• DartsPL

Kto zastąpi van Gerwena?

Holendrzy to obecnie najliczniejsza nacja Europy kontynentalnej w PDC. Kibice darta z tego kraju nie muszą też martwić się o wyniki – w końcu mają Michaela van Gerwena! Co by jednak było, gdyby Mighty Mike’a miała zabraknąć?



Dart w Holandii ma swoją niezwykle mocną pozycję. Ludzie w tym kraju darta kochają, chętnie go oglądają i jeszcze chętniej w niego grają. Rokrocznie w światowych rozgrywkach pojawiają się nowi młodzi i utalentowani Holendrzy, którzy marzą o tym, aby choć w najmniejszym stopniu dorównać osiągnięciom Rayomnda van Barnevelda lub Michaela van Gerwena. Obecnie trudno jednak pośród holenderskich darterów szukać jednostki wybitnej. Poza Mighty Mikiem, żaden darter z tego kraju nie jest w stanie na dłużej osiąść w czołówce i osiągać imponujących wyników. Ta sytuacja może oczywiście zmienić się w każdej chwili, ale na ten moment nie sposób w stawce zawodników dostrzec następcy van Gerwena.


Holenderscy dominatorzy


Swoją popularność w Holandii dart z pewnością wiele zawdzięcza Raymondowi van Barneveldowi. Barney jako pierwszy naprawdę pokazał, że z Brytyjczykami można walczyć i regularnie pozostawiać ich w pokonanym polu. To właśnie na jego sukcesach dartersko wychował się Michael van Gerwen, który w swoim najlepszym okresie całkowicie zdominował rozgrywki PDC. Kibice z Wysp przecierali oczy ze zdumienia i nie mogli uwierzyć, że Holender mógł w tak efektownym stylu wygrywać kolejne trofea. Sport niemal należący do Brytyjczyków padł łupem zawodnika z Beneluksu, który nic sobie nie robił z nieprzychylności fanów i demolował kolejnych przeciwników.


Ten okres w historii darta można jednak na razie uznać za zakończony. Van Gerwen nie jest już tak równy i przestał z taką konsekwencją ogrywać najlepszych na świecie. W tym sezonie Mighty Mike wciąż czeka na swoje pierwsze trofeum! Jeszcze kilka sezonów temu byłaby to sytuacja nie do pomyślenia. Wybitny Holender coraz wyraźniej stawia na rodzinę – tak było chociażby przy okazji PDC Home Touru, z którego zrezygnował właśnie przez narodziny dziecka. Choć to oczywiście wróżenie z fusów to zakończenie kariery van Gerwena może być bliższe niż nam się wydaje. Michael w tym sporcie osiągnął praktycznie wszystko i niczego nie musi już udowadniać.


Zawodnikowi takiemu jak van Gerwen niezwykle trudno jest zapewne pogodzić się z faktem, że nie wygrywa on już tak często jak miało to miejsce jeszcze 2 lata temu. Kiedy tylko Mike przestanie z darta czerpać przyjemność to bez wyrzutów sumienia będzie mógł przekazać pałeczkę swoim młodszym kolegom. Problem w tym, że kandydatów do zastąpienia wielkiego mistrza na horyzoncie nie widać. Holenderscy kibice bez Michaela pozostaliby jedynie z kilkoma przyzwoitymi zawodnikami, których od czasu do czasu stać na dobry wynik. Premier League bez udziału Holendra? Taka sytuacja jak najbardziej mogłaby się wydarzyć po raz pierwszy w historii tych rozgrywek. Bo kto miałby tam niby wskoczyć w miejsce Mighty Mike’a?

Michael van Gerwen to wciąz absolutna światowa czołówka i jedyny Holender, który liczy się w walce o najważniejsze trofea.



Wiecznie poza czołówką


Najbliższym wdarcia się do ścisłej światowej czołówki był chyba Jelle Klaasen. Holender w prestiżowej Premier League debiutował już w 2009 roku - kilka sezonów przed początkiem ery van Gerwena! Wszystko za sprawą kapitalnych Mistrzostw Świata, w których doszedł aż do ćwierćfinału. Cobra miał wtedy 25 lat i był uznawany za jeden z największych darterskich talentów świata. Wydawało się, że jest po prostu skazany na sukces i kwestią czasu będą jego kolejne triumfy. Tak się jednak nie stało. Na swój kolejny wielki sukces Holender musiał czekać aż do 2016 roku, gdy niespodziewanie dotarł do półfinału Mistrzostw Świata, Po raz kolejny wydawało się, że będzie to przełomowy moment w jego karierze. Po razu drugi jednak nadzieje te były płonne i Klaasen bardzo szybko ponownie popadł w przeciętność. Obecnie Jelle sklasyfikowany jest na 60 miejscu rankingu Order of Merit i w oczy coraz wyraźniej zagląda mu widmo utraty karty zawodniczej. Na przestrzeni ostatnich lat byliśmy świadkami kilku nieudanych historii zawodników, którym wróżono wielkie kariery. Benito van de Pas nie był w stanie na dłużej wyrobić swojego nazwiska w PDC, a Berry van Peer przegrał walkę z dartitisem.

