• DartsPL

„Kupując w polskich sklepach, wspierasz krajowego darta”

Z Łukaszem Kamińskim rozmawialiśmy o działaniach Polskiej Organizacji Darta, turniejach w Polsce oraz specyfice sprzętu darterskiego. Łukasz Kamiński – prezes stowarzyszenia Małopolska Organizacja Darta oraz członek zarządu POD. Człowiek odpowiedzialny za organizację wielu turniejów – od największych (Polish Open) po lokalne krakowskie rozgrywki. Właściciel sklepu darterskiego OnlyDarts, który wspiera czołowych polskich darterów i przede wszystkim pasjonat darta.

Na początku, chcielibyśmy Ci podziękować za udział w akcji i tak szczodrą ofertę przy naszej aukcji. Nie ma za co! Z racji tego, że posiadam sklep darterski to lotek licytować nie będę. Koszulki też nie są specjalnym problemem. Wasz pomysł mi się bardzo spodobał. Fajnie znowu będzie pogadać o darcie. Ale przede wszystkim liczy się szczytny cel, na który zbierane były pieniądze. Jestem lekko rozczarowany, że lotki Krzyśka Ratajskiego poszły za stosunkowo niską cenę, ale wiąże się z tym dość ciekawa historia. Lotki do podpisu wysłałem Krzyśkowi jeszcze przed Mistrzostwami Świata – bodajże 14 grudnia. Niestety, wiemy jak działają nasze firmy kurierskie – kurier nawet nie skontaktował się z Krzyśkiem tylko zostawił paczkę u dozorcy. Po Świętach nie chciałem Krzyśkowi zawracać głowy i stwierdziłem, że poczekam aż zagra swoje mecze. Dopiero po jego powrocie do Polski udało się zlokalizować przesyłkę i dlatego zostały one dodane na aukcję dopiero ostatniego dnia. Mimo to akcja zakończyła się sporym sukcesem i udało zebrać się ponad 10 tysięcy złotych! Zaczniemy od najprostszego pytania – jak zaczęła się Twoja przygoda z dartem? Zaczęła się bardzo standardowo, tak jak u większości. Wizyta w Klubie Na Kotłowem, który uważany był za mekkę krakowskiego soft darta. Weszliśmy tam z kolegą na piwo, de facto na bilard, ale w drugiej salce odbywał się akurat mecz Krakowskiej Ligi Darta. Zaciekawiłem się tym, bo wcześniej lotki kojarzyły mi się z dwoma facetami, którzy rzucają do tarczy i popijają piwko, a tam okazało się, że jest to sport. Przez dłuższą chwilę przypatrywaliśmy się ich grze, a później z racji tego, że stół do bilarda był zajęty, wypożyczyliśmy sobie lotki i zaczęliśmy grać na wolnej maszynie. Po chwili podszedł do nas jeden z zawodników – Robert Serafin, pozdrawiam jak będziesz czytał! Dołączył do nas i tak graliśmy przez dłuższy czas. Tak to się zaczęło. Następnie byliśmy w klubie właściwie codziennie. Nie raz dochodziło do tego, że przychodziliśmy w sobotę o 18, a wychodziliśmy o 3 w nocy. Grając non stop! Efekt taki, że w niedzielę po obudzeniu się nie mogłem wyprostować ręki <śmiech>. