• DartsPL

Tytus Kanik i Karolina Ratajska najlepsi w Mistrzostwach Polski!

Po 2 latach przerwy i bezkrólewia znów poznaliśmy najlepszą darterkę i najlepszego dartera w naszym kraju. Mistrzem Polski został Tytus Kanik, który zanotował niezwykle udany weekend, a Mistrzynią Polski Karolina Ratajska, która po raz kolejny udowodniła, że bardzo trudno jest ją ograć.

Przez dwa ostatnie sezony nie było możliwości rozegrania najważniejszej polskiej imprezy darterskiej – Mistrzostw Polski! Na przeszkodzie stał oczywiście covid, który mocno utrudnił życie Polskiej Organizacji Darta. W tym roku nie było już żadnego „ale” – po raz czwarty z rzędu Tarnowo Podgórne i Hotel 500 zostali gospodarzami turnieju o Mistrzostwo Polski. Nie zawiodły ani frekwencja, ani lista uczestników turnieju. Pod Poznaniem zjawiło się 244 darterów i 36 darterek, na czele z krajową czołówką. Oprócz turniejów singlowych organizatorzy zaplanowali dwa turnieje par, które rozpoczęły się już w piątek i turnieje dla juniorów i juniorek Walka o trofea zapowiadała się niezwykle ciekawie! Przez pierwsze godziny turnieju rozgrywana była oczywiście faza grupowa. W głównej sali gier Hotelu 500 przygotowanych było 40 tarcz, dzięki czemu dość sprawnie udawało się rozgrywać kolejne rundy. Sam awans do fazy pucharowej może być uznany za duży sukces – kilku naprawdę dobrych zawodników już na tym etapie musiała uznać wyższość rywali. Były Mistrz Polski na sofcie Mateusz Sawicki, Piotr Białecki, Łukasz Rubak, czy wracający do gry na dużych turniejach Adrian Żyłka – oni wszyscy nie mieli możliwości gry w fazie play-off. Podobnie było w turnieju kobiet – na fazie grupowej swoją przygodę z turniejem zakończyły: najlepsza polska juniorka Aleksandra Białecka, Agnieszka Furmann, czy Mistrzyni Polski z 2010 roku Joanna Kubowicz

Białecki w drodze do finału

W turnieju męskim wystartowało wielu wyśmienitych zawodników – wysoko stały akcje Sebastiana Steyera, Sebastiana Bieli, Wojciecha Brulińskiego, Łukasza Wacławskiego, czy Dawida Robaka. Na tym nie kończyła się długa lista zawodników, która w obecnym sezonie lub w przeszłości odznaczała się wysoką formę. Mimo natłoku mocnych nazwisk, dwa z nich wychodziły przed szereg. Największym faworytem do wygrania końcowego trofeum był oczywiście Sebastian Białecki, drugi w kolejce był znajdujący się ostatnio w bardzo dobrej formie Tytus Kanik. Obaj nie zawiedli i w dość imponującym stylu przebrnęli przez turniejową drabinkę. Od razu zaznaczyć trzeba, że ani jeden, ani drugi zadania łatwego nie mieli. W górnej części drabinki, w której rywalizował Łodzianin znalazło się miejsce dla Sebastiana Steyera, Dawida Robaka, Sebastiana Bieli i Łukasza Wacławskiego! Młody Białecki już w drugiej rundzie dostał bardzo trudne zadanie i 4-2 wygrał z Leszkiem Hofmanem – dwukrotnym półfinalistą turnieju o Mistrzostwo Polski z 2012 i 2013 roku. W kolejnych rundach nie było łatwiej. Seba do Tarnowa Podgórnego przyjechał jednak z jasnym celem – chciał po raz pierwszy w swojej karierze zostać Mistrzem Polski. W poprzednich latach dwa razy sięgał po tytuł najlepszego juniora, a w 2018 roku dotarł do finału turnieju seniorów. W tym roku chciał jednak pójść o krok dalej! Przy tarczy Białecki, jak zwykle w krajowych turniejach, pokazywał się z bardzo dobrej strony. W każdym z trzech kolejnych spotkań, po rywalizacji z Hofmanem, tracił zaledwie jednego lega. W pokonanym polu zostawił Witolda Lewandowskiego, Łukasza Wacławskiego i Wojciecha Pasińskiego.


