• DartsPL

World Matchplay 2021 – Peter Wright zdemolował konkurencję!

Peter Wright okazał się najlepszym zawodnikiem tegorocznego World Matchplay! Szkot zaprezentował kosmiczną formę i w pełni zasłużenie sięgnął po jedno z najważniejszych darterskich trofeów. Krzysztof Ratajski rywalizację zakończył na półfinale.

Po ponad tygodniu pełnym darterskich emocji zapadły rozstrzygnięcia w drugim tegorocznym telewizyjnym turnieju rankingowym – World Matchplay. Na starcie rozgrywek w Winter Gardens zameldowało się 32 najlepszych darterów świata. Po serii zaciętych pojedynków na placu boju pozostała 4, która przez weekend rozstrzygnęła między sobą kwestię zwycięstwa w całej imprezie. W półfinałach zameldowali się Michael van Gerwen, grający kapitalny turniej Peter Wright, obrońca tytułu Dimitri van den Bergh i ku uciesze polskich kibiców Krzysztof Ratajski. Górą był Szkot, który w pełni zasłużenie sięgnął po swoje kolejne wielkie trofeum i dołączył tym samym do elitarnej grupy zawodników, która w swojej karierze była w stanie sięgnąć po triumfy w dwóch najważniejszych darterskich turniejach – Mistrzostwach Świata i World Matchplay. Do tej pory ta sztuka udała się jedynie Philowi Taylorowi, Michaelowi van Gerwenowi, Gary’emu Andersonowi i Robowi Crossowi. Krzysztof Ratajski udany turniej zakończył na półfinale, po raz pierwszy osiągając tak zaawansowaną fazę turnieju telewizyjnego. Reprezentant Polski z pewnością jest ze swojego wyniku zadowolony, chociaż z pewnością może odczuwać rozczarowanie swoim półfinałowym występem przeciwko Dimitriemu van den Berghowi… Kosztowny sen zimowy Ratajski i van den Bergh otworzyli sobotnie granie w Blackpool i w bezpośrednim starciu wyjaśnili między sobą kwestię awansu do niedzielnego finału. Zdecydowanym faworytem rywalizacji był Belg, który w Blackpool bronił tytułu wywalczonego rok wcześniej. W Winter Gardens Belg miewał jednak różne momenty, a jego największym problemem była skuteczność na podwójnych. Dimi w poprzednich rundach był w stanie przykryć ją kapitalnym punktowaniem – w meczu z Davem Chisnalem udało mu się ustrzelić aż 14 maksów! Właśnie w podwójnych polscy kibice upatrywali jednak szans Ratajskiego, który chociaż nie miał najtrudniejszej drabinki pokazał w poprzednich meczach dobrą i skuteczną grę. Początek meczu był dla polskich kibiców i samego Ratajskiego jak marzenie. Polak bezlitośnie punktował słabszą grę van den Bergha i dokładał na swoje konto kolejne partie. Ratajski raz za razem posyłał swoje lotki w wysoko punktowane potrójne wartości i co najważniejsze nie miał większych problemów z trafianiem podwójnych. Krzysztof grał na średniej przekraczającej 100 i rywal nie był w stanie mu zagrozić. Efekt takiego stanu? Polak przełamał rywala w 8 legu i wyskoczył na prowadzenie 6-2! Jak później się okazało były to jednak dobre złego początki. W kolejnej partii wciąż wszystko przebiegało zgodnie z planem – Ratajski kontynuował swoją świetną grę i wydawało się, że pewnie utrzyma swój licznik i odskoczy na przewagę 7-2. Tak się jednak nie stało, a zawiniły nie sprawiające jak dotąd problemów podwójne. Polish Eagle zmarnował dwie okazje na wygranie lega, a takie błędy na tak wysokim poziomie bardzo szybko się mszczą. Van den Bergh wygrał niezwykle istotnego lega i odzyskał pewność siebie. Ratajski po przegranym legu jakby zapadł w sen zimowy. Do tej pory gra Polaka przypominała dobrze naoliwioną maszynę i nagle jeden z jej trybów przestał pracować. Rataj wciąż dobrze wyglądał pod względem punktowania, ale całkowicie zaciął się na podwójnych. Często jako pierwszy dochodził do dogodnych sytuacji i wydawało się, że zakończenie kolejnych partii będzie jedynie formalnością. Tak się jednak nie działo i Polish Eagle seryjnie pudłował podwójne, które do tej pory nie sprawiały mu większych problemów. Nie funkcjonowała podwójna 16, nie funkcjonowała także podwójna 20. Bez względu na podwójną do jakiej podchodził Rataj efekt był ten sam. Grając z tak wyśmienitym rywalem nie można pozwolić sobie na tak długie momenty bezsilności. Dream Maker w pełni wykorzystał problemy rywala i wygrał 8 legów z rzędu! Dla Belga trafianie w podwójne nie było żadnym problemem – zazwyczaj potrzebował jednej lub dwóch lotek do kończenia kolejnych partii.