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko – turnieje, gra w lidze KLD. Poznałem parę osobistości – Maćka Chorbińskiego, który tak naprawdę ściągnął steel darta do Polski. On sam założył POD (Polska Organizacja Darta). Później sam zacząłem organizować turnieje w Krakowie, a że wychodziło mi to nie najgorzej to dostałem zaproszenie do dołączenia do POD. Wspomniałeś o POD. Powiedz nam jak ona działa i jakie są jej cele? POD jako jedyna organizacja z Polski jest zrzeszona w WDF. Wcześniej współpracowała również z BDO, ale wiemy jaka jest obecnie sytuacja tej federacji, dlatego raczej nastawiamy się na współpracę z WDF. Jesteśmy chwaleni za organizację Polish Open. W rozmowach z Olą Boniecką i Robertem Kaźmierczakiem (członkowie zarządu POD, przy.red.) bardzo często słyszałem, że Polish Open musi w 2020 roku się odbyć. Przekładaliśmy je 3 razy, ale niestety nie udało się. Jest to zdecydowanie największy turniej organizowany w naszym kraju. Raz brałem w nim udział jako zawodnik i raz jako sędzia – świetne przeżycie, ale jednocześnie ogrom pracy. Do Polic przyjechałem o 6 rano w piątek, wpadłem do pokoju i przespałem się dosłownie 4 godziny i tak jak wstałem o 10 rano tak położyłem się o 2 w nocy. Non stop na najwyższych obrotach, bo wszyscy czegoś chcą <śmiech>. No właśnie wspominasz o ogromie pracy i oczekiwaniach ludzi, które jak wiemy są duże względem POD. Trudno jest wszystkich zadowolić, bo każdy zapewne chce czegoś innego. Powiedz jaki jest Twój wymarzony scenariusz funkcjonowania POD? Na pewno wstrzymała nas odrobinę pandemia, bo były już plany, żeby ten sezon troszeczkę przeorganizować. Chcieliśmy zrezygnować z piątkowych debli na rzecz normalnego turnieju singlowego, ale w formacie single KO. Sobota miała zostać tak jak jest to obecnie – turniej z fazą grupową, bo wiadomo, że w sobotę mamy więcej czasu, żeby na spokojnie sobie go zagrać. W niedziele w planach ponownie mieliśmy single KO. Ja się uparłem, że skoro za granicą, nawet w Czechach, grają w tym formacie, to dlaczego nie u nas. Polish Open też miało być już rozgrywane w tym trybie – sobota z fazą grupową, a niedziela single KO. Oczywiście z każdą rundą zwiększamy dystans, na jakim rozgrywane są mecze, zaczynając od best of 11, żeby zawodnicy nie mieli wrażenia, że gry jest za mało. Większość woli grupy, bo ma wrażenie, że zagra więcej, ale mecze rozgrywane są do 2 wygranych legów, więc wychodzi tak naprawdę na to samo. Jak wygląda kwestia popularności turniejów? Bardzo chciałbym, żeby na każdym turnieju było po 300 osób, ale jednym nie pasuje miejsce, bo mają za daleko. Niektórym osobom nie pasuje to, że nagrody są zbyt niskie. Jeżeli koszty organizacji turnieju praktycznie w 100% pochodzą z wpisowego, to żeby nagrody były atrakcyjne, automatycznie wpisowe nie może być małe. Z drugiej strony, jeżeli wpisowe jest wysokie, to pojawia się tzw. polska mentalność. Niektóre osoby nie chcą uczestniczyć w turnieju, bo przyjedzie Krzysiek Ratajski albo tak jak teraz - Sebastian Steyer czy Sebastian Białecki, który w ich ocenie na pewno wygra. To mnie dziwi – ludzie mają okazję do zagrania z najlepszymi zawodnikami w Polsce – przegram, ale mam okazję do rywalizacji z czołowym zawodnikiem. Im więcej gramy z dobrymi zawodnikami, tym bardziej zmuszani jesteśmy sami do lepszej gry. A jak wygląda sytuacja z lokalnymi turniejami? W Krakowie razem z moim stowarzyszeniem – Małopolską Organizacją Darta - robimy turnieje przez cały rok. Wpisowe na turnieje to 5 złotych, a nagrodą dla najlepszych jest opłacone wpisowe na Mistrzostwa Polski POD oraz nocleg. Na pierwszych turniejach frekwencja wynosiła ok. 24 osoby, ale z każdym kolejnym turniejem było coraz słabiej. Ostatnio frekwencja oscylowała w okolicach 16 osób, w Krakowie, gdzie gra ponad 300 osób! Dla mnie to jest bardzo niska frekwencja, ale niestety niektórym nie pasuje lokal, w którym turniej się odbywa, a innym, że to ta a nie inna organizacja, turniej organizuje. Dla mnie to jest dziwne, bo chodzi tutaj tylko i wyłącznie o rywalizację sportową. W takim momencie jakieś prywatne niesnaski powinny zejść na bok i powinniśmy wspólnie dążyć do jednego celu - by ten sport propagować. W jaki sposób usprawnić działanie organizacji? Poprzez założenie związku sportowego, ale to nie takie proste. Dlaczego jest z tym problem? Trzeba by było zakładać kluby sportowe i kilka legalnie działających stowarzyszeń, które będą wpisane do KRSu, żeby można to zawiązać w jakąkolwiek federację. Stworzenie centralnej jednostki nic nam nie da, bo nikt nie będzie działał w regionach. Na południu jest MOD (Małopolska Organizacja Darta, przyp.red.), na Śląsku również darterzy myślą o tym, żeby przekształcić się w stowarzyszenie. Na północy jest Krotoszyn, który jest tylko stowarzyszeniem zwykłym i to rodzi problemy. Jeżeli chcesz pozyskać sponsora, to musisz być w stanie wystawić mu fakturę, a jako stowarzyszenie zwykłe nie możesz tego zrobić. I to jest wielki problem – pozyskanie sponsorów. Przez 3 lata działalności MOD pozyskaliśmy ich raptem 4. Dopóki ten sport dalej będzie kojarzony z luźnymi spotkaniami przy piwie, to będzie ciężko. Fajnie, że ruszyła telewizja, fajnie, że Wy piszecie. Maciek Chorbiński rusza z nowym projektem na Youtubie „Dart Zmieszany” i jest też Maciej Romaniuk - Youtuber. Im więcej takich ludzi, tym łatwiej będzie dobić się do jakichś firm, które będą chciały sponsorować darta. Ogólnopolskie turnieje rozgrywane są pod szyldem POD, ale organizowane są przez lokalne stowarzyszenia. Czy każdy może zorganizować taki turniej, jeżeli dogada się z władzami POD? Oczywiście, że tak. POD ustaliło, że za zorganizowanie turnieju Pucharu Polski pobiera opłatę licencyjną 200 złotych. To są pieniądze, które są przeznaczane na kadrę. W przypadku organizacji dużego turnieju trzeba liczyć się z duża ilością problemów logistycznych. Zawodnikom trzeba zapewnić zakwaterowanie i przeloty. Samo POD organizuje tak naprawdę 4 weekendy Grand Prix, Polish Open i Mistrzostwa Polski. Chcąc, żeby turniejów było jak najwięcej, zostawiło możliwość robienia Pucharów Polski organizacjom lokalnym, które lepiej znają realia danego regionu, mogą pozyskać miejscowych sponsorów i przede wszystkim - są na miejscu. POD nie musi wozić wtedy sprzętu po całej po Polsce – tarcz, boxów – co też generuje przecież ogromne koszty. Więc tutaj jest zachęta dla wszystkich organizacji lokalnych, żeby organizowali te turnieje.