Sebastian Białecki nie zrealizował na razie swojego marzenia o zostaniu Mistrzem Polski. Aż do finału tuniej układał się po jego myśli...

Wiele wskazywało na to, że półfinałowym rywalem Białeckiego będzie jego imiennik – Sebastian Steyer. W praktyce tylko jedna część powyższego zdania okazała się prawdziwa. W półfinale obejrzeliśmy rywalizację dwóch Sebastianów, ale rywalem Białeckiego został debiutujący w imprezie Mistrzostw Polski Sebastian Biela. Darter z Nowego Targu wielokrotnie udowadniał jednak, że ma umiejętności niezbędne do rywalizacji z najlepszymi w Polsce. W Tarnowie Podgórnym poradził sobie z Damianem Trybelem, Karolem Sitnikiem, potrafiącym grać na bardzo wysokich średnich Augustem Żeronimskim i Mariuszem Maciejkiewiczem. Wygrane zaprowadziły go do ćwierćfinału, w którym jego rywalem był Steyer. Uczestnik Mistrzostw Świata WDF miał w fazie pucharowej utrudnione zadanie – po zajęciu w grupie drugiego miejsca, za plecami Krzysztofa Engela – bardzo szybko musiał radzić sobie z wymagającymi rywalami. Prawdziwym hitem drugiej rundy było jego starcie z Dawidem Robakiem, które skończyło się wygraną 4-1 dartera z Kędzierzyna-Koźla. W kolejnym meczu The Dream ponownie oddal zaledwie jednego lega w rywalizacji z Krzysztofem Galusem. Zawodnik z Krakowa przebrnął przez bardzo wymagającą drabinkę i po wygranych z Tomaszem Nastulą, Sławomirem Markwińskim i Słowomirem Olszewskim miał okazję rywalizacji ze Steyerem. Sam Steyer swój podbój turnieju zakończył na ćwierćfinale, w którym przegrał 2-4 z Sebastianem Bielą. Były hokeista robi niesamowite postępy i widać w nim ogromną pasję do darta. W rozmowach między meczami zdradzał, że cały czas pracuje nad techniką swojego rzutu i wciąż nie jest w pełni z niego zadowolony. W meczu ze Steyerem wyśmienicie wykończył całe widowisko i awans do półfinału wywalczył sobie po rzuceniu 12. lotki Jego zapał wystarczył na razie na półfinał w debiutanckim występie w Mistrzostwach Polski – drogę do finału zagrodził mu Sebastian Białecki, który dość wyraźnie ograł go 4-0.

Sebastian Steyer miał trudną drabinkę. Drugie miejsce w grupie skazała go na rywalizację z wymagającymi przeciwnikami. Ostatecznie lepszy w ćwierćfinale okazał się Sebastian Biela.


Kanik jest wielki – wzrostem i grą!

W dolnej części drabinki również nie brakowało świetnych zawodników. Najlepszy okazał się jednak Tytus Kanik, który od dłuższego czasu utrzymuje bardzo dobrą formę. Poznaniak nie wystąpił na starcie tego sezonu w Q Schoolu, ale za to nadrabiał to dyspozycją w polskich rozgrywkach. W rankingu Pucharu Polski zajmuje wysoką 3. lokatę, a w Rankingu Krajowym, w skład którego wchodzą punkty za turnieje Grand Prix zajmował 7. lokatę. W Tarnowie Podgórnym po raz kolejny postarał się o to, aby udowodnić swoją dobrą grę z tego sezonu. Na swojej drodze do półfinału Tytus kilkukrotnie mierzył się z zawodnikami, których zapewne doskonale zna. W drugiej rundzie przyszło mu zmierzyć się ze swoim partnerem deblowym – Krzysztofem Stróżykiem. Dwóch byłych reprezentantów Polski w turnieju World Cup of Darts tworzą w ostatnich sezonach świetny duet i regularnie zachodzą w turniejach do finałowych faz – nie inaczej było zresztą podczas Mistrzostw Polski. Dzień wcześniej Kanik ze Stróżykiem w bardzo dobrym stylu wywalczyli sobie awans do finału turnieju par. W bezpośrednim starciu obyło się bez niespodzianki i triumfował Kanik 4-2. W dwóch kolejnych meczach Tito mierzył się z kolejnymi reprezentantami województwa wielkopolskiego. Najpierw, dopiero po deciderze, udało mu się przejść przez Damiana Pałaszewskiego, a w kolejnym meczu wygrał 4-1 z Wojciechem Brulińskim.

