• DartsPL

World Cup of Darts 2021 - Szkocja po raz drugi w historii najlepsza!



Po 4 dniach zaciętej rywalizacji poznaliśmy tegorocznych triumfatorów World Cup of Darts. Skazywana na pożarcie Szkocja osłabiona brakiem Gary’ego Andersona okazał się najlepsza i po raz drugi w historii cieszyła się z tego trofeum. Polacy w drugiej rundzie odpadli z późniejszymi zwycięzcami.


Jedyny drużynowy turniej w kalendarzu PDC dobiegł końca. W World Cup of Darts wystartowały 32 reprezentacyjne, aby po 4 dniach rywalizacji na placu boju zostały dwie najlepsze. W finale dość niespodziewanie zabrakło faworytów i o trofeum zawalczyli Austriacy i Szkoci. W finałowej batalii górą byli reprezentanci Wysp Brytyjskich, którzy pomimo braku Gary’ego Andersona po raz drugi w historii mogli cieszyć się z tytułu najlepszej darterskiej reprezentacji na świecie. Polacy pomimo kapitalnego początku nie byli w stanie osiągnąć historycznego ćwierćfinału. Duet Krzysztof Ratajski i Krzysztof Kciuk musiał uznać wyższość późniejszych triumfatorów – Petera Wrighta i Johna Hendersona. Pozostaje niedosyt Do starcia w drugiej rundy przeciwko Szkotom podchodziliśmy z ogromnym optymizmem. W pierwszym meczu obaj nasi reprezentanci pokazali się z kapitalnej strony i wydawało się, że tegoroczna edycja World Cupa będzie tą pierwszą, w której Polakom uda się awansować do wymarzonego ćwierćfinału. Polacy do meczu podeszli taktycznie – do drugiego meczu wystawili do gry Krzysztofa Ratajskiego, licząc, że ten zmierzy się z teoretycznie słabszym z rywali Johnem Hendersonem i zapewni nam przynajmniej decydujący mecz deblowy. Tak też stało się w praktyce i jako pierwsi do tarczy podeszli Peter Wright i Krzysztof Kciuk. Polak zagrał kapitalne zawody i niewiele zabrakło, aby odniósł sensacyjny triumf. Były Mistrz Świata nie zagrał na swoim wysokim poziomie i Kciuk w pełni wykorzystywał słabszy dzień rywala. The Thumb pewnie ugrywał kolejne legi, w których rzucał jako pierwszy i doprowadził w ten sposób do decydującego lega, w którym również otwierał licznik. Przez 6 legów rywalizacji niemożliwym był stwierdzenie, który z zawodników jest trzecim zawodnikiem świata i jeszcze kilka tygodni triumfował w World Matchplay, a który rozpaczliwie walczy o utrzymanie karty zawodniczej. Ta różnica zarysowała się jednak w 7 legu, który decydował o końcowym rozstrzygnięciu. Wright przy tarczy zachował więcej spokoju i zimnej krwi. Kciuk w samej końcówce dostał jedną lotkę meczową na podwójnej 20, ale nie był w stanie jej wykorzystać. Snakebite skorzystał z okazji i trafieniem w podwójną 14 pewnie zakończył spotkanie. W drugim spotkaniu w akcji zobaczyliśmy nasz numer jeden – Krzysztofa Ratajskiego. Polish Eagle z kosmicznej strony zaprezentował się w meczu pierwszej rundy przeciwko Czechom. Indywidualna średnia Polaka z meczu deblowego wyniosła zawrotne 119 i wydawało się, że wygrana nad przeciętnym ostatnio Johnem Hendersonem jest więcej niż pewna. Polscy kibice okrutnie się jednak przeliczyli. Obaj darterzy nie pokazali się ze swojej najlepszej strony – dominowały niedokładności i nerwy. Polaka zawiodły przede wszystkim podwójne – w całym spotkaniu Krzysiek spudłował ich aż 15! To właśnie nieskuteczność w rzutach do zewnętrznej obręczy tarczy zadecydowała o kiepskim początku spotkania, w którym niegrający nic ciekawego Henderson był w stanie odskoczyć na prowadzenie 3-1. Polaka stać było jeszcze na przełamanie na 3-2, ale chwilę później Szkot celnym trafieniem w podwójną 20 zakończył marzenia Polaków o awansie do ćwierćfinału.

Mecz z Johnem Hendersonem nie był dla Krzysztofa Ratajskiego udany - Polaka znowu zawiodła skuteczność na podwójnych.

