• DartsPL

Nagrody DartsPL: Najlepszy mecz 2020

Nagrody DartsPL zbliżają się do końca! Coraz bliżej rozdania naszych wirtualnych statuetek w głównej kategorii, ale wcześniej nagrodzimy najlepsze spotkania minionego roku!

Podczas ostatniej kategorii oberwało się paru zawodnikom, którzy znacznie obniżyli loty i grą w poprzednim sezonie rozczarowywali. Tym razem wrócimy do pochwał i zachwytów i przyjrzymy się najlepszym darterskim spotkaniom roku 2020. Miniony sezon obfitował w widowiska, którymi zachwycali się kibice. Pomimo tego, że druga część minionego sezonu była dość dziwna i darterzy musieli przystosować się do gry bez widowni, to wielokrotnie najlepsi zawodnicy świata stawali na wysokości zadania i dostarczali nam wprost niesamowitych emocji. Zapraszamy na nasz subiektywny ranking najlepszych meczów ubiegłego roku! 10 – Dimitri van den Bergh – Ricky Evans 5-1 (Grand Slam of Darts, grupa H) Nasze odliczanie rozpoczniemy od grupowego starcia w Grand Slam of Darts. W pierwszej kolejce grupy H doszło do meczu pomiędzy Dimitrim van den Berghiem a Rickym Evansem. Wynik końcowy? 5-1 dla Belga. Zapytacie więc co był w tym meczu wyjątkowego. Na uwagę zasługuje fenomenalna postawa Dream Makera, który zakończył spotkanie z wynikiem 114,85! Tym wynikiem Dimi pobił rekord turniejowy pod względem średniej w jednym spotkaniu! Van den Bergh grał w tym meczu jak kosmita – raz za razem odchodził od tarczy z wysoką punktacją, w 2 legu był bliski zakończenia partii w perfekcyjnych 9 lotkach. Dla Evansa również należą się słowa uznania – wygranie lega w meczu z tak dysponowanym rywalem jest nie lada osiągnięciem. Na więcej tego dnia rywal mu po prostu nie pozwolił. 9 – Krzysztof Ratajski – Gabriel Clemens 4-3 (Mistrzostwa Świata, 4 runda) Kto z polskich kibiców nie zapamiętał spotkania Krzysztofa Ratajskiego z Gabrielem Clemensem w 4 rundzie Mistrzostw Świata, ten cierpi chyba na amnezję. Z perspektywy polskich kibiców to niewątpliwie mecz roku – Polish Eagle dostarczył nam ogromnych emocji, a w dodatku spotkanie zakończyło się dla niego happy endem. Mecz od pierwszych legów był niezwykle wyrównany i obaj zawodnicy szli łeb w łeb. Po 6 setach na tablicy wyników widniał remis 3-3, a to oznaczało, że o awansie do ćwierćfinałów zdecyduje ostatnia partia. Polscy kibice musieli obgryzać paznokcie do samego końca – aż do decydującego lega spotkania. Seria niewykorzystanych lotek meczowych ze strony obu zawodników w ostatniej partii spotkania przejdzie zapewne do historii polskiego darta, ale okrzyk radości Krzyśka po trafieniu podwójnej 1 warty był wszystkich nerwów. Mecz Ratajskiego z Clemensem nie stał być może na topowym poziomie, ale ładunek emocjonalny jaki dostarczyli nam tego dnia obaj darterzy zasługuje na uhonorowanie 9 miejscem w naszym rankingu. 8. Gerwyn Price – Peter Wright 11-6 (World Series Finals, półfinał) World Series Finals przyniosło dość nieoczekiwane rozstrzygnięcie – w finale imprezy zameldował się Rob Cross, dla którego był to jedyny większy sukces w 2020 roku. Mniej zadziwiający był za to końcowy triumfator turnieju – Gerwyn Price. Zanim Walijczyk podjął w finałowym boju Anglika, musiał pokonać niezwykle wymagającego przeciwnika w półfinale – Petera Wrighta. Szkot był w Salzburgu świetnie dysponowany i potwierdził to podczas półfinałowego boju. Snakebite zakończył mecz ze średnią ponad 108 (!), ale nie wystarczyło to na odniesienie wygranej w starciu z do bólu skutecznym Gerwynem Pricem. Iceman również nie mógł narzekać na swoje statystyki – średnia 102,45 i bardzo doba skuteczność na podwójnych mogły robić wrażenie. W starciu dwóch świetnie dysponowanych zawodników z czołówki górą był Price, ale mecz dostarczył kibicom wielu wrażeń. 