Tytus Kanik jest w bardzo dobrej formie. Przez cały weekend w Tarnowie Podgórnym przegrał tylko jedno spotkanie - i to w grze deblowej!

W drugiej części drabinki sukcesy święcił Krzysztof Engel, o którym wspominałem już przy okazji wygranej grupy z Sebastianem Steyerem. Ci z Was, którzy śledzą wyniki i osiągnięcia zawodników grający w turniejach w Opolu, doskonale zdają sobie sprawę, że sukcesy Krzysztofa nie są niczym nadzwyczajnym. Engela od dłuższego czasu można zaliczyć do krajowej czołówki – w końcu mówimy o tegorocznym liderze klasyfikacji Pucharu Polski – zazwyczaj brakowało mu jednak odrobiny do ogrywania ścisłej czołówki. W Tarnowie karta się odwróciła i Engel po grupowej wygranej ze Steyerem nie zwalniał tempa i kontynuował dobrą formę w kolejnych spotkaniach. Darter z Opola ograł między innymi Wojciecha Stryjskiego, świetnie sobie radzącego Michał Hadzickiego i Jerzego Kobylarza, który zawsze ma wiele do powiedzenia w polskich turniejach. Podobnie jak w przypadku Sebastiana Bieli, sił nie starczyło już na półfinał i Engel w starciu z Kanikiem nie był w stanie ugrać nawet jednego lega. Mimo zdecydowanej przegranej Krzysztof mógł opuścić salę gier z szerokim uśmiechem.

Krzysztof Engel naprawdę opuszczał salę gier z uśmiechem :)


Powtórka finału z 2019 roku

Wśród kobiet faworytką do zagoszczenia w finale była Karolina Ratajska. Zawodniczka z Warszawy, w ostatnich turniejach, dość regularnie potrafiła dochodzić do decydującego meczu. Do tego w Tarnowie Podgórnym broniła tytułu! Ratajska, jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Podgórska, wygrywała tytuł Mistrzyni Polski w trzech ostatnich edycjach turnieju – w 2019, 2018 i 2017 roku. Od kiedy impreza przeniosła się do Tarnowa Podgórnego, Ratajska za każdym razem okazywała się najlepsza. W tym roku chciała powtórzyć to osiągnięcie. W fazie grupowej Karolinie udało się nie stracić nawet jednego lega! W kolejnych meczach nie zachowywała już czystego konta, ale też nie pozwalała rywalkom przesadnie zbliżyć się do wygranej. Triumfy nad Małgorzatą Pacierpnik, Jolantą Rzepką i Barbarą Pośpiech, która ostatnimi czasy wyrastała na jedną z głównych rywalek Ratajskiej, zapewniły reprezentantce warszawskich rekinów czwarty z rzędu awans do finału turnieju o Mistrzostwo Polski.

Aleksandra Grzesik-Żyłka nie zdobyła kolejnego tytułu Mistrzynie Polski, ale zanotowała bardzo udany weekend. Dotarła do półfinału turnieju singlowego i finału turnieju deblowego.


