• DartsPL

Michael van Gerwen wraca na tron!

Michael van Gerwen po dwóch latach przerwy znów okazał się najlepszy w Premier League. Holender zanotował bardzo udany turniej finałowy w Berlinie i po ograniu Jamesa Wade’a i Joe Cullena sięgnął po swój 6. tytuł w tych rozgrywkach.

Szesnaście czwartkowych wieczorów, podczas których najlepsi darterzy zbierali punkty do klasyfikacji generalnej, wczoraj przestało mieć znaczenie. W Berlinie najlepsza czwórka rozgrywek Premier League spotkała się, aby rozstrzygnąć między sobą kwestię wygrania całych zawodów. Wielkimi faworytami byli Jonny Clayton i Michael van Gerwen, którzy w sezonie zasadniczym zajęli dwa pierwsze miejsca. Z rolą faworyta lepiej poradził sobie Holender, który najpierw dość wyraźnie ograł Jamesa Wade’a, a następnie stoczył fenomenalny finałowy bój z J..oe Cullenem. Anglik najpierw sprawił niespodziankę w półfinałowej rywalizacji z Claytonem, a następnie przegrał walkę o tytuł dopiero w deciderze. Półfinałowa niespodzianka Rozgrywki w Berlinie rozpoczęły się od półfinałowego starcia Joe Cullena z Jonnym Claytonem. Faworytem był oczywiście Walijczyk, który w trakcie sezonu zasadniczego nie miał sobie równych. Historia Cullena była diametralnie różna. Rockstar o kwalifikację walczył aż do ostatniej kolejki – dopiero wygrana z Peterem Wrightem w ćwierćfinale ostatniego turnieju w Newcastle przypieczętowała jego awans do fazy play-offów. Wielu darterskich kibiców i ekspertów nie przeszło obojętnie wobec odrobiny szczęścia jaką Cullen miał w tym sezonie. Joe aż dwukrotnie korzystał z niedyspozycji swoich rywali i jako jedyny darter w stawce dwa razy awansował do półfinału bez gry. Co to oznaczało w praktyce? Aż 4 punkty Anglik zdobył bez konieczności rozgrywania spotkania!

Jonny Clayton przystępował do finałowego turnieju w Berlinie jako jeden z dwóch faworytów. Ferret nie był jednak w stanie powtórzyć osiągnięcia z poprzedniego roku i przegrał półfinałową rywalizację z Joe Cullenem

Wszystkie spekulacje przestały jednak mieć znaczenie wraz z początkiem meczu. Przed rokiem Jonny Clayton podchodził do turnieju finałowego z podobnej pozycji co Cullen. Sezon zasadniczy skończył na czwartym miejscu, a awans do play-offów uzyskał dopiero w ostatniej kolejce. Cullen wyraźnie zainspirował się historią swojego rywala i miał sporą ochotę na powtórzenie jego sukcesu z poprzedniej edycji Premier League. Anglik od początku spotkania spisywał się bardzo dobrze. Już w swoich pierwszych rzutach rzucił maksa i była to zapowiedź dobrego meczu w jego wykonaniu. Dużo słabiej wyglądała gra Claytona, który po prostu rozczarowywał. Walijczykowi brakowało mocy w punktacji, przeciętnie wyglądała skuteczność na podwójnych, a do tego zdarzały mu się proste błędy w rzucaniu wartości singlowych. W efekcie Cullen bardzo szybko wypracował sobie przewagę. Wyraźną przewagę! Sześć pierwszych legów padło łupem Anglika, który w końcu przypomniał sobie o swojej świetnej formie z Mastersa i nie dawał Jonny’emu większych szans. Clayton nawet na chwilę nie zagroził swojemu rywalowi. W dalszej części spotkania poprawił nieco swoją grę, ale wystarczyło to jedynie na ugranie 4 legów. Dawno nie byliśmy świadkami meczu, w którym Ferret byłby tak wyraźnie statystycznie zdominowany. Średnia, maksy (Cullen rzucił ich aż 11), wartości powyżej 140, skuteczność na podwójnych – we wszystkich najważniejszych wartościach statystycznych Cullen nad nim górował i w pełni zasłużenie jako pierwszy zameldował się w finale. W drugim półfinale James Wade podejmował Michaela van Gerwena. Obaj mieli w ostatnim czasie trochę problemów zdrowotnych. Anglik zmuszony był do krótkiej przerwy od gry w darta, po tym jak poczuł się źle podczas turnieju European Touru w Stuttgarcie. Wade przez tydzień przebywał w niemieckim szpitalu i po powrocie zanotował małą obniżkę formy. Van Gerwen ogłosił niedawno, że w jego rzucającej ręce zdiagnozowano zespół cieśni kanałów nadgarstka, który powodował ból i drętwienie dłoni. Holender podjął decyzję o operacji i opuści World Cup of Darts, aby być w pełni przygotowanym na trudy drugiej połowy sezonu.

James rozbudził apetyty swoich kibiców dobrymi występami w sezonie zasadniczym. W półfinałowym boju z Michaelem van Gerwenem był jednak tłem dla skutecznie grającego Holendra.

