• DartsPL

Peter Wright królem po raz drugi!

Peter Wright po raz drugi w swojej karierze zdobył tytuł najlepszego zawodnika na świecie. Szkot zdobył jednocześnie swój trzeci telewizyjny tytuł rankingowy i śmiało może rzucić rękawice Jonny’emu Claytonowi w bitwie o miano najlepszego zawodnika 2021 roku.



Na początku było ich 96. – po dwóch tygodniach i rozegraniu 95. morderczych spotkań został już tylko jeden. Mowa oczywiście o darterach, którzy wzięli udział w tegorocznych Mistrzostwach Świata. Darterskie święto dobiegło końca, a jego zwieńczeniem była koronacja króla, który przez najbliższe 12. miesięcy będzie mógł szczycić się mianem najlepszego zawodnika na świecie. Zaszczyt ten przypadł Peterowi Wrightowi, który w finale ograł natchnionego przez cały turniej Michaela Smitha,


Zanim obaj zawodnicy zmierzyli się ze sobą w finale musieli w nowym roku przedrzeć się przez wymagające boje ćwierćfinałowe i półfinałowe. Zapraszamy na przegląd finałowej fazy najbardziej prestiżowego darterskiego turnieju na świecie.


Mordercze boje


Pierwsza ćwiartka drabinki turniejowej miała zostać zdominowana przez dwóch fenomenalnych Walijczyków – Gerwyna Price’a i Jonny’ego Claytona. To właśnie oni mieli zmierzyć się w bezpośrednim starciu w ćwierćfinale, a wielu uważało nawet, że wygrany z tej rywalizacji zostanie później Mistrzem Świata. Plany walijskim smokom pokrzyżował jednak nieoczekiwanie Michael Smith, na którego przed startem turnieju mało kto stawiał. Bully Boy najpierw po niesamowitym boju ograł Claytona, a w kolejnej rundzie dokładnie to samo zrobił w starciu z Pricem. Broniący tytułu Walijczyk nie oddał rywalowi nic za darmo. Przez większość meczu to Smith gonił wynik, odrabiając straty. Anglik imponował swoją grą – w swoim stylu regularnie zdobywał kolejne maksy, a do tego był bardzo skuteczny na podwójnych. W czwartym secie aplauz zgarnął jednak Price, który w drugim legu pokusił się o darterską perfekcję. Dwa maksy i bezbłędne wyzerowanie 141 oznaczało trzeciego na tych Mistrzostwach nine dartera. Na nic to się jednak Icemanowi nie zdało, bo to Smith po raz kolejny był w stanie wygrać całego seta i doprowadzić do remisu 2-2. Obaj zawodnicy naprzemiennie wygrywali kolejne sety. Sytuację mógł przełamać Price, który przy prowadzeniu 4-3 dostał w decydującym legu 8. seta dwie lotki meczowe. Gerwyn już we wcześniejszych meczach pokazywał, że w kluczowych momentach potrafi się pomylić i nie inaczej było tym razem. Od tego momentu wszystko posypało się Walijczykowi jak domek z kart. Najpierw Smith obronił swój licznik i doprowadził do decydującego seta, a chwilę później przełamał Price’a w pierwszym legu decidera. Strat Walijczykowi nie udało się już odrobić i pewnie grający Smith zaprzepaścił jego marzenia o wygraniu Mistrzostwa drugi raz z rzędu.

Dziewiąta lotka na nic się nie zdała. Pomimo momentu radości Gerwyn Price nie będzie najmilej wspominał meczu z Michaelem Smithem.



