• DartsPL

Ratajska i Białecki zgarniają dublet!

Za nami pierwszy w tym roku weekend z Grand Prix Polski. W Tarnowie Podgórnym królową została Karolina Ratajska, a królem Sebastian Białecki – oboje wygrali po dwa turnieje i zdominowali rywalizację singlową.



Takie weekendy uwielbia każdy fan darta w Polsce. W Tarnowie Podgórnym darterki i darterzy z całego kraju, po raz pierwszy w tym roku, mogli zjechać się na turnieje z cyklu Grand Prix. Dla najlepszych niepowtarzalna szansa na rywalizację na najwyższym poziomie, dla reszty okazja na sprawienie parę niespodzianek i spędzenie weekendu w miłym towarzystwie.


Pod względem sportowym najlepiej wiodło się Karolinie Ratajskiej i Sebastianowi Białeckiemu – oboje nie brali w ten weekend jeńców i w turniejach singlowych nie przegrali żadnego spotkania! Kolejne sukcesy zaprowadziły ich do triumfów w obu turniejach singlowych.


Świetny występ Wieczorka


W sobotę do gry stawiło się aż 217 panów! Już po piątkowym turnieju deblowym, w którym udział wzięło ponad 80 par, można było spodziewać się wysokiej frekwencji w rozgrywkach singlowych. Organizatorzy spodziewali się ich nawet 250. Przez pierwsze godziny rozegrano morderczą fazę grupową. Podział na 64 grupy mógł w pierwszej chwili przerazić, ale z pomocą przyszły 32 tarcze, które były do dyspozycji turnieju męskiego. Trzeba przyznać, że sala konferencyjna hotelu 500 była odpowiednio przygotowana na taki szturm chętnych, do wzięcia udziału w turnieju. Zdarza nam się ponarzekać na ilość miejsca na sali gier. Tym razem powodów do marudzenia nie było żadnych. Poruszać można się było w pełni komfortowo – nawet praca reportera z aparatem nie dostarczała żadnych problemów :D


Już na etapie rozgrywek grupowych doszło do kilku niespodzianek. Do fazy pucharowej nie awansował chociażby Tomasz Całus, któremu podczas turniejów Pucharu Polski udawało się dochodzić nawet do fazy ćwierćfinałowej. Częstochowianin trafił jednak do trudnej grupy i musiał uznać wyższość Arkadiusza Adamczyka i Krzysztofa Zapałę, który dzień wcześniej, razem z Sebastianem Bielą, doszedł do półfinałów gry deblowej. Podobny los podzielili Jerzy Kobylarz, Roman Tomczak czy Sylwester Karbowiak. Karbowiak stoczył zacięty bój o awans z Andrzejem Potoczniakiem i Pawłem Styczyńskim. Ostatecznie minimalna przegrana z tym drugim sprawiła, że Sylwestrowi pozostała jedynie walka w turnieju Lucky Looser.


Awans do fazy pucharowej uzyskało 128 zawodników, którzy zajęli w swojej grupie czołowe dwie lokaty. W dolnej części drabinki niespodzianek nie było i awans do finału uzyskał Sebastian Białecki. Młody Łodzianin całkiem sprawnie poradził sobie z dotarciem do finału, chociaż jego drabinka wcale nie była usłana różami. Spory opór postawił mu już w 1/32 finału Karol Wilgosiewicz. Darter z Oławy przegrał 2-4, ale miał kilka lotek na doprowadzenie do decidera. Pudła na podwójnej 7 zagrodziły jednak Wilgosiewiczowi drogę do sprawienia niespodzianki. W dwóch kolejnych rundach Seba mierzył się ze swoimi imiennikami – i to nie byle jakimi! Młody Białecki najpierw ograł 4-1 Sebastiana Bielę, a następnie 4-2 Sebastiana Steyera. Oba mecze, na papierze, mogły być nawet finałem! Coraz częstsze występy na arenie międzynarodowej znacząco wpłynęły na rozwój Bolta – nawet krajowa czołówka ma teraz problemy z utrzymaniem jego tempa. W ćwierćfinale i półfinale Sebastian nie oddał rywalom nawet lega. Najpierw ograł Jakuba Janaszkiewicza, z którym nie tak dawno wspólnie wybrał się na turnieje Development Touru, a następnie w walce o finał górował nad świetnie spisującym się tego dnia Wojciechem Pasińskim. Wojtek dawno już nie miał okazji do gry na tak zaawansowanym etapie turnieju krajowego. W sobotę był jednak w świetnej dyspozycji i na drodze do półfinałowego sukcesu ograł chociażby Krzysztofa Stróżyka, który dzień wcześniej wygrał razem z Tytusem Kanikiem turniej deblowy, Piotra Białeckiego i Konrada Pawłowskiego. W półfinale bezwzględny rewanż za porażkę ojca wziął jednak Sebastian Białecki.

