• DartsPL

Nathan Aspinall zwycięzcą PDC Home Tour!

Aspinall zwyciężył w historycznym, bo pierwszym PDC Home Tour. The ASP na ostatniej prostej nieznacznie wyprzedził Gary’ego Andersona. Trzeci był Jonny Clayton, a tuż za podium Jelle Klaasen.


Grupa finałowa

W czwartek późnym wieczorem poznaliśmy komplet finalistów: Nathan Aspinall, Gary Anderson, Jonny Clayton i Jelle Klaasen. Pierwsza dwójka była typowana jako faworyci całego turnieju. Flying Scotsman jako jedyny zaczynał piątkowe zawody bez przegranego meczu. The ASP po drodze potknął się raz – z Robem Crossem. Niewiele mówiło się o Calytonie, a niesłusznie. Ferret także we wcześniejszych rundach przegrał tylko jeden mecz – z Aspinallem w półfinałach. Z perspektywy całego turnieju Jonny naprawdę zasłużył na miejsce, w którym się znalazł. Czwartym uczestnikiem był Jelle Klaasen, czyli kontrowersyjna postać. Na początku oskarżony o oszustwo przy podawaniu wyniku, potem oczyszczony przez Matthew Edgara na jego kanale na YouTube, w drugiej rundzie rozbił Wrighta 6:1 i pozbawił go szans na awans, a w półfinałach rozprawił się z De Deckerem i Chisnallem i wszedł do finału.


Przebieg meczów

Turniej finałowy rozpoczął się od meczu Aspinalla z Klaasenem. Anglik od samego początku zaczął dominować i szybko wypracował sobie przewagę trzech legów. Ostatecznie zwyciężył 6:3. Osiągnął średnią 97,04pkt i dorzucił 6 maksów. Pierwsza kolejka kończyła się starciem Andersona z Claytonem. Wynik? 6:2. Szybko, łatwo i przyjemnie? Tak, pod warunkiem, że rzucasz ze średnią 109,19pkt! Szkot zagrał jeden z lepszych swoich meczów w tym turnieju i pokonał bezradnego Claytona. Ferret wcale nie prezentował się źle, jednak forma Gary’ego była nieosiągalna. Jonny bardzo szybko dostał szansę na odbudowanie się. Po kilku minutach grał już przeciwko Klaasenowi. Pokonał Holendra 6:2. Jego średnia wyniosła 96,73pkt. To był jego kolejny, solidny występ. Być może zawieszona w antyramie nieopodal tarczy koszulka Liverpoolu działała na niego motywująco. Za to po raz kolejny rozczarował Cobra, który z dwom porażkami odpadł z walki o końcowy triumf. W pomeczowym wywiadzie przyznał się potem, że w ostatnich tygodniach dużo trenował i zmaga się z bólem ramienia. Pewnie to było przyczyną jego słabszej dyspozycji. W czwartym meczu spotkali się główni faworyci do zwycięstwa, czyli Aspinall z Andersonem. Ich pojedynek nie rozczarował nikogo i na pewno był najciekawszy ze wszystkich tego wieczoru. Lepiej rozpoczął Szkot, który przełamał Aspa już w pierwszym legu. Przewagę utrzymywał przez pięć partii, lecz w szóstej Anglik wyrównał. Do końca oglądaliśmy już walkę leg za leg, w której kluczowa okazała się przewaga z losowania. Nathan wygrał 6:5. Miał średnią 106,37, a przegrany Flying Scotsman 101,15pkt! Obaj dżentelmeni rzucili łącznie dziewięć 180-tek. Do trzeciej kolejki Gary podchodził rozdrażniony. Potrzebował zwycięstwa, by mieć teoretyczne szanse na końcowy triumf. Najsłabszy w całej stawce Klaasen tanio skóry nie sprzedał, ale tak naprawdę nie nawiązał walki. Uległ 3:6. Anderson, po dwóch meczach ze średnią 100+, w końcu szedł poniżej setki – 95,98pkt. Ostatnim meczem wieczoru, i całego turnieju, było starcie Claytona z Aspinallem. The ASP potrzebował zwycięstwa, by zostać mistrzem. Z kolei dowolnych rozmiarów wygrana Claytona dawała tytuł Andersonowi, który miał lepszy stosunek legów od Ferreta. Jonny już w pierwszym legu miał problem z D20 i stracił przewagę rozpoczęcia, ponieważ został przełamany. W trzeciej partii odgryzł się Nathanowi kończąc w pięknym stylu w 10 lotkach. Podbudowany swoim wynikiem przełamał rywala w następnej partii i doprowadził do remisu. Dla przebiegu meczu kluczowa była siódma partia, w której Aspinall rzucił dwa maksy i przełamał rywala. Światowa siódemka nie roztrwonił swojej przewagi i wygrał 6:4, kończąc z 49 za pośrednictwem 17, 16 i D8. W meczu osiągnął średnią 92,61pkt, która była niższa od tej wykręconej przez Ferreta – 99,15pkt.