Jak przebiegała organizacja turniejów Pucharu Polski Online? Było to dla Ciebie łatwiejsze, a może trudniejsze? Nie wiem czy były łatwiejsze czy trudniejsze. Nie patrzę już na takie rzeczy w ten sposób. Jestem na takim etapie organizacji turniejów, że poprowadzenie turnieju nie jest już dla mnie wyzwaniem. Puchar Polski Online to był mój autorski pomysł. Stwierdziliśmy, że skoro nie ma możliwości zorganizowania turnieju na żywo, to fajnie byłoby dać ludziom możliwość do grania. Jedyną możliwością było przeniesienie rywalizacji do Internetu. Najpierw musieliśmy przemyśleć jak rozpisać turniej. Nie mogliśmy zrobić tego w jeden dzień, bo wiadomo, że mało kto mógłby poświęcić całą sobotę lub niedzielę na stanie przy tarczy. Stąd pomysł, żeby grupy rozegrać przez cały tydzień, a w sobotę i niedzielę fazę pucharową. Duże brawa należą się także zawodnikom rozstawionym. Moja praca polegała na tym, żeby rozlosować grupy, zrobić livescore na stronie i tyle. Za resztę odpowiadali właśnie zawodnicy rozstawieni, którzy każdego dnia wysyłali mi wszystkie wyniki z ich grup. W pierwszej edycji wzięło udział 76 osób, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Naturalnie w sieci próbowano mnie już ukrzyżować, że robię nie wiadomo co, ale ludzie którzy, grali byli bardzo zadowoleni i mówili mi, że był to dobry pomysł. W grudniu mieliśmy plan na turniej na żywo, ale wiadomo jaka jest sytuacja. W styczniu chciałem zorganizować drugą edycję Pucharu Polski Online, ale ubiegło mnie Leszno, które najpierw zgłosiło chęć zorganizowania Pucharu Polski POD, po czym dziwnie wycofało się z tego pomysłu. Sporo kontrowersji wzbudziła kwestia zaliczania punktów z turniejów online do zwykłej klasyfikacji i stąd być może taka decyzja? Rozumiem, że to jest coś co może się komuś nie podobać. Z drugiej strony to nie jest sytuacja, którą mogliśmy przewidzieć i zaplanować, dlatego uważam, że organizacja musi być elastyczna i reagować na bieżącą sytuację. Jeżeli są osoby, które chcą zagrać, to robimy dla nich taki turniej. Gdyby było wiadomo, że do czerwca nie jesteśmy w stanie grać, to podejrzewam, że zrobilibyśmy osobny ranking na turnieje online. Stwierdziliśmy, że nie ma to jednak sensu, bo co w sytuacji, gdzie po zagraniu 2 takich turniejów wrócimy do normalnego grania? Jesteśmy obecnie świadkami wielkiego bumu na darta. Sukcesy Krzyśka w Mistrzostwach pobudziły zainteresowanie tym sportem w naszym kraju. Widzimy jak zwiększyło się zainteresowanie na grupach na Facebooku i mnóstwo nowych osób zainteresowało się tą dyscypliną Czy myślisz, że to faktycznie w dłuższym okresie czasu przełoży się na poprawę sytuacji darta w Polsce? Mam ogromną nadzieję, że tak. Nie można powiedzieć, że na pewno, bo sporo osób, które zakupiło teraz tarczę, oglądając telewizję myśli, że to jest takie proste. Postoję chwilę i porzucam i zacznie wpadać. W momencie, gdy faktycznie zaczną rzucać, szybko zorientują się, że to nie jest takie łatwe. Zobaczymy czy 50% z tych osób się nie zniechęci. Po tym sukcesie Krzyśka, po cichu liczyłem, że nasz rząd pozwoli otworzyć hotele i będziemy mogli zorganizować Grand Prix w Krakowie w hotelu Witek. Gdyby taki turniej udało się zrobić to śmiem twierdzić, że pobilibyśmy rekord (obecnie wynosi 273 osoby, przyp.red.) i w turnieju wzięłoby udział ponad 300 osób. Po pierwsze jest duży głód gry – nie ma możliwości grania poza Internetem. Po drugie, taki wynik polskiego dartera po prostu napędza. Mam nadzieję, że ten sukces się dalej będzie ciągnął. Telewizja zrobi swoje i będą pokazywali kolejne turnieje. Kuba Łokietek (dziennikarz TVP Sport, przyp.red,) robi co może i namawia szefostwo, żeby pokazywać jeszcze więcej darta. Ostatnie wyniki oglądalności były świetne, więc słupki się zgadzają. Pytanie czy TVP pójdzie za ciosem i na przykład wykupi prawa do Premier League. Dodając do tego dobrych komentatorów – Jarka Kowalczyka, Kubę Łokietka i Maćka Chorbińskiego, którzy spośród komentujących ostatnie Mistrzostwa wypadli najlepiej, to ja mogę likwidować moją subskrypcję PDC TV i oglądać darta na TVP. Komentarz Maćka z Kubą to było to czego ja oczekuję, to był komentarz w stylu Sky Sports. To co widzimy na tarczy to jedno, a w tle mnóstwo ciekawostek i historii, które urozmaicają odbiór meczu. Jarek komentuje fajnie, ale zdarzają mu się teksty, które komentatorowi nie powinny się przydarzyć – „Ani mi się waż trafić” albo „Daj ja to zrobię” – to brzmi fajnie i wywołuje uśmiech, ale zaburza odbiór meczu. Faktycznie komentowanie darta nie należy do najłatwiejszych, o tyle, że gdybyśmy chcieli opowiadać tylko o tym co dzieje się na tarczy to zanudzilibyśmy widza. Potrzebna jest masa ciekawostek i anegdot. Jasne, ale przede wszystkim trzeba mieć wiedzę. Rozumiem, że nie ma w Polsce komentatorów, bo ten sport w Polsce dopiero raczkuje, ale z całym szacunkiem dla Pana Pajdy, on się tam nie nadaje. Po tylu latach komentowania BDO w Eurosporcie i PDC w TVP powinien pewne rzeczy wiedzieć, a wciąż powiela te same błędy. Bardzo się ucieszyłem z komentarza Maćka Chorbińskiego czy Sebastiana Steyera – to były genialne posunięcia. Myślę, że w tej kwestii dużo do powiedzenia miał Kuba Łokietek, który polecił odpowiednich ludzi.

