• DartsPL

Nowi Mistrzowie Świata!

W niedzielę (8.11) po trzydniowej rywalizacji zakończono rozgrywki w tegorocznej edycji World Cup of Darts. Po raz pierwszy w historii turnieju najlepsi okazali się Walijczycy, których do triumfu poprowadzili Gerwyn Price i Jonny Clayton. Polacy zakończyli swój udział w imprezie na drugiej rundzie. World Cup of Darts to rozgrywki jedyne w swoim rodzaju. Jest to tak naprawdę jedyny turniej rozgrywany drużynowo. Nic dziwnego, że wśród kibiców cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Tegoroczna edycja imprezy początkowo zaplanowana była na czerwiec i miała się odbyć w niemieckim Hamburgu, Ostatecznie, z oczywistych powodów, turniej rozegrano w listopadzie, a na nowych gospodarzy wybrano austriacki Salzburg. Liczyliśmy na to, że podobnie jak w przypadku World Series Finals, mecze Drużynowych Mistrzostw Świata odbędą się z udziałem publiczności. Niestety coraz większa ilość przypadków koronawirusa w całej Europie oraz lockdown wprowadzony przez austriacki rząd spowodowały, że World Cup of Darts rozegrany został za zamkniętymi drzwiami, bez udziału publiczności. Atmosfera nie ta, ale większość darterskich kibiców przyzwyczaiła się już do nowej rzeczywistości i meczów pozbawionych okrzyków i przyśpiewek. Brak dopingu nie przeszkodził darterom w stworzeniu wspaniałego widowiska sportowego. Po 3 dniach rywalizacji najlepszą drużyną okazał się Walia, która po raz pierwszy w historii sięgnęła po ten tytuł. Gerwyn Price i Jonny Clayton byli wręcz nie do powstrzymania i w pełni zasłużenie zdobyli dla swojego kraju tytuł mistrzowski. Polacy odpadli z rywalizacji w drugiej rundzie i nie udało im się osiągnąć historycznego ćwierćfinału. Australia za silna Polacy w Salzburgu pojawili się w składzie Krzysztof Ratajski i Krzysztof Kciuk. Co ciekawe ostatni raz w takim zestawieniu Biało-Czerwoni występowali w 2013 roku, gdy w World Cup of Darts rozgrywano jeszcze fazę grupową! W ostatnich latach etatowym zestawieniem naszej reprezentacji był duet Ratajski i Tytus Kanik. W obecnym sezonie nie było wątpliwości, że partnerem Rataja powinien zostać Krzysztof Kciuk, który przed startem obecnych rozgrywek po raz pierwszy w karierze wywalczył kartę zawodniczą. Taki skład naszej drużyny dawało polskim kibicom nadzieje na osiągnięcie historycznego ćwierćfinału. Jak dotąd bez względu na personalne zestawienie naszej kadry Polakom nie udało się awansować do najlepszej 8 World Cup of Darts. W tym roku również nie udało się sforsować granicy 2 rundy. Turniej dla naszych reprezentantów zaczął się wręcz idealnie. W deblowym pojedynku z RPA nasi darterzy zagrali bardzo dobrze i ograli niewygodnych rywali bez straty choćby jednego lega. Nasi zawodnicy bezbłędnie wykorzystali słabszą postawę lidera rywali – Devona Petersena. African Warrior, który przed turniejem był w genialnej formie, w meczu z Polakami nie mógł odnaleźć swojego rytmu. Częściej niż cieszącego się z udanych podejść widzieliśmy jego skrzywioną twarz po kolejnych nisko punktowanych próbach. Jego partner z drużyny – Carl Gabriel nie był w stanie nadrobić słabszej gry bardziej utytułowanego kolegi z drużyny. Polacy zagrali bardzo solidnie – Ratajski pewnie kończył kolejne legi, a Kciuk nie odstawał od niego i dorzucił na konto naszej reprezentacji jedynego w meczu maksa. Dobry występ naszych rodaków jeszcze bardziej rozbudził nadzieje kibiców na dobry występ w turnieju. W