Dużo trudniejsza była droga przez fazę pucharową drugiej z finalistek – Małgorzaty Markowskiej. Markowska aż dwukrotnie o wygraną musiała walczyć w deciderze. Pierwszy z nich przypadł na mecz z Patrycją Głowacką w pierwszej rundzie fazy play-off. Już w kolejnej rundzie Małgorzata znów musiała zaliczyć rywalizację na pełnym dystansie – tym razem w konfrontacji z Niną Lech-Musialską. Nina to prawdopodobnie jedna z największych poszkodowanych braku Mistrzostw Polski w dwóch ostatnich sezonach. Jeszcze nie tak dawno Lech-Musialska była nazywana dominatorką kobiecych rozgrywek – wygrywała praktycznie wszystkie krajowe turnieje. Gdyby w tamtym czasie zorganizowano turniej o tytuł najlepszej darterki w Polsce, Nina z pewnością byłaby jedną z głównych faworytek. W ostatnim czasie przybyło jej jednak groźnych konkurentek i nie obserwujmy już jej triumfujących tak często. W Tarnowie Podgórnym najpierw uporała się z wracającą do formy Martą Domasiewicz, ale w kolejnym meczu nie dała rady Markowskiej. Dla Małgorzaty na tym nie skończyły się niezwykle trudne pojedynki – w półfinale jej rywalką była Aleksandra Grzesik-Żyłka. Darterki ze Świdnicy przedstawiać nikomu nie trzeba. Czterokrotna (z rzędu!) Mistrzyni Polski przeżywa ostatnio bardzo dobry okres i regularnie dociera do zaawansowanych faz turniejów. Tym razem zatrzymała się na półfinale i dobrze grającej Markowskiej, która wygrała spotkanie 4-2 i zameldowała się w finale. Co ciekawe duet Ratajska i Markowska ma od trzech edycji patent na finał! Co do Oli – ona sama wie, że jeszcze przyjdzie czas, w którym odblokuje się na całego i w stu procentach powróci do swojej optymalnej formy. Gdy do tego dojdzie, jej rywalki będą miały kłopoty!

Wieczór pełen finałów

Sobotnie emocje na tym się nie skończyły. Po rozegraniu wszystkich półfinałów turniejów singlowych, wszyscy zainteresowani, przenieśli się do osobnej sali, w której rozegrano aż 6 finałów! Nie obyło się bez walk-onów, efektownej sceny finałowej, Łukasza Kamińskiego w roli callera (obrazek, bez którego nie mógłby odbyć się żaden duży turniej w Polsce) i pełnego zestawu kamer, który był gotowy do transmitowania najważniejszych spotkań na Facebooku. Finałowa bonanza rozpoczęła się od najmłodszych! Na scenie pojawiły się Aleksandra Białecka i Karolina Maciejewska, a chwilę po nich Franciszek Kalinka i Antoni Lehmann. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że obserwowanie rywalizacji juniorskiej była przyjemnością – świadomość, że mamy w Polsce naprawdę młode pokolenie darterskie, jest budujące! W turnieju juniorek wystartowały 4 zawodniczki, a u juniorów 7 darterów! W turniej dziewczyn w finale musiało znaleźć się miejsce dla Aleksandry Białeckiej, która ma już przecież na swoim koncie sukcesy w rozgrywkach seniorek! Ola najlepsza była podczas turnieju Grand Prix w Walczu. Młodsza siostra Sebastiana udanie weszła w mecz i otworzyła finał od 26 lotki. W kolejnych legach było już znacznie więcej nerwów – szczególnie na podwójnych. Mimo wszystko częściej drogę do zewnętrznego pierścienia tarczy odnajdywała Ola, która wyskoczyła na prowadzenie 3-1. Waleczna Karolina nie dawała jednak za wygraną i w dwóch kolejnych partiach odrobiła straty i doprowadziła do decidera. W najważniejszym momencie sprawy w swoje ręce wzięła młoda Białecka – najpierw wygrała rzut do środka i wywalczyła sobie prawo do rzucania jako pierwsza, a następnie, dzięki zdobyciu 145 punktów odskoczyła rywalce. Celne trafienie w podwójną 5 dało jej triumf w całym turnieju i tytuł najlepszej juniorki.