Jak wiadomo jesteś założycielem sklepu ze sprzętem darterskim. Skąd w Twojej głowie pojawił się taki pomysł? Plan ze sklepem zaczął kiełkować w mojej głowie, gdy zaczęliśmy organizować większe turnieje lokalne. Coraz więcej zawodników podsuwało pytania, czemu nie ma sklepu, w którym zawodnicy mogliby kupować sprzęt bez kosztów wysyłki. Wciąż pracuje na etacie, a sklep jest moim drugim zajęciem. Był to czas, gdy na świecie pojawiła się moja córka – Zuzia i nie wyobrażałem sobie rzucenia pracy, która daje mi spokojne utrzymanie rodziny na rzecz sklepu, który był wielką niewiadomą. Początkowo myślałem, że będzie to tylko sklep na turniejach. Potem doszedłem jednak do wniosku, że towar będzie niepotrzebnie leżał u mnie w domu przez kilka miesięcy. Powoli zacząłem budować stronę internetową – Only Darts. Cały czas z tyłu głowy siedzi mi pomysł otwarcia sklepu stacjonarnego. Sklep, w którym stoi automat, wisi tarcza i każdy mógłby rzucić lotkami i zobaczyć czy mu pasują. To jest coś, czego w Polsce brakuje, ale do tego potrzebne byłoby jeszcze większe zainteresowanie. Widzę to na turniejach, gdzie sprzedaję najwięcej lotek. Kiedy możemy poczuć lotki w dłoni i spróbować nimi porzucać to jest kompletnie inna bajka. Gdyby w Krakowie grało powiedzmy 3 tysiące ludzi to wtedy miałoby to sens.

Jak wygląda recenzowanie sprzętu? Bardziej popularne lotki cieszą się dobrą opinią wśród wielu użytkowników. Ty jako właściciel sklepu jesteś w stanie doradzić klientowi i o każdej lotce, nawet mniej popularnych modelach, powiedzieć parę zdań. Czy sam je testujesz i jakie są kryteria doboru lotek do Twojego sklepu? Wszystkich kompletów nie testuje, bo zabrakłoby mi czasu <śmiech>. Z własnego doświadczenia wiem, przez jakie lotki „przechodziłem” i od czego zaczynałem. Jeżeli ktoś pyta się mnie o lotki na start – coś porządnego, ale budżetowego - to doskonale wiem co mu powiedzieć. Waga standardowa 23g i prosty barrel. Dopiero później możemy bardziej sprecyzować czego oczekujemy od lotek. Zacząć trzeba jednak od jak najprostszych modeli. Dzięki swoim doświadczeniom jestem w stanie dobrze doradzić większości osób. Klienci, którzy wracają do nas, po jakimś czasie mówią nam, że dobrze im doradziliśmy i kontynuują korzystanie z naszego sklepu. To mnie bardzo cieszy i pokazuje, że faktycznie rady, których udzielam są trafne. Jakie konkretne modele zaproponowałbyś początkującym graczom na steelu. Na start idealne są lotki Blackout marki Winmau, 22 gramy. Do tego niedawno ściągnąłem fajną serię – Pro Line z wagami 21, 22, 23 gramy. Proste lotki z fajnym gripem, który trzyma się ręki. Śmiało mogę polecić, a o tym, że są to dobre lotki świadczy fakt, że już długo na stanie ich nie mam. Z czego wynika większa popularność niektórych modeli? Na pewno lepiej sprzedają się lotki zawodników niż lotki normalnej linii. Dla przykładu – 4 grudnia mieliśmy premierę nowych lotek Joe Cullena. W ciągu trzech dni pozbyłem się praktycznie wszystkich kompletów. Chyba działa to na psychikę klienta – mając lotki zawodnika myślimy, że będziemy grać lepiej. Na pewno perspektywa posiadania lotek zawodnika, którego lubimy, jest po prostu atrakcyjna. Jakie parametry decydują o tym, że jedne lotki spodobają nam się bardziej, a inne mniej? Przede wszystkim