• DartsPL

Premier League 2021 – Wyrównany początek zmagań

W poniedziałek 5 kwietnia wystartowały tegoroczne rozgrywki Premier League. W ciągu tygodnia w Milton Keynes rozegranych zostanie 5 pierwszych kolejek. Po 2 rundach gier jesteśmy bardzo daleko od odpowiedzi na pytanie – kto powalczy w tym roku o play-offy?

Podsumowanie początkowych meczów Premier League 2021 nie sposób nie rozpocząć od informacji, która światło dzienne ujrzała jeszcze przed początkiem pierwszego spotkania. W wyniku pozytywnego testu na obecność koronawirusa z rozgrywek wykluczony został aktualny mistrz świata i lider rankingu – Gerwyn Price. Wokół tej decyzji narosło wiele kontrowersji – sam Walijczyk po powrocie do domu przetestował się ponownie i otrzymał wynik negatywny. Nie było już jednak odwrotu i miejsce Icemana zajął najwyżej klasyfikowany zawodnik, który nie załapał się do rozgrywek – James Wade. Bez względu na to czy Price’a darzymy sympatią czy wręcz przeciwnie, takie obrazki powinny zasmucić każdego kibica darta. Premier League straciła postać niezwykle barwną, a do tego znajdującą się w świetnej formie. Z drugiej strony cieszyć się mogli kibice Jamesa Wade’a, który patrząc na ostatnie występy w pełni zasłużył na zameldowanie się w 10 najlepszych zawodników na świecie. Gdy jasnym stało się, że w Milton Keynes nie zobaczymy Gerwyna Price’a, jeszcze trudniej było wytypować faworytów do walki o czołowe miejsca. Poziom zawodników jeszcze bardziej się wyrównał i zwiastowało to niezwykle zaciętą rywalizację. Potwierdzenie tej tezy znaleźliśmy już przy okazji 2 pierwszych kolejek, po których w głowach darterskich ekspertów i kibiców zrodziło się jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Dzień remisów Pierwsza kolejka tegorocznej Premier League dobitnie potwierdziła jak wyrównany jest poziom wszystkich zawodników. Pierwszego dnia rozgrywek w Milton Keynes padły aż 4 remisy! Tylko w jednym spotkaniu zapadło rozstrzygnięcie, po którym jeden z darterów mógł cieszyć się z kompletu 2 punktów. Szczęśliwcem okazał się Nathan Aspinall, który nie dał większych szans Glenowi Durrantowi. Obrońca mistrzowskiego tytułu zgodnie z przedturniejowymi założeniami nie znajduje się w najwyższej formie i jako jedyny odstaje wyraźnie od reszty stawki. W meczu z Aspinallem nie przekroczył nawet średniej 90 i tylko dobra skuteczność na podwójnych uchroniła Duzzę od całkowitej deklasacji. Asp zaliczył solidny debiut, w którym zanotował średnią 97,62 i 5 maksów, ale gołym okiem widać było, że prawdziwa weryfikacja jego formy nastąpi dopiero w kolejnych meczach z bardziej wymagającymi rywalami. Pozostałe poniedziałkowe spotkania dostarczyły kibicom wielu emocji i były niezwykle wyrównane. Prawdziwymi ozdobami dnia były starcia Petera Wrighta z Jonnym Claytonem i Dimitriego van den Bergha z Michaelem van Gerwenem. Clayton potwierdził, że znajduje się obecnie w życiowej formie i decyzja o przyznaniu mu dzikiej karty była strzałem w dziesiątkę. Ferret grał kapitalnie, w swoim stylu dokładając na swoje konto kolejne „140-tki”. Pomimo tego natrafił na zdecydowany opór byłego mistrza świata. Wright odstawał co prawda punktowo od rywala, ale nadrabiał to perfekcyjną skutecznością na podwójnych. Dosłownie perfekcyjną – Snakebite w całym meczu ani razu nie pomylił się przy okazji kończenia legów i dzięki temu uratował 1 punkt. Niewiele zabrakło, żeby Peter wygrał to starcie – po kapitalnym 8 legu zakończonym w 12 lotkach checkoutem 138 Szkot wysunął się na prowadzenie 5-3. Clayton był jednak w stanie szybko odrobić straty i zakończyć swój pierwszy mecz w Premier League z jednym punktem. Równie udany debiut w rozgrywkach zaliczył Dimitri van den Bergh. Belg po raz kolejny pokazał, że najlepiej czuje się na wielkich scenach. Dimi nie zanotował najlepszego startu sezonu, ale w najważniejszym momencie znów przypomniał o swoich ogromnych umiejętnościach. W starciu z Michaelem van Gerwenem ponownie zaczął przypominać swoją najlepszą wersję z 2020 roku. Od początku mecz był niezwykle wyrównany i obaj darterzy szli łeb w łeb. Aż do samego końca spotkania żaden z nich nie był w stanie odskoczyć rywalowi na przewagę chociażby 2 legów i mecz zakończył się zasłużonym remisem. Dimi zaimponował kibicom w 3 legu meczu, gdy we wspaniałym stylu wyzerował swój licznik ze 164!

