• DartsPL

Premier League 2021 – Jonny Clayton najlepszy w debiucie

Za nami ostatni tydzień rozgrywek Premier League. W Milton Keynes najlepszy okazał się Jonny Clayton, który w decydujących momentach grał jak z nut. Dla Walijczyka to już drugi w tym roku triumf w turnieju telewizyjnym.

Ponad dwa tygodnie kibice darta na całym świecie musieli czekać na powrót rozgrywek Premier League. Najlepsi darterzy wrócili do Marshall Areny w Milton Keynes w poniedziałek 24 maja, aby rozegrać ostatni akt tegorocznej rywalizacji w tych prestiżowych rozgrywkach. Podstawowym zadaniem dla każdego z zawodników było przede wszystkim wywalczenie sobie miejsca w czołowej 4 i awans do półfinałów. Udało się to Michaelowi van Gerwenowi, Jose de Sousie, Nathanowi Aspinallowi i Jonny’emu Claytonowi. W finałowym dniu najlepszy okazał się Walijczyk, który po raz kolejny w tym sezonie w kluczowym momencie turnieju wspiął się na swoje wyżyny i dołożył do swojej gabloty kolejne trofeum. Po prostu genialny Walijczyk nie miał w ostatnim tygodniu rywalizacji najłatwiej. O miejsce w półfinałach musiał walczyć aż do ostatniej kolejki, w której stoczył bezpośredni bój o 4 miejsce z Dimitrim van den Berghiem. Większość faworyzowała Belga, ale to Walijczyk lepiej wytrzymał presję i wygrał z Dimim 8-6. Ferret pokazał się z kapitalnej strony – przy legach, w których rzucał jako pierwszy nie dał rywalowi nawet cienia szansy na przełamanie. Aż 6 z 7 takich partii Clayton rozpoczynał od rzucenia 140! To pokazuje tylko przed jak trudnym zadaniem stał tamtego wieczoru Dream Maker. Wygrana dała Claytonowi przepustkę do play-offów, ale na tym nie skończył się pokaz genialnej gry Jonny’ego. W starciu półfinałowym Walijczyk podejmował Michaela van Gerwena. Holender pomimo kilku słabszych meczów po raz 8 w swojej karierze wygrał sezon zasadniczy i wydawał się być faworytem do sięgnięcia po końcowe trofeum. Wielu ekspertów wciąż narzekało na formę Mighty Mike’a zwracając uwagę, że Holender wciąż nie potrafi utrzymać równej formy przez dłuższy czas. Doświadczenie przemawiało na korzyść van Gerwena, ale Clayton po raz kolejny w tym sezonie utarł nosa utytułowanemu rywalowi. Walijczyk ograł w tym roku Holendra przy okazji starcia w Mastersie oraz w pierwszej fazie rozgrywek Premier League! W półfinale po raz kolejny udowodnił, że ma patent na wielkiego mistrza. Mecz półfinałowy stał na bardzo wysokim poziomie – Clayton po raz kolejny udowodnił, że w najważniejszych meczach jego problemy z trafianiem podwójnych jakby przestawały istnieć. Już od początku starcia obaj panowie grali na średnich powyżej 100, a wynik oscylował wokół remisu. Na pierwszą przerwę z nieznacznym prowadzeniem schodził Clayton, który prowadził 6-4. Krótka przerwa od gry zdała się jednak wybić z rytmu Walijczyka. Na scenę wrócił zdekoncentrowany i nie tak skuteczny. Mighty Mike momentalnie to wykorzystał i odrobił straty, a następnie wyszedł na prowadzenie 7-6. Kiedy wydawało się, że Holender przejmie kontrolę nad meczem, Clayton ponownie wszedł na swój najwyższy poziom. Ferret od stanu 7-8 wygrał 3 kolejne legi z rzędu i w wielkim stylu zameldował się w finale Premier League. Jonny dokonał tego w iście imponującym stylu – zerując swój licznik ze 127! Wysokie zejście było wisienką na torcie genialnego występu. Clayton zakończył mecz ze średnią 103,25, a na podwójnych w całym meczu spudłował zaledwie 6 lotek. Nerwy wzięły górę W drugim półfinale spotkali się ze sobą Jose de Sousa i Nathan Aspinall. Faworytem był Portugalczyk, który nie dość, że znajdował się w kapitalnej formie to jeszcze dzień wcześniej ograł Aspa w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego 8-3. Drugie półfinałowe starcie miało inny przebieg niż poprzedzająca go konfrontacja Claytona i van Gerwena – poziom sportowy był odrobinę niższy, ale za to ładunek emocjonalny wynagrodził wszystkie mankamenty. Obaj darterzy nie zaprezentowali swojej najwyższej formy – de Sousę po raz kolejny w karierze zjadł stres. Jeszcze niedawno pisałem o Portugalczyku jako o darterze dojrzałym, ale starcie z Aspinallem po raz kolejny wypunktowało słabości The Special One. W jego grze ponownie zagościły błędy na podwójnych, a co najgorsze bolesne pomyłki w liczeniu. W 4 partii Jose do końca miał 37 punktów i lega chciał zakończyć 15 i podwójną 16.. w odpowiedzi usłyszał „no score”. Portugalczyka uratowała jego największa broń – maksy. W całym spotkaniu rzucił ich aż 8 i dzięki nim udawało mu się wypracowywać stosowne przewagi. Od tego roku de Sousa jest zresztą rekordzistą w ilości rzuconych maksów w całym turnieju – w całej edycji Premier League zebrał ich łącznie ponad 90! Aspinall przy tarczy po raz kolejny był dość anemiczny, ale potrafił korzystać z pomyłek rywala i w swoim stylu ambitnie walczył do samego końca. Cały finałowy tydzień był w wykonaniu Aspa mało przekonujący – trochę tak jakby wrócił do słabszej gry z początków sezonu. Anglikowi w starciu z Jose de Sousą udało się doprowadzić do decydującego lega, ale w nim nie udało się już rywala przełamać. Pomimo świetnej dyspozycji w początkowych kolejkach Asp nie wywalczył drugiego z rzędu awansu do finału Premier League. Z całej kampanii Anglik może być jednak zadowolony, chociaż w decydującym momencie zabrakło w jego grze niezbędnej do odniesienia większego sukcesu jakości.