Ratajski, od feralnego, 9 lega całkowicie zaciął się na podwójnych

Z fantastycznego otwarcia meczu nic nie pozostało. Belg wyskoczył na prowadzenie 10-6 i zaczął w pełni kontrolować przebieg spotkania. Polaka stać było na jeszcze jeden zryw i dogonienie rywala do stanu 9-10. Szybko okazało się jednak, że to za mało, aby na dobre wrócić do walki o finał. Dimi znów zaczął seryjnie wygrywać legi, a na twarzy Ratajskiego coraz częściej można było zobaczyć irytację i zrezygnowanie. Dream Maker nie pozwolił już Polakowi na wygranie choćby jednej partii i wygrał całe spotkanie 17-9. Jasnym stało się, że Belg po raz drugi z rzędu wystąpi w finale Matchplaya i dostanie swoją szansę na obronę mistrzowskiego tytułu. Dla Ratajskiego porażka oznaczała koniec pięknej przygody z turniejem Matchplay.

Dimi po meczu z Ratajskim mógł świętować awans do finału World Matchplay 2021 Występ Krzysztofa Ratajskiego w World Matchplay trzeba oczywiście ocenić na plus. Polakowi w końcu udało się pokonać barierę ćwierćfinału turnieju telewizyjnego i osiągnąć swój pierwszy półfinał. Dobry występ zaprocentuje również awansem w rankingu – w najnowszym notowaniu Polak sklasyfikowany będzie na 11 miejscu i jest już niezwykle blisko osiągnięcia wymarzonej czołowej 10 na świecie. Z drugiej strony Krzysztofowi należy się nagana za półfinałowy występ. W starciach z zawodnikami z czołówki nie można pozwolić sobie na taką ilość błędów i nieskuteczność. Jeżeli Ratajski chce wedrzeć się do czołówki to musi przyzwyczaić się do gry z najlepszymi na największych darterskich scenach. W takich konfrontacjach nie można pozwolić sobie na najkrótsze momenty dekoncentracji, a co dopiero na taką zapaść…

Van Gerwen nie wygra w tym roku turnieju telewizyjnego Przed startem obecnego sezonu Peter Wright w jednym z wywiadów zapowiedział, że jego zdaniem Michael van Gerwen nie wygra w tym roku żadnego turnieju telewizyjnego. Podczas World Matchplay Szkot wziął sprawy w swoje ręce i sam zadbał o to, aby jego teza nie została obalona już w lipcu. W półfinałowym starciu Snakebite wszedł na absolutnie kosmiczny poziom i nie dał Holendrowi najmniejszych szans. Od pierwszych legów spotkania Peter narzucił Gerwenowi niezwykle trudne warunki. Starcia Szkota i Holendra zawsze elektryzują kibiców darta i nie inaczej było tym razem. Obaj zawodnicy grali świetne spotkanie, ale Peter wciąż był o kilka kroków przed swoim największym rywalem. Obserwując poczynania Szkota ręce same składały się do oklasków. Wychodziło mu dosłownie wszystko. Wright w kolejnych podejściach dorzucał kolejne 140-tki i 180-tki, a gdy przychodziło do kończenia legów w większości ekspresowo wykorzystywał swoje szanse. Do pełni szczęścia Snakebiteo’owi zabrakło jedynie dziewiątej lotki… do której w 12 legu zabrakło jedynie celnego trafienia w podwójną 12. Michael van Gerwen również grał dobre zawody, przez cały mecz utrzymywał swoją średnią na poziomie powyżej 100 punktów. Na tak dysponowanego Wrighta to było jednak znacznie za mało. Pomimo tego Mighty Mike był w stanie przez większość spotkania deptać po piętach znakomitego rywala. Van Gerwen przez całe spotkanie oglądał plecy Wrighta, ale utrzymywał zaledwie kilkulegową stratę do przeciwnika. Kibice czekali na moment, w którym Michaelowi uda się doskoczyć do rywala i doprowadzić do nerwowej końcówki. Tak się jednak nie stało – w samej końcówce Wright kompletnie odjechał przeciwnikowi i od stanu 12-10 wygrał 5 kolejnych legów z rzędu i odniósł triumf 17-10. Peter zakończył mecz z genialną średnią 110,37 i blisko 50% skutecznością na podwójnych! Przy takiej grze Wrightowi po prostu nie dało się zagrozić.