Sebastian Białecki zaliczył w Tarnowie Podgórnym świetny weekend. W obu turniejach dotarł do finału i w obu przypadkach udawało mu się wychodzić z tych starć zwycięsko.



W drugiej części drabinki wielu oczekiwało sukcesu Tytusa Kanika. Tito miał przy sobie sporo kibiców z rodzinnego Poznania, który położony jest zaledwie kilkanaście kilometrów od Tarnowa Podgórnego. Kanik znajdował się ostatnio w bardzo dobrej formie. Wyjazd na Q Schoola uniemożliwił mu co prawda brak szczepienia, ale Tytus nie próżnował i osiągał sporo sukcesów na krajowym podwórku. W Tarnowie Podgórnym wszystko szło zgodnie z jego planem aż do ćwierćfinałów. W fazie pucharowej udało mu się wygrać 4-2 z Tadeuszem Rybką i pasjonujące starcie z Dawidem Robakiem, rozstrzygnięte dopiero w deciderze. W ćwierćfinale na jego drodze stanął jednak Bartosz Sobczyński. Mecz ponownie rozstrzygnął się dopiero w decydującym legu, po nerwowej końcówce na podwójnych. Więcej precyzji, w kluczowym momencie zachował jednak Sobi i awansował do półfinału kosztem Kanika. Do finału Bartkowi nie udało się jednak wejść, a wszystko za sprawą innego z Bartoszów – Wieczorka. Popularny Czesław, którego możecie kojarzyć z bardzo dobrych wyników w kamerkowej lidze PDCL, wygrał z Sobczyńskim i zapewnił sobie przepustkę do wielkiego finału. Sobczyński walczył do ostatnich lotek spotkania – przegrywał już z Wieczorkiem 1-3, ale udało mu się dojść do rywala na dystans zaledwie jednego lega. W kolejnej partii Czesław świetnie punktował i doprowadził mecz do szczęśliwego zakończenia.

Bartosz Wieczorek z kapitalnej strony pokazał się w sobotnim turnieju. Świetna gra zaprowadziła go do samego finału, w którym musiał uznać wyższość Sebastiana Białeckiego



W finale zdecydowanym faworytem był oczywiście Sebastian Białecki. Łodzianin nie rozczarował swoich kibiców i odniósł dość pewne zwycięstwo 5-2. Białecki od pierwszych legów dyktował rywalowi trudne warunki. W pierwszym legu Łodzianin ustrzelił maksa i pomimo problemów na podwójnych udało mu się zamknąć pierwsza partię na podwójnej 1. W kolejnych legach wciąż widoczna była przewaga Sebastiana. Białecki imponował efektownymi otwarciami, które często ustawiały dalszy przebieg partii – w trzecim legu rozpoczął od 140, a w czwartej partii popisał się zdobyciem 137 punktów. W trzecim legu Seba dołożył do tego jeszcze imponujące zejście ze 137 punktów! Dobra gra na dystansie i podwójnych zapewniła mu wyraźną przewagę i prowadzenie 4-0. Do pełni szczęścia brakowało mu już tylko jednej partii. W 5. legu Sebastian nie zwalniał tempa – dołożył na swoje konto drugiego maksa i wydawało się, że zmierza po trzecią z rzędu wygraną do 0. Wtedy pojawiły się jednak problemy na podwójnych. Najpierw dwa pudła na D4 i nieudane zejście z 68, a potem kolejne pudła na podwójne dwójce. Zawahanie rywala wykorzystał Wieczorek, który najpierw zdobył honorowego lega, a chwilę później dzięki pierwszej 180-tce w meczu dołożył na swoje konto drugą wygraną partię. Białecki w porę opanował nerwy i wrócił do bezbłędnej gry – już w kolejnym legu celne trafienie w podwójną 10 dało mu w pełni zasłużony triumf w całym turnieju.


