• DartsPL

Weekendowe granie w Krakowie

W pierwszy weekend października rozegrane zostały dwa turnieje Pucharu Polski w Krakowie. Jak zwykle nie zabrakło wielkich emocji i świetnych spotkań. Wśród panów triumfy święcili Sebastian Steyer i Sebastian Białecki. W turnieju pań wygrywały Barbara Pośpiech i Marta Domasiewicz. Dla fanów darta październik nie mógł rozpocząć się lepiej niż od dwóch turniejów Pucharów Polski. Stowarzyszenie Małopolska Organizacja Darta zorganizowała w krakowskim pubie Twierdza Underground weekend pełen darterskich emocji. Na miejscu nie zabrakło reprezentacji DartsPL – udało nam się wziąć udział w sobotnim turnieju, aby po raz kolejny poczuć na własnej skórze emocje związane z rywalizacją z najlepszymi zawodnikami w Polsce oraz móc relacjonować dla Was wszystkie turniejowe wydarzenia. Pierwszego dnia rozgrywek w stolicy Małopolski triumfowali Sebastian Steyer i Barbara Pośpiech. W niedzielę swoją wysoką formę potwierdził Sebastian Białecki, a wśród pań kolejną turniejową wygraną dołożyła Marta Domasiewicz. Starcie pokoleń Darterska społeczność, która zjechała na pierwszy weekend października do Krakowa wciąż żyła przykrymi wydarzeniami z niedawno rozegranego turnieju Pucharu Polski w Świdnicy. Autorem całego zamieszania był Paweł Wierzbicki, który niestety „popisał się” niesportowym zachowaniem i zaatakował jednego ze swoich rywali. Nie trzeba było długo czekać na reakcję ze strony POD. Polska Organizacja Darta wykluczyła Wierzbickiego z wszelkich turniejów rozgrywanych pod egidą POD. Włodarzy polskiego darta należy pochwalić za szybką i zdecydowaną reakcję – w sporcie na pewno nie ma miejsca na takie zachowania. Negatywne emocje szybko się jednak rozpłynęły i zastąpione zostały przez czysto sportowe wydarzenia. Jednym z niewątpliwych faworytów sobotniego turnieju mężczyzn był Sebastian Steyer. The Dream nie miał ostatnio najlepszej passy na krajowym podwórku. W ostatnich tygodniach w najważniejszych polskich turniejach nie potrafił wygrywać najważniejszych spotkań i przedwcześnie żegnał się z kolejnymi rozgrywkami. W sobotę w Krakowie Steyer przypomniał jednak, że wciąż należy do ścisłej czołówki polskiego darta. Sebastian w kapitalnym stylu przeszedł przez turniej aż do samego finału. W drodze do meczu decydującego o trofeum Steyer stracił zaledwie jednego lega! Jeżeli zadajecie sobie pytanie – kto był w stanie ugrać partię w meczu z The Dreamem to już spieszę z odpowiedzią. Tym darterem był nikt inny jak syn Sebastian – Marcel Steyer. Młody zawodnik, który w ostatnim czasie stawia coraz pewniejsze kroki w seniorskim świecie polskiego darta był prawdziwym odkryciem sobotniego turnieju. O ile samo wyjście z grupy nie było aż tak szokujące, to wygrana w 1/8 finału 3-1 z Dawidem Domańskim była już prawdziwą sensacją. Wygrana nad dużo bardziej doświadczonym rywalem zagwarantowała Marcelowi ćwierćfinałowy mecz z własnym ojcem. Młodemu Steyerowi nie udało się co prawda sprawić kolejnej sensacji, ale sam fakt, że doszedł w turnieju tak daleko i wygrał jednego lega w starciu ze swoim ojcem, stanowi dla niego ogromny sukces. Jeżeli Marcel nie straci pasji do darta i dalej będzie w tak szybkim tempie rozwijał swoje umiejętności to w przyszłości możemy mieć z niego jeszcze wiele pociechy nie tylko na arenie krajowej, ale być może także międzynarodowej. Sebastian Steyer po wygranej nad swoim synem wygrał 4-0 w półfinałowym meczu z Adrianem Żyłką. Kolejne pewne zwycięstwo utorowało mu drogę do samego finału, w którym przyszło mu się zmierzyć z Arturem Kozłowskim. Kozłowski był tego dnia w świetnej dyspozycji. Na etapie ćwierćfinałów zaliczył efektowną wygraną 4-0 nad Grzegorzem Sierpotowskim, który przecież przy okazji poprzedniego turnieju Pucharu Polski w Krakowie był w stanie wygrać cały turniej! Tego dnia Sierpol miał jednak sporo problemów z trafianiem w podwójne. Jego rywal bezbłędnie wykorzystywał jego pomyłki i to Kozłowski mógł cieszyć się z awansu do półfinału. O finał Kozłowski walczył z Wojciechem Gleniem. Mecz rozstrzygnął się dopiero w 7 decydującym legu. Artur prowadził w całym meczu 3-2, ale nie był w stanie wykorzystać kolejnych lotek meczowych i w pewnym momencie wydawało się, że może zaprzepaścić swoją przewagę i wielką szansę na awans do finału. W ostatniej partii meczu Gleń nie potrafił jednak wykorzystać pomyłek rywala i to Golden Boy mógł cieszyć się z awansu do finału. W najważniejszym meczu dnia Kozłowskiemu nie udało się jednak nawiązać walki w starciu z Sebastianem Steyerem. Artur w niczym nie przypominał siebie z poprzednich meczów – przez większą część meczu wydawał się być mocno zrezygnowany. W jego mowie ciała brakowało charakterystycznych ekspresywnych gestów i okrzyków po udanych zagraniach. W całym meczu Steyer nie pozwolił rywalowi na ugranie nawet jednego lega. Ba! Kozłowskiemu w całym meczu ani razu nie udało się nawet podejść do podwójnej. Sam Steyer był w tym elemencie właściwie nieomylny. W całym meczu meczu spudłował tylko 4 próby na podwójnych. Aż 3 z tych pudeł przypadły na lotkę meczową. The Dream popisał się także dwoma wysokimi finiszami – w 1 i 2 legu zerował swój licznik z 85 i 90 punktów. Efektowna wygrana w finale idealnie podsumowała niezwykle udany turniej w jego wykonaniu. W niedzielę Steyer nie miał już tyle szczęścia – z rywalizacją pożegnał się na dość wczesnym etapie rywalizacji. Tego dnia najlepszym okazał się Sebastian Białecki, który w finale ograł Dawida Robaka. Młody Białecki potwierdził tym samym swoją dobrą formę i odnotował kolejne turniejowe zwycięstwo.