7. Gerwyn Price – Dave Chisnall 4-3 (World Grand Prix, półfinał) Osobiście bardzo dobrze wspominam turniej World Grand Prix – wyjątkowa formuła rozgrywek (double in, double out – każdego lega należy rozpocząć i zakończyć podwójną) sprawiła, że mecze stały się jeszcze bardziej nieprzewidywalne i emocjonujące. Turniej ten wzniósł też trochę odświeżenia i nowości względem klasycznych zasad rozgrywania większości imprez PDC. W pamięci najbardziej zapadł mi półfinał tegorocznego Grand Prix, który miał w sobie wszystko czego trzeba, żeby uznać go za klasowe widowisko. W mecz lepiej wszedł Gerwyn Price, który imponował maksami i niezwykle regularnymi otwarciami legów. Dobra gra szybko przeobraziła się w prowadzenie 3-1 w setach. Kiedy wydawało się, że mecz powoli zbliża się do końca, a Iceman lada moment przypieczętuje swoją wygraną, Chisnall odrodził się i zaczął grać wprost fantastycznie. Na tamtym turnieju Dave był zresztą mistrzem w odrabianiu strat i wygrywania meczów, w których był już w beznadziejnej sytuacji. Chizzy szybko zakasał rękawy i doprowadził do stanu 3-3 w setach i decydującej partii. O meczu decydował ostatni leg 7 seta, w którym to Chisnall jako pierwszy rzucał podwójną na wagę awansu do finału. Anglik zmarnował jednak swoją szansę, a Price po emocjonującej końcówce zamknął spotkanie pewnym trafieniem w topa! Biorąc pod uwagę dyspozycję w jakiej Chisnall znajdował się podczas Grand Prix i niedawno zakończonych Mistrzostw Świata, Anglik mógłby powtórzyć za Adasiem Miauczyńskim – „Zawsze drugi. Całe życie ciągle drugi”. 6. Nathan Aspinall – Gary Anderson 6-6 (Premier League, 6 kolejka) Cofnijmy się do marca ubiegłego roku, gdy koronawirus dopiero nabierał rozpędu. W 6 kolejce Premier League doszło do niezwykle ciekawie zapowiadającego się starcia Nathana Aspinalla z Garym Andersonem. Obaj darterzy w rozgrywkach radzili sobie bardzo dobrze i bezpośredni mecz mógł być bardzo istotny dla układu tabeli. Mecz, który zapowiadał się na hit początkowo mógł rozczarować wielu kibiców. Asp nie grał źle, ale tablica wyników była dla niego brutalna – po 6 legach Flying Scotsman prowadził 5-1 i był zaledwie dwa legi od dopisania na swoje konto kompletu punktów. Wtedy do głosu doszedł jednak Anglik, który zaczął grać jak z nut. Nathan wygrał 4 kolejne legi z rzędu, w każdym z nich dokładając jednego maksa. Ostatecznie nie udało mu się wyrwać rywalowi zwycięstwa i mecz zakończył się remisem 6-6, ale wyczyn Aspinalla i tak można uznać za jedną z najlepszych remontad minionego roku! 5. Dimitri van den Bergh – Nathan Aspinall 16-15 (Grand Slam of Darts, ćwierćfinał) Tegoroczny Grand Slam obfitował w fenomenalne pojedynki, a jednym z lepszych widowisk było ćwierćfinałowe starcie dwójki darterów młodszej generacji – Natahana Aspinalla i Dimitriego van den Bergha. Do dzisiaj pamiętam jak emocjonowałem się losami tego starcia aż do ostatnich lotek spotkania. Przez większość meczu na prowadzeniu był Aspinall, który utrzymywał nad rywalem przewagę 2/3 legów. To jednak nie okazało się wystarczające dla fenomenalnie dysponowanego na tamtym turnieju Belga, który w samej końcówce odrobił straty i wyrównał stan meczu. Przez 30 