Kosztowna pomyłka w liczeniu


Drugiego dnia rozgrywek byliśmy świadkami całkiem innego turnieju. W niedzielę organizatorzy zawsze starają się skończyć turniej jak najwcześniej – wiele osób przyjechało do Tarnowa Podgórnego z odległych okolic i musiało tego samego dnia wrócić do domu. Stąd pomysł na rozegranie drugiego turnieju singlowego w formule single KO. Każdy dostał tego dnia tylko jedno życie – jedna pomyłka oznaczała pożegnanie się z szansami na wygranie całego turnieju. Dla każdego rozgrywki te były jak rosyjska ruletka – już w pierwszym meczu można było trafić na potentatów.


W górnej części drabinki działo się sporo ciekawego. Bardzo dobrze radził sobie Wojciech Bruliński, który dzień wcześniej z turniejem pożegnał się na etapie 1/16 finału po porażce z Sebastianem Steyerem. W niedzielę Brulion dostał okazję do rewanżu i w pełni ją wykorzystał. Obaj panowie spotkali się ze sobą już na etapie 1/8 finału. W sobotę decydował decider – w niedzielę było dokładnie tak samo, a o końcowym rezultacie i triumfie Brulińskiego zdecydował mały błąd Steyera. W ostatnim legu spotkania Kędzierzynian bezbłędnie wyzerował swój licznik ze 112 – problem w tym, że do końca miał 113 punktów! Zamiast efektownego zejścia na wagę meczu, Steyer sfurował i otworzył przed rywalem szansę na wygranie całego pojedynku. Wojtek w pełni z tej okazji skorzystał i awansował do ćwierćfinału. Chwilę później Bruliński dołożył do tego wygraną 5-2 nad Krzysztofem Lauerem i zameldował się w finale swojej części drabinki. Jego rywalem został Dawid Robak, który nie miał tego dnia łatwego życia. Dawid uciekł katu spod topora już w 1/8 finału. W starciu z Hubertem Paradyszem darter ze Śląska przegrywał już 2-4 i wydawało się, że nie będzie w stanie powalczyć tego dnia o czołowe lokaty. Robakowi udało się jednak odwrócić losy spotkania i wygrać 3 kolejne legi z rzędu! W ćwierćfinale czekała go kolejna trudna konfrontacja z jedną z największych niespodzianek turnieju – Romanem Paniczem. Młody Zabrzanin radził sobie w niedzielę nadzwyczaj dobrze. Ograł na drodze do najlepszej ósemki Karola Wilgosiewicza czy Krzysztofa Galusa, który wcześniej w kapitalnym stylu wyrzucił poza burtę Romana Tomczaka. Fantastyczna seria Panicza zatrzymała się ostatecznie na Robaku, który wygrał 5-3, ale Roman i tak może zaliczyć ten turniej do niezwykle udanych. Sam Robak również nie był w stanie awansować do finału, Lepszy okazał się Wojciech Bruliński, który dzięki wygranej 5-3 zapewnił Poznaniakom reprezentanta w finale.

Jeśli Sebastian Steyer jest pamiętliwy, to na długo zapamięta mecz z Wojciechem Brulińskim z tarnowa Podgórnego. Sfurowany licznik w decydującym legu był kluczowy dla losów całego pojedynku.



W dolnej części drabinki najlepiej radził sobie… tak zgadliście – Sebastian Białecki! Łodzianin drugi dzień z rzędu miał ręce pełne roboty – w jego turniejowej drabince znów czaiło się całe mnóstwo trudnych przeciwników. Zaczęło się już w trzeciej rundzie, w której Seba ograł 4-2 Pawła Styczyńskiego – finalistę ubiegłorocznego Grand Prix w Krakowie! W kolejnych meczach wcale nie było łatwiej. W 1/8 finału Seba ograł 5-2 faworyta gospodarzy Tytusa Kanika, a w ćwierćfinale w tym samym stosunku zwyciężył nad Sebastianem Bielą. Starcie dwóch Sebastianów obserwowało się z ogromną przyjemnością. Na tablicy wyników marker odznaczał kolejne fajki oznaczające wyniki ponad stupunktowe. Biela w bardzo krótkim czasie wykonał olbrzymie postępy i na jego grę patrzy się z coraz większą przyjemnością. To na razie za mało, aby zagrozić Sebastianowi Białeckiemu, ale reprezentant Podhala jest coraz bliżej regularnej gry na poziomie najlepszych w Polsce. Darter z Nowego Targu brał również w tym roku udział w jednym z turniejów WDF i zbiera doświadczenia na coraz większych rozgrywkach. Białecki po wyeliminowaniu dwóch groźnych rywali nie zwolnił tempa nawet na moment i w półfinale pozwolił Sławomirowi Olszewskiemu na ugranie zaledwie jednego lega, meldując się przy tym w finale.

