• DartsPL

Wielkanocny triumf Humphriesa

Za nami trzeci w tym roku turniej cyklu European Tour. W Wielkanocnym turnieju w Monachium byliśmy świadkami jednych z najbardziej szalonych i nieprzewidywalnych imprez w tym roku. Całe rozgrywki wygrał Luke Humphries, który w finale ograł Martina Lukemana.

Wielkanoc można było spędzić z rodziną na oglądaniu filmowych klasyków, rozmowach o polityce i poszukiwaniu słodkości ukrytych przez Zajączka. Mamy nadzieję, że tak właśnie zrobiliście. Była jednak pewna alternatywa. Dla tych, którzy bez darta nie potrafią żyć nawet w święta PDC przygotowała turniej European Touru w Monachium, który zaczął się w Wielką Sobotę, a skończył w Lany Poniedziałek. W grze nie zobaczyliśmy Polaków. Krzysztof Ratajski, który miał być rozstawiony z numerem 16, wycofał się z turnieju. Rozgrywki w Monachium były szalone i całkowicie nieprzewidywalne. Masa niespodzianek w pierwszych dniach turnieju sprawiła, że szansę na wygranie całych zawodów dostali zawodnicy, którzy nie byli faworytami. Świetny turniej zagrali niesiony przez niemiecką publikę Martin Schindler i Wesley Plaisier, który wrócił do turniejów PDC po 2-letniej przerwie. Nie do nich należało jednak ostatnie słowo. W finale zmierzyli się ze sobą rewelacyjny w poniedziałek Luke Humphries i odkrycie obecnego sezonu Martin Lukeman. Więcej sił na finał zachował młodszy z Anglików i mógł cieszyć się ze swojego pierwszego w karierze triumfu w turnieju European Touru. Pogrom faworytów Jeśli macie lekki przesyt oglądania w akcji najlepszych zawodników PDC, to ten turniej był dla Was skrojony. Już w drugiej rundzie z grą pożegnało się aż 8 zawodników rozstawionych! Aż połowa z nich odpadła z walki w Monachium po swoim pierwszym meczu. W stolicy Bawarii triumfy święcili zawodnicy z drugiego planu, którzy rzadko zapędzają się w bardziej zaawansowane fazy turnieju. Już na tym etapie z grą w turnieju pożegnała się dwójka liderów światowych rankingów. Gerwyn Price z turnieju się wycofał i bez walki oddał miejsce w dniu finałowym Keane’owi Barry’emu. Peter Wright przegrał z kolei niespodziewanie ze Scottem Waitesem. Były Mistrz Świata federacji BDO sprawił jedną z największych niespodzianek drugiego dnia rozgrywek. Początkowo niewiele wskazywało na sensację. Snakebite grał solidne spotkanie i dość szybko wypracował sobie przewagę przełamania. Taki stan rzeczy utrzymywał się aż do stanu 5-3 dla Wrighta! Kiedy puenta spotkania wydawała się nieunikniona, Waites postarał się o wyśmienity zwrot akcji. Wright obniżył swój poziom – w trzech ostatnich legach rzucił zaledwie dwie 140-tki (w pozostałej części spotkania rzucił ich aż 9 i do tego dołożył trzy maksy). Scott wykorzystał niemoc rywala na potrójnych i wygrał 3 legi z rzędu, szokując monachijską publikę.

Scott Waites był autorem jednej z wielu niespodzianek. Anglik pomimo podbramkowej sytuacji, nie poddał się w starciu z Peterem Wrightem i wyrzucił aktualnego Mistrza Świata poza turniejową burtę