Po meczu pozostało nam jedynie uczucie niedosytu i rozczarowania. Rywale byli zdecydowanie w zasięgu Polaków i w tym roku przepadła nam wymarzona szansa na awans do najlepszej ósemki Drużynowych Mistrzostw Świata. Do Krzysztofa Kciuka większych pretensji mieć nie możemy – Polak zagrał na swoim dobrym poziomie, a minimalna porażka z Peterem Wrightem wstydu nie przynosi. W kluczowym momencie zawiódł jednak lider drużyny Krzysztof Ratajski. Rataja nie pierwszy raz w najważniejszych meczach zawiodły podwójne. Jeśli Polish Eagle ma stać się zawodnikiem z czołówki z prawdziwego zdarzenia to musi nad tym elementem mocno popracować. Bohater turnieju Szkoci po ograniu Polaków zaskoczyli ekspertów i po ograniu dwóch – wydawało się najmocniejszych – drużyn w stawce – Holendrów i Walijczyków doszli do samego finału. Bohaterem swojej drużyny został John Henderson. Przed startem turniejem wydawało się, że Hendo będzie słabym punktem drużyny i pogrzebie szanse Szkotów na osiągnięcie wybitnych rezultatów. W praktyce to właśnie Highlander w wielu trudnych chwilach brał na siebie odpowiedzialność i dostarczał swojej drużynie bezcenne punkty. Peter Wright na przestrzeni całego turnieju nie był sobą i ani razu nie pokazał nam swojej wielkiej formy z ostatnich tygodni. Być może właśnie z tego powodu dwukrotnie delegował się do drugiego spotkania singlowego – licząc na ominięcie konfrontacji z dwoma wielkimi rywalami - Michaelem van Gerwenem i Gerwynem Pricem. W obu przypadkach taka taktyka dała dobre skutki.

John Henderson wbrew opiniom krytyków w wielu momentach World Cup of Darts był liderem szkockiej drużyny.

Zarówno w ćwierćfinałowej batalii z Holandią jak i w półfinałowej rywalizacji z obrońcami tytułu Walijczykami o końcowych losach rywalizacji decydowały mecze deblowe. W meczu z Holandią wszystko przebiegło zgodnie z planem – John Henderson pomimo ambitnej walki nie był w stanie poradzić sobie Michaelem van Gerwenem, a Dirk van Duijvenbode w starciu z Peterem Wrightem przegrał z odbijającymi się od tarczy lotkami i własnymi nerwami. W meczu deblowym zaskakiwał Henderson, który regularnie dostarczał swojej drużynie dwie potrójne wartości w jednym podejściu. W połączeniu z perfekcyjnie trafiającym podwójne Peterem Wrightem dało to zabójczą mieszankę. Holendrzy do końca liczyli na triumf, ale decydujący legł padł łupem rywali i to Szkocja awansowała do półfinałów. W rywalizacji z Walią ponownie o końcowym rozstrzygnięciu decydował mecz deblowy, ale tym razem role nieco się odwróciły. John Henderson po raz kolejny rzucony został na pożarcie wielkiego faworyta – aktualnego Mistrza Świata Gerwyna Price’a. Tym razem Hendo pokusił się jednak o wielką niespodziankę i z zimną krwią wypunktował faworyta. Price’owi nie pomógł nawet genialny 5 leg, w którym do dziewiątej lotki zabrakło mu zaledwie celnego trafienia w podwójną 12. Henderson ze spokojem godnym największego mistrza wykończył jednak rywala w kolejnym legu, przypieczętowując wygraną 4-2. W meczu singlowym zawiódł jednak tym razem Peter Wright, który przegrał z Jonnym Claytonem. Mecz rozczarował i żaden z darterów nie zagrał na swoim optymalnym poziomie, ale to Clayton był w stanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i doprowadzić do decydującego meczu par. W nim Szkoci ponownie lepiej wytrzymali presję, a John Henderson szalał, zdobywając kolejne ważne 140-tki i trafiając kluczowe podwójne. Podobnie jak w rywalizacji z Holandią decydował 7 leg, w którym Szkoci znów zachowali więcej zimnej krwi i dzięki przełamaniu mogli cieszyć się z awansu do wielkiego finału. Ozdrowiały Suljović W górnej części drabinki nieoczekiwanie szaleli Austriacy, których podobnie jak Szkotów przed turniejem nikt nie brał pod uwagę przy rozdawaniu czołowych lokat. Mensur Suljovic, który najlepsze lata kariery ma już dawno za sobą, a w obecnych rozgrywkach narzekał na problemy zdrowotne stał się jednak prawdziwym liderem drużyny i przez cały turniej nie tylko świetnie punktował, ale był też praktycznie bezbłędny na podwójnych. Jego partnerem był Rowby-John Rodriguez, który uważany był za ogromny talent, ale przez lata kariery nie był nigdy w stanie potwierdzić ogromnych oczekiwań. W Jenie Rodriguez wszedł jednak na swój najwyższy poziom i po raz kolejny przypomniał o sobie i swoich ogromnych możliwościach.