grip. Możesz mieć grip spiłowany w stylu lotek pierwszej generacji Roba Crossa. Mój kolega nimi gra i jest zachwycony, ale gdy spróbował tych samych lotek drugiej generacji z innym gripem, to nie jest w stanie nimi grać. Dla przykładu: gripy lotek Sebastiana Białeckiego są niezwykle ostre. Biorąc je do ręki można je poczuć na każdej linii papilarnej. Porzucałem nimi chwilę, ale przyznam szczerze, że dosłownie zdzierają palce. To wszystko kwestia indywidualnych preferencji. Czy na przestrzeni lat zmieniały się trendy dotyczące lotek? Raczej nie obserwujemy jakichś gwałtownych zmian. Modele, które były popularne, nadal święcą sukcesy. Oczywiście wypuszczane są kolejne generacje lotek, a chętnych nie brakuje, bo każdy chce odświeżyć swój sprzęt. Często nie różnią się one od siebie znacznie, ale jest to część darta. Każdy chce mieć fajne i nowe lotki Skąd pozyskujesz sprzęt, który masz na sprzedaż? Od producentów. Niedługo będę dystrybutorem marki Target. Wcześniej byłem dla nich za małym graczem, ale teraz możemy już usiąść do stołu i w niedługim czasie otrzymam pierwszą dostawę bezpośrednio od dystrybutora. Lotki Krzysztofa Ratajskiego ściągam bezpośrednio z hurtowni Bullsa w Niemczech, a lotki Sebastiana Steyera z Holandii. Po co przepłacać u pośredników, jeśli możesz dostać dobrą ofertę bezpośrednio od producenta? Każdy może zapytać czy mógłby sprzedawać lotki danego producenta. Naturalnie różnią się ceny, ale nie jest to środowisko zamknięte. Niedawno podpisałeś umowę z Winmau? Czy oznacza to, że masz wyłączność na sprzedaż produktów tej firmy w Polsce? Teoretycznie wszystkie sklepy w Polsce, które chcą zakupić produkty Winmau, powinny zaopatrywać się u mnie lub u drugiego dystrybutora – Bill Cup. W praktyce nie do końca tak to wygląda, ale teoretycznie umowa zakładała konieczność zaopatrywania się u oficjalnego dystrybutora. Musimy zapytać o legendarną już tarczę Winmau Blade 5 <śmiech> Skąd wynika jej fenomen? Przede wszystkim ma bardzo dobry stosunek ceny do jakości. Po drugie jest tarczą miękką, co dla początkujących zawodników jest jednak ważne. Unicornowskie tarcze są na przykład dużo twardsze i jeżeli nie będziemy rzucać mocno, to lotki będą się od niej odbijać. Dużą zaletą Blade’a jest też prosty i intuicyjny system mocowania na ścianie. To też nie jest tak, że Blade 5 to najlepsza tarcza, ale jest to najlepsza tarcza na początek dla osób, które mają większy budżet i chcą od razu tarczy z wtopionym pająkiem. Dla osób, które nie są pewne, czy spodoba im się dart i nie chcą wydawać tak dużo pieniędzy są też dostępne budżetowe dwie tarcze Winmau – Diamond i Pro SB oraz tarcza Striker Unicorna. Dlaczego inne marki nie wydały jak dotąd tarczy, która konkurowałaby z Bladem w tej półce cenowej i jakościowej? Wydaje mi się, że oni skupili się na „swoim kawałku tortu”. Wiedzą, że wśród graczy początkujących, nie są w stanie się przebić, bo Blade od kilku dobrych lat dominuje. Teraz trzeba by było poświęcić masę czasu i finansów, żeby zareklamować nową tarczę w taki sposób, żeby odebrać chociaż część klientów Winmau. Do tego dochodzi popularność tej marki – zrobili świetny ruch z pozyskaniem Michaela van Gerwena. Teraz kiedy każdy widzi Holendra z naklejką Winmau, to chce rzucać do ich tarczy.

