• DartsPL

„Ratajomania” zrobiła swoje?

Jeszcze na początku tego roku Krzysztof Ratajski sprezentował wszystkim kibicom idealny prezent noworoczny – ćwierćfinał Mistrzostwa Świata. Wobec sukcesu reprezentanta Polski w naszym kraju szybko zwiększyła się liczba ludzi zainteresowanych dartem. Czy po ponad pół roku da się odczuć efekty „Ratajomanii”?



Cofnijmy się w czasie o ponad pół roku. 1 stycznia większość przez cały dzień dochodziła do siebie po zakrapianych imprezach sylwestrowych. Dla fanów sportu okres świąteczno-noworoczny jest sezonem ogórkowym – większość rozgrywek drużynowych i indywidualnych wstrzymuje swoje rozgrywki. Wyjątkiem są oczywiście skoki narciarskie i Turniej Czterech Skoczni, który dostarcza polskim kibicom rokrocznie mnóstwo emocji. W tym roku kibice sportu nad Wisłą mieli w tym świątecznym okresie okazję na zobaczenie w akcji jeszcze jednego reprezentanta Polski – Krzysztof Ratajskiego, który właśnie 1 stycznia walczył o półfinał darterskich Mistrzostw Świata!


Wszyscy Ci, którzy zdecydowali się tego dnia zebrać przed telewizorami przecierali oczy ze zdumienia. Ci, którzy darta znali i interesowali się nim od jakiegoś czasu dziwili się, że reprezentant Polski ma szansę awansu do półfinału najważniejszej imprezy w tej dyscyplinie. Ci, którzy niekoniecznie zdawali sobie sprawę z istnienia takiego sportu nie mogli zapewne uwierzyć, że kojarzone głównie z barów „rzutki” tudzież „lotki” (zwał jak zwał) są pełnoprawną dyscypliną sportu – ze swoimi gwiazdami i rozgrywkami, które mogą poszczycić się niemałymi pulami nagród.


Połączenie jakościowych transmisji turnieju na TVP Sport – chyba najbardziej dostępnego kanału sportowego w naszym kraju i dobrych występów Polaka podziałało jak magnes i przyciągnęło przed telewizory naprawdę sporą widownię! Wielu z tych, którzy wcześniej z dartem nie miało wiele wspólnego szybko zapragnęła spróbować samemu rzucania do sizalowej tarczy. Na darterskich grupach zawrzało – codziennie pojawiało się kilkanaście zapytań o to jaką tarczę i lotki kupić na start swojej przygody. Niektórych ciągłe przewijanie tych samych pytań mogło denerwować, ale w gruncie rzeczy wszyscy cieszyli się z napływu świeżej krwi do darta i liczyli na to, że ich ulubiona dyscyplina sportu stanie się jeszcze bardziej popularna.


Niestety szczytowy okres boomu przypadł na okres, w którym niemożliwym było wyjście do pubu i zagranie w darterskim turnieju lub po prostu z kumplem przy piwku. Większość „świeżaków” nie mogła w pełni delektować się darterskim życiem i jedyną alternatywą były rozgrywki internetowe. Gra przez kamerkę jest fajna, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę, że nie oddaje nawet w 50% adrenaliny, którą daje gra na żywo, twarzą w twarz z naszym przeciwnikiem. Teraz wszystko się jednak zmieniło – turnieje ponownie ruszyły pełną parą i przynajmniej raz w tygodniu mamy okazję do gry w lokalnych rozgrywkach. Pytanie czy „Ratajomania” wciąż działa i przy tarczach faktycznie możemy zobaczyć więcej darterów niż przed lockdownem?


Wrocław jest aktywny


Na co dzień mieszkam w Krakowie, ale od czasu do czasu przy okazji odwiedzin rodzinnego Wrocławia zdarza mi się uczestniczyć w tamtejszych darterskich rozgrywkach. W każdą środę w Biesiadzie Poleskiej na Psim Polu rozgrywany jest tam turniej organizowany przez Piotra Ostrowskiego. Ostry jest fanatykiem darta i sam parę razy przyznawał, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby we Wrocławiu można była zagrać w steela. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Biesiada Poleska jest właściwie jedynym pubem w stolicy Dolnośląskiego, który oferuje możliwość gry na tarczach sizalowych! W pozostałych przypadkach mamy co najwyżej do czynienia z automatami.


