• DartsPL

Kulisy turnieju Q-School i perspektywy rozwoju w Polsce

W Polsce jest kilku obiecujących i utalentowanych graczy. Jednak nie każdy ma pomysł i wie w jaki sposób poprowadzić swoją przygodę z dartem, by zamieniła się w prawdziwą karierę. Jeśli planujesz wiązać swoją przyszłość z dartem, to ten artykuł jest dla ciebie. A jeśli wciąż nie jesteś zdecydowany, to ten artykuł też jest dla ciebie!


Wojtek Bruliński ma 28 lat i od 5 lat regularnie trenuje na tarczy sizalowej. W sobotę – 4 lipca- zwyciężył w Pucharze Polski POD w poznańskiej Agawie. Zaczynał, jak prawie każdy, na sofcie, jednak po kilku latach treningów zdecydował się zainwestować w siebie i wystąpić w turnieju Q-School (wygrana w nim gwarantuje zdobycie karty zawodniczej). W rozmowie z redaktorami DartsPL przekazuje swoje doświadczenie i kulisy turnieju eliminacyjnego.


Q-School

Każdego roku odbywa się osiem turniejów Q-School. Cztery dla Brytyjczyków na wyspach i cztery dla pozostałych Europejczyków w Niemczech (rozgrywane w ciągu czterech dni). Zawodnicy z tak zwanej „reszty świata”, czyli spoza Europy mają możliwość wyboru, na który turniej pojadą. Przykładowo Diogo Portela z Brazylii był w Anglii, a Nowozelandczyk Cody Harris w Niemczech. „Turniej w styczniu 2020 roku odbywał się w niemieckim Hildesheim. – opowiada Bruliński – Podróżowałem razem z kolegą, Tytusem Kanikiem. Po drodze musieliśmy się przesiadać w Berlinie i Hanowerze. Oprócz naszej dwójki z Polski pojawili się jeszcze Sebastian Steyer, Sebastian Białecki, Krzysztof Kciuk, Radek Szagański, Łukasz Sawicki i Karolina Podgórska. Zawody odbywały się w wielkiej hali sportowej. Przed wejściem na rękę organizatorzy zakładali opaski. Każdego dnia innego koloru, by nieproszony gość nie miał szansy wejść. Bramki zostały otwarte trzy godziny przed początkiem zmagań. Większość ten czas wykorzystała na trening, ponieważ im bliżej turnieju tym trudniej było złapać wolną tarczę. W Q-Schoolu udział wzięło około trzystu zawodników. Do ich dyspozycji były 32 tarcze turniejowe i 6 rozgrzewkowych. Jak łatwo się domyślić na jedną tarczę rzuty oddawało 3-4 zawodników. Trudno w takich warunkach złapać rytm meczowy. Godzinę przed startem odbyło się losowanie. Od tego momentu żarty poszły na bok i wszyscy ćwiczyli ze skupieniem”.


Zdobywanie doświadczenia

Wojtka celem wcale nie było wywalczenie karty zawodniczej, a zdobycie doświadczenia poprzez występy z wymagającymi rywalami. To podejście ma sens. Niewielu było zawodników, którzy przy okazji swojego debiutu na Q-School zdobyli Tour Card (tej reguły nie potwierdza Tytus Kanik, który wywalczył kartę zawodniczą za pierwszym razem – styczeń 2018). „Pierwszy dzień to wielki stres. Czułem swój brak obycia w meczach o taką stawkę. Tak naprawdę turnieje POD nie mogą się równać z takim wydarzeniem. W ciągu czterech dni nie wygrałem żadnego meczu, jednak moja gra była coraz lepsza. Przyznaję, że po pierwszej porażce trochę mnie puściło napięcie. Czwartego dnia podchodziłem do starcia z czystą głową i byłem bliski wyeliminowania Marcela Gerdona. W wolnych chwilach obserwowałem mecze innych. Trzeba przyznać, że poziom zawodników jest różny. Zdarzały się mecze, gdzie ktoś osiągał średnią poniżej 50pkt. Ciężko jednak wyczuć, czy ktoś miał po prostu za małe umiejętności czy przegrał walkę ze stresem”.


Zdaniem Brulińskiego jeśli rzucasz regularnie ze średnią powyżej 80 pkt i będziesz miał trochę szczęścia w losowaniu to jesteś w stanie przejść kilka pierwszych rund Q-Schoola, jednak w dalszych fazach nie ma osób przypadkowych. Przede wszystkim są to gracze doświadczeni, dla których wzięcie udziału w takim turnieju nie jest przygodą życia, a chlebem powszednim. Sam fakt, że na tarczy obok swój mecz rozgrywa Mike de Decker, Boris Koltsov, Ronnie Huybrechts, Derk Telnekes, Dirk van Duijvenbode lub Martijn Kleermaker, już może sparaliżować.