Juniorzy w Tarnowie Podgórnym dali czadu! Aleksandra Białecka i Franciszek Kalinka w pełni zasłużenie mogli cieszyć się z wygranych trofeów

Nie mniej emocji dostarczył finał turnieju juniorskiego. W mecz lepiej wszedł Franek Kalinka, który był od rywala skutecnziejszy w końcówkach legów. Lepsza efektywność na podwójnych dała mu prowadzenie 3-1. Antek Lehmann odpowiedział jednak, w ważnym momencie, fantastycznym legiem, zakończonym w 25 lotkach. Kiedy wydawało się, że młody darter doprowadzi do decidera, Kalinka odpalił prawdziwą petardę. Szóstego lega zawodnik z Krakowa zaczął od 9 punktów, ale nie pozwolił by przeszkodziło mu to w dalszej grze i szybko poprawił się rzucając maksa! W dalszej części lega dorzucił jeszcze 140 i świetne podejście ze 104 punktami, które ustawiło mu 24 oczka do końca lega. Podwójną 12 trafił pierwszą lotką i zakończył całą partię w zaledwie 16 rzutach! Franek nie tylko zapewnił sobie tytuł najlepszego młodego dartera, ale także zrewanżował się rywalowi za przegraną w fazie grupowej!

Podwójne finały

Chwilę później na scenie pojawiły się najlepsze pary, które rywalizowały w turnieju deblowym, rozgrywanym dzień wcześniej. Wśród Pań najlepiej poradziły sobie Małgorzata Pacierpnik i Nina Lech-Musialska oraz Aleksandra Grzesik-Żyłka w parze z Jolantą Rzepką. Szczególnie dobre radziły sobie te drugie, które na drodze do finału poradziły sobie z dwiema niezwykle silnymi parami - Ratajska/Markowska i Słowikowska/Boniecka. W decydującym meczu lepiej poradziły sobie jednak Pacierpnik i Lech-Musialska! Na punktacji więcej do powiedzenia miały Grzesik-Żyłka i Rzepka, które przez praktycznie cały mecz mogły popisać się wyższą średnią. Problemy przychodziły wraz z końcówkami legów. Nieskuteczność na podwójnych powodowała, że rywalki były w stanie dognaiać wynik, a następnie wygrywać kolejne legi skutecznymi trafieniami w zewnętrzną obręcz tarczy. W tej statystyce szczególnie pomocna okazała się dyspozycja Małgosi Pacierpnik, która wykończyła aż 3 legi – w tym tego najważniejszego, dającego wygraną w całym meczu 4-2!

Małgorzata Pacierpnik była świetnie dysponowana na podwójnych. Jej trafienie zagwarantowały jej i Ninie Lech-Musialskiej wygraną w turnieju deblowym

W turnieju Panów najlepsi w piątek okazali się Łukasz Wacławski z Sebastianem Steyrem i Tytus Kanik w parze z Krzysztofem Stróżykiem. O dobrej grze tych drugich zdążyłem już wspomnieć. Dobre wyniki pierwszego duetu również nie mogą dziwić. Zestawienie Wacławski/Steyer brzmi dobrze na papierze i takie było też przy tarczy. Na ich konto można zapisać ogranie duetu ojciec i syn – Piotr Białecki i Sebastian Białecki w półfinale rozgrywanym w piątek! Świetnie zagrali także w finale – uprzedzając delikatnie fakty, finał debla był jedynym przegranym meczem Tytusa Kanika przez cały weekend! Trzeba przyznać, że para Steyer/Wacławski zagrała bardzo dobry mecz – nie uniknęli słabszych momentów, ale w wielu partiach po prostu nie dawali rywalom większych szans. Jak choćby w świetnym 4. legu, którego rozpoczęli od dwóch 140 i zakończyli w 18 lotkach – byłoby nawet lepiej, gdyby nie pechowa fura Steyera na 76 punktach. Kanik i Stróżyk starali się odgryzać rywalom – Stróżykowi udało się raz rzucić 177, czym wzbudził poruszenie nie tylko na trybunach, ale i na samej scenie. Na dłuższą metę duet z Poznania mógł jedynie liczyć na błędy rywali. Tak było w drugim legu - jedynym, który padł ich łupem.

