• DartsPL

Subiektywnym okiem #1 – sytuacja Krzysztofa Ratajskiego

Krzysztof Ratajski znalazł się na zakręcie swojej kariery w PDC. Wizja wypadnięcia z czołowej 16. Order of Merit staje się coraz bardziej realna. Odrzućmy, chociaż na chwilę, względy kibicowskie i spójrzmy na sytuację Ratajskiego z nieco szerszej perspektywy.

Po raz kolejny w tym sezonie Krzysztof Ratajski przysporzył nam więcej powodów do zadumy i zmartwienia niż do niepohamowanej radości, którą często wyzwalał w polskich kibicach. Rataj, po kolejnym bezbarwnym meczu, uległ Luke’owi Woodhouse’owi i nie sposób dłużej udawać, że obecny stan to jedynie chwilowa zniżka formy. Sytuacja Krzysztofa w rankingu Order of Merit staje się coraz gorsza i niewykluczone, że to co obserwujemy obecnie może być powolnym zmierzchem Ratajskiego na najwyższym poziomie. Spójrzmy dzisiaj na naszego najlepszego dartera najobiektywniej, jak tylko się da i oceńmy jego realną pozycją w świecie PDC. Na samym starcie takiej dyskusji należy wyraźnie zaznaczyć, że dla polskiego darta Ratajski odgrywa niezwykle istotną rolę – śmiało możemy go nazwać Małyszem darta. To fakt, a nie opinia. Od razu zaznaczam, że nie jest to argument, który może usprawiedliwiać Rataja w obliczu słabszej formy. Mamy prawo krytykować i narzekać na słabszą dyspozycję, jaką Polak ostatnio prezentuje, bez względu na jego zasługi. Nie możemy jednak o nich zapominać – gdyby nie Ratajski nie mielibyśmy w ostatnich sezonach żadnego reprezentanta w turniejach telewizyjnych, gdyby nie Ratajski nie przeżylibyśmy w świecie darta żadnych emocji i zostalibyśmy pozbawieni możliwości regularnego wspierania i kibicowania rodakowi. Pomijając kwestie patriotyczne i oceniając jego grę z chłodną głową Polish Eagle był w pewnym momencie zawodnikiem, którego śmiało można było zaliczać do grona minimum 16 najlepszych darterów na świecie. Darter ze Skarżyska-Kamiennej jest też dla wielu żywym przykładem, że ciężką pracą można dostać się na szczyt. W końcu wielu zawodników, którzy rywalizują w polskich rozgrywkach, osobiście zna Ratajskiego – miało okazję z nim grać i trenować. O tym wszystkim musimy pamiętać!

Krzysztof Ratajski powinien mieć w Polsce wielki szacunek aż do końca swojej darterskiej kariery. Jego osiągnięcia i zasługi dla polskiego darta są niezaprzeczalne, ale nie zmienia to faktu, że w ostatnim czasie Polakowi nie wiedzie się w PDC najlepiej