Wyniki grupy finałowej:

Nathan Aspinall 6-3 Jelle Klaasen Gary Anderson 6-2 Jonny Clayton Jelle Klaasen 2-6 Jonny Clayton Nathan Aspinall 6-5 Gary Anderson Gary Anderson 6-3 Jelle Klaasen Jonny Clayton 4-6 Nathan Aspinall


Tabela:


Średnie wieczoru:

1. Gary Anderson 101,51pkt

2. Nathan Aspinal 98,67pkt

3. Jonny Clayton 97,71 pkt

4. Jelle Klaasen 86,47


Zwycięstwo Aspinalla

Z perspektywy całego turnieju Aspinall był postacią wyróżniającą się. Nie tylko pod względem jakości obrazu, ale też poziomu gry. Wydaje się, że trójka finalistów (Aspinall, Anderson i Clayton) zasłużyła na swoje miejsca. Można tylko polemizować czy Flying Scotsman w ostatnich dniach nie prezentował się najlepiej ze wszystkich, jednak przegrał bezpośredni mecz z Aspinallem, co urywa wszelkie dyskusje. Wątpliwości budzi za to kwalifikacja Klaasena, który zresztą w finale odstawał od reszty. Cobra miał w tym turnieju momenty bardzo dobrej gry, np. 6:1 z Wrightem lub 6:2 z Chisnallem. Jednak zdaniem wielu to właśnie Chisnall bardziej zasłużył na awans do finału. Z drugiej strony tytułów nie rozdaje się za dobrą grę, tylko zwycięstwa. A Chizzy w starciu z Holendrem dostał baty.


Warto jeszcze przypomnieć całą drogę Aspinalla do końcowego triumfu. W pierwszej rundzie rywalizował w grupie numer 10, gdzie osiągnął komplet zwycięstw. Pokonał kolejno S.Browna 5:2, Joyce’a 5:2 oraz Stevensona 5:1. W drugiej rundzie także nie zaznał smaku porażki. Uporał się 6:4 z Noguerą, 6:2 z Hughesem. Na sam koniec dnia stoczył pasjonującą walkę z de Sousą o pierwsze miejsce w tabeli, co ważne zwycięską – 6:4. W półfinałach miał największe problemy. Zaczął od pokonania Claytona 6:5, ale w następnej kolejce uległ Crossowi 5:6. Na sam koniec rywalizował z Cullenem o wyjście z grupy. Wytrzymał psychicznie i po raz trzeci zanotował wynik 6:5. Jednak zmagania skończył na drugim miejscu, ponieważ Ferret miał lepszy stosunek legów. Ostatniego dnia rywalizacji Aspinall był bezbłędny i wygrał 6:3 z Klaasenem, 6:5 z Andersonem i 6:4 z Claytonem.


Podsumowanie turnieju

43 dni rywalizacji, 43 grupy i prawie 260 meczów. Tego byliśmy świadkami w internetowym turnieju. Dla PDC należą się niskie ukłony, ponieważ okres posuchy zagospodarowali w bardzo dobry sposób. Cały turniej był organizacyjnym sukcesem. Nawet jeśli pojawiały się techniczne problemy u któregoś z zawodników, organizatorzy zawsze stawali na wysokości zadania. Dodatkowo zawody z czasem ewoluowały i dostarczały nam coraz lepszej jakości obraz. Na słowa pochwały zasługuje też prowadzący – Dan Dawson. Swój dom przekształcił w prawdziwe studio, w którym nigdy nie zabrakło kreatywności i żartów. A w dniu finałów nawet marynarki i białej koszuli! Zasiadanie do transmisji (darmowej na PDCTV! – za co też wyrazy uznania) o 20:30 to był rytuał, którego przyznam się będzie mi brakować. Kibice darta na pewno nie mają powodów do narzekań. Zostało poczekać do lipca i początek prawdziwych turniejów. O szczegółach nadchodzących wydarzeń informowaliśmy na naszej stronie.


#pdc #darts #PDCHomeTour


Autor: Tomasz Brodko

Zdjęcie: LiveDarts; PDCTV