Danie główne

Na koniec, późnym wieczorem przyszedł czas na crème de la crème wieczoru – finały gry singlowej! Rozpoczęły darterki i mecz Karoliny Ratajskiej z Małgorzatą Markowską. Po raz trzeci z rzędu na Mistrzostwach Polski doświadczyliśmy tego samego zestawienia w finale turnieju kobiet i po raz kolejny górą w tej rywalizacji okazała się Ratajska. Kibice liczyli zapewne na zacięty mecz – Markowska udowadniała w tym sezonie nie raz, że potrafi wygrywać starcia z wyśmienitą rywalką. Tym razem zabrakło jej jednak mocy na dystansie. Ratajska miała większą łatwość w rzucaniu wysoko punktowanych potrójnych i z utrzymywaniem lotek w sektorze 20. W większości legów Karolina jako pierwsza meldowała się na podwójnych i dostawała od rywalki w końcówkach sporo luzu. Warszawiance zdarzały się błędy przy kończeniu partii, ale Markowska przez większość meczu nie była w stanie z tego skorzystać. Małgorzacie najlepiej wyszedł 3. leg – jedyny, w którym obie panie szły łeb w łeb. Markowska zakończyła go 23 lotką, celnym trafieniem w podwójną 10. Sęk w tym, że już w kolejnej partii nadeszła mocna odpowiedź rywalki. 177 Karoliny całkowicie ustawiło partię i dało jej prowadzenie 3-1. Kolejny leg wyglądał podobnie jak poprzednie – Markowska była o kilka kroków za rywalką. Ostatecznie skuteczny rzut w podwójną 12 zapewnił Ratajskiej tytuł najlepszej darterki w Polsce. Żona Krzysztofa Ratajskiego mogła po raz 4. z rzędu cieszyć się z bycia Mistrzynią Polski – wyrównała w ten sposób osiągnięcie sprzed lat Aleksandry Grzesik-Żyłki. Czy Ratajska będzie w stanie uzyskać miano najlepszej w kraju po raz 5. z rzędu? Tego dowiemy się dopiero za rok. Małgorzata Markowska mogła pewnie odczuwać po finale małe rozczarowanie. Skończyła mecz na średniej 54,3, a wiemy, że stać ją na dużo więcej. Małgosia wciąż musi uzbroić się w cierpliwość i poczekać na swój pierwszy tytuł mistrzowski – w ostatnich 3 latach za każdym razem na ostatniej prostej lepsza okazywała się Ratajska.