Tytus Kanik w tarnowie Podgórnym miał sporo kibiców, ale ich wsparcie nie wystarczyły. Tito w żadnym z turniejów nie był w stanie dotrzeć do finału, ale na pocieszenie zostaje mu triumf w turnieju deblowym.



Sebastian Białecki zameldował się w finale drugi dzień z rzędu i po raz drugi był faworytem do zgarnięcia trofeum. Rywalizacja z Wojciechem Brulińskim rozpoczęła się jednak dość wyrównanie. Seba miał przewagę na dystansie i regularniej punktował na przestrzeni kolejnych legów. Brulion miał jednak na finał przygotowanych kilka asów z rękawa. Przy legach, w których to rywal rzucał jako pierwszy nie był początkowo w stanie mu zagrozić, ale przy swoim liczniku popisał się efektownym zejściem ze 142! Chwilę później Brulionowi zabrakło jednak precyzji na podwójnych, którą perfekcyjnie wykorzystał Seba. Wojtek najpierw zmarnował trzy lotki na doprowadzenie do remisu, a chwilę później mógł tylko bić rywalowi brawo, po tym jak ten idealnym trafieniem w środek tarczy wyzerował swój licznik z 91 punktów. Przełamanie nawet na chwilę nie podłamało Bruliona. Wojtek szybko zakasał rękawy i już w kolejnej partii wykorzystał problemy Białeckiego na podwójnych, doprowadzając do wyrównania. Jeszcze ciekawiej zrobiło się po kolejnej partii. Białecki wciąż seryjnie mylił się na zewnętrznej obręczy tarczy, a pełnymi garściami korzystał z tego Bruliński. Na tablicy wyników widniał remis 3-3 i neutralni kibice zacierali rączki na emocjonującą końcówkę spotkania. Niemoc Łodzianina na podwójnych nie mogła jednak trwać wiecznie. Wraz z odblokowaniem się Sebastiana na doublach przyszły kłopoty dla Brulińskiego. Białecki wciąż był lepszy na dystansie, a gdy zaczął korzystać z przewagi jaką wyrabiał sobie na początku legów w końcówkach partii, jego przewaga znów zaczęła się powiększać Dwie 15 lotki dały mu prowadzenie 5-3, które okazało się wystarczające do wygrania całego finału. Wygrana 6-3 przypieczętowała fenomenalny weekend Białeckiego.

Wojciech bruliński może być z siebei zadowolony. Finał osiągnięty drugiego dnia turnieju to świetny wynik! Na długo zapamiętamy fantastyczne zejście Bruliona ze 142 punktów w starciu z Białeckim!



Białecka odgrywa coraz większą rolę


W turnieju pań mieliśmy dwie dominatorki – Karolina Ratajska i Aleksandra Grzesik-Żyłka nie chciały wpuścić innych zawodniczek do gry w finale i w obu turniejach wyjaśniały między sobą kwestię triumfu w całym turnieju. W obu przypadkach lepsza okazywała się Ratajska, a same mecze miały dość podobny przebieg, ale zacznijmy od początku…


W sobotę w turnieju pań wzięły udział 43 zawodniczki! Świetny wynik, który bardzo cieszy. Coraz więcej pań bierze udział w turniejach, a sam poziom rozgrywek idzie w górę. Trudno nie zwrócić uwagi na ogromny postęp jaki z turnieju na turniej wykonuje młodziutka Aleksandra Białecka. Młodsza siostra Sebastiana, która ma zaledwie 13 lat, jeszcze niedawno stawiała swoje pierwsze turniejowe kroki. Teraz zaczyna być coraz groźniejszą rywalką dla nawet najlepszych darterek. W sobotę Białecka w świetnym stylu przebrnęła przez fazę grupową i z kompletem punktów awansowała do fazy pucharowej. W pierwszej rundzie fazy KO pokonała 3-0 Martę Domasiewicz! Wynik o tyle imponujący, że zawodniczka z Krakowa wracała w ostatnim czasie do swojej optymalnej formy. Piękna przygoda Białeckiej zatrzymała się dopiero na ćwierćfinale i przegranej 1-4 z Małgorzatą Markowską – darterką, która jako jedna z nielicznych w ostatnich miesiącach była w stanie pokonać Karolinę Ratajską! Ta przegrana z pewnością Oli nie przynosi wstydu. Gosia odpadła z turnieju dopiero na etapie półfinałów – jej pogromczynią okazała się… Karolina Ratajska. Małżonka Krzysztofa Ratajskiego jak zwykle była w świetnej formie i po wcześniejszych wygranych nad Joanną Kubowicz 3-1 i Barbarą Pośpiech 4-2, zameldowała się w finale turnieju.