Austriacy w tegorocznym World Cupie stworzyli świetną drużynę i doszli do finału!

Austriacy z pewnością skradli serca wielu kibiców, a cieszynki Mensura Suljovicia po kolejnych wygranych spotkaniach z pewnością na długo wejdą do darterskiego kanonu. Pomijając starcie w pierwszej rundzie z Filipinami Austriacy ani razu nie byli faworytami. Ich marszruta do finału rozpoczęła się od sensacyjnego triumfu nad faworyzowaną Belgią. Suljović wszedł na wyżyny swoich umiejętności i po genialnym spotkaniu ograł Kima Huybrechtsa 4-1. Mecz ten śmiało może kandydować do miana najlepszego singlowego starcia w całym turnieju! Obaj panowie zagrali na obłędnych średnich (Huybrechts – 108,36, Suljović – 107,91), ale dokładniejszy i konkretniejszy był Austriak. W drugim singlu dzieła zniszczenia dokonał Rowby-John Rodriguez, który w pełni wykorzystał kiepską formę Dimitriego van den Bergha i ograł go 4-2. Podobny koncert Austriacy zagrali w półfinale przeciwko rozstawionym z jedynką Anglikom. W singlowych starciach z Jamesem Wadem i Davem Chisnallem Austriacy oddali rywalom zaledwie 2 legi! Suljović ponownie wzniósł się na niebotyczny poziom i w pewnym momencie spotkania z Jamesem Wadem grał nawet na średniej 119! Rowby-John również zagrał na średniej na poziomie 100 i nie dał Chisnallowi większych szans. Imponujący występ zagwarantował Austriakom historyczny awans do pierwszego w historii finału World Cup of Darts. Szkocja po raz drugi! Rywalizacja finałowa była małym rozczarowaniem. Obie ekipy nie były w stanie nawiązać do swoich najlepszych turniejowych momentów. Zamiast tego zobaczyliśmy sporo nerwów i prostych pomyłek. Wszystko rozpoczęło się od meczów singlowych, w których triumfowali liderzy swoich drużyn – najpierw Mensur Suljović bezproblemowo poradził sobie z Johnem Hendersonem, a chwilę później Peter Wright pewnie ograł Rowby’ego-Johna Rodrigueza. W obu przypadkach końcowy wynik brzmiał 4-1 dla zwycięzcy. Kluczowy dla losów całego pojedynku okazał się mecz deblowy. Znacznie lepiej weszli w niego Austriacy, którzy ekspresowo wyszli na prowadzenie 3-0. W dalszej części spotkania Szkoci udowodnili jednak, że są ekspertami od wygrywania meczów deblowych – nawet tych, w których sytuacja wydaje się już być beznadziejna. Henderson z Wrightem wzięli się ostro do pracy i dzięki dwóm przełamaniom odrobili straty i wygrali cały mecz 4-3, wychodząc w całej rywalizacji na prowadzenie 2-1. W brodę po spotkaniu mógł sobie pluć Rowby-John Rodriguez, który zmarnował aż 3 lotki meczowe. Całą rywalizację chwilę później zamknął Peter Wright, który po niezwykle nerwowym spotkaniu ograł 4-3 Mensura Suljovicia. Szkot prowadził już w meczu 3-1 i wydawało się znacznie szybciej zamknie nadzieje Austriaków na doprowadzenie do decydującego meczu. Wtedy Wright zaczął jednak zdradzać ogromne nerwy. Szkot kompletnie nie w swoim stylu zaczął wyraźnie mylić się na podwójnych i nie był w stanie zamknąć spotkania. Suljović wykorzystał zawahanie rywala i doprowadził do 7 lega, ale w nim Austriak nie zdołał już nawiązać walki.

Peter Wright i John Henderson po triumfie w World Cup of Darts nie kryli swojego wzruszenia.

Wygrana Wrighta zakończyła cały finały i zagwarantowała Szkotom drugi w historii triumf w World Cup of Darts. Widok płaczących ze szczęścia Johna Hendersona i Petera Wrighta, który zachowywał się jak zawodnik, który właśnie wygrał swoje pierwsze wielkie trofeum, wynagrodził wszystkim kibicom nienajlepszy pod względem sportowym finał. Dla obu darterów reprezentowanie swojego kraju wiele znaczyło, a sam triumf dał im mnóstwo radości. Na brawa zasługują również Austriacy, którzy wbrew oczekiwaniom po raz pierwszy w historii przeszli barierę ćwierćfinału i awansowali do wielkiego finału. Wszyscy finaliści w nagrodę zagwarantowali sobie udział w tegorocznej edycji Grand Slam of Darts! (Peter Wright występu na Grand Slamie pewny był już wcześniej) Polskim kibicom na pierwszy ćwierćfinał przyjdzie poczekać przynajmniej rok… Autor - Arkadiusz Salomon Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.