Karolina Ratajska w Mistrzostwach Polski spisała się na 5! Warszawianka zdobyła swój 4. tytuł z rzędu. Na koniec na głównej scenie pojawiło się dwóch najlepszych singlistów – Tytus Kanik i Sebastian Białecki. Patrząc na ich ostatnie osiągnięcia na krajowym podwórku, można było śmiało nazwać ten mecz, rywalizacją dwóch najlepszych zawodników w kraju. Przebieg sobotniego turnieju potwierdził, że obaj są w bardzo dobrej formie i trudno było jasno ustalić przedmeczowego faworyta. Ostatnie występy w PDC przechylały delikatnie szalę w stronę Białeckiego, ale wszyscy na trybunach doskonale zdawali sobie sprawę z możliwości Kanika. Tito mógł również liczyć na wsparcie swoich kibiców i przyjaciół – znajdowaliśmy się w końcu zaledwie kilkanaście kilometrów od centrum Poznania. Początek meczu nie wskazywał wcale na wyrównaną rywalizację. Kanik zaspał na samym starcie i rozpoczął mecz dość ospale. Białecki grał z kolei fenomenalnie – po dwóch legach miał na swoim koncie 15 i 16 lotkę i maksa, grał na średniej 103,65 i w pełni zasłużenie prowadził 2-0. Wydawało się, że Białecki wykorzysta swoje doświadczenie z areny międzynarodowej i dopnie swego. Na szczęście dla widowiska Kanik nie odpuścił i po chwili rywalizacja znacząco się wyrównała. Tytus najpierw utrzymał licznik, korzystając z pomyłki Białeckiego na topie, a chwilę później zanotował 15 lotkę i doprowadził do remisu 2-2. Kolejne partie padały łupem rzucających jako pierwszych – mecz znacząco się wyrównał i gra obu zawodników ustabilizowała się na poziomie średniej w okolicach 90. Kanik utrzymał oba swoje liczniki i wyszedł na prowadzenie 4-3, przerzucając całą presję na barki Białeckiego. Sebastian mógł, a nawet powinien doprowadzić do decidera! Seba zmarnował aż 7 lotek na podwójnych i umożliwił Tytusowi wygranie lega. Kanik wykorzystał pomyłki młodszego rywala i celnym trafieniem w podwójną 8 zapewnił sobie tytuł mistrzowski. Po 5 latach przerwy Kanik znów okazał się najlepszy w Polsce i trzeba przyznać, że na triumf w pełni zasłużył. Pomijając początek meczu, Poznaniak rozegrał bardzo dobre spotkanie finałowe. Kanik wysoką formę utrzymywał przez cały weekend. Na jego konto powędrowały jeszcze dwa inne trofea – Superliga i turniej Grand Prix rozgrywany w niedzielę. Dla Białeckiego wynik finału to pewnie rozczarowanie – sam zainteresowany liczył na zwycięstwo. Dobrze podsumował to na swoim twitterze Sebastian Steyer, który pocieszał Sebę, przekonując go, że przed nim jeszcze niejeden tytuł zdobyty zarówno w naszym kraju, jak i w turniejach międzynarodowych.

Weekend pełen wrażeń

Pierwszy w historii turniej Mistrzostw Polski z udziałem DartsPL można uznać za sukces. Organizacyjnie wszystko przebiegało w dobrym stylu – nużąca mogła być pora zakończenie wszystkich sobotnich finałów, które dobiegły końca około 2 w nocy. Z drugiej strony, zrozumiała wydaje się być decyzja organizatorów o rozegraniu wszystkich finałów na scenie głównej – w końcu to najważniejsza darterska impreza w roku. Zawodnicy zebrani na miejscu nie mieli chyba prawa na nic narzekać – miejsca do gry było wystarczająco, 40 tarcz umożliwiło rozegranie turnieju z udziałem blisko 300 zawodników i zawodniczek, a sam Hotel 500 był przyjaznym miejsce do spędzenia w nim weekendu. Kibice będący poza Tarnowem wyposażeni zostali w livescore’a, na którym w miarę regularnie uzupełniane były kolejne wyniki, a wszystkie spotkania finałowe były transmitowane na żywo na fanpejdżu Polskiej Orgnizacji Darta. Jakość streamów była różna – problemy były szczególnie z dźwiękiem, na co skarżyli się sami oglądający. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu taka transmisja byłaby jednak nie do pomyślenia. Dart idzie do przodu i widać to także w realizacji samych turniejów rozgrywanych w naszym kraju. Na sam koniec mała uwaga do samych zawodników i kwestii liczenia. Na Boga! Trudno było mi zrozumieć sytuację, w której poszukiwanych było kilkunastu liczących i sami zawodnicy musieli prosić przypadkowo napotkanych zawodników o policzenie im meczu. Wystarczyłoby przecież, żeby każdy kto zajął 3 miejsce w grupie policzył jedno spotkanie, a następnie przy tarczy mogliby już zostawać przegrani meczów. Markerowanie jednego meczu trwa 5 minut, a poszukiwania liczących sprawiają, że turniej niepotrzebnie przeciąga się na jego wczesnym etapie. Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.