• DartsPL

Ross Smith najlepszy w Europie!

Ross Smith został niespodziewanym triumfatorem Mistrzostw Europy. Anglik, na którego przed startem turnieju nie stawiał praktycznie nikt, przebrnął przez trudną drabinkę i w finale pokonał Michaela Smitha.

Ci, którzy narzekają na powtarzalność największych darteskich nazwisk w kluczowych fazach turniejów telewizyjnych, mieli w ten weekend świetny czas. Mistrzostwa Europy zaskoczyły bardzo wysokim poziomem i całkiem sporą liczbą niespodzianek, która porządnie namieszała w turniejowej drabince. Już w pierwszej rundzie turnieju z szansami na triumf pożegnać się musieli Michael van Gerwen i Gerwyn Price, a Peter Wright dołączył do nich po ćwierćfinałowej przegranej z Rossem Smithem. Największym wygranym całego weekendu był właśnie Anglik, który po ograniu aktualnego Mistrza Świata nie zamierzał się zatrzymywać i wygrał cały turniej. W finale doszło do starcia dwóch Smithów – faworyzowany Michael znów okazał się w finale gorszy i zanotował swoją 8 przegraną w finale turnieju telewizyjnego. Licznik oczekujący na wygranie przez Bully Boya dużego trofeum PDC, wciąż odlicza. W turnieju wystąpił również Krzysztof Ratajski. Polak rozstawiony był z ostatnim numerem i już w pierwszej rundzie musiał zmierzyć się z turniejową jedynką – Lukiem Humphriesem. Krzyśka znów możemy chwalić za samą grę, która nie była najgorsza, ale wynik znów był dla Polaka niekorzystny. Znowu 1 runda Krzysztof Ratajski do Mistrzostw Europy przystępował świadomy trudnego położenia. Wszyscy doskonale pamiętamy, jak do ostatniego turnieju European Touru obgryzaliśmy paznokcie i zastanawialiśmy się, czy Rataj w ogóle do Dortmundu pojedzie. Ostatecznie większość wyników ułożyła się po myśli Polaka i jako 32 zawodnik załapał się do turnieju. Oznaczało to jednocześnie, że już w pierwszej rundzie Ratajski zmierzy się najlepszym zawodnikiem tegorocznego cyklu europejskiego, którym okazał się Luke Humphries, triumfator czterech turniejów ET. Co ciekawe, to właśnie Anglik dobitnie przyczynił się do kwalifikacji Ratajskiego na Mistrzostwa Europy! Cool Hand Luke na Gibraltarze ograł Wesleya Plaisiera, który był największym kandydatem do wypchnięcia naszego zawodnika z turniejowej drabinki. Przed startem meczu można było mówić, że jak na turniejową jedynkę, to Humphries nie jest najgorszym trafem. Luke słabiutko zaprezentował się na poprzednim dużym turnieju – podczas World Grand Prix mizernie zagrał w pierwszej rundzie z Chrisem Dobeyem i niespodziewanie pożegnał się z turniejem już pierwszego dnia rywalizacji. Wtedy głowę Anglika zaprzątały jednak narodziny dziecka. W Dortmundzie miał świeżą głowę i skupiał się na darterskiej rywalizacji.

źródło - https://www.live-darts.com/pdc-darts-news/european-tour/humphries-secures-first-european-tour-title-at-the-german-grand-prix/

Luke Humphries był w tym roku królem European Touru i wygrał aż 4 turnieje tej serii. W pierwszej rundzie dobitnie pokazał Krzysztofowi Ratajskiemu, że zwycięstwa nie wzięły się znikąd.