W dwóch pozostałych spotkaniach również padły remisy. Zaskoczył Rob Cross, który podobnie jak Durrant skazywany był na pożarcie. Voltage zdobył niezwykle cenny punkt w rywalizacji z trzecim debiutantem – Jose de Sousą. W grze Portugalczyka wyczuwalne był nerwy związane z debiutem w tak prestiżowym turnieju. Anglik perfekcyjnie wykorzystał słabsze momenty rywala i po przyzwoitej grze mógł cieszyć się z remisu. Punktami podzielili się także James Wade i Gary Anderson. Szkot miał przez całe spotkanie spore problemy ze skutecznością na podwójnych, ale w kluczowym momencie perfekcyjnie zszedł ze 156 i rzutem na taśmę zapewnił sobie 1 punkt. Dzień rozczarowań Drugi dzień rywalizacji przyniósł kibicom kilka rozczarowań. Zdecydowanie największym było starcie Michaela van Gerwena z Peterem Wrightem, które anonsowane było na hit 2 kolejki. Rewanż za finał Mistrzostw Świata z 2019 roku w niczym nie przypominał jednak wyśmienitego widowiska jakie obaj darterzy zaserwowali nam w Alexandra Palaca ponad dwa lata temu. Szczególnie zawiódł Wright – w jego grze dosłownie nic się nie układało i nie pomogła nawet zmiana lotek w 3 legu. Gerwen również nie imponował wyśmienitą formą, ale w pełni wystarczało to do punktowania odwiecznego rywala. U Holendra widać było ogromną motywację – bardzo możliwe, że w głowę zapadły mu słowa Snakebite’a sprzed sezonu, w których prognozował, że MVG nie wygra w tym roku żadnego turnieju telewizyjnego. Mighty Mike za wszelką cenę chciał udowodnić rywalowi jak bardzo był w błędzie, ale udało mu się to tylko połowicznie. Michael wygrał 7-2, ale zagrał na średniej 92,16 i tym meczem zdecydowanie nie powalił na kolana żadnego kibica darta. Szkot nie przekroczył z kolei granicy 90 i w całym spotkaniu rzucił zaledwie jednego maksa, co jak na możliwości Wrighta jest wynikiem słabiutkim. Całe spotkanie można podsumować w jeden sposób – z dużej chmury mały deszcz. Równie dużym rozczarowaniem była postawa przy tarczy Jamesa Wade’a. Machine po tym jak zastąpił Gerwyna Price’a, z miejsca stał się jednym z faworytów do odegrania w rozgrywkach znaczącej roli. W meczu z Robem Crossem zawalił jednak na całej linii. Jamesowi przy tarczy nie wychodziło właściwie nic i już od pierwszych legów wyraźnie odstawał od rywala, który był przed meczem skazywany na pożarcie. Cross drugi dzień z rzędu zaprezentował się z dobrej strony i pokazał, że skreślanie jego szans na dobry występ w Premier League było znacznie przedwczesne. Wciąż daleko mu było do życiowej formy sprzed kilku lat, gdy zostawał Mistrzem Świata, ale w pełni wystarczyło to do wypunktowania słabiutkiego Wade’a. Cross po meczu bez historii odniósł pewne zwycięstwo 7-3 i po 2 kolejkach może cieszyć się z drugiego miejsca w tabeli ligowej. Zdecydowanie najlepszym widowiskiem wtorkowych gier było starcie Dimitriego van den Bergha z Nathanem Aspinallem. Obaj darterzy stanęli na wysokości zadania i dostarczyli kibicom wspaniałych emocji. Sytuacja przy tarczy zmieniała się jak w kalejdoskopie, a inicjatywa co chwilę przechodziła z rąk do rąk. W mecz lepiej wszedł Dimi, który w 4 partej dopiął swego i celnym trafieniem w podwójną 16 przełamał rywala. Radość Belga nie trwała jednak długo – już w następnym legu Aspinall odgryzł się wysokim zejściem ze 144 i doprowadził do wyrównania, kończąc lega w zaledwie 12 lotkach. Dobra passa Anglika trwała przez kilka kolejnych legów i chwilę później mógł się on cieszyć z prowadzenia 5-3. Kiedy wydawało się, że to Asp jest bliżej zdobycia kompletu punktów, po raz kolejny przebudził się Dimitri. Dream Maker w ekspresowym tempie doprowadził do wyrównania, a następnie zdobył lega na 6-5, który gwarantował mu jeden punkt. W decydującej partii jako pierwszy rzucał Aspinall i wydawało się, że mecz zakończy się sprawiedliwym podziałem punktów. Kompletnie inne zdanie miał na ten temat van den Bergh, który dzięki trafieniu w sam środek tarczy wyzerował swój licznik z 87 punktów i zagwarantował sobie niezwykle ważne 2 punkty.

W dwóch pozostałych spotkaniach nie byliśmy świadkami niespodzianek. Jonny Clayton pewnie ograł będącego w mizernej formie Glena Durranta. Duzza po raz drugi z rzędu nie przekroczył granicy średniej 90 i jeżeli nie zmieni diametralnie swojej gry to będzie miał ogromne problemy z nawiązaniem walki z którymkolwiek z rywali. W pierwszym meczu wieczoru pierwsze 2 punkty zdobył Gary Anderson, który ograł 7-5 Jose de Sousę. W grze Portugalczyka wciąż dominowały nerwy, które dały o sobie znać w decydującej 12 partii. The Spieclal One miał duże szanse na doprowadzenie do remisu, ale spudłował trzy lotki na podwójnych i sprezentował rywalowi okazję do wygrania. Anderson takich okazji nie zwykł marnować i pewnie wpakował swoją trzecią lotkę w pole podwójnej 7, wygrywając całe spotkanie. 3 dni emocji przed nami Przed nami jeszcze 3 dni i 3 kolejki Premier League pełne emocji i świetnych spotkań. Początek rozgrywek jasno pokazał nam, że w tegorocznej edycji rozgrywek praktycznie każdy wynik jest możliwy i większość zawodników może powalczyć o czołowe lokaty na koniec sezonu. Po 2 kolejkach tabela jest niezwykle wyrównana i wciąż bardzo trudno cokolwiek prognozować

Autor - Arkadiusz Salomon grafiki - https://twitter.com/OfficialPDC/status/1379185447360925696/photo/1 Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.