Po drugiej stronie drabinki równie fascynujący bój stoczył Peter Wright. Szkot podejmował jedną z największych rewelacji turnieju – Callana Rydza. Młody Anglik imponował swoją szybką i bezpretensjonalną grą i w imponującym stylu ogrywał kolejnych przeciwników. Początek meczu zwiastował kolejną niespodziankę. Riot grał fenomenalnie, bez zbędnych kompleksów wobec utytułowanego rywala i po prostu wszystko mu wychodziło. Efektowna gra na dystansie i praktycznie bezbłędne kończenie partii dało wymierne efekty – po dwóch setach Rydz prowadził 2-0. Z każdym setem w grze Anglika pojawiało się jednak coraz więcej mankamentów, z których skrzętnie korzystał Szkot. Wright po początkowych problemach z trafianiem podwójnych zaczynał grać coraz lepiej i zaciekle gonił wynik. Po raz pierwszy rywala udało mu się dopaść przy stanie 3-3 w setach. W samej końcówce Snakebite zaczął coraz wyraźniej dominować. Najpierw bez problemów, do 0 wygrał seta numer 8, doprowadzając do remisu 4-4, a chwilę później w decydującej partii wyszedł na prowadzenie 2-0. Szkot był już tylko lega od awansu do półfinału, ale wtedy Rydza stać było na jeszcze jeden zryw. Anglik przez chwilę znów imponował skuteczną i świetną grą i był w stanie doprowadzić do remisu 2-2 i gry na przewagi. Po raz kolejny na wierzch wyszło doświadczenie Wrighta, który lepiej wytrzymał presję ostatnich legów i wywalczył awans do półfinałów. Rydz po raz kolejny pokazał swój ogromny potencjał, ale nie był jeszcze gotowy na utrzymanie wysokiego poziomu gry na tak długim dystansie.


W pozostałych ćwierćfinałach górą byli James Wade i Gary Anderson. Anglik po raz kolejny nie pokazał nic specjalnego, ale wobec słabiutkiej postawy Kinga ograł go bez straty seta! Ten mecz wpisuje się w tę ciemną stronę turnieju – dla maruderów to idealna pożywka do skrytykowania poziomu tegorocznych Mistrzostw. Obaj ćwierćfinaliści zagrali znacznie poniżej średniej 90, a samo spotkanie niespecjalnie porywało. Na plus dla Jamesa należy odnotować, że w starciu ze swoim rodakiem ustrzelił swoje pierwsze w turnieju maksy. Anderson ograł z kolei Luke’a Humphriesa. Dla młodego Anglika był to już trzeci występ w ćwierćfinale w Ally Pally – po raz kolejny ten etap turnieju okazał się jednak dla niego barierą nie do przejścia. Po wyrównanym początku, w dalszej części meczu Anderson górował w kluczowych legach i odnotował wygraną 5-2.


Rekordowe maksy


Po świetnych ćwierćfinałach wyczekiwaliśmy jeszcze lepszych półfinałów. Ogromnych emocji dostarczył szkocki pojedynek dwóch weteranów darterskich scen. Starcie Petera Wrighta i Gary’ego Andersona zawsze gwarantuje ogromne emocje i wysoki poziom sportowy. Nie inaczej było tym razem! Miło było patrzeć na Flying Scotsmana grającego w takim stylu. Po przeciętnym sezonie mało kto stawiał, że Gary będzie w stanie w Alexandra Palace dotrzeć tak daleko. Pomimo dobrej gry Andersona to Wright zdominował początek spotkania i wyszedł na prowadzenie 3-0. Jego rywal nie odpuścił jednak nawet na chwilę i po chwili wygrał dwie kolejne partie zbliżając się z wynikiem na odległość jednego seta. Ten wieczór należał jednak do Wrighta, który do końca spotkania nie pozwolił Andersonowi na wyrównanie wyniku. Najbliżej tej sztuki było w 10. secie. Gary najpierw przełamał Wrighta po świetnym zejściu ze 104 i wyszedł na prowadzenie 2-1, a chwilę później miał jedną lotkę setową. Pudło na podwójnej 5 otworzyło jednak Snakebite’owi drogę do wygrania tego lega, a następnie zamknięcia całego spotkania wynikiem 6-4. Obaj panowie imponowali rzucanymi maksami. Łącznie w całym meczu rzucili ich aż 39 (!), z czego aż 24 były udziałem Petera Wrighta. Ten wynik to nowy rekord w liczbie rzuconych 180-tek w jednym meczu Mistrzostw Świata. Do tej pory rekord ten należał do… Andersona. Jednym spotkaniem Wright zabrał swojemu koledze z reprezentacji Szkocji dwie rzeczy – miejsce w finale i maksowy rekord.

Gary Anderson dał z siebie wszystko, ale to nie wystarczyło na świetnie dysponowanego Petera Wrighta.