Z presją faworyta nie poradzili sobie także Callan Rydz i Jose de Sousa. Pierwszy zapomniał już jak dobrze grał w darta w poprzednim sezonie i kontynuuje mizerną formę w obecnych rozgrywkach. Jego pogromcą okazał się odbudowujący swoją formę sprzed lat Keegan Brown, który w Monachium pokazał, że wciąż stać go na bardzo dużo. Anglik w kolejnej rundzie ograł po nerwowym boju Madarsa Razmę i awansował do ćwierćfinału, w którym marzenia o dalszej grze wybił mu z głowy Michael van Gerwen. Dla Needle’a ten występ to jak wybawienie. Wiele wskazywało na to, że Keegan już w tym roku może stracić kartę zawodniczą. Tym występem dał jednak swoim kibicom nadzieję na powrót do świetnej gry sprzed lat, a przede wszystkim na utrzymanie się w PDC na kolejny sezon. De Sousa rozczarował na całej linii i zagrał bardzo niemrawe zawody przeciwko Madarsowi Razmie. Portugalczyk w niczym nie przypominał swojej najlepszej wersji – podobnie jak rywal mocno męczył się na dystansie i notował wiele pomyłek na podwójnych. W nerwowej potyczce więcej zimnej krwi zachował Razma, który w 10 legu znalazł w końcu odpowiedni rytm i zaczął seryjnie trafiać potrójne 19. Szybko odskoczył z wynikiem i zakończył spotkanie wygraną 6-4. Schindler na ustach niemieckich kibiców Spore powody do zadowolenia mieli niemieccy kibice. Co prawda trójka Niemców przegrała w swoich pierwszych meczach. Dragutin Horvat ugrał zaledwie jednego lega w starciu ze Scottem Waitesem, Lukas Wenig nie wykorzystał szansy na ogranie Keane’a Barry’ego i roztrwonił początkową przewagę, a Gabriel Clemens nie skorzystał z rozstawienia sprezentowanego mu przez Ratajskiego i po mizernej grze przegrał z Martinem Lukemanem. Aż dwóm Niemcom udało się jednak awansować do finałowego dnia imprezy! Sporą niespodziankę sprawił Max Hopp, który wygrał spotkania z Alanem Soutarem i Dimitrim van den Berghiem i awansował do 1/8 finału. W niej nie był już w stanie nawiązać wyrównanej walki z Jonnym Claytonem, ale patrząc na mizerną formę Maximizera w ostatnich miesiącach, występ w Monachium należy uznać za ogromny sukces. Jeszcze lepiej poszło Martinowi Schindlerowi, który dotarł do ćwierćfinału. The Wall był ulubieńcem bawarskiej publiki i otrzymywał od swoich kibiców najwięcej wsparcia. Trudno się dziwić – Schindler potrafi grać niezwykle efektownie, ale w Monachium nie ustrzegł się kilku słabszych momentów. Tak było w drugiej rundzie, w starciu z Brendanem Dolanem. Irlandczyk z Północy powinien był przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale natrafił na opór niemieckiej publiczności. Gwizdy i buczenie jakie prezentowali mu przy każdej lotce meczowej weszły do głowy Brendana, który zmarnował sporo okazji do zakończeniu meczu. Schindler z tego skorzystał i wyrwał rywalowi awans do kolejnej rundy. Niemiec odwdzięczył się swoim fanom następnego dnia w starciu z Ryanem Searlem i zagrał prawdziwy koncert. Martin zagrał na średniej 109,24 (!) i wprost zdemolował Anglika, nie dając mu najmniejszych szans na ćwierćfinał. To nie pierwszy przypadek kosmicznej gry Schindlera w tym sezonie. The Wall to ogromny darterski potencjał i materiał na zawodnika z czołówki. Problemem Niemca jest jednak wciąż utrzymanie równego poziomu w całym turnieju. Świetny występ z Searlem na niewiele się zdał – w ćwierćfinałowym boju z Martinem Lukemanem jego gra wyglądała już dużo słabiej. Schindlera stać było na jeden zryw i jedynie krótki okres gry na jego najwyższym poziomie. Nie wystarczyło to jednak do ogrania niezwykle solidnie prezentującego się w Monachium Anglika.

Martin Schindler potrafi zachwycać! W Monachium, niesiony dopingiem swoich kibiców ponownie pokazał swój ogromny potencjał. Wciąż czekamy jednak na stabilizację formy Martina i kompletny turniej w wykonaniu utalentowanego Niemca.

Na tym nie kończą się niespodziewani bohaterowie tego weekendu. Prawdziwą furorę w Monachium zrobił Wesley Plaisier, który powrócił na większą scenę po blisko dwuletniej przerwie. Ostatni raz w turnieju PDC widzieliśmy go w 2020 roku w belgijskim Hasselt! Holender wrócił w świetnym stylu i zaskoczył niezwykle równą i solidną grą na przestrzeni całego turnieju. Wesley niespodziankę sprawił już w pierwszej rundzie, w której ograł nieźle w tym roku prezentującego się Jima Williamsa. W kolejnych meczach wyrósł na eksperta od sytuacji beznadziejnych. W drugiej rundzie z Cullenem przegrywał już 3-4 z przełamaniem i kiedy wydawało się, że faworyt przejął inicjatywę Plaisier odpowiedział świetną grą w końcówce i wyrzucił z gry Rockstara. W kolejnym meczu ze swoim, dużo bardziej utytułowanym, rodakiem Dirkiem van Duijvenbode, ponownie uciekł katu spod topora. Dirk przez całe spotkanie dyktował warunki gry i dominował pod względem punktowania. Zawodziły go jednak podwójne. Pomyłki na zewnętrznej obręczy tarczy wielokrotnie dopuszczały Plaisiera z powrotem do spotkania. W samej końcówce Aubergenius wyskoczył na prowadzenie 5-4 i rzucał na mecz. Wydawało się, że na tym skończy się piękną przygoda Plaisiera w Monachium, ale ten był niezatapialny. Wygrał dwa kolejne legi i po raz kolejny okazał się w końcówce skuteczniejszy. Ostatecznie przygoda ta skoczyła się na ćwierćfinale, w którym Plaisier musiał uznać wyższość Luke’a Humphriesa. Holender znów walczył jednak do końca i ponownie bliski był ogrania faworyta w samej końcówce. Tym razem w deciderze lepszy był jednak Cool Hand Luke, który w porę opanował nerwy i zagrodził rywalowi drogę do półfinału.

Wsley Plaisier to jedno z wielu pozytywnych zaskoczeń turnieju w Monachium. Mało kto spodziewał się, że Holender, który jakiś czas temu wypadł z PDC będzie w stanie dojść do ćwierćfinału!

Fenomenalny Humphries Przed startem rozgrywek w finałowym dniu najwięcej uwagi poświęcano Michaelowi van Gerwenowi i Jonny’emu Claytonowi. Żaden z nich nie dotarł jednak nawet do finału, a najwięcej do powiedzenia w poniedziałek miał Luke Humphries, który grał po prostu fenomenalnie. Po ograniu Wesleya Plaisiera w ćwierćfinale, przed Anglikiem postawiono trudne zadanie walki z MvG. Cool Hand Luke nic sobie z tego nie zrobił i zagrał perfekcyjne spotkanie. Przy tarczy dosłownie wszystko mu wychodziło i kibice mogli przypomnieć sobie ubiegłoroczny półfinał UK Open, w którym Luke ograł Holendra 11-5. Tym razem było dla Anglika jeszcze lepiej! 7-0! Dokładnie tak, Mighty Mike nie był w stanie w półfinale ugrać nawet jednego lega! Co więcej Humphries został pierwszym w historii zawodnikiem, który dopuścił byłego lidera rankingu do zaledwie jednej podwójnej w całym spotkaniu. Średnia 107,36 i świetna, ponad 50% skuteczność na podwójnych pokazują jedynie, że Luke był po prostu nie do zatrzymania. Dodajmy jeszcze, że w dwóch poprzednich poniedziałkowych meczach Humphries również przekraczał średnią 100 – 102,46 z Plaisierem i 101,46 ze Smithem. W drugiej części drabinki świetnie radził sobie z kolei Martin Lukeman. Anglik, nie pierwszy raz w tym roku, sprawia dobre wrażenie i na razie możemy go uznać za jedną z największych rewelacji 2022 roku. Przez cały turniej Smash prezentował niezwykle solidny poziom. Wspominałem już o dwóch wygranych nad niemieckimi rywalami, do tego Anglik dołożył w poniedziałek triumf nad Keanem Barrym. Wygrane zaprowadziły go aż do półfinału, w którym jego rywalem był świetnie spisujący się Damon Heta. W poprzedniej rundzie Australijczyk ograł rozpędzonego Jonny’ego Claytona i wydawało się, że to on zagra w finale. Niestety Heat po raz kolejny w swojej karierze nie wytrzymał roli faworyta w kluczowym momencie turnieju. Tak było z Dannym Baggishem na MŚ w 2021 i z Dannym Noppertem w ćwierćfinale tegorocznego UK Open. Heta znacząco obniżył poziom swojej gry – nie był już tak zabójczo skuteczny na podwójnych i rzadziej zachwycał kibiców wysokimi zdobyczami punktowymi. Perfekcyjnie wykorzystał to Lukeman, z którym w stolicy Bawarii nie można było grać przeciętnie. Martin przełamał rywala w 7 legu i aż do końca meczu skutecznie bronił przewagi, odnosząc wygraną 7-5.

Martin Lukeman to siła, z którą w tym sezonie trzeba się liczyć. Kolejny kapitalny występ Anglika poskutkował znacznym awansem w rankingu jednorocznym. Wiele wskazuje na to, że zobaczymy w tym sezonie Smaha w turnieju telewizyjnym!

W finale spotkało się ze sobą dwóch debiutantów – obaj darterzy po raz pierwszy w swojej karierze wystąpili w finale turnieju European Touru. Sam finał nie przyniósł aż tak ogromnych emocji, jak całe rozgrywki. Lukemanowi nie wystarczyło już sił na decydujące starcie i w walce o trofeum Martin rozegrał swoje najsłabsze spotkanie. Humphries bardzo szybko zyskał przewagę i chociaż daleki był od swojej kosmicznej gry z meczu z van Gerwenem, to pewnie kontrolował przebieg spotkania i dokładał na swoje konto kolejne wygrane partie. W samej końcówce gra Lukemana całkowicie się posypała i dość szybko jasnym stało się, że Anglik nie powalczy o swój pierwszy tytuł w PDC. Humphries wygrał całe spotkanie 8-2 i sięgnął po w pełni zasłużony triumf. Smash pomimo nieudanego finału również mógł mieć powody do zadowolenia – po raz kolejny udowodnił, że stać go na grę na najwyższym poziomie, a do tego znacząco przybliżył się do występu w Matchplayu. W rankingu jednorocznym, nie uwzględniającym zawodników z TOP16 Order of Merit, jest już na 9 miejscu i jego debiut w majorze jest praktycznie pewny. Radek Szagański czeka na swój występ Jeśli spodobał Wam się turniej w Monachium i lubicie cykl European Touru, to mamy dobre wiadomości. W najbliższym czasie będzie dużo okazji do oglądania takich turniejów. Następna na przełomie kwietnia i maja w austriackim Premstatten. Dodatkową zachętą dla polskich kibiców powinno być to, że w Austrii w akcji zobaczymy nie tylko Krzysztofa Ratajskiego, ale także Radka Szagańskiego, który uzyskał kwalifikację na ten turniej. Przed Radkiem pierwsza, w tym sezonie, szansa na występ na większej scenie! Autor - Arek Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.