kolejnej rundzie na naszych darterów czekał jednak dużo trudniejszy mecz. O ćwierćfinał Polacy zagrali z Australią, która w pierwszej rundzie ograła Irlandię. Już przed startem spotkania kluczowym dla losów rywalizacji wydawał się mecz Krzysztofa Ratajskiego i Simona Whitlocka. W starciu liderów obu zespołów górą był Australijczyk. Mecz był niezwykle wyrównany, obaj zawodnicy bardzo pewnie wygrywali legi, w których rzucali jako pierwsi. O końcowym rozstrzygnięciu zdecydował ostatni, 7 leg. W decydującym legu Ratajski był niezwykle bliski przełamania i zdobycia dla naszej reprezentacji niezwykle ważnego punktu. Polak ustrzelił w nim aż dwa maksy i rzucał bulla na wagę meczu. Niestety Ratajski spudłował rzut w środek tarczy, a rywal wykorzystał pomyłkę Krzyśka i zamknął całe spotkanie trafieniem w podwójną 20. Nadzieją na zachowanie szans na awans do ćwierćfinału było zwycięstwo Kciuka w starciu z Damonem Hetą. Polak został jednak rozbity przez rywala w imponującym stylu. Krzysiek zanotował w starciu z Australijczykiem rozczarowującą średnią ledwo przekraczającą 70 i to nie mogło wystarczyć do choćby nawiązania walki ze świetnie usposobionym rywalem. Heta pozwolił Kciukowi na ugranie zaledwie jednego lega i w pewnym stylu zapewnił swojej reprezentacji awans do najlepszej 8 turnieju. Zacięta walka o półfinały W pozostałych spotkaniach pierwszej i drugiej rundy nie obserwowaliśmy zbyt dużo porażek faworytów. Największymi niespodziankami był brak w ćwierćfinałach drużyn Irlandii i Irlandii Północnej. Ci drudzy odpadli w pierwszej rundzie z Kanadą. Patrząc na obecną dyspozycję Daryla Gurneya i Brendana Dolana, porażka Irlandczyków z Północy z reprezentantami Ameryki Północnej przestaje aż tak dziwić. Ubiegłoroczni finaliści – Irlandczycy polegli z kolei w starciu ze świetnie grającą w Salzburu Australią. Na etapie drugiej rundy swoją przygodę z turniejem zakończyli również obrońcy tytułu – Szkoci. Brak Petera Wrighta i Gary’ego Andersona mocno osłabił drużynę i ich porażka Walią nie była niespodzianką. Ostatniego dnia turnieju rozegrano wszystkie najważniejsze mecze, począwszy od ćwierćfinałów. Niezwykle blisko sprawienia sporej niespodzianki byli gospodarze turnieju – Austriacy, którzy otarli się o wyeliminowania Anglików. Wszystko rozpoczęło się od fantastycznego meczu Mensura Suljovicia z Michaelem Smithem. Austriak przegrywał z Bully Boyem już 0-3, ale potrafił odwrócić losy spotkania i ograć rywala w decydującym legu. W kolejnym meczu singlowym wiele wskazywało na to, że John-Rowby Rodriguez ogra Roba Crossa i zapewni swojej reprezentacji awans do półfinału. Tym razem sytuacja się odwróciła i to reprezentant Austrii mimo prowadzenia w meczu 3-1 nie był w stanie domknąć meczu. W decydującym legu Rodriguez dwukrotnie zepsuł zejście z 50 i pomimo ogromnych problemów Cross doprowadził do decydującego meczu deblowego. W nim do rozstrzygnięcia rywalizacji po raz kolejny potrzebny był decydujący leg. Rzucający jako pierwsi Anglicy lepiej wytrzymali nerwową końcówką i po dramatycznej rywalizacji zameldowali się w półfinałach. Awans do najlepszej 4 turnieju zapewniły też sobie ekipy Walii i Belgii. Żadnej z tych drużyn nie przyszło to jednak łatwo. Mecz Belgii z Kanadą rozstrzygnięty został dopiero w decydującym meczu deblowym. Ekipę z Beneluksu zawiódł Dimitri van den Bergh, który przegrał mecz singlowy z Matthew Campbellem. W rywalizacji par Belgowie