legów żadnemu z zawodników nie udało się uzbierać na swoim koncie 16 wygranych i o losach rywalizacji decydowała decydująca partia. W ostatnim legu spotkania teoretyczną przewagę miał Anglik, który rzucał do tarczy jako pierwszy. Słaby początek lega przekreślił jednak jego marzenia o awansie do półfinału i nie pomógł nawet maks rzucony w samej końcówce. Dimi zakończył rywalizację celnym trafieniem w swoją ukochaną podwójną 18 i awansował do kolejnej rundy. Wielu ekspertów właśnie w nim upatrywało głównego faworyta do wygrania całego turnieju, ale ostatecznie plany pokrzyżował mu w półfinale James Wade. 4. Michael van Gerwen – Peter Wright 7-5 (Premier League, 1 kolejka) Tym razem cofniemy się prawie o rok – do 6 lutego 2020 roku i pierwszej kolejki Premier League. Niby rok różnicy, a świat jakby kompletnie inny. Mecze otwarcia rozgrywek odbyły się w Szkockim Aberdeen. Nikt jeszcze wtedy nie myślał o lockdownach, kwarantannach i testach na koronawirusa. Hala P&J Live była po brzegi wypełniona pasjonatami darta, którzy mogli wspierać swoich ulubieńców. Organizatorzy Premier League na pierwszą noc przygotowali dla kibiców na całym świecie coś specjalnego – mecz Michaela van Gerwena z Peterem Wrightem. Rewanż za finał Mistrzostw Świata z początków stycznia tamtego roku. Starcie dwóch gigantów nie zawiodło – zarówno pod względem poziomu meczu jak i emocji, które dostarczył. Jako pierwszy w meczu, ku uciesze miejscowych fanów, przełamał Szkot, ale odpowiedź Holendra była natychmiastowa i po chwili na tablicy wyników ponownie widniał remis. Obaj zawodnicy utrzymywali swoje legi przez długi czas, ale w ostatniej partii spotkania decydujący cios zadał Mighty Mike. Gerwen przełamał rywala w 12 legu i mógł cieszyć się ze zwycięstwa w meczu i udanego rewanżu za finał największej darterskiej imprezy na świecie. Swój świetny występ okrasił średnią 104,13 i 4 maksami. Wright nie ustępował rywalowi – również popisał się 4 180-tkami i średnią zbliżoną do setki. Mecz dwóch czołowych zawodników świata był idealnym otwarciem rozgrywek i fantastycznym darterskim widowiskiem, które podziwiać mogli kibice na miejscu. Szkoda, że w dalszej części roku musieliśmy oglądać puste hale. 3. Simon Whitlock – Michael van Gerwen 16-15 (Grand Slam of Darts, ćwierćfinał) Wspominałem już wcześniej, że tegoroczny Grand Slam of Darts obfitował w naprawdę wyśmienite mecze – przyszedł czas na kolejny z nich. W ćwierćfinale imprezy Michael van Gerwen podejmował Simona Whitlocka. Jak to zwykle bywa w konfrontacjach z Holendrem, większość ekspertów nie dawał Australijczykowi większych szans. Whitlock w minionym sezonie miał jednak na wielkiego rywala patent – wygrał z nim w końcu w aż 4 turniejach telewizyjnych. Ich starcie podczas Grand Slama było jednak najbardziej efektowne. Przez większość spotkania mecz układał się zgodnie z przewidywaniami – Gerwen był z przodu i wydawało się, że tym razem nie polegnie w rywalizacji z Wizardem. Obaj zawodnicy grali świetnie, ale to Gerwen częściej trafiał w podwójne pola i dokładał na swoje konto kolejne legi. Mighty Mike prowadził już 15-13 i do wygranej potrzebował zaledwie jednego lega, a do dyspozycji miał dwa legi, w których rzucał jako pierwszy. Jako to się skończyło? Oczywiście sensacyjnym triumfem Whitlocka, który nie pozwolił rywalowi na wygranie kolejnej partii. Szczególnie dramatyczny był ostatni leg spotkania, w którym Holender spudłował nawet kilka lotek meczowych. Whilotck wykorzystał okazję i postawił „kropkę nad i” nad kolejnym triumfem w starciu z Holendrem. Na uwagę zasługuje jeszcze jedna statystyka – w całym spotkaniu Wizard rzucił aż 20 maksów (!), które w znacznym stopniu przybliżyły go do wielkiego triumfu. 