Koszty

Wokół kosztów udziału w Q-School powstało wiele mitów. Czas sprawdzić, ile to wszystko kosztuje. „Wpisowe to równowartość 450 funtów. – rozwiewa wątpliwość Bruliński – Przy czym należy pamiętać, że w tej kwocie nie ma wliczonych kosztów przejazdu, noclegów i wyżywienia. Zatem łącznie wychodzi dużo więcej. Jednak uiszczenie tej opłaty daje nowe możliwości. Przede wszystkim ma się darmowy wstęp na eliminacje European Tour. Oczywiście obecnie moje szanse na awans są niewielkie, ale mam okazje zdobywać kluczowe w tym wszystkim doświadczenie. Zawsze będę powtarzał, że żeby nauczyć się grać w takich eventach, trzeba je wiele razy wcześniej odwiedzić. Jest to też oszczędność środków, ponieważ jednorazowy występ w tych eliminacjach kosztuje 65 euro. W ciągu weekendu jest pięć odsłon. Zatem dzięki opłatom za Q-Schoola mam 325 euro w kieszeni. Miałem także możliwość wzięcia udziału w PDC Challenge Tour, jednak w tym wypadku do każdego wydarzenia musiałem dopłacić około 50 funtów i nie zdecydowałem się.”


Teza, że wpisowe 450 funtów za udział w Q-Schoolu to duża kwota, nie podlega dyskusji. Jednak jak wynika ze słów Bruliona otwiera nowe możliwości i pozwala wziąć udział w następnych eventach. Rozmawiając z Wojtkiem, zadbałem o polskich darterów i zadałem pytanie czy na Q-Schoolu jest sprzedawany alkohol. I tutaj muszę wszystkich uspokoić. Na hali istnieje możliwość zakupu piwa, a nawet mocniejszych trunków, jednak nie wolno podejść z nimi w okolice tarczy. :)


Perspektywy w Polsce

Oczywistym jest, że nie każdego stać na wydatek rzędu 500 funtów. Na szczęście dla wyróżniających się polskich darterów istnieją też alternatywne rozwiązania. „Jak najbardziej w Polsce też można się rozwijać. Turnieje POD to znakomita droga do zwiększania swoich umiejętności i nawiązywania znajomości. Podczas lokalnych turniejów poznałem Krzyśka Ratajskiego, który udzielił mi kilku rad, oraz Tytusa Kanika, z którym wspólnie trenuję przez kamerkę. Na Pucharach Polski poziom jest różny, lecz w dalszych fazach nie ma osób przypadkowych. Jeśli potrafisz odnaleźć się w takich eventach to masz szansę pojechać na BDO World Masters. POD pokrywa wpisowe za ścisłą czołówkę polskiego rankingu i zwycięzcę klasyfikacji Pucharu Polski. Jest to przykład, gdy niewielkim kosztem można zdobyć doświadczenie i pokazać się na arenie międzynarodowej. Inną możliwością jest odwiedzanie okolicznych turniejów niedaleko granic Polski. Mam na myśli na przykład Czech Open lub eventy na Węgrzech.”– wymienia Bruliński.


Poziom gry w Polsce

Krzysztof Ratajski przewyższa wszystkich Polaków o klasę. Zdaniem Wojtka Brulińskiego półkę niżej są Krzysztof Kciuk, Sebastian Steyer i Tytus Kanik. Do międzynarodowych bram pukają Sebastian Białecki, Łukasz Sawicki, Łukasz Wacławski i Dawid Robak, którzy już zaznaczyli swoją obecność poza Polską. W kolejce jest też kilku innych utalentowanych graczy, którzy także powinni wyjechać i spróbować swoich sił, na przykład Andrzej Muszyński, Krzysztof Lauer czy Damian Pałaszewski. Różnica pomiędzy najlepszymi a zawodnikami średniej klasy polega na tym, że osoby z topu nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Ich forma jest raczej stała, a nie sinusoidalna. Pamiętaj jednak, drogi czytelniku, że oni też zaczynali od zera. Oni też mieli kiedyś problem rzucić 100pkt. Jednak poziom darta w Polsce z roku na rok podnosi się. Nas, amatorów, jest coraz więcej. To od nas zależy czy Polska będzie kojarzona tylko z Krzysztofem Ratajskim czy jeszcze z kilkoma innymi, zdolnymi graczami. Jeżeli chcemy, by w naszym kraju cokolwiek zmieniło się w tej kwestii i żeby dart nie był jedynie grą barową to musimy spróbować. Bo, jeśli nie wiadomo w kogo i co zainwestować, to najlepiej w samego siebie.


Przesłanie od Wojtka Brulińskiego

„Na Q-School polecam pojechać każdemu. Sam planuje w przyszłym roku wybrać się po raz drugi. Gdybym przed wyjazdem wiedział, że nie wygram żadnego meczu, to i tak bym pojechał. To bez wątpienia były cztery najdroższe mecze w moim życiu. Mimo wszystko to było niezapomniane przeżycie. Jeśli chcę osiągnąć sukces to muszę grać z lepszymi i zdobywać doświadczenie.”


#darts #pdc #qschool #pod


Autor: Tomasz Brodko

Zdjęcie: PDCTV