Cicha osobowość Krzysztof Ratajski nigdy nie był i nigdy nie będzie typem showmana o potężnej charyzmie. Oglądając Rataja przy tarczy można odnieść wrażenie, że jest on dość nijaki. Brakuje u niego ekspresywności, efektownych cieszynek, czy charakterystycznych scenicznych zachowań. To oczywiście nie decyduje o sukcesie w PDC – w końcu w ścisłej czołówce od kilkunastu lat znajduje się miejsce dla Jamesa Wade’a, którego trudno uznać za najefektowniejszego do oglądania. Liczą się przede wszystkim umiejętności, ale nie sposób przejść obojętnie obok faktu, że najlepsi darterzy świata to najczęściej zawodnicy niezwykle pewni siebie i potrafiący w ważnych momentach pobudzić się na scenie. Ratajowi tego być może czasem brakuje – odrobiny szaleństwa i silnej postawy mówiącej „jestem zawodnikiem z czołówki”. W starciach z najlepszymi na dużych turniejach Krzysztof często przegrywał takie pojedynki, które rozgrywały się poza tarczą i bywał na scenie przez rywali zdominowany. Jest jeszcze druga strona wyrazistej osobowości – popularność. Wśród kibiców spoza Polski Krzysztof Ratajski nie wzbudza prawdopodobnie większych emocji. Nasz rodak nie jest zawodnikiem, który potrafiłby spolaryzować darterskich kibiców i stać się źródłem żywych dyskusji na temat tego, czy innego zachowania. Największą rozpoznawalność zyskują zawodnicy charakterystyczni, tacy których albo za coś lubimy, albo wręcz odwrotnie. Popularność, to oczywiście dodatek i czynnik, który najbardziej wpływa na kwestie marketingowe. W darcie ma on jednak wpływ na aspekt sportowy. Był moment w którym marzyliśmy o udziale Ratajskiego w Premier League. W tym wypadku Polakowi brakowało przede wszystkim osiągnięć sportowych, ale mieliśmy też wrażenie, że PDC może nie zaprosić do rozgrywek Krzysztofa właśnie ze względu na popularność i niski stopień zaangażowania kibiców. Jeszcze wyraźniej widać to przy okazji rozgrywek World Series of Darts, w których Ratajski wystąpił tylko raz – przy okazji dziwnego pandemicznego World Series of Darts Finals, gdy rozegrano tylko jeden turniej tej serii. W tym roku regularnie oglądamy przecież w tych rozgrywkach Fallon Sherrock. Nie muszę chyba tłumaczyć, ze Angielka nie góruje nad Polakiem pod względem umiejętności darterskich…

Reakcje Ratajskiego i jego sceniczna postać są dość stonowane. Dla neutralnych kibiców Krzysztof niekoniecznie może być postacią, z którą można się zżyć i, w której można się zakochać.