Karolina Ratajska znów zachwycała świetną grą. Na krajowym podwórku seryjnie wygrywa kolejne trofea, a my chętnie zobaczylibyśmy ją w rozgrywkach Women's Series!



Jej rywalką okazała się Aleksandra Grzesik-Żyłka. Darterka ze Świdnicy również nie mogła narzekać na łatwą drabinkę. Po ograniu do 0 Jolanty Rzepki, musiała zmierzyć się z Renatą Słowikowską i Kasią Drążek. W obu przypadkach wychodziła z tych konfrontacji górą. Szczególnie imponowała półfinałowa wygrana z Drążek, w której Grzesik-Żyłka nie straciła nawet jednego lega. Kasia w poprzedniej rundzie popisała się tym samym wynikiem w starciu z Niną Lech-Musialską i była tego dnia w bardzo dobrej formie. Na świetnie dysponowaną Aleksandrę to jednak nie wystarczyło.


Finał pań zapowiadał się niezwykle ciekawie – na głównej scenie zmierzyły się ze sobą dwie najlepsze zawodniczki całego turnieju. Faworytką, jak zwykle, była oczywiście Ratajska, ale dobra gra Grzesik-Żyłki z poprzednich meczów mogła dawać jej kibicom nadzieję, na sprawienie niespodzianki. Mecz, zgodnie z oczekiwaniami, rozpoczął się od bardzo wyrównanej rywalizacji. Obie Panie były w stanie utrzymać swoje liczniki i po dwóch pierwszych legach na tablicy wyników widniał remis. Kluczowe, dla losów całej rywalizacji, były dwa kolejne legi. W obu kwestia wygranej decydowała się w samej końcówce i w obu więcej zimnej krwi i precyzji zachowała Ratajska. Te dwa legi były kluczowe dla przebiegu finału. Ratajska odskoczyła z wynikiem na 3-1 i potrzebowała zaledwie jednego lega do rozstrzygnięcia. Karolina nie zwlekała i już w kolejnej partii zagwarantowała sobie sukces – trafienie w podwójną 19 zapewniło jej wygraną.

Aleksandra Grzesik-Żyłka podczas Grand Prix była w kapitalnej dyspozycji. Do pełni szczęścia zabrakło jej jedynie triumfu nad Karoliną Ratajską w jednym z dwóch finałów, w których brała udział.



Finał kopiuj i wklej


W niedzielę, u Pań, turniej rozegrano dokładnie, tak jak u Panów – w formule single KO. Ponownie mieliśmy do czynienia z kilkoma kapitalnymi pojedynkami i wiele zawodniczek było w wyśmienitej formie. Pomimo tego skład finalistek był dokładnie taki sam jak poprzedniego dnia. W górnej części drabinki dobrymi wynikała znów straszyła Aleksandra Grzesik-Żyłka. Już w ćwierćfinale los skojarzył ją z Małgorzatą Markowską. Darterka ze Świdnicy nic sobie jednak nie robiła z trudnych wyzwań, jakie rzucała przed nią turniejowa drabinka. Aleksandra po perfekcyjnym meczu wygrała 5-1 i zapewniła sobie udział w półfinale. W drugim z ćwierćfinałów doszło do arcyciekawego meczu pomiędzy Niną-Lech Musialską i Barbarą Pośpiech. Ostatecznie triumfowała ta druga, ale Nina pokazała swoją ogromną klasę w pierwszym legu spotkania. Była liderka krajowego rankingu zachwyciła publikę kapitalnym zejściem ze 157! Nie pomogło to jej jednak w wygraniu całego spotkania, które padło łupem Pośpiech 5-2. Basia w półfinale nie znalazła jednak sposobu na świetnie grającą Grzesik-Żyłkę. Wygrana Świdniczanki 5-3 zaprowadziła ją do drugiego z rzędu finału.

Nina Lech-Musialska od lat należy do krajowej czołówki. Zagraniami takimi jak zejście ze 157 w meczu z Barbarą Pośpiech stale przypomina o swojej sportowej klasie.