opanowali jednak nerwy i ograli rywali 4-2. Walijczycy po wygranej Price’a nad Whitlockiem wydawali się pewni wygranej nad Australią. Do głosu po raz kolejny w tym turnieju doszedł jednak Damon Heta, który niespodziewanie ograł Jonny’ego Claytona i przedłużył nadzieje swojej drużyny na sprawienie niespodzianki. W meczu deblowym ekipie z Antypodów nie udało się jednak powstrzymać walijskiego walca i musieli pożegnać się z turniejem na etapie ćwierćfinałów. Walijczycy po kolejnej wygranej wyrastali na jednych z głównych faworytów do końcowego triumfu. Pod znakiem zapytania stanął ostatni ćwierćfinał – starcie Holendrów z Niemcami. Michael van Gerwen narzekał na problemy z plecami i w przypadku wycofania się Holendra z turnieju, nasi zachodni sąsiedzi awansowaliby do kolejnej rundy poprzez walkowera. Mighty Mike’a udało się jednak postawić na nogi, ale Holendrzy i tak nie poradzili sobie z Niemcami. Tak jak w przypadku pozostałych ćwierćfinałów, po meczach singlowych na tablicy wyników widniał remis 1-1. Najpierw świetnie grający w Salzburgu Gabriel Clemens ograł Danny’ego Nopperta, ale chwilę później Gerwen pewnie ograł 4-1 Maxa Hoppa. Mecz deblowy miał dość dramatyczny przebieg i zdecydował się dopiero w ostatnim legu. Mighty Mike w kluczowym momencie zmarnował 3 lotki na wagę wygranej, a chwilę później Clemens przypieczętował niespodziewany awans Niemców do czołowej 4 World Cup of Darts. Walia nie do powstrzymania W półfinałach Anglicy po raz kolejni prześlizgnęli się do kolejnej rundy po niezwykle wyrównanej rywalizacji. W półfinałowym starciu z Belgią, ekipie z Wysp Brytyjskich potrzebne były zaledwie dwa mecze singlowe, ale oba były niezwykle wyrównane. Pierwszy punkt dla rozstawionych w turnieju z jedynką Anglików zdobył Michael Smith, który ograł 4-3 Kima Huybrechtsa. W kolejnym starciu Rob Cross wygrał 4-3 z Dimitrim van den Berghiem. Mało jednak zabrakło, żeby Dimi doprowadził do remisu 1-1. W 7 legu spotkania z Voltagem trafił w podwójną 12, ale lotka ku jego rozpaczy wypadła z tarczy i nie zagwarantowała mu wygranej w legu. Cross skorzystał z prezentu od losu i zamknął spotkanie, zapewniając swojej reprezentacji występ w finale. Patrząc na formę prezentowaną przez duet Smith i Cross przed World Cup of Darts nikt nie stawiał ich w roli faworytów do końcowego triumfu. Anglikom udało się jednak dotrzeć aż do meczu finałowego, w którym ich rywalem była Walia. Zarówno Gerwyn Price jak i Jonny Clayton pewnie wygrali mecze z Gabrielem Clemensem i Maxem Hoppem, kończąc świetny występ Niemców na półfinale. Sam finał również nie był wyrównany, Od początku do końca przy tarczy rządziła Walia, która w pełni zasłużenie sięgnęła po swój pierwszy w historii triumf w World Cup of Darts. Zarówno oba mecze singlowe, jak i debel zakończył się wygranymi duetu Price i Clayton. Jedynie w grze deblowej Anglicy byli w stanie postawić się bardziej rywalom i doprowadzić do decydującego lega. Walijczycy na przestrzeni całego turnieju byli zdecydowanie najmocniejszą ekipą, a Gerwyn Price po raz kolejny udowodnił, że znajduje się obecnie w topowej dyspozycji. Iceman w całym turnieju nie przegrał żadnego spotkania. Clayton nawet w przypadku porażek w singlowych meczach, dokładał swoje trzy grosze w deblach i razem z Pricem stanowili duet nie do powstrzymania. Zwycięstwo w World Cup of Darts dało Claytonowi kwalifikację do Grand Slam of Darts. Autor - Arkadiusz Salomon