Uparta samodzielność Okręt Krzysztofa Ratajskiego w PDC ma na pokładzie tylko jednego marynarza – samego polskiego dartera. Rataj od początku swojej poważnej przygody z lotkami jest uparty, co do organizacji swojej kariery. Polak wszystko robi sam i jak dotąd nie zdecydował się na skorzystanie z jakiejkolwiek pomocy menedżerskiej. Wszelkie wyjazdy – loty, zakwaterowanie – są na głowie Polish Eagle’a. Turniejowe wygrane w pełni wędrują oczywiście do jego kieszeni, ale wiąże się to z dodatkową presją. Każdy z takich turniejowych wyjazdów może potencjalnie nie zwrócić się finansowo. W przypadku turniejów podłogowych prawdziwe pieniądze rozpoczynają się dopiero od 3/4 rundy. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku posiadania menedżera – trzeba się wtedy oczywiście dzielić wygranymi turniejowymi, ale wszelkie sprawy logistyczne i koszty z nimi związane są ściągane z barków zawodnika. Darter może skupić się jedynie na tarczy i osiąganych wynikach, nie kalkulując w głowie kosztów dojazdu i kolejnej doby hotelowej. Żeby nie było – menedżer nie jest luksusem, na który pozwolić sobie może tylko nieliczna garstka darterów w PDC. Życia bez menedżera nie wyobraża sobie chociażby Karel Sedlacek, który obecnie nie posiada karty zawodniczej, a w swoim najlepszym okresie był zawodnikiem znajdującym się na granicy bycia częścią PDC. Częścią grupy Modus są Sebastian Białecki i Sebastian Steyer. Ratajski uparcie odrzuca jednak możliwość takiej współpracy i pozostaje wierny swoim przyzwyczajeniom. Kontakty menedżerskie przydają się także przy okazji turniejów pokazowych, które odbywają się pomiędzy kolejnymi oficjalnymi rozgrywkami i są źródłem dodatkowych przychodów. Na koniec wsparcie z zewnątrz przydaje się również w kwestii kontaktu z kibicami poprzez social media. Ratajski prowadzi je samodzielnie i trzeba uczciwie stwierdzić, że nie należą one do najciekawszych i najaktywniejszych. To wszystko przekłada się w końcu na możliwości umów sponsorskich, których Rataj wciąż potrzebuje. Patrząc na zawodników z czołówki Polak pod względem marketingowym wygląda zdecydowanie najsłabiej… Wiele z tych wątków poruszaliśmy zresztą podczas rozmowy z Maciejem Chorbińskim. Wygórowane oczekiwania Mam wrażenie, że postać Krzysztofa Ratajskiego wpadła w pewnym momencie w pułapkę zbyt wygórowanych oczekiwań nas samych – kibiców. Bardzo chcieliśmy zrobić z Ratajskiego zawodnika, który miałby walczyć o czołowe lokaty Order of Merit i wygrywać turnieje telewizyjne. Być może te oczekiwania były po prostu zbyt wygórowane i stąd wynika pewien niedosyt, jaki odczuwamy wobec dokonań Krzysztofa Ratajskiego w PDC. W naszym najlepszym darterze widzieliśmy materiał na Mistrza Świata, a w rzeczywistości Rataj był po prostu bardzo solidnym zawodnikiem ze ścisłego zaplecza światowej czołówki. Polak w swoim najlepszym okresie był bardzo dobrym darterem, ale zawsze był o jeden krok za najlepszymi. Udawało mu się docierać do półfinałów dużych imprez, ale w starciach z wyżej notowanymi rywalami za każdym razem brakowało tego czegoś. Doskonale pamiętamy półfinał Matchplaya przeciwko Dimitriemu van den Berghowi. W tamtym turnieju Ratajowi udawało się jednak omijać zawodników rozstawionych – wygrywał z Brendanem Dolanem, Lukiem Humphriesem i Callanem Rydzem. Przy okazji pierwszego starcia z zawodnikiem z topu0 Rataj musiał już kapitulować. Podobnie było w przypadku legendarnego ćwierćfinału Mistrzostw Świata sprzed dwóch lat – tam drabinka również była dla niego dość łaskawa. Na etapie 1/8 finału udało mu się uniknąć starcia z Peterem Wrightem, który niespodziewanie uległ Gabrielowi Clemensowi. Czy Ratajski ograłby utytułowanego Szkota w Alexandra Palace? Jestem bliższy stwierdzenia, że nie. W meczu ze Snakebitem płazem nie uszłyby mu wszystkie pomyłki na podwójnych, na które można było sobie pozwolić w rywalizacji z niemiecką jedynką. Krzysztof potrafił grać na poziomie, który uprawniał nas do marzeń o wielkim triumfie. Problem polegał na tym, że Polak nie potrafił wykrzesać z siebie swojego maksimum w najważniejszych meczach – to umiejętność absolutnie niezbędna do zdobywania największych laurów.

Czy nadszedł czas zmiany warty? Sebastian Białecki wydaje się na ten moment naturalnym następcą Krzysztofa Ratajskiego. Czy Łodzianin faktycznie będzie w stanie przejąć schedę po utytułowanym rodaku?

Zmiana warty? Dart to niezwykle nieprzewidywalny sport. Wierzymy w to, że Krzysztof Ratajski zdoła odbudować swoją formę i wrócić do gry na poziomie zawodnika z czołowej 16. Być może oglądamy jednak zmierzch najlepszej wersji Rataja w PDC. Być może nadszedł czas na zmianę warty i przekazanie pałeczki najlepszego polskiego dartera w ręce innych zawodników. Kandydatem numer jeden jest oczywiście Sebastian Białecki, ale Krzysztof Kciuk i Radek Szagański pokazali w tym sezonie, że również stać ich na wdarcie się do świata PDC. Dzięki sukcesom Ratajskiego udało nam się wytworzyć pulę zawodników, która może postarać się o przejęcie schedy po starszym koledze. Miejmy nadzieję, że tak, jak w skokach narciarskich Adama Małysza zastąpił Kamil Stoch, tak i w przypadku darta doczekamy się pełnoprawnego następcy Krzysztofa Ratajskiego. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.