Jose przez cały sezon Premier League wysyłał do swoich kibiców serduszka

Mistrzowski Clayton W wielkim finale już drugi rok z rzędu wystąpiło dwóch debiutantów! Sam finał od początku do końca zdominowany był przez Jonny’ego Claytona, który kontrolował przebieg spotkania już od pierwszych partii. Jose na scenie wydawał się pewniejszy niż w starciu z Aspinallem, ale nie był w stanie nawiązać walki z grającym wprost perfekcyjnego darta Claytonem. Największą różnicą dzielącą obu darterów była skuteczność na podwójnych – Walijczyk w tym elemencie wciąż był kapitalny i spotkanie zakończył z ponad 50% skutecznością. Portugalczyk w ważnych momentach potrafił seryjnie pudłować kolejne podwójne i dzięki temu Clayton mógł budować swoją przewagę. Jeszcze do pierwszej przerwy wynik spotkania był wyrównany – 6-4 prowadził Jonny. Po powrocie darterów do tarczy Clayton wcisnął jednak pedał gazu i wyraźnie odjechał rywalowi. W drugiej części spotkania Jose był w stanie wygrać tylko jednego lega i cały finał zakończył się zasłużonym triumfem Ferreta 11-5. Walijczyk nie tylko udowodnił, że w obecnym sezonie znajduje się w formie życia i wygrał swój drugi po Mastersie turniej telewizyjny, ale w dodatku mógł cieszyć się z czeku o wysokości 250 tysięcy funtów! Poprawie wciąż nie ulegnie za to pozycja Claytona w rankingu Order of Merit – zarówno Masters jak i Premier League są turniejami nierankingowymi i pieniądze w nich zdobyte nie naliczają się do światowego zestawienia. To jest jednak najmniejsze zmartwienie Ferreta – każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że jego 17 lokata nie odzwierciedla jego obecnej formy. Krótko po swoim triumfie Clayton z trudem ukrywał wzruszenie. Najważniejszy dla Walijczyka był fakt, że sukces mógł świętować przy obecności kibiców. Przez cały finałowy tydzień w Marshall Arenie znajdowało się do tysiąca fanów, którzy wspierali swoich ulubionych darterów. Na sali można było dostrzec kilka walijskich flag, a na jednej z nich widoczna była nazwa miejscowości, z której pochodzi Claytin – Pontyberem. Niewątpliwie dla obu finalistów tegoroczna edycja Premier League to ogromny sukces i obaj pokazali, że przyznanie im miejsca w tych elitarnych rozgrywkach było kapitalnym posunięciem. Clayton na stałe zapisze się w historii rozgrywek – został pierwszym w historii zawodnikiem, który wygrał rozgrywki awansując do play-offów z czwartego miejsca!