Jelle Klaasen zdecydowanie nie spełnił ogromnych nadziei jakie w nim pokładano



Przez kilka ostatnich sezonów największą nadziją Holendrów była grupa zawodników sklasyfikowana na pograniczu 2 i 3 dziesiątki rankingu – Danny Noppert, Vincent van der Voort, Jeffrey de Zwaan i Jermaine Wattimena. Najsolidniej z nich wszystkich spisuje się obecnie Noppert. The Freeze regularnie osiąga dobre wyniki w turniejach podłogowych i przy okazji większych imprez często wymieniany jest w roli czarnego konia. Problem w tym, że na największych scenach Danny nie potrafi zaprezentować światu swojego pełnego potencjału. Poza półfinałem Players Championship Finals z 2018 roku Noppert w pozostałych turniejach telewizyjnych nie potrafił jak dotąd wyjść poza fazę 1/8 finału. Podobnie wygląda sytuacja Wattimeny i de Zwaana – obaj mają do siebie przypiętą metkę przyzwoitych średniaków. Obu udawało się odnosić pojedyncze sukcesy w turniejach telewizyjnych, ale na dłuższą metę nie byli w stanie spełnić pokładanych w nich nadziei. Trudno na ten moment wyobrazić sobie, aby którykolwiek z nich miał w najbliższym czasie przełamać niemoc i zacząć regularnie odnosić duże sukcesy…

Danny Noppert wciąż czeka na swój wielki moment



Król bakłażanów


W poprzednim sezonie serca Holenderskich kibiców skradł Dirk van Duijvenbode. Na co dzień pracownik firmy zajmującej się uprawą bakłażanów przebojem wdarł się do światowego darta. Finał Grand Prix i ćwierćfinały Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy i Players Championship Finals jasno wskazują, że 2020 był niezwykle udanym rokiem dla Titana. W przypadku Dirka wciąż jednak za wcześnie na odważne deklaracje. Tym bardziej, że w bieżących rozgrywkach Holendrowi aż tak dobrze nie idzie. Podczas UK Open i World Matchplay odgrywał jedynie rolę statysty i chociaż za wcześnie na wnioski to na razie jego postawa w 2021 roku może być małym rozczarowaniem. Nie zmienia to jednak faktu, że na ten moment to właśnie on jest drugim darterem Holandii i podczas World Cup of Darts to właśnie Dirk stanie ramię w ramię z Michaelem van Gerwenem i będzie reprezentował swój kraj podczas Drużynowych Mistrzostw Świata. Trudno o spekulacje jak potoczy się dalsza kariera van Duijvenbode. Z pewnością Titan ma charyzmę i umiejętności niezbędne do przebicia się do topu. Wydaje się, że to właśnie w nim Holendrzy powinni pokładać najwięcej nadziei na kolejną darterską gwiazdę z prawdziwego zdarzenia.

Dirk van Duijvenbode był wyróżniającą się postacią ostatniego sezonu.



Kolejny wielki talent?


Wielu utalentowanych i młodych Holendrów rokrocznie przebija się do PDC i próbuje swoich sił w turniejach Q School. Sukcesy starszych kolegów z pewnością działająna wyobraźnię młodych adeptów darta i to sprawia, że tak dużo młodych ludzi chce ten sport w Holandii uprawiać. Nic nie stoi na przeszkodzi, aby w perspektywie kilku kolejnych sezonów na scenie pojawił się kolejny darterski fenomen z kraju tulipanów. W poprzednim roku pojedyncze sukcesy odnosił Derk Telnekes, a w bieżącej kampanii nieźle idzie chociażby Martijnowi Kleermakerowi, który stale poprawia swoją pozycję w światowym rankingu. Holendrzy z pewnością mogą narzekać na problem bogactwa i niewykluczone, że już niedługo wypuszczą na świat kolejnego zdolnego juniora, który w ekspresowym tempie zawładnie sercami i umysłami darterskich fanów. Na razie kibice darta w tamtym kraju mogą mieć jednak małe obawy… Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.