wyników w dwóch ostatnich kolejkach może być także drugi ze Szkotów występujących w Premier League. Peter Wright jak do tej pory nie miał zbyt dużo szczęścia w meczach drugiej rundy – pomimo świetnej gry przegrał 3 spotkania z rzędu i wypadł poza czołową 4. W 13 kolejce Wright nie dał większych szans Michaelowi van Gerwenowi. Mecz, który był powtórką ostatniego finału Mistrzostw Świata zapowiadał się na hit wtorkowych meczów, W praktyce Snakebite całkowicie zdominował Holendra i w całym spotkaniu pozwolił mu na ugranie zaledwie jednego lega! Wright zagrał kapitalnie – przez cały mecz utrzymywał wysoką średnią powyżej 100 (cały mecz zakończył z ponad 107 na liczniku!). Mighty Mike wciąż nie potrafi powrócić do swojej optymalnej formy. Od kiedy wróciły rozgrywki darterskie Gerwen w niczym nie przypomina siebie, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić – zamiast maszyny zaprogramowanej na wygrywanie kolejnych meczów oglądamy mocno szwankujący mechanizm. Lider światowego rankingu nie imponuje ani wysokimi zdobyczami punktowymi, ani skutecznością na podwójnych. Kolejne rozczarowujące wyniki oznaczają, że wciąż znajduje się poza strefą gwarantującą awans do półfinałów. Wróćmy jednak do Wrighta, który po świetnym meczu z Gerwenem rozegrał równie imponujące spotkanie z Nathanem Aspinallem – bezpośrednim rywalem do zajęcia miejsca w czołowej 4 ligowej tabeli. Tym razem rywal Szkota postawił mu się jednak zdecydowanie bardziej. Aspinall rywalizował z aktualnym mistrzem świata jak równy z równym. Ba! To on jako pierwszy wysunął się na prowadzenie w meczu, po tym jak przełamał przeciwnika w pierwszym legu meczu checkoutem z 66. Przez dłuższy czas Aspowi udawało się odpierać ataki Wrighta i utrzymywał swoją minimalną przewagę. Wystarczył jednak jeden mały błąd – Aspinall spudłował dwie lotki na podwójnych w 10 legu – Wright momentalnie wykorzystał pomyłkę rywala i odrobił straty doprowadzając do pierwszego w meczu remisu. Szkot był w tym meczu dosłownie nieomylny na podwójnych. Przy stanie 5-5 rzucał w kierunku zewnętrznej obręczy 5 razy i trafiał w cel tyle samo razy. Dopiero w 11 legu przydarzyła mu się pierwsze pudło, ale nie miało ono żadnego wpływu na wynik meczu. Kiedy Wrightowi udało się już odrobić straty z początkowych fragmentów meczu całkowicie przejął kontrolę nad meczem i w efektownym stylu wygrał z Aspinallem 8-5. Obaj zawodnicy stworzyli w tym meczu świetne widowisko, ale to Snakebite po raz kolejny potwierdził, że znajduje się w dobrej dyspozycji. Dzięki dwóm wygranym Szkot powrócił na podium klasyfikacji generalnej i zajmuje 3 miejsce. Aspinall pomimo porażki utrzymał miejsce 4. Anglik skorzystał z gorszych występów Michaela van Gerwena i Gerwyna Price’a, którzy przez ostatnie dwa dni dopisali na swoje konto zaledwie 1 punkt. Szczególnie rozczarował Walijczyk, który nie tylko przegrał niezwykle ważne spotkanie z Aspinallem, ale dodatkowo stracił punkty z grającym już o pietruszkę Gurneyem. Przed nami 2 ostatnie kolejki, które dadzą odpowiedzi na wszystkie pytania. Już w najbliższą sobotę 5 września poznamy ostateczny kształt tabeli sezonu zasadniczego i pary półfinałowe! Przed nami jeszcze mnóstwo emocji i prawdopodobnie walka o czołowe lokaty aż do ostatniej kolejki! Tabela po 14 kolejkach


Autor - Arkadiusz Salomon