Bardzo szybko można było między bajki włożyć nadzieje o słabszym występie Humphriesa. Anglik od początku dobrze nastawił celownik i z ogromną łatwością trafiał kolejne potrójne 20. W grze Ratajskiego też wiele się mogło podobać – Polak kontynuował formę z poprzednich występów telewizyjnych. Nieźle punktował, przyzwoicie kończył podwójne, ale w starciu z zawodnikiem z najwyższej półki to znów okazało się niewystarczające. To Humphries jako pierwszy w meczu przełamał, a w środkowej części rywalizacji mógł popisać się średnią przekraczającą 107! Po wyjściu na prowadzenie 4-2 Luke mógł kontrolować przebieg spotkania. Rataj starał się z całych sił i nie poddawał się do samego końca. Efektowne zejście ze 154 zakończone trafieniem w podwójne 17 utrzymało go w grze, doprowadziło do wyniku 4-5 i zmusiło Anglika do zakończenia meczu w kolejnym legu. Lider klasyfikacji ET nie miał jednak zamiaru doprowadzać do nerwowej końcówki i decidera. W 10 legu znów odstawił delikatnie Polaka i jako pierwszy zameldował się na podwójnych, a że tego dnia nie mylił się na nich często, to nikogo nie zdziwiło, że dość sprawnie zamknął spotkanie i szanse Ratajskiego na awans do kolejnej rundy. Znów możemy mieć po występie Krzysztofa Ratajskiego w telewizji mieszane uczucia. Z jednej strony trzeba go docenić za solidną grę, która wygląda znacznie lepiej niż w turniejach podłogowych, ale z drugiej strony nie jest ona wystarczająca w starciach ze światową czołówką. Humphries był w swoich legach dużo pewniejszy – znacznie bardziej odstawiał Polaka na dystansie i zawsze miał komfort podchodzenia do podwójnych jako pierwszy. Ratajski musiał znacznie bardziej walczyć o utrzymanie swoich liczników, a jedna pomyłka wystarczyła do tego, aby rozstrzygnąć spotkanie. Dla Krzysztofa był to piąty występ w Mistrzostwach Europy i po raz piąty zakończył się on na przegranej w pierwszej rundzie. Na kolejne dobre występy Ratajskiego możemy liczyć podczas Grand Slam of Darts, o ile Polak na turniej się zakwalifikuje. Kwalifikacje dla posiadaczy katy zostaną rozegrane w najbliższą niedzielę. Pogromcy faworytów Wspominałem już, że w Mistrzostwach Europy niespodzianek było sporo. Co ciekawe, najwięcej wydarzyło się w dolnej części drabinki, która była wprost najeżona mocnymi nazwiskami! Michael van Gerwen, Gerwyn Price, Peter Wright, Joe Cullen, Jonny Clayton, Dimitri van den Bergh, czy Jose de Sousa – to oni mieli między sobą rozstrzygać kwestię awansu do finału. Kto zameldował się w rzeczywistości w półfinale i okazał się w tej części drabinki najlepszy? Chris Dobey i Ross Smith! Obaj zawodnicy byli w tym turnieju pogromcami faworytów. Smith zaczął cały turniej od rywalizacji z Joe Cullenem. Uczestnik rozgrywek Premier League nie miał w tym meczu łatwego życia, ale to on jako pierwszy przełamał i uzyskał przewagę dwóch legów. Rockstar po świetnym legu zakończonym w 12 lotkach wyszedł na prowadzenie 3-2, a chwilę później utrzymał swój licznik i odskoczył rywalowi jeszcze bardziej. Kiedy wydawało się, że faworyt poradzi sobie z meczem pierwszej rundy, do głosu doszedł Ross Smith, który zaczął grać jak natchniony. Imponowała punktacja, ale przede wszystkim kapitalna skuteczność na podwójnych – w całym meczu Smudger zmarnował zaledwie 2 lotki na doublach! Cztery kolejne legi padły łupem Smitha, który w kapitalnym stylu rozpoczął swoją przygodę na Mistrzostwach Europy. Ross na tym nie zamierzał poprzestać i kolejnego dnia rozstrzygnął na swoją korzyść zaciętą batalię z Dimitrim van den Berghiem. Wygrana z Belgiem dała mu awans do ćwierćfinału.

źródło - https://www.skysports.com/darts/news/12288/11991810/joe-cullen-opens-up-on-his-motivation-struggle-in-lockdown-and-his-desire-to-fulfil-his-potential

Joe Cullen był pierwszą, ale nie ostatnią ofiarą Rossa Smitha w Dortmundzie. Anglik na swojej drodze po triumf ograł kilku faworytów.

Właśnie w tej fazie Ross dokonał jednego z najbardziej imponujących osiągnięć w swojej karierze. Jego rywalem był Peter Wright, który do meczu przystępował ze sporą dawką pewności siebie. W dwóch poprzednich rundach bardzo szybko wyjaśniał kwestię wygranej – zarówno z Ryanem Meiklem, jak i pogromcą Price’a Rowbym Rodriguezem, bardzo szybko wychodził na zdecydowane prowadzenie, a potem nie oddawał go już do samego końca meczu. I starcie z Rossem Smithem zaczęło się bardzo podobnie. Po Angliku widać było presję związaną z występem w ćwierćfinale, a Wright czuł się jak ryba w wodzie. Szkot pewnie budował swoją przewagę i w pewnym momencie prowadził już 8-3. Smith nie miał większych argumentów w rywalizacji z solidnie punktującym i zamykającym swoje legi Szkotem. W 12 legu doszło jednak do zwrotu akcji. Wright spudłował kilka lotek na podwójnych, a Smith wykorzystał swoją szansę i wygrał pozornie nieistotnego lega. To napędziło Smudgera i dodało mu pewności siebie. Anglik zaczął grać, tak jak we wcześniejszych meczach z Cullenem i Dimim – regularnie posyłał swoje lotki w pole potrójnej 20, a następnie bezproblemowo wykańczał legi na podwójnych. Przewaga Wrighta zaczęła topnieć, aż w końcu przerodziła się w prowadzenie niżej rozstawionego Smitha. Anglik zwyciężył 7 kolejnych legów z rzędu i ze stanu 3-8 doprowadził do wygranej 10-8!