W Berlinie wszelkie problemy zdrowotne zeszły na drugi plan. Początek meczu był bardzo wyrównany i obaj panowie szli łeb w łeb. Z każdym legiem gra MvG coraz wyraźniej zazębiała się i Wade zaczynał mieć coraz większe problemy z odparciem dobrej gry rywala. Holender pierwszą wyraźną przewagę uzyskał chwilę przed przerwą – przełamanie w 8. legu i utrzymanie licznika w kolejnej partii zagwarantowało mu prowadzenie 6-3. Po przerwie Holender wrzucił jeszcze wyższy bieg i całkowicie zdominował zawody. Mighty Mike wygrał 4 kolejne legi z rzędu i nie pozwolił Wade’owi na chociażby jedną próbę rzutu podwójnej. Przewaga na dystansie gwarantowała mu całkowity spokój w końcówkach partii i pozbawiła Wade’a jego największej broni. James z pewnością mógł odczuć niedosyt – po tak udanym sezonie zasadniczym oczekiwał znacznie lepszego występu w turnieju finałowym. W meczu półfinałowym zagrał na średniej 93,48 i był w stanie rywalizować z van Gerwenem jedynie w pierwszej części spotkania. Po przerwie Anglik stał się kompletnie niewidoczny i dość łatwo pozwolił Holendrowi na znaczące zwiększenie przewagi. Gorycz przegranej można było wyczuć w jednym z pomeczowych wywiadów, których James udzielił na gorąco po półfinałowym starciu. Machine stwierdził w nim, że van Gerwen uzyskał więcej pomocy na zapleczu… Wade nie rozwinął swojej myśli i nie wiemy o jaką zakulisową przewagę Holendra mu chodziło. Patrząc na to, co działo się przy tarczy, trzeba uczciwie stwierdzić, że Michael był zawodnikiem lepszym i zasłużenie awansował do finału. Piękne zwieńczenie turnieju Jeśli ktokolwiek obawiał się o przebieg finału i ewentualną dominację Michaela van Gerwena, bardzo szybko mógł odetchnąć z ulgą. Finałowe spotkanie stanęło na wysokości zadania i dostarczyło ogromnych emocji, a do tego stało na kapitalnym poziomie. Jednym słowem – finał idealny. Cullen od pierwszych legów pokazywał, że dobry występ przeciwko Claytonowi nie był przypadkiem. Tego wieczoru Joe grał fantastycznego darta i niczym nie odstępował van Gerwenowi. Znalazło to swoje odzwierciedlenie w wyniku – żaden z zawodników nie by w stanie wypracować sobie większej przewagi. Michael świetnie tego dnia spisywał się w legach, w których rzucał jako drugi – jego średnia z takich partii z całego wieczoru wyniosła zawrotne 108,88! Cullen na każde przełamanie rywala bardzo szybko znajdował jednak sposób i ekspresowo doprowadzał do remisu. Mecz trzymał w napięciu i nie pozwalał na oderwanie oczu na choćby jednego lega, a wszystko spuentowała szalona i emocjonująca końcówka.

W 19. legu Michael van Gerwen wykorzystał jedną słabszą kolejkę w wykonaniu Cullena i jako pierwszy ustawił sobie finisz, który następnie perfekcyjnie wykończył. Wydawało się, że przełamanie na 10-9 rozstrzygnie spotkanie i już po następnym legu Mighty Mike będzie mógł cieszyć się z triumfu w Premier League. Inne zdanie miał na ten temat Cullen – Anglik momentalnie zrewanżował się swojemu rywalowi, uzyskał przewagę na początku, a następnie perfekcyjnie wykończył całego lega trafieniem w podwójną 18. Rockstar doprowadził do decidera i miał w nim przewagę rzucania jako pierwszy. Ostatni leg był dobrym podsumowaniem całych zawodów – był niezwykle wyrównany i o końcowym rozstrzygnięciu decydowały detale. Jako pierwszy okazję do zakończenia meczu otrzymał Cullen, któremu do skończenia 68 zabrakło jedynie celnego rzutu w podwójną 16. Na pomyłkę Anglika czekał już van Gerwen, który był ustawiony na tej samej podwójnej. Holender błędu nie popełnił i celnym trafieniem w zielone pole zakończył ten fenomenalny spektakl. Van Gerwen po raz 6! Joe Cullen zapewne długo będzie jeszcze wspominał zmarnowaną lotkę meczową. Anglik mógł powtórzyć osiągnięcia Jonny’ego Claytona i Glena Durratna, którzy w dwóch ostatnich edycjach Premier League triumfowali jako debiutanci. Pomimo rozczarowania końcówką meczu finałowego, Cullen może być z siebie zadowolony. Przed startem turnieju mało kto stawiał na jego triumf, a w praktyce Rockstar był niezwykle blisko. Joe zanotował niezwykle obiecujący debiut, pytanie czy w kolejnym sezonie dostanie od PDC kolejną szansę występu w Premier League?

Joe Cullen w Berlinie zagrał bardzo dobre zawody. Z Jonnym Claytonem dopiero po raz drugi, w tym sezonie Premier League ,zagrał mecz na średniej powyżej 100! Do końcowego triumfu zabrakło mu dosłownie milimetrów.

Michael van Gerwen w końcu mógł odetchnąć z ulgą. Jeszcze nie tak dawno byliśmy wręcz znudzeni kolejnymi triumfami Holendra w najważniejszych turniejach telewizyjnych. W ostatnim czasie to się jednak znacząco zmieniło i wygrana w Premier League, to pierwsze wielkie trofeum MvG po ponad półtorarocznej przerwie! Ostatni taki sukces Holender zanotował w listopadzie 2020 roku, gdy sięgnął po końcowy triumf w Players Championship Finals. Po długim czasie oczekiwania Mighty Mike przerwał złą passę i znów znalazł się w świetle fleszy. Co więcej triumfował w Premier League po raz szósty w swojej karierze i brakuje mu już tylko jednego zwycięstwa do zrównania się w tabeli wszech czasów z Philem Taylorem! tor - Arek Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.