Wrocław do gry wrócił już na początku czerwca i to z kapitalnym skutkiem. Na pierwszym po przerwie turnieju zagrało aż 27 zawodników! Przed pandemią ta ilość ograniczała się do maksymalnie kilkunastu uczestników! Mieszanka nowych i powracających darterów uzupełniona o stałych bywalców sprawiła, że ilość zawodników z pewnością cieszyła oczy. Pośród tych, którzy do tej pory nie byli tak aktywni jest chociażby dobrze znana z turniejów Pucharów Polski – Nina Lech-Musialska wraz z mężem Tomaszem Musialskim!


Poprzednie zdanie jest jednak kluczowe dla odpowiedzenia na pytanie zadane na początku tekstu – jaki wpływ ma na to „Ratajomania”? Na pewno ma – to wyjaśnia nowych uczestników, ale zwiększone frekwencje turniejowe należy także tłumaczyć długą przerwą i stęsknieniem się za turniejowymi występami darterów, którzy wcześniej nie znajdowali motywacji do wzięcia udziału w rozgrywkach. Te dwa czynniki dały wybuchową mieszankę i sprawiły, że w turniejach bierze teraz udział nawet dwa razy więcej zawodników niż miało to miejsce przed pandemią!


Krakowskie bary wypełnione


Znacznie więcej mogę powiedzieć o turniejach krakowskich, w których regularnie biorę udział. Po tym jak pierwszy raz po długiej przerwie przekroczyłem próg pubu Garage w oczy rzuciły mi się dwie rzeczy – tarcze wypełnione zawodnikami trenującymi przed startem rozgrywek i uśmiech od ucha do ucha Łukasza Kamiskiego – organizatora cotygodniowych turniejów. Od kiedy Stowarzyszenie Małopolska Organizacja Darta ponownie umożliwiła krakowskim darterom na regularną rywalizację frekwencje są doprawdy imponujące. Liczba uczestników ani razu nie spadła jeszcze poniżej 20! Warto podkreślić, że przed pandemią do gry zgłaszało się maksymalnie kilkunastu zawodników, a często zdarzało się tak, że w turnieju startowało zaledwie 8 darterów!. Wcześniej świecące pustkami puby zamieniły się teraz w pełne życia i po brzegi wypełnione pasjonatami darta miejscami.

MOD słynie z organizacji dużych turniejów ogólnopolskich, ale na co dzień zajmuje się również lokalnymi turniejami krakowskimi, które obecnie cieszą się niezwykłą popularnością.



Podobnie jak w przypadku Wrocławia mamy tutaj do czynienie z mieszanką zawodników zaczynających dopiero swoją grę, powracających do regularnych występów turniejowych i tych, których przy tarczy można było obserwować zawsze. Pośród debiutantów większość przyznaje, że w darta zaczęło grać na początku roku – chwilę po tym jak Ratajski odniósł swój największy sukces w karierze. Dla nich cotygodniowe występy w pubie Garage to idealna okazja do podsycenia swojego zainteresowania dartem i zyskania niezbędnego doświadczenia. Regularne granie z doświadczonymi rywalami to idealna okazja, żeby nauczyć się nowych sztuczek.


W krakowskich rozgrywkach nagradzane nie są pojedyncze turnieje a klasyfikacja generalna. Dla czołowych zawodników „generalki” przewidziana jest niezwykle atrakcyjna nagroda – w pełni opłacony wyjazd na turniej Mistrzostw Polski w 2022 roku! „Jeśli obecna frekwencja na tak wysokim poziomie utrzyma się przez dłuższy czas to pakiet może otrzymać nawet 16 osób” – tłumaczył Łukasz Kamiński.


Oby tak dalej


„Ratajomania” nie przyniosła być może ogromnego przełomu, którego spodziewała się część darterskiej społeczności. Z pewnością dobry występ Krzysztofa Ratajskiego na Mistrzostwach Świata wpłynął na popularność darta w Polsce. Coraz więcej ludzi interesuje się nim i w niego gra. Wyrobienie jak największej grupy ludzi zaangażowanej w darterskie życie to podstawa, aby sport ten mógł postawić kolejny duży krok. To co obserwujemy na razie to zaledwie mały kroczek, ale i on niezwykle cieszy. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.