Jak wygląda rywalizacja między sklepami darterskimi w Polsce i tymi zagranicznymi?


Na wszelkich grupach Facebookowych obowiązuje zakaz wklejania linków do konkretnych sklepów. Chcemy, żeby ludzie mieli możliwość wyboru i sami zdecydowali, gdzie chcą kupować sprzęt. Tylko niech zawodnicy pamiętają o jednym – jeżeli zawodnicy będą kupować w Polsce, to my będziemy mogli częściowo włożyć te pieniądze z powrotem w darta. Skoro możemy je przeznaczyć na wsparcie polskiego zawodnika czy wspomóc lokalne stowarzyszenia w organizacji turniejów, to dlaczego mamy pchać te pieniądze za granicę.


Wiemy, że jako aktywista w świecie z darta, zdecydowałeś się sponsorować kilku polskich zawodników – Sebastian Steyera czy Sebastiana Białeckiego. Jak wygląda proces ustalania takich umów?


Pomysł Only Darts Teamu wpadł mi do głowy już na samym początku, gdy startowałem ze sklepem. Pierwszy trop padł na Sebastiana Białeckiego, który jest naszą największą nadzieją i myślę, że będziemy mieli z niego w niedalekiej przyszłości mnóstwo pociechy. Zacząłem rozmowy z jego tatą – Piotrem i oni nie do końca wiedzieli, jaką mają mi dać odpowiedź. Zadzwonił do mnie Maciek Chorbiński, który jest managerem Seby i powiedział mi, żebym wstrzymał się chwilę z tematem, bo byli w trakcie negocjacji umowy z Target Elite. Na chwilę zawiesiliśmy rozmowy, po czym okazało się, że jak najbardziej mój sklep może wspierać Sebastiana. Jak mogę, tak mu pomagam. Cały zysk ze sprzedaży jego lotek ląduje na jego koncie, żeby ułatwić mu rozwój kariery. Sebastian Steyer to kolejna wyróżniająca się postać, którą głównie wspomagam sprzętowo. Na tym nie kończy się lista zawodników, których wspieram. Uważam, że należy doceniać ludzi, którym się chce i można im pomóc. Od 2 stycznia br. dołączył do nas Krzysztof Galus – pierwszy oficjalny wicemistrz Małopolski, który obecnie wraca do bardzo dobrej gry. Jest wyróżniającym się zawodnikiem na południu Polski, więc dlaczego nie wspomóc takiej kariery. W naszym teamie mamy też dwie panie. Marta Domasiewicz, która przebojem wdarła się do kobiecego darta. Debiutowała podczas turnieju w Opolu, który organizowaliśmy jako MOD i doszła do finału. Patrząc na jej grę stwierdziłem, że ma ogromny potencjał i powinna zacząć jeździć po Polsce i grać w turniejach. Kolejna gwiazda to Nina Lech-Musialska – dominatorka Pucharu Polski wśród kobiet. Takie osoby trzeba wspierać, tym bardziej, że w tym sporcie bardzo trudno o sponsorów.