Michael van Gerwen był w starciu z Peterem Wrightem momentami bezradny.

Szkot po serii kapitalnych występów awansował do finału i wydawało się, że nikt nie może pozbawić go triumfu w całym turnieju. Dla Wrighta triumf był tym bardziej ważny, że Szkot przeżywał dość trudny okres. Jego żona – Joanne przechodziła operację pleców i nie mogła towarzyszyć mężowi w trakcie turnieju. Na szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem i małżonka Snakebite’a zasiadła pośród kibiców na meczu finałowym… Kolejny koncert Wrighta Jeszcze przed startem World Matchplay Peter Wright zapowiedział, że wygra cały turniej. Jak powiedział… tak zrobił! W finale Szkot zagrał kolejny koncert i w pewnym stylu ograł Dimitriego van den Bergha! Przez całe spotkanie Snakebite utrzymywał wyraźną przewagę i do samego końca nie dał rywalowi choćby cienia szansy na udaną obronę tytułu. Dla Dimiego był to już drugi występ w finale World Matchplay z rzędu, ale dopiero pierwszy w legendarnym Winter Gardens i pierwszy z udziałem publiki. Być może presja związana z tłumem fanów za jego plecami wpłynęła na jego postawę w pierwszych legach spotkania. W dwóch pierwszych sesjach finału Belg w niczym nie przypominał swojej najlepszej wersji. Mało było w jego grze maksów i 140-tek, a przede wszystkim zawodziły podwójne. Wright w pełni wykorzystał słabszy moment swojego przyjaciela i ekspresowo odskoczył mu na dość wysoką przewagę 8-2. Z czasem Dimi zaczął dochodzić do swojej optymalnej formy. W kolejnych fragmentach znacząco podniósł poziom swojej gry, ale jedno pozostało bez zmian – skuteczność na podwójnych. Przez cały mecz Dream Maker zawodził i seryjnie mylił się na doublach. W spotkaniu finałowym van den Bergh mógł w pełni zrozumieć irytację Krzysztofa Ratajskiego z meczu półfinałowego. W całym meczu Belg na 33 próby tylko 9-krotnie trafiał w podwójne i wygrywał swoje legi. Peter podobnych problemów nie doświadczał. Tak jak w całym turnieju w pełni wykorzystywał swoje szanse i z kapitalną skutecznością trafiał w zewnętrzną obręcz tarczy.

Wright zasłużenie sięgnął po końcowy triumf w World Matchplay 2021

Wright przez cały turniej był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem turnieju i w pełni zasłużenie sięgnął po końcowy triumf. Wystarczy tylko spojrzeć na wyniki Petera w kolejnych rundach – 10-2 Noppert, 11-5 Cullen, 16-7 Smith, 17-10 van Gerwen i 18-9 van den Bergh. Snakebite po prostu demolował kolejnych rywali i żaden nie był w stanie nawet zbliżyć się do wyeliminowania Wrighta z turnieju. Po dość kiepskim początku sezonu nie ma już śladu i Szkot znów jest w swojej optymalnej formie. Kiedy tylko Peter się w takiej znajduje jest niewielu zawodników, którzy są w stanie mu zagrozić i potwierdza to jedynie jego droga do wygrania w Matchplayu. Autor - Arkadiusz Salomon Zdjęcia - Lawrence Lustig, PDC Witrynę wspiera sklep DartTown.pl - specjalistyczny sklep darterski działający i wspierający darta od 2010 roku.