2. Michael van Gerwen – Mervyn King 11-10 (Players Championship Finals, finał) Na miejscu drugim być może mało oczywista propozycja, ale to właśnie ten mecz był faworytem naszego redaktora – Tomka. Gdybym nie umieścił tego spotkaniu na wysokiej lokacie, to prawdopodobnie czekałyby na mnie spore nieprzyjemności z jego strony 😉 Żarty na bok – finałowe spotkanie Players Championship Finals było fantastycznym widowiskiem. Bohaterem turnieju był Mervyn King, który grał jak natchniony i w świetnym stylu przechodził kolejne rundy, docierając aż do finału, w którym zmierzyć się miał z Michaelem van Gerwenem. Pomimo świetnej gry Anglika w całych rozgrywkach, zdecydowanym faworytem starcia był Holender. Mecz był niezwykle wyrównany i obaj zawodnicy raz po raz szachowali się wzajemnie efektywnymi zagraniami i wysokimi checkoutami. Gerwen wyzerował swój licznik z powyżej 100 punktów aż trzykrotnie – ze 160, 146 i 120. King nie był mu jednak dłużny i dwukrotnie odpowiedział wysokimi checkoutami ze 126 i 115. W tamtym czasie Holender zbierał sporo krytyki za swoje wyniki i niezwykle zależało mu na wygraniu turnieju przed zbliżającymi się wtedy wielkimi krokami Mistrzostwami Świata. Widać to było po zachowaniu Holendra, który efektowne wizyty przy tarczy kwitował głośnymi okrzykami radości. Na Kingu nie robiło to jednak większego wrażenia i z zimną krwią wygrywał kolejne legi. Mecz rozstrzygnął się dopiero w decydującym legu spotkania, w którym King nie był już w stanie postawić się Gerwenowi i w całym spotkaniu musiał obejść się smakiem. Pomimo porażki Anglikowi należały się brawa za fantastyczny turniej i świetną postawę w finale. 1. Micheal van Gerwen – Joe Cullen 4-3 (Mistrzostwa Świata, 4 runda) Najlepszym spotkaniem roku zostaje mecz 4 rundy Mistrzostw Świata pomiędzy Michaelem van Gerwenem i Joe Cullenem! Starcie z niedawno zakończonych mistrzostw stało na wprost galaktycznym poziomie. Większość darterskich kibiców oglądając poczynania Holendra i Anglika musiało zbierać szczęki z podłogi. Wielkie brawa należą się przede wszystkim Cullenowi, który nie był w tym meczu faworytem, ale dzięki swojej świetnej grze postawił Gerwenowi niezwykle trudne warunki. Rockstar był w tym spotkaniu wprost zaprogramowany na trafianie w potrójną 20 – w całym meczu rzucił aż 19 180-tek (!) i wyrównał rekord Mistrzostw Świata Gary’ego Andersona w ilości rzuconych maksów w meczu toczonym do 4 wygranych setów. Anglik prowadził w całym spotkaniu już 3-1 i wiele wskazywało, że pokusi się o wielką niespodziankę i przedwczesne wyeliminowanie numeru jeden światowego rankingu. Mighty Mike pokazał jednak swoją klasę i podtrzymywał swoją dobrą grę co zaowocowało odrobieniem strat i doprowadzeniem do decydującego seta. Joe spuścił delikatnie z tonu i przestał grać tak efektownie jak w pierwszych setach pojedynku. O losach rywalizacji zadecydował decydujący leg ostatniego seta, do którego Cullen podchodził po spudłowanym bullu na wagę wygranej w całym meczu. Niewykorzystana szansa wpłynęła na grę Anglika, który nie był w stanie nawiązać wyrównanej walki i pomimo efektownego występu odszedł od tarczy jako pokonany. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.