Podczas naszej rozmowy z Kubą Łokietkiem doszliśmy do wniosku, że w polskim darcie nic się nie zmieni dopóki ten sport nie przestanie być jedynie rozrywką do piwa. Wiemy, że Ty jesteś osobą, która stara się, żeby turnieje przebiegały w profesjonalnej atmosferze i starasz się edukować ludzi. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?


Myślę, że potrzebujemy jeszcze parę lat, żeby to wyglądało tak, jakbym sobie tego życzył. Moje sławetne „latanie” z mikrofonem po sali i wyrzucanie ludzi z napojami… To nie jest mój wymysł! Z jednej strony chodzi o to, żeby nie taplać się za chwilę w piwie na sali gier. Często gramy w hotelach, gdzie na podłodze są panele i fajnie jakby nie były one zalane. Ludzie często się śmieją, że razem z Olą Boniecką jesteśmy jak SS-mani, ale my wymagamy tylko tego samego co na zachodzie. Paweł Wołęka pojechał na turniej Winmau World Masters i wszedł do nieodpowiedniej strefy z butelką wody i przegrał mecz walkowerem! Przeciwnik podszedł do stolika sędziowskiego i zgłosił złamanie regulaminu. To nie jest tak, że my chcemy komuś zrobić na złość, bo ja rozumiem, że ktoś chce się napić w trakcie gry, ale można się powstrzymać na 15 minut. Napij się przed grą, zagraj mecz i potem możesz znowu pić. Chcemy nauczyć zawodników tego, czego mogą spodziewać się na turniejach zagranicznych. Ja wiem, że to dziwnie czasami wygląda jak wykluczamy zawodnika z półfinału za nieposiadanie dress codu, ale skoro na zapowiedzi turnieju wyraźnie napisane jest, że obowiązuje on od półfinałów, to musi tak być. Idealnym rozwiązaniem byłoby, żeby dress code obowiązywał na całym turnieju. Śmieszy to potem, jak na turniejach Grand Prix przybiegają do mnie zawodnicy, którzy zazwyczaj są w top 8 i pytają mnie czy to już jest ta rudna, gdzie muszę mieć spodnie. Jest też grupa zawodników, która ubiera się już od początku turnieju i to jest dobre. Jeżeli przyjeżdża do nas telewizja to jesteśmy pokazani jako grupa ludzi o wspólnych zainteresowaniach, która odpowiednio wygląda. Zdaję sobie sprawę, że to ja jestem potem tym złym, którego ludzie nie lubią. Miałem już czasami takie myśli, żeby z tym skończyć. Wracałem do domu i mówiłem swojej żonie, że to był ostatni turniej. Jechałem potem z myślą, że chce zrobić go jak najlepiej i powiedzieć, że rezygnuję, ale potem jak ludzie pytali się mnie kiedy znowu gramy, to trudno było powiedzieć sobie nie.


Kiedy byliśmy na naszym pierwszym turnieju Pucharu Polski w Świdnicy, podczas jednej z rozmów usłyszeliśmy, że dart nie jest uznawany przez Ministerstwo Sportu uznawany za sport.Jaka jest w takim razie sytuacja tej dyscypliny w Polsce?


Żeby dart był zarejestrowanym sportem w Polsce to musiałby powstać związek sportowy. To wiązałoby się z dofinansowaniami z Ministerstwa, natomiast obecnie dart jest zaliczany do sportów kompaktowych i dzięki temu w czasie pandemii mogliśmy organizować zawody tak jak wcześniej. Jak długo nie będziemy uznawani za oficjalny sport? Nie wiem. Żeby tak się stało to trzeba by było również zabronić spożywania alkoholu podczas turniejów. Dlaczego dart nie jest dyscypliną na Igrzyskach Olimpijskich?Sam Barry Hearn (szef PDC, przyp.red.) powiedział, że dart to nie tylko zawodnicy, ale także kibice, którzy świetnię się bawią i on nie chce z tego rezygnować. Podejrzewam, że to się raczej nie zmieni, bo liczy się również fajna zabawa i dobry event. Rozmawiali - Arkadiusz Salomon i Tomasz Brodko Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.