Drugi półfinał nie przyniósł aż tylu emocji. Zgodnie z przedmeczowymi założeniami rozpędzony Michael Smith nie dał większych szans przeciętnie spisującemu się Jamesowi Wade’owi. Smith grał swoje i pewnie zdobywał kolejne sety, wychodząc na prowadzenie 5-1. James w swoim stylu starał się odgryzać skutecznymi zejściami z wysokich wartości i wysoką skutecznością na podwójnych. W żaden sposób nie był jednak w stanie przedrzeć się przez potężną siłę punktową Bully Boya. W samej końcówce udało mu się zmniejszyć odrobinę rozmiary porażki, ale to Smith triumfował w całym starciu 6-3.


Wright po raz drugi!


Większość chyba zgodzi się ze stwierdzeniem, że obecność Michaela Smitha i Petera Wrighta w finale turnieju była w pełni zasłużona. Obaj przebrnęli przez niezwykle trudne drabinki i na przestrzeni całego turnieju prezentowali najlepszą grę. W bezpośrednim boju obaj zagwarantowali kibicom sporo emocji i dobrej gry.


Od początku mecz był niezwykle wyrównany i stojący na bardzo wysokim poziomie. Obaj zawodnicy robili dokładnie to czym zachwycali nas przez cały turniej. Lotki rzucane przez dwójkę finalistów z ogromną częstotliwością wpadały w pole potrójnej 20. Górował pod tym względem Smith, który jak szalony gromadził na swoim koncie kolejne maksy. W tym momencie należy wspomnieć, że Anglik pobił kolejny rekord należący do tej pory do Gary’ego Anderson – w całych Mistrzostwach po rzutach Bully Boya aż 83 razy słyszeliśmy okrzyk „One Hundred and Eighty”! Wright ustępował rywalowi pola pod względem maksymalnych zdobyczy, ale regularnie odchodził od tarczy z co najmniej dwiema trafionymi potrójnymi. Na tarczy rozgorzała prawdziwa wojna, w której żaden nie chciał ustąpić. Poza koszmarnym drugim legiem meczu, w którym obaj panowie zmarnowali kilkanaście lotek na podwójnych, mecz był świetnym widowiskiem.

Michael Smith znów był bardzo blisko. W kluczowym momencie do głosu ponownie doszły jego odwieczne problemy.



Im bliżej końca spotkania, tym więcej nerwów dało się wyczuć u obu zawodników. Poziom spotkania lekko się obniżył, ale za to ładunek emocjonalny rósł z każdą lotką. Kluczowy dla losów spotkania był 10. set. Michael Smith prowadził już 5-4 i 2-0. Anglik był rozpędzony i wydawało się, że lada moment odskoczy rywalowi na dwusetowe prowadzenie i znacząco zbliży się do upragnionego trofeum. Wtedy do głosu doszły jednak stare demony. Nie od dziś wiadomo, że Anglik ma problem z zamykaniem ważnych spotkań. W decydujących momentach spotkań Smithowi często brakuje postawienia „kropki nad i” - stąd jego gablota z trofeami wciąż świeci pustkami. Tym razem było podobnie – wystarczył jeden moment zawahania i wyciągnięcie do Wrighta pomocnej ręki. Szkot skorzystał z chwili słabości rywala i wygrał 8. kolejnych legów z rzędu! Prosta matematyka wystarczy do zrozumienia jak kolosalne znaczenia miała tak seria na tak późnym etapie spotkania. Zamiast wyniku 6-4 dla Smitha po chwili na tablicy wyników widniało 6-5 dla Szkota. W samej końcówce Smithowi daleko było od zawodnika jakiego widzieliśmy w tym roku Alexandra Palace. Mała liczba potrójnych i częste pomyłki na sektorach sprawiły, że Wright pewnie wykończył rywala i wygrał całe spotkanie 7-5.


Chwilę po ostatnich lotkach spotkania obaj zawodnicy z trudem kryli swoje łez – Wright wzruszenia, a Smith rozgoryczenia. Anglik po raz kolejny w swojej karierze był tak blisko i zaprzepaścił swoją szansę na ostatniej prostej. Dla Wrighta był to specjalny moment – po rocznej przerwie powrócił na tron i znów może się nazywać najlepszym zawodnikiem na świecie. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.