W dolnej części drabinki najlepiej powodziło się Marcie Domasiewicz i Karolinie Ratajskiej. Marta wysłała kolejny sygnał, że wraca do swojej topowej formy sprzed kilku miesięcy. Szczególnie imponowało jej ćwierćfinałowe starcie z Aleksandra Białecką. Domasiewcz wzięła rewanż za przegraną z poprzedniego dnia i po pięknym meczu, które zgromadził sporą rzeszę kibiców wygrała z młodą zawodniczką 5-4. To spotkanie miało wszystko, czego potrzebuje darterski szlagier – były emocje, walka do ostatnich lotek, fantastyczny poziom, wysoki zejścia i tak mógłbym wymieniać w nieskończoność. Jednym słowem – piękna reklama kobiecego darta. Ostatecznie górę wzięło większe doświadczenie Marty, która lepiej potrafiła znieść trudy nerwowej końcówki. Rozpędzona Domasiewicz nie była jednak w stanie powstrzymać Karoliny Ratajskiej. Reprezentantka warszawskich rekinów po ograniu Jolanty Rzepki i Renaty Słowikowskiej dołożyła do tego półfinałowy triumf nad Domasiewicz i zameldowała się w drugim finale.

Marta Domasiewicz wielkimi krokami wraca do swojej świetnej formy sprzed kilku miesięcy. W Tarnowie Podgórnym po raz kolejny pokazała, że stać ją na wielkie mecze i świetną grę.

Drugi raz w Tarnowie Podgórnym obserwowaliśmy ten sam finał. Aleksandra Grzesik-Żyłka znów imponowała swoją grą i w świetnym stylu pokonywała kolejne wymagające przeciwniczki, ale w samym finale ponownie wystarczyło to do wygrania tylko jednego lega. Co ciekawe znowu była to partia otwarcia! Grzesik-Żyłka pomimo pewnych problemów na podwójnych utrzymała swój licznik i wyszła na prowadzenie 1-0. W kolejnych legach nie była już jednak w stanie powiększyć swojego stanu posiadania. W większości legów Karolina lepiej punktowała i jako pierwsza meldowała się na podwójnych. Ratajska wygrała 5 partii z rzędu i przypieczętowała swój drugi triumf w turnieju singlowym .Dodajmy do tego jeszcze wygraną w piątkowym turnieju deblowym, wraz z Małgorzatą Markowską! Ratajska w Tarnowie Podgórnym wygrała wszystko, co było do wygrania!


Świetny weekend


Nasze podsumowanie jest równie opasłe, co ilość darterskich wydarzeń z weekendu. Na koniec króciutkie podsumowanie. Tarnowo Podgórne świetnie ugościła darterów, a organizatorzy byli bardzo dobrze przygotowani na dużą liczbę zawodników. Często turnieje singlowe potrafią trwać do późnych godzin wieczornych – w tym przypadku, pomimo dużej liczby zgłoszeń udało się rozegrać całe rozgrywki w bardzo sprawnym tempie. Do tego trzeba zauważyć świetną atmosferę podczas meczów finałowych. Mecze o wygraną rozgrywane były w osobnej sali, a do tego zawodnicy wychodzili na scenę w rytmie wybranych przez siebie piosenek. Tak, tak byliśmy świadkami walk-onów z prawdziwego zdarzenia.


Część z zawodników może pewnie narzekać na system gry z drugiego dnia – wielu z nich pożegnało się z grą już po pierwszym spotkaniu i nie miała szansy na poprawienie swojej gry. Z drugiej strony, trudno mieć jakiekolwiek pretensje – turniej single KO w niedzielę zapowiedziany był dużo wcześniej i każdy, zapisując się do gry, wiedział doskonale jak to będzie wyglądało. Dzięki temu zabiegowi turniej niedzielny skończył się odpowiednio wcześniej i nawet triumfatorzy mogli na spokojnie wrócić do domu o normalnej porze.


Tak jak wszyscy fani darta kochamy takie weekendy i czekamy na kolejne emocje z turniejami pod egidą POD. Polscy darterzy nie powinni się nudzić – w kwietniu zaplanowano dwa przystanki z turniejami Pucharu Polski. Najpierw we Wrocławiu 9.04, a potem dwudniowy turniej w Białogardzie, który zaplanowano na 23 i 24 kwietnia. Będzie się działo! Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.