źródło - https://dartsplanet.tv/dobey-into-third-major-quarter-final-at-grand-prix/

Chris Dobey w Dortmundzie się przełamał i po raz pierwszy w karierze wygrał z Michaelem van Gerwenem! Anglik poszedł za ciosem i doszedł aż do półfinału

W półfinale Ross za rywala miał drugą niespodziankę turniejową – Chrisa Dobeya. Dobey już w pierwszej rundzie zaszokował i po raz pierwszy w swojej karierze ograł Michaela van Gerwena! W dwóch kolejnych rundach na jego konto doszły wygrane z Jose de Sousą i Dave’em Chisnallem oraz ustanowiony rekord maksów rzuconych w jednym meczu podczas Mistrzostw Europy. W konfrontacji z Chizzym Dobey rzucił ich aż 12! Początek spotkania półfinałowego był jednak dość rozczarowujący, obu zawodników przygniotła presja i szansa wystąpienia w swoim pierwszym telewizyjnym finale. Poziom gry obu nie przypominał ich dokonań z poprzednich meczów, ale skuteczniejszy był Smith, który na pierwszą przerwę schodził z prowadzeniem 5-0! Na szczęście po przerwie obaj zawodnicy się rozkręcili. Szybko przypomnieli sobie o swoich możliwościach na potrójnej 20 – wystarczy powiedzieć, że obaj mieli swoją szansę na nine-dartera! Próba Dobeya zakończyła się na 8 lotce, a Smitha na 7. Widać to było po średnich, które od wartości poniżej 90 poszybowały w kierunku 100. Chrisowi udało się odrobić stratę z pierwszych legów, ale nie udało mu się wygrać całego spotkania. W samej końcówce zmarnował jeszcze lotki na wagę decidera i musiał pogodzić się z przegraną 9-11. W finale zameldował się Ross Smith. Bully Boy bez litości dla rywali W górnej części drabinki dominował jeden zawodnik. Michael Smith prze cały turniej mógł wywrzeć na kibicach ogromne wrażenie. Potężna siła punktowa połączona z zabójczą skutecznością na podwójnych stanowiły siłę, której nikt nie był w stanie się sprzeciwić. W pierwszej rundzie Anglik nie był jeszcze tak imponujący, ale w ramach turniejowej rozgrzewki pokonał 6-4 Karela Sedlacka. W drugiej rundzie żartów już jednak nie było – rywalem Smitha był Josh Rock. Nazwisko Irlandczyka z Północy było w ostatnim czasie odmieniane przez wszystkie przypadki. Młody zawodnik potwierdził swój ogromny talent i najpierw wygrał z Nathanem Aspinallem, a potem stworzył z Michaelem Smithem widowisko, które według wielu śmiało może być wybrane najlepszym spotkaniem całego turnieju. Rock wyszedł dość szybko na prowadzenie 3-0 z dwoma przełamaniami, ale początkowa przewaga została przez Smitha bardzo szybko odrobiona. Od tego czasu obaj zawodnicy szli łeb w łeb, obaj grając na imponujących średnich ponad 100. Rock wytrzymywał tempo rywala i cały czas był tuż za jego plecami. Decydujący moment spotkani miał miejsce w 18 legu spotkania – wtedy Smithowi udało się przełamać rywala na wagę meczu. Rock spudłował w końcówce lega dwie lotki na podwójnej 20, a Smith odpowiedział imponującym zejściem ze 121, które okazało się kluczem do wygrania całego spotkania.

źródło - https://www.dailystar.co.uk/sport/darts/darts-uk-open-josh-rock-26376465

Josh Rock jest największą sensacją ostatnich tygodni. W Dortmundzie zanotował swój telewizyjny debiut i śmiało możemy go określić udanym.