Kozłowski ma za sobą udany weekend. Domasiewicz pokonana Dużo emocji przyniósł także turniej pań. W ostatnich tygodniach prawdziwą dominatorką kobiecych rozgrywek w Polsce była Marta Domasiewicz. W sobotnim turnieju jej świetna passa została jednak przerwana przez Barbarę Pośpiech, dla której triumf w Krakowie był pierwszą wygraną w zawodach Pucharu Polski. Pośpiech po raz pierwszy zaskoczyła już w półfinale, w którym ograła 4-2 byłą mistrzynię Polski – Aleksandrę Grzesik-Żyłkę. Finałowe starcie z Martą Domasiewicz było dla Pośpiech szansą na rewanż za niedawny finał Otwartych Mistrzostw Opola. Początkowo wydawało się, że to Marta po raz kolejny zabierze trofeum ze sobą. Domasiewicz prowadziła już 3-2 i była jednego lega od wygrania całego turnieju. Wtedy do głosu doszła jednak jej rywalka, która kolejnymi trafieniami w potrójną 19 dystansowała przeciwniczkę. W decydującym legu Basia zakończyła cały mecz trafieniem w podwójną 8 i efektownym checkoutem z 68. Do niecodziennej sytuacji doszło w jednym z początkowych legów spotkania. Marta Domasiewicz mając do końca 168 rzuciła…równe 168 – problem w tym, że swojego podejścia nie zakończyła żadną z podwójnych, a potrójną 16. To oznaczało busta, co wśród kibiców obserwujących spotkanie i samej zawodniczki wywołały uśmiechy niedowierzania. Pośpiech nie kryła swojego zadowolenia z premierowego triumfu w turnieju takiej rangi. W ostatnich tygodniach prezentuje ona bardzo dobrą i co najważniejsze równą formę i wyrasta na jedną z czołowych polskich zawodniczek. W niedzielę do wygrywania powróciła Marta Domasiewicz. W drugim finale nie dała sobie odebrać zwycięstwa i ograła w finale Aleksandrę Grzesik-Żyłkę.

Marta Domasiewicz poległa w sobotnim finale, ale w niedzielę okazał się najlepsza! Koniec weekendu oznacza też koniec turniejowych emocji, ale rozbrat z polskim dartem nie potrwa zbyt długo. Już 17 października Puchar Polski powraca do Świdnicy! Autor - Arkadiusz Salomon