Jonny Clayton w pełni zasłużenie sięgnął po trofeum Premier League

Pechowy Dimitri Na koniec wspomnimy jeszcze o tych, którym nie było dane zaprezentować się na scenie w piątek. Największym pechowcem tegorocznej edycji Premier League bez wątpienia jest Dimitri van den Bergh. Belg pomimo kapitalnej momentami gry przegrywał kolejne spotkania w finałowym tygodniu i spadał w tabeli coraz niżej. Po przegranej w ostatniej kolejce jasnym stało się, że dla Dimiego zabraknie miejsca w play-offach. Przez większą część sezonu trudno było wyobrazić sobie taki scenariusz – Dream Maker zachwycał kibiców świetną grą, ale w wielu meczach brakowało mu odrobiny szczęścia. Van den Bergh do historii przejdzie jako pierwszy zawodnik, który pomimo najwyższej sezonowej średniej nie awansował do play-offów i dopiero drugi darter, który ominął półfinały pomimo średniej sezonowej przekraczającej 100. Na pochwały na finiszu rozgrywek zasłużył Peter Wright. Szkot po tym jak do hali wrócili kibice powstał jak feniks z popiołów i znów grał wyśmienicie. Niestety strata Szkota do czołowej 4 okazała się zbyt dużo i pomimo trzech wygranych z rzędu Snakebite stracił matematyczne szanse na awans po 15 kolejce. Pomimo tego jego kibiców cieszyć może, że Peter znów przy tarczy prezentował się z dobrej strony i nie narzekał na żadne dolegliwości związane z bólem barku. Najszybciej szanse na awans stracili James Wade i Gary Anderson. Dwójka niezwykle doświadczonych w PDC darterów nie podbiło tegorocznej edycji rozgrywek, ale obaj mieli momenty, w których ich gra wyglądała naprawdę przyzwoicie. Szkotowi zabrakło przede wszystkim skuteczności na podwójnych – często seryjnie marnował szanse na skończenie kolejnych partii i to najczęściej okazywało się jego piętą achillesową. Kolejne emocje już w lipcu Na kolejne emocje związane z turniejem telewizyjnym nie będziemy musieli długo czekać. Już 17 lipca wystartuje turniej Matchplay! Tym razem darterzy będą rywalizować o cenne rankingowe punkty, a w stawce zawodników nie zabraknie oczywiście miejsca dla Krzysztofa Ratajskiego. Po raz kolejny nie obędzie się również bez kibiców! W Winter Garden w Blackpool ma zasiąść do 2 tysięcy fanatyków darta. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.