Skala trudności dla Michaela Smitha wcale nie malała. W ćwierćfinale Smith musiał poradzić sobie z dobrze dysponowanym Lukiem Humphriesem. Cool Hand Luke szybko potwierdził dobrą formę i bez kompleksów wszedł ze Smithem w wymianę ciosów. Początkowo lepiej na niej wychodził Humphries, który jako pierwszy przełamał i zyskał przewagę. Obaj zawodnicy są do siebie podobni w stylu rzutu – gdy im idzie, są niczym maszyny, które są nie do powstrzymania. Przy tak szybkim tempie rzucania trudno jest jednak wprowadzić jakiekolwiek poprawki w trakcie meczu. Gra Humphriesa wyglądała świetnie przez kilkanaście legów, ale z czasem Anglik trafiał coraz mniej potrójnych 20, a coraz więcej 5 i 1. Przełamanie powrotne dla Michaela wisiało w powietrzu i ostatecznie stało się faktem w 14 legu. Smith doprowadził do remisu 7-7 i nie zamierzał już wypuszczać prowadzenia z rąk. Humphries nie potrafił wrócić do swojej dobrej gry z początku spotkania i chwilę później został przełamany po raz kolejny. Bully Boy wygrał całe spotkanie 10-7 i zameldował się w półfinale. W walce o finał Smitha czekał trudny bój z Dirkiem van Duijvenbode. Holender pokazywał się w Dortmundzie z bardzo dobrej strony a efektowna wygrana 10-3 nad Dannym Noppertem w ćwierćfinale potwierdzała, że trzeba się z nim liczyć. Faktycznie Aubergenius rozegrał kapitalne spotkanie, ale na niewiele się to zdało. Smith był w wybitnej formie i potrafił odpowiadać jeszcze lepszą grą. Dirk od początku spotkania był z tyłu, ale udawało mu się pilnować wyniku i nie pozwolić Smithowi na znaczące zwiększenie przewagi. Przełomowym momentem spotkania były trzy legi po drugiej przerwie. Van Duijvenbode przegrywał już minimalnie 5-6 i wydawało się, że jest w stanie przejąć kontrolę nad meczem. Wtedy Smith odpowiedział jednak w imponującym stylu – trzy kolejne legi zakończył w jedenastu lotkach! Lotki wypuszczone z ręki Anglika szybowały niczym po sznurku – za każdym razem po 9 rzutach był ustawiony na dwucyfrowej wartości, a następnie perfekcyjnie kończył kolejne kombinacje. Ten krótki moment geniuszu dał Smithowi chwilę oddechu i przewagę kilku legów, których Smith nie odpuścił aż do końca spotkania. Sensacyjny triumf Smudgera W wielkim finale można powiedzieć, że tradycji stało się zadość. Michael Smith, który po swoich genialnych występach był faworytem do wygrania całego turnieju, znów musiał pogodzić się z rolą tego drugiego. Tym razem winowajca nie był sam Smith – w przeszłości często mieliśmy do niego pretensje, że w najważniejszych momentach przegrywał walkę ze samym sobą i pudłował ważne podwójne, czy znacząco obniżał poziom swojej gry. Tym razem tak nie było! Kapitalne spotkanie rozegrał drugi ze Smithów, który kompletnie nie dał po sobie poznać tremy debiutanta. Smudger grał odważnie, bez żadnych kompleksów i podtrzymywał swoje atuty z poprzednich rund. W całym meczu udało mu się rzucić 8 maksów, a do tego utrzymać imponującą 50% skuteczność na podwójnych. To wystarczyło do zbudowania sobie nad Smithem bezpiecznej przewagi. Wystarczy powiedzieć, że Michael ani na chwilę nie wyszedł w finałowym meczu na prowadzenie! Rywalizacja rozpoczęła się od prowadzenia 3-0 Rossa i chociaż w kolejnych legach Bully Boy był w stanie doprowadzać do remisu, tak ani razu nie objął prowadzenia. Obaj zawodnicy zagrali świetny mecz i zakończyli finał na średnich ponad 100, ale to Ross miał trochę więcej dokładności i więcej siły punktowej w najważniejszych momentach spotkania. Ross był w stanie utrzymać swoją wysoką formę przez cały weekend, wygrał finałowe spotkanie 11-8 i sięgnął po sensacyjny triumf w Mistrzostwach Europy – swój pierwszy tytuł telewizyjny.

źródło - https://redacaoemcampo.com/tennis/world-darts-championship-peter-wright-backs-michael-smith-for-major-success-after-his-runner-up-finish-darts-news/

Michael Smith po raz 8 w karierze wyłożył się na ostatniej prostej. Tym razem Smith przegrał jednak w dużej mierze walkę z rywalem, a nie z samym sobą.

Ross po triumfie nie tylko wzbogacił się o 120 tysięcy funtów, ale także zagwarantował sobie udział w tegorocznym Grand Slam of Darts oraz awans na 20 miejsce w rankingu światowym, tuż za plecami Krzysztofa Ratajskiego. Michaela Smitha za występ w Dortmundzie możemy chwalić, bo przez praktycznie cały turniej grał kosmicznego darta, ale sam Anglik zapewne będzie rozczarowany, że znów obok nosa przeszła mu szansa na zdobycie swojego pierwszego telewizyjnego trofeum. Przegrana z Rossem Smithem była już 8 przegraną Bully Boya w finałach największych imprez darterskich